Archiwum dnia: 1 listopada, 2014

Zdradz臋 Wam dwie tajemnice :)

Kochani! Ja wiem, 偶e to s膮 szczeg贸lne dni, kiedy idziemy na groby naszych bliskich i w贸wczas wpadamy w taki stan, 偶e zastanawiamy si臋, co to nasze 偶ycie jest warte i oceniamy w skryto艣ci ducha tych, kt贸rych kiedy艣 znali艣my. Tych, kt贸rzy nas wychowali i tych, kt贸rych bezwzgl臋dnie kochali艣my i kochamy wci膮偶, mimo, 偶e ju偶 Ich z nami nie ma. To s膮 szczeg贸lne chwile, kiedy stoimy nad grobem bardzo kochanego Ojca i Matki, albo nad grobami tych, kt贸rzy zrobili nam wiele krzywd i te krzywdy s膮 wci膮偶 w nas. Chcemy wybaczy膰, chcemy zapomnie膰 te chwile, kiedy Ojciec nas bi艂 za byle co, a Matka pi艂a i nie umia艂a broni膰 swojego potomstwa.

Co gr贸b, to jaka艣 historia, a mo偶e to by膰 historia najpi臋kniejszego dzieci艅stwa, albo historia dzieci艅stwa pe艂nego mrocznych wspomnie膰. To s膮 historie, kiedy spoczywa na cmentarzu nasze rodze艅stwo, kt贸re by艂o dla nas ca艂ym 艣wiatem, albo rodze艅stwo patologiczne, kt贸re straci艂o 偶ycie na skutek niehigienicznego 偶ycia.

To s膮 tak r贸偶ne historie i gdyby ka偶dy z nas zechcia艂 opisa膰 swoje my艣li nad grobami, wysz艂a by z tego interesuj膮ca opowie艣膰, pe艂na psychologicznych przemy艣le艅.

By艂am dzisiaj z moim m臋偶em na naszym cmentarzu i jak, co roku zapalali艣my 艣wiate艂ka tak偶e naszym znajomym. Obeszli艣my ca艂y cmentarz i zostawili艣my na grobach ponad 20 symbolicznych zniczy na znak, 偶e pami臋tamy i o nich i s膮 w naszych sercach na zawsze. Nad nie jednym grobem, sobie burnk臋艂am, 偶e to by艂 fajny przyjaciel, ale 偶ony to on nie szanowa艂 i zdradza艂 j膮 pok膮tnie, a 聽mimo to, ta 偶ona dba o jego gr贸b i ukwieci艂a go w bia艂e stokrotki na znak niewinno艣ci, bo my kobiety potrafimy przebacza膰 i zapominamy, co by艂o z艂e. Nad nie jednym grobem stwierdzi艂am, 偶e to by艂 fajny facet i dba艂 o rodzin臋, a by艂 pracoholikiem i serce w pewnym momencie nie wytrzyma艂o. Mo偶e w ten jasny przekaz ich po偶egna艂am, cho膰 m膮偶 stwierdzi艂, 偶e jestem 偶mija do b贸lu. Nie jestem 偶mij膮, a realistk膮 i pami臋tam ekscesy i dobre uczynki, bo ja szczera jestem do b贸lu. Z pewno艣ci膮, kiedy mnie ju偶 nie b臋dzie, kto艣 tam, te偶 聽mnie podsumuje,bo to naturalne jest i niech ka偶dy uderzy si臋 w piersi, 偶e nie gada nad grobami.

Ale 偶ycie toczy si臋 tu i teraz i wracam na ziemi臋, cho膰 jutro s膮 Zaduszki. Niestety, ale moje przemy艣lenia schodz膮 w ko艅cu do doczesnych spostrze偶e艅 i wiecie co?

Dzisiaj 1 listopada i 偶aden troll mnie nie obrazi艂, a jeszcze wczoraj przed p贸艂noc膮 zostawi艂 taki oto komentarz na m贸j temat:

nie maja tylko Scarett
Halloween i biedaczka zmartwychwsta艂a. Pijaczko nie ma na 艣wiecie drugiej takiej wulgarnej ,chamskiej baby.聽

Kto mo偶e napisa膰 takie bzdury wyssane z palca, je艣li nie 艣wir i hejter, ale lecimy dalej:

Prawda, 偶e czas wraca膰 na ziemi臋? No wi臋c informuj臋 wszystkich, kt贸rzy maj膮 te same, co ja do czynienia z wyj膮tkowym 艣cierwem w sieci, aby艣cie nie zg艂aszali tego w formie elektronicznych pozw贸w, mimo, 偶e na stronie policji, jest podany mejl i oferta, 偶e to wystarczy, aby zg艂osi膰 cyber przest臋pstwo. To jest jedna wielka 艣ciema, bo z organami 艣cigania trzeba pracowa膰 tak, aby wszystko by艂o na papierze i podpisane w艂asnor臋cznie.

