Archiwum dnia: 20 pa藕dziernika, 2014

Jestem kokietk膮 50 +

No nie, nie tak, jak wy偶ej, bo w moim wieku to ju偶 nie wypada tak kusi膰 m臋偶a. Nie chodzi mi w tym wpisie o te bardzo mi艂e sp臋dzanie czasu we dwoje, bo niestety trzeba mierzy膰 si艂y na zamiary, cho膰 wiem, 偶e niekt贸re panie w moim wieku zrobi膮 wszystko, aby umili膰 sobie czas, najch臋tniej z m艂odszym, a s膮 to tzw. kuguarzyce, czy jako艣 tak.

Ja tu chc臋 napisa膰, co robi臋 z m臋偶em, aby przekabaci膰 go na swoj膮 stron臋, bo na przyk艂ad wpad艂 mi do g艂owy szalony pomys艂, 偶e trzeba w domu zrobi膰 ma艂y remoncik, bo przesta艂y mi si臋 podoba膰 w pokoju sto艂owym tapety. Nagle na nie patrz臋 z niech臋ci膮 i widz臋, 偶e tu si臋 lekko odkleja, a od rurki c.o. pojawi艂y si臋 brzydkie smugi, a wi臋c zwracam si臋 o pomoc i zaakceptowanie mojego szalonego pomys艂u. Co s艂ysz膮 kobiety w takich momentach od swoich m臋偶czyzn. Oczywi艣cie, 偶e sobie co艣 ubzdura艂a, 偶e chyba si臋 nudzi, albo, 偶e nie ma sensu, bo z tymi tapetami nic si臋 nie dzieje i wszystko jest jeszcze ca艂kiem okej.

Co robi kobieta w zwi膮zku z takim zapatrywaniem si臋 swojego m臋偶czyzny? Robi wszystko, aby mi艣ka przekona膰 do swoich racji i specjalnie poderwie t臋 znienawidzon膮 tapet臋 tu偶 na wysoko艣ci jego wzroku, kiedy si臋 budzi i tak zwisaj膮ca tapeta musi go ruszy膰.

Ale co si臋 dzieje, 偶e misiek nie zauwa偶a, 偶e mu na wysoko艣ci wzroku zwisa? Gotuje mu pyszny obiad, taki, jakiego dawno nie by艂o i podaje mu razem z ulubionym deserem dawno nie podawanym i kiedy ju偶 tak nasyci mi艣ka, to zaprasza go do salonu, 偶e niby b臋dzie bara, bara i od niechcenia macha mu t膮 oberwan膮 tapet膮.

No kurcze, ale je艣li u mnie i to nie dzia艂a, to robi臋 swoj膮 naj艣mieszniejsz膮 z min, wystudiowan膮 przez lata, kt贸ra zawsze mego m臋偶a rozwala na 艂opatki i tak dochodzimy do konsensusu, 偶e jutro pojedziemy do sklepu, by wybra膰 najpi臋kniejsz膮 tapet臋 do naszego salonu. Prawda, 偶e 聽proste? 馃榾

Ciekawa jestem jak inne kobiety sobie radz膮 ze swoimi opornymi mi艣kami, kt贸rzy najpierw widz膮, 偶e trzeba dokona膰 zakupu nowego gad偶etu do samochodu, aby zaszpanowa膰, zamiast tych g艂upich tapet do salonu. Macie kobietki swoje sposoby, bo ja mam niezawodn膮 mink臋, wystudiowan膮 przez lata i kolana mi艣kowi mi臋kn膮 馃榾

List na dnie przepastnej szuflady

Ewa i Joanna odnalaz艂y si臋 po 40 latach na Facebooku. Obie ju偶 by艂y na emeryturze, a wi臋c mia艂y obie nadmiar czasu i postanowi艂y spotka膰 si臋 w realu. Joanna dawno temu zachorowa艂a na stwardnienie rozsiane i by艂a skazana od wielu lat na w贸zek. Dlatego te偶 Ewa wskoczy艂a w poci膮g i za sze艣膰 godzin by艂a w Warszawie, gdzie mieszka艂a jej dawna kole偶anka.

