Kiedy kobieta kocha za bardzo!

Ewa była ładną kobietą i mogłaby mieć wiele miłości, bo podobała się mężczyznom. Dość wysoka blondynka o gibkiej kibici i ładnych nogach. Oglądali się za nią, kiedy biegła do pracy, a była bardzo punktualna. Nie lubiła się spóźniać i zawsze była pierwsza. Mimo, że miała dwoje, malutkich dzieci starała się być zadbana i nigdy nie pozwoliła sobie, aby biec do pracy bez makijażu.

Zakochała się na umór w żołnierzu zawodowym, strasznie przystojnym facecie i za nim oglądały się też babki, ale ona mu ufała bez granic. On wyjeżdżał często do innego garnizonu i zostawił ją na długie tygodnie, a czasami na miesiące. Radziła sobie świetnie, bo była ogromnie zorganizowana, młoda i silna. Tylko kiedy kładła się zmęczona wieczorem, brakowało jej bardzo męża. Kochała go do szaleństwa, ale nie wiedziała, że:

W małym miasteczku, gdzie stacjonował jej mąż,  urzędowały  w jednym z mieszkań, panie miłe i młode i bardzo rozkoszne, które prowadziły dom otwarty i każdego wieczora odbywały się w nim alkoholowe libacje. Panie uważały się za otwarte i bezpruderyjne, a więc po mieście poszła fama, że można tam wstąpić i dobrze się zabawić. Nie było przepustek i żadnych ograniczeń, a więc panowie lgnęli tam jak pszczoły do ula.

O tej melinie dowiedzieli się dwaj panowie, którzy byli żołnierzami zawodowymi i mieszkali w koszarach, choć w innym mieście czekały na nich spragnione i tęskniące żony z dziećmi. Panowie korzystali z przepustek i zachodzili, zresztą bardzo chętnie do młodych dam, rozrywkowych dam i tam często i gęsto budzili się o poranku, po mocno zakrapianej nocy, a potem wracali do swoich zajęć w jednostce.

Wszystko ładnie i pięknie się układało i panowie dobrze z paniami się bawili, bo zawsze to była jakaś rozrywka w ich monotonnym i stresującym życiu. Wracali od żon, gdzie pobawili się ze swoimi dziećmi, a po powrocie do koszar, rozrywka z paniami była nad wyraz znów  pociągająca i nie chcieli z tego rezygnować. Panie były wesołe i dobrze się z nimi spędzało puste wieczory.

Jedna z pań, a było jej na imię Grażynka zakochała się w jednym z nich, czyli w mężu Ewy.  Pasowali do siebie, bo ona brunetka z niebieskimi oczyma, a on przystojny, śniady mężczyzna, który wpadł w oko Grażynie. Miał to coś w sobie, a więc urodę i niesamowite poczucie humoru. Grażynie nie przeszkadzał fakt, że facet ma w domu żonę i dwie śliczne córki. Ubzdurała sobie, że musi go mieć za wszelką cenę i odbierze go żonie, która gdzieś tam na męża czekała.

Żartowała sobie, że gdyby z nią został, to ona z pewnością urodzi mu syna, o którym tak zawsze mówił między jednym kieliszkiem, a drugim. Śmiała się, że kiedy będzie pełnia księżyca, to ona zwabi go do alkowy i tak poczną wymarzonego syna, o  którym on w żartach mówił, że chciałby przedłużyć swoje nazwisko, a córki tego mu nie gwarantowały. Utwierdziła go, że widocznie żonka jest do niczego, skoro rodzi mu same baby.

Tak bardzo wzięła sobie to do serca, że pewnego wieczora, kiedy była pełnia księżyca, a ona miała dni płodne, podlała mu sporo alkoholu i zwabiła do drugiego pokoju, wijąc się przed nim, aby tylko doszło do kontaktu seksualnego i faktycznie doszło, czego on na drugi dzień kompletnie nie pamiętał.

To był początek lat 80-tych, kiedy nikt nie słyszał jeszcze o Internecie, mejlach i wiadomościach na Facebooku. Pisano listy, które szły dość długo i do Ewy przyszedł właśnie taki list od anonimowego adresata, podpisany – życzliwa.

Ewa dowiedziała się o romansie męża i ciąży jego kochanki. Oczywiście mąż się wszystkiego wyparł jak to zwykle bywa. Wsiadła w pociąg i odnalazła ową Grażynkę, która też się wyparła, ale po urodzeniu córki podała męża Ewy do sądu o alimenty, a więc dla Ewy sprawa była jasna. Mąż Ewy wciąż się wypierał i zaklinał, a więc kazała mu zrobić badania. Nie było przecież badań DNA, a jedynie badanie z krwi. Okazało się, że jej mąż może, ale nie musi być ojcem.

Ewa jednak uwierzyła, że jej mąż jest ojcem tego dziecka i kompletnie się rozsypała. Mimo, że była silną kobietą, to ją to wszystko psychicznie wessało i nie dawała sobie kompletnie z tym rady. Pewnego razu pojechała do tego miasteczka i widziała jak ulicą przechadza się kochanka jej męża z ich wspólnym dzieckiem. Nie mógł się wywinąć, bo mała była jak zdjęta skóra z jej męża.