Z mojej strony to jest taka porada dla ofiar stalkingu i mobbingu w sieci.聽

Zobaczcie, co si臋 dzieje, je艣li p贸jdziecie do kancelarii prawnej i fachowo prawnik napisze dla Was odpowiednie pismo. Nagle zostaniecie zasypani pismami i by膰 mo偶e za trzy lata ha ha, dopniecie swego, 偶e osoba Was szykanuj膮ca poniesie zas艂u偶on膮 kar臋, a Wy opublikujecie to w sieci, 偶e szuja zosta艂a zdemaskowana. Musicie w naszym pa艅stwie uzbroi膰 si臋 w cierpliwo艣膰, bo nie ma tak hop siup. Nasza polska rzeczywisto艣膰 jest s艂aba, a Wy musicie mie膰 du偶o w sobie determinacji i oby do 艣mierci Wam jej starczy艂o.:D

Marz臋 o tym, aby lico sfotografowa膰 hipokrytki, kt贸ra za艂o偶y艂a to forum:

http://humor-ole.forumakers.com/forum

Siedzi to, to na moim blogu od rana do wieczora, kopiuj膮c moje tre艣ci i kradn膮c bez 偶adnych skrupu艂贸w. Bawi si臋, rozkoszuje si臋, o艣miesza, ale je艣li dane b臋dzie mi pozna膰 tego plugawca, to b臋d臋 codziennie upublicznia艂a jej twarz. Mo偶e si臋 doczekam, kiedy to 艣cierwo dopadn臋 i za偶膮dam, by zap艂aci艂a grzywn臋 na hospicjum dla chorych dzieci, a to 艣cierwo mnie atakuje z Warszawy.

A ja dzisiaj mam dzie艅 dobroci dla trolli, wstr臋tnych trolli i napisa艂am taki wiersz, nie wiersz, sumuj膮cy hipokryzj臋 czarnych charakter贸w, kt贸re dzisiaj zamilk艂y jak gr贸b!

„Naftalinowy 艣wiat i smr贸d”

聽Trzeba chocia偶 w listopadzie zamkn膮膰 si臋 na troch臋.

Trzeba raz na rok zasznurowa膰 sobie g臋b臋.

Trzeba chocia偶 tego dnia wyj膮膰 z szafy ko偶uchy.

Trzeba chocia偶 raz w roku uczesa膰 rozczochrane kud艂a
Trzeba tego dnia pokaza膰 si臋 w mie艣cie,
bo niechaj widz膮, 偶e damulka 偶yje jeszcze.
Trzeba tego popo艂udnia pocz艂apa膰 na msz臋
i zrobi膰 dzi贸bek i koniecznie pomodli膰 si臋.
Trzeba powiedzie膰 dzie艅 dobry znajomym,
i zrobi膰 dobre wra偶enie, a jutro?
Wszystko zacznie si臋 od nowa i b臋dzie
hipokrytka na forach trollowa膰.
Kochamy trolli, ale trzeba zda膰 sobie spraw臋,
偶e dla niej trollowanie nie jest zabaw膮.
Ona si臋 budzi i zasypia ze swoj膮 ofiar膮,
a przed rodzin膮 zgrywa dobr膮 matk臋 i 偶on臋,
ale na szcz臋艣cie starucha ma dni policzone,
a karma lubi wraca膰 i potem nastanie ju偶 tylko
szcz臋艣liwo艣膰, kiedy hipokrytce dup臋 艂opat膮 oklepi膮.

Kiedy m臋偶czyzna staje si臋 wielk膮 pomy艂k膮

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽

W niewielkim miasteczku mieszka艂o sobie ma艂偶e艅stwo w niewielkim mieszkaniu. To by艂 pok贸j z wn臋k膮 i osobn膮 kuchni膮. Ona, to pani Lola, wzi臋ta piel臋gniarka w miejskim szpitalu, kt贸r膮 wszyscy szanowali za profesjonalizm, bo czasami by艂a lepsza od lekarzy, a tak偶e za du偶膮 dawk臋 empatii w stosunku do potrzebuj膮cych.

Pani Lola by艂a 艣liczn膮 kobiet膮, a jej znakiem rozpoznawczym by艂a burza g臋stych w艂os贸w, kt贸re upina艂a w charakterystyczny, wysoki kok. Zawsze by艂a ciekawie ubrana i mia艂a sw贸j styl, a do tego na jej ustach nigdy nie zabrak艂o krwistoczerwonej pomadki. Mia艂a ciekaw膮 urod臋, a oczy podkre艣la艂a zawsze dopracowan膮 kresk膮 i by艂a podobna do Bardotki.

Pan Wac艂aw, m膮偶 pani Loli, to taki zwyk艂y pan, kt贸ry pracowa艂 w bran偶y naprawy samochod贸w i by艂 dobrym fachowcem, bo je艣li zepsu艂 si臋 komu艣 samoch贸d, to pan Wac艂aw tylko pos艂ucha艂 pracy silnika, a wiedzia艂, co samochodowi dolega.