Taks贸wka zawioz艂a j膮 na ulic臋, gdzie sta艂a wysoka, pi臋kna kamienica. Joanna mieszka艂a na ostatnim pi臋trze, ale dobrze chocia偶, 偶e funkcjonowa艂a winda, bo Ewa sobie nie wyobra偶a艂a, aby musia艂a pokona膰 tyle schod贸w. To musi by膰 uci膮偶liwe dla Joanny – pomy艣la艂a.

Otworzy艂a jej zadbana kobieta o dojrza艂ych rysach twarzy. Umalowana i 艣licznie ubrana, siedzia艂a na w贸zku i z u艣miechem zaprosi艂a Ew臋 do mieszkania. Tyle mia艂y sobie do opowiedzenia, bo tyle si臋 w ich 偶yciu wydarzy艂o. Ewa wychowa艂a dw贸jk臋 dzieci, rozwiod艂a si臋 z m臋偶em w mi臋dzyczasie, ale by艂a szcz臋艣liw膮 babci膮 dw贸ch wnuk贸w, kt贸re motywowa艂y j膮, aby o siebie wci膮偶 dba膰 i by膰 dla swoich dzieci i wnuk贸w jak najd艂u偶ej. Sw贸j wolny czas sp臋dza艂a na spacerach i cz臋sto siada艂a w parku na 艂awce, aby poczyta膰 ciekaw膮 ksi膮偶k臋. Chodzi艂a na wszelkie kulturalne wydarzenia i nawet na emeryturze wr贸ci艂a do zarzuconego malowania obraz贸w, co zaowocowa艂o ma艂膮 galeri膮 w jej mie艣cie. Ewa by艂a pe艂na 偶ycia, zawsze u艣miechni臋ta i mia艂a dla kogo 偶y膰.

Inaczej by艂o u Joanny, poniewa偶 nigdy za m膮偶 nie wysz艂a i nigdy nie chcia艂a mie膰 dzieci. Nie marzy艂a o rodzinie i uwa偶a艂a, 偶e rodzina do niczego nie jest jej potrzebna. Joanna skupi艂a si臋 na wielkiej karierze zawodowej i dobrze jej sz艂o, bo by艂a par臋 lat dyrektork膮 szko艂y 艣redniej, ale kiedy choroba da艂a o sobie zna膰, wszystko dla niej wywr贸ci艂o si臋 do g贸ry nogami. Wiele lat walki o zdrowie i rehabilitacji nie wr贸ci艂o Joannie sprawno艣ci i tak by艂a skazana na siebie w czterech 艣cianach do艣膰 wygodnego mieszkania.

Usiad艂y obie i st臋sknione opowiada艂y o swoim 偶yciu i kiedy Ewa rozpromieniona pokazywa艂a zdj臋cia swoich dzieci, ich rodzin i wnuk贸w – Joanna si臋 rozp艂aka艂a.

– Wiesz Ewo, ja pope艂ni艂am najwi臋kszy b艂膮d w swoim 偶yciu, 偶e nie urodzi艂am ani jednego dziecka, bo teraz jestem kompletnie samotna i opuszczona i nie ma mi kto poda膰 tej przys艂owiowej szklanki wody. Nie wiem dlaczego nie potrafi艂am kiedy艣 my艣le膰 perspektywicznie i tak panicznie ba艂am si臋 macierzy艅stwa. G艂upia by艂am i samolubna i teraz pluj臋 sobie w brod臋, 偶e nie mam nikogo do kochania i nikt nie kocha mnie.

Ewa d艂ugo s艂ucha艂a, co ma do powiedzenia jej dawna kole偶anka i d艂ugo si臋 namy艣la艂a, co ma jej powiedzie膰 i jak pocieszy膰. Postanowi艂a wi臋c z Joann膮 聽poby膰 troch臋 d艂u偶ej, ni偶 to zaplanowa艂a i przez kilka dni obie wybiera艂y si臋 „na miasto”, aby wypi膰 najlepsz膮 kaw臋 w mie艣cie, p贸j艣膰 do kina, czy te偶 zwiedzi膰 okoliczne wystawy i galerie. Joanna by艂a prze szcz臋艣liwa, 偶e Ewa zafundowa艂a jej tak kompletnie inne dni w jej smutnym 偶yciu.

