Archiwum dnia: Styczeń 9, 2015

Hejter wyrzuca pieniądze w błoto!

Jak wiecie, Ci którzy mnie czytają, to wiecie, że jestem uczulona na hejt w sieci i wszelkie przejawy agresji i trollingu. Wiecie prawda? W moich zakładkach jest rubryka, tylko dla mnie pod nazwą ” Moja walka z trollami wciąż trwa”, a więc wciąż trwa, bo ja nie lubię swoich czytelników wpuszczać w maliny. Zakładka jest pod hasłem, ale uwierzcie, że tam jest stos dokumentów