Pani Lola nie mog艂a mie膰 dzieci i oboje nad tym ubolewali, ale najbardziej ubolewa艂 nad niep艂odno艣ci膮 swojej 偶ony pan Wac艂aw, poniewa偶 kiedy spotyka艂 si臋 w Banderosie, miejscowej knajpie z kolegami, to pi艂 i p艂aka艂, 偶e 偶ona nie daje mu upragnionego potomka. Pi艂,a potem przychodzi艂 do domu i 偶on臋 bi艂 i wyzywa艂 od najgorszych.

Nie raz s膮siedzi s艂yszeli jak pani Lola p艂aka艂a z rozpaczy przez uchylone okno, bo echo jej rozpacz nios艂o. Nie raz krzycza艂a, aby si臋 wynosi艂 i przesta艂 zatruwa膰 jej 偶ycie i nie raz kto艣 wzywa艂 policj臋, bo tam u nich w domu cuda si臋 dziej膮.

A potem nast臋powa艂a cisza i nikt ju偶 nie zastanawia艂 si臋, czy pani Lola cierpi i czy pan W艂adek ju偶 wi臋cej jej nie zrani i nie dotknie, bo wizyta policji na troch臋 studzi艂a jego zap臋dy do nast臋pnego razu.

Pan W艂adek kocha艂 pani膮 Lol臋, bo kiedy by艂 trze藕wy robi艂 w domu porz膮dki i s膮siedzi widzieli, 偶e myje okna bardzo dok艂adnie jak na m臋偶czyzn臋. Robi艂 zakupy i gotowa艂 dla nich obiady, ale to by艂y takie zrywy opami臋tania, bo potem wszystko wraca艂o do stanu upojenia alkoholowego. Pani Lola te偶 kocha艂a swojego m臋偶a, ale by艂a to mi艂o艣膰 przez 艂zy.

Nie potrafili si臋 rozsta膰 i tak przez wiele d艂ugich lat ze sob膮 si臋 szargali. Przez wiele lat godzili si臋 i k艂贸cili na oczach ciekawskich s膮siad贸w, kt贸rzy byli kompletnie zdezorientowani.

Pani Lola by艂a ju偶 w s艂usznym wieku i nagle mocno przyty艂a i pewnego razu id膮c objuczona zakupami niebezpiecznie upad艂a i zbi艂a sobie kolana, a zakupy rozlecia艂y si臋. Od tego momentu nikt wi臋cej nie widzia艂 pani Loli, gdy偶 ta na zawsze zamkn臋艂a si臋 w domu i nigdy wi臋cej tego domu nie opu艣ci艂a. Nikt nie wiedzia艂 dlaczego i w艂a艣ciwie nikt nie wnika艂 dlaczego pani Lola wybra艂a taki spos贸b na 偶ycie. Gadali po k膮tach, 偶e mo偶e ten upadek tak j膮 zawstydzi艂, a mo偶e jest tak bardzo chora, 偶e choroba j膮 odci臋艂a od 艣wiata zewn臋trznego.

Bywa艂y dalej jazdy pana W艂adka i s膮siedzi czasami s艂yszeli ja pani Lola rozpacza, bo czy zim膮, czy latem okno mieli uchylone, ale nikt nie odwa偶y艂 si臋 ju偶 zg艂asza膰 tego na policj臋. Wszyscy wiedzieli, 偶e jak pan W艂adek wytrze藕wieje, to wszystko jako艣 si臋 u艂o偶y u nich.

S膮siedzi byli ciekawi, co dzieje si臋 z pani膮 Lol膮, kt贸ra z osiedla znikn臋艂a, ale nie byli w stanie niczego si臋 dowiedzie膰, bo w ich oknach wisia艂y bardzo g臋ste firany. Czasami kto艣 zauwa偶y艂 jak odchyla si臋 firana i pani Lola podlewa kwiaty na parapecie i poza tym niczego o pani Loli nikt nic nie wiedzia艂. Domys艂om nie by艂o ko艅ca, bo mo偶e pani Lola jest le偶膮ca, a mo偶e rozum jej odj臋艂o. Byli ciekawi, ale nie w艣cipscy, gdy偶 uwa偶ali, 偶e ka偶dy 偶yje jak chce.

Nagle pan W艂adek zdj膮艂 te g臋ste firany i w oknach zrobi艂o si臋 pusto, bo nikt nie zauwa偶y艂 i nie wiedzia艂, 偶e pani Lola 聽umar艂a i w艂a艣ciwie nikt nie poszed艂 na cmentarz j膮 po偶egna膰. Odesz艂a tak cicho, 偶e pochowano j膮 w obecno艣ci tylko jej m臋偶a i kilku jego kumpli. Po pogrzebie wyprowadzi艂 si臋 z ich mieszkania i jak ludzie m贸wili, przesta艂 pi膰 i wzi膮艂 si臋 w gar艣膰, gdy偶 na jego drodze stan臋艂a nowa, du偶o m艂odsza mi艂o艣膰, kt贸ra mia艂a nie艣lubne, czteroletnie dziecko. Mieszka艂a w niewielkim domu na wsi i tam pan W艂adek si臋 zakotwiczy艂 i pokocha艂 jak swoje, dziecko nowej mi艂o艣ci. Ludzie szepcz膮, 偶e to nie jest ten sam cz艂owiek!