Jednak Ewa musia艂a wraca膰 do siebie, bo wzywa艂y j膮 obowi膮zki. Trzeba by艂o przypilnowa膰 chor膮 wnusi臋, a wi臋c wsiad艂a do poci膮gu i podczas podr贸偶y my艣la艂a o Joannie. My艣la艂a, 偶e na w艂asne 偶yczenie zgotowa艂a sobie taki los, 偶e pies z kulaw膮 nog膮 jej nie odwiedza i nie pomo偶e, kiedy znalaz艂a si臋 w tak nieciekawym po艂o偶eniu. By艂o Ewie bardzo smutno, ale nie mog艂a nic wi臋cej dla niej zrobi膰.

Kiedy Ewa by艂a ju偶 w domu, si臋gn臋艂a do przepastnej szuflady, wbudowanej g艂臋boko w szafie z korespondencj膮 zgromadzon膮 na pami膮tk臋 z bardzo wielu lat. Chcia艂a w wolnym czasie przypomnie膰 sobie jak to dawniej komunikowa艂a si臋 listownie ze swoimi przyjaci贸艂mi i nagle wpad艂 jej list, kt贸ry le偶a艂 sobie spokojnie na samym dnie. List by艂 od Joanny, z czas贸w kiedy ich drogi szkolne si臋 rozesz艂y i ka偶da z nich pod膮偶y艂a inn膮 drog膮 w poszukiwaniu swojego szcz臋艣cia.

Ewa za艂o偶y艂a okulary i czyta艂a, co te偶 mia艂a jej do zakomunikowania jej kole偶anka sprzed ponad 30 lat:

„Kochana Ewo, musz臋 si臋 ci zwierzy膰, 偶e wprost nienawidz臋 dzieci. Nienawidz臋 ich do tego stopnia, 偶e kiedy moi s膮siedzi wchodz膮, czy schodz膮 po schodach z dzieciakami, ja stoj臋 i czekam a偶 przejd膮, bo mnie roznosi na widok tych larw. Pewnie napiszesz mi tu zaraz, 偶e „zmienisz zdanie, jak b臋dziesz mia艂a w艂asne”, albo „Co Ty wiesz, masz dopiero 20 lat i nic nie wiesz o 偶yciu”. Zgoda, ma艂o wiem o 偶yciu, ale co艣 tam wiem, mi臋dzy innymi jestem pewna, 偶e nigdy, przenigdy nie b臋d臋 matk膮.