Ten widok ją dobił i sięgnęła po alkohol. Zapijała swój smutek i te wszystkie niedopowiedzenia między nią, a jej mężem. Piła, ale nie zaniedbywała domu i dzieci. Nie zaniedbywała też pracy i sama nie wiedziała jak to wszystko była w stanie ciągnąć, ale wszystko było do czasu.

Wkradły się tabletki między alkohol i tak to wszystko mieszała. Nie miała siły na sprawę rozwodową, bo wciąż kochała jak wariatka tego faceta. Uciekała od myśli, które ją drążyły, a wyobraźnia pracowała.

Mąż Ewy dbał o nią i dzieci i ona to widziała, bo starał się jak tylko mógł, aby dodać jej sił i by zapomniała o tym wszystkim, co złego jej zrobił. Odrzuciła więc alkohol, który wciągał ją w przepaść, ale biegała do lekarzy, aby tylko mieć wciąż przy sobie zapas tabletek na uspokojenie. Łykała je przed pracą, po pracy i przed snem i tak minęło jej 20 lat życia.

W pewnym momencie tabletki wmanewrowały ją w potężną depresję i przestała kompletnie radzić sobie ze wszystkim. Poddała się i sama przed sobą się przyznała, że musi brać coraz większe dawki, bo inaczej pociąg życia ją wysadzi i zostanie na bocznym torze.

Zwierzyła się swojemu lekarzowi, że bierze coraz więcej leków, a ten natychmiast skierował ją na oddział psychiatryczny na odtrucie kategoryczne od tego leku.

Pojechała, choć bała się piekielnie, co dalej i jak będzie żyła jeśli lekarze zaznaczą w karcie na czerwono, że nikt, ale to nikt nie może już jej wypisać tego leku.

W szpitalu przeszła piekło w swojej głowie. Coś jej się waliło na głowę, a mózg wywracał się na drugą stronę i z wielkim hukiem dawał jej znać, że albo przeżyje, albo zwariuje. Nikomu się nie skarżyła, że w jej psychice zapalił się wulkan i leje się lawa, a tylko leżała dniami i nocami skulona jak pies i wyła wewnętrznie. Brakowało jej sił i już myślała, że nigdy nie wróci do domu, a jeśli wróci, to nikt jej nie pozna i nie będzie wiedziała jak dalej ma żyć.

Kiedy lekarze stwierdzili, że już jest gotowa, z klauzulą, że zaszyły zmiany w mózgu, które kwalifikują ją na dozgonną rentę, to się załamała, ale zdawała sobie sprawę, że mają rację. Wiedziała, że nigdy już nie wróci do pracy. Wiedziała, że wszystko nadal ją przeraża, a depresja rozganiana przez antydepresanty będą jej towarzyszyły do końca jej żywota. Bez nich popadała w stany lęku i paniki. Bez nich nie sypiała i  była drażliwa, a więc dziękowała lekarzom, że dobrali jej dobre leki dzięki którym jako tako mogła funkcjonować.

Mąż Ewy wciąż był przy niej i był na każde jej zawołanie. Woził po lekarzach i czekał cierpliwie w kolejkach do nich. Zmienił się i bił się w piersi, że tak bardzo zniszczył jej życie.

Ewa powoli wracała do równowagi, ale potrzebowała poczucia wielkiego bezpieczeństwa i stabilności i to po latach szarpaniny dał  jej mąż. Powoli wracała do siebie i mimo potwornych przeżyć zaczęła się uśmiechać, choć schowała się w swojej skorupie i mało wychodziła do ludzi. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że mimo wszystko ludzie w mieście , którzy kiedyś ją potępiali, że się nie rozeszła, teraz ją podziwiają i uśmiechają się do niej. Pamiętają, jaka była uprzejma w pracy, ale najważniejsze usłyszała od swoje lekarki po latach.

– Pani Ewo, jest pani piękną wewnętrznie kobietą i silną. Mam pacjentki, które nigdy sobie nie poradziły z alkoholem i tabletkami i wciąż trwają w swojej matni i przeżywają swoje demony, a pani dała radę. Gratuluję. 

Po tych słowach swojej lekarki szła do domu, a łzy zasłaniały jej drogę. Nikt jej tak nie pochwalił po latach heroicznej walki o swoje małżeństwo i miłość.

Ewa na zawsze znienawidziła imię Grażyna! Mąż po ponad dwudziestu latach zaproponował, że jest w stanie zrobić badania DNA, ale Ewa zabroniła, gdyż nie chciała krzywdzić jego ewentualnej córki!

Wciąż żyją razem, a ludzie mówią, że są wspaniałym małżeństwem. Ewa mimo, że schowała się przed światem, okazała się silną i mądrą kobietą, ale tylko ona wie, ile za tę miłość zapłaciła!

6 myśli na temat “Kiedy kobieta kocha za bardzo!

  1. Opisałaś ciekawą i tragiczną historię życia Ewy.
    Ona pomimo wielu zdrady i wstydu, nie zawahała się,
    aby walczyć o swoje małżeństwo.
    Walczyła, bo zależało jej na mężu, na dzieciach, na rodzinie.
    Uważam, że męża musiała bardzo kochać.
    Pomimo, że popadła w depresję to jednak ją po wielu latach przezwyciężyła.
    Przebaczyła, bo kochała, bo chciała być razem.
    Myślę, że wsród kobiet jest wiele takich Ew i podobnych przypadków.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s