Podziwiam kobiety, kt贸re zdecydowa艂y si臋 na dzieci, urodzi艂y, zarywa艂y nocki na zmiany pieluch i karmienie, oraz miliard innych drobiazg贸w. Musz膮 聽mie膰 dobre serca, instynkty naturalne, 偶eby mie膰 maluchy itd. Nie m贸wi臋, 偶e to jest z艂e, w 偶adnym wypadku. Dla mnie jednak posiadanie dziecka to tylko wyrzeczenia, stres, nieprzespane noce, obsrane pieluchy i zarzygane ubranka. To koszmar, nie wspominaj膮c o utracie 偶ycia osobistego, a seks z m臋偶em cholernie pewnie traci na atrakcyjno艣ci. W swojej g艂owie widz臋 obraz bladej kobiety w powyci膮ganym dresie z podkr膮偶onymi oczami, wok贸艂 wsz臋dzie pieluchy, kaszki i sraczka, a na r臋kach krzycz膮ca ludzka larwa. Mo偶e jestem t臋pa i egoistyczna z zaledwie 20-letnim sta偶em i faktycznie nic nie wiem. Od najm艂odszych lat by艂am prze艣wiadczona o swoich racjach/pogl膮dach, a teraz si臋 z tego 艣miej臋, bo zdanie zmieni艂am ju偶 dawno. Teraz te偶 mam jakie艣 pogl膮dy, ale podchodz臋 do nich z dystansem, bo wiem, 偶e za jaki艣 czas mog膮 odej艣膰 w niepami臋膰. Natomiast t臋 decyzj臋 o do偶ywotniej bezdzietno艣ci mam zapisan膮 na stale w swoim etosie. Ewo 偶adnych dzieci, nigdy w 偶yciu. I tego nie zmieni臋. A dlaczego? Moja mama, mo偶e nie 艣wi臋ta kobieta, ale powiedzia艂a mi jak wygl膮da, (a przynajmniej jak wygl膮da艂o u niej) wychowanie dzieciaka. Rodzice si臋 szybko pobrali, zaledwie po roku znajomo艣ci. Wzi臋li 艣lub, bo trendy by艂o wzi膮膰 艣lub w wieku 20 lat, modne te偶 by艂o szybkie zrobienie bachora. Nie dlatego, 偶e takie pragnienie, wielka mi艂o艣膰 i potrzeba wydania na 艣wiat potomstwa, lecz zwyk艂y sza艂 na szybkie zak艂adanie rodziny. Kole偶anki mamy te偶 ju偶 by艂y zam臋偶ne i zapylone, wi臋c presja, presja! I taka jest de facto geneza mojego powstania. Reszt臋 ju偶 widzia艂am na zdj臋ciach. M贸j ojciec wychodzi艂 do pracy na ca艂y dzie艅, matka zostawa艂a sama. Nie mia艂a wtedy 偶adnej pracy. Chodzi艂a po domu w powyci膮ganych portach, w szlafroku, ka偶dy jej w艂os stercza艂 w innym kierunku. Po jej聽 twarzy na zdj臋ciach widzia艂am co my艣li – „po co ja sobie to zrobi艂am??”. Larwa wrzeszczy, sra, sika, nie chce spa膰, je w niesko艅czono艣膰, ale g臋by nie zamyka. I tak przez kilkana艣cie miesi臋cy. Bez pomocy m臋偶a, kt贸ry prosto z pracy uwielbia艂 p贸j艣膰 na piwko, czy na imprez臋. Strasznie Ewo jej wsp贸艂czuj臋, 偶e musia艂a mnie ci膮gle nosi膰 na r臋kach, gdy wrzeszcza艂am z nieznanego istniej膮cego powodu, 偶e ca艂y dom nie m贸g艂 spa膰 przez jedno ma艂e g贸wno. Setki obsranych pieluch, kaszek, nocnych pobudek. To istny koszmar. I te偶 wiele razy us艂ysza艂am od mamy, 偶e dzieci to dopust bo偶y, 偶e cz艂owiek jest na wyko艅czeniu nerwowym. No c贸偶, jedyna moja odpowied藕 to taka, 偶e na 艣wiat si臋 NIE prosi艂am. A ka偶dy cz艂owiek by艂 takim stworzeniem, wiem, i rodzice musieli si臋 po艣wi臋ca膰. Nigdy bym nie mog艂a czego艣 takiego zrobi膰, przenigdy.. Straci艂abym cierpliwo艣膰, dziecko by cierpia艂o i mia艂oby usrane dzieci艅stwo. By膰 mo偶e nie ka偶da matka tak ma, zdaj臋 sobie Ewo spraw臋, 偶e s膮 wyj膮tki, ale jednak wi臋kszo艣膰 jest zdewastowana, zm臋czona i znerwicowana”.

Przepraszam Ewo za te wynurzenia, ale tak mam, 偶e nienawidz臋 dzieci i nigdy si臋 na nie nie zdecyduj臋 – nigdy!”

Ewa d艂ugo trzyma艂a ten list w d艂oniach i nie wiedzia艂a, co ma o tym my艣le膰, ale z letargu wybudzi艂 j膮 dzwonek do drzwi – to przysz艂y jej dzieci. Sta艂y z wielkim bukietem r贸偶 w drzwiach, bo Ewa zapomnia艂a, 偶e dzi艣 obchodzi swoje kolejne urodziny, a oni wszyscy pami臋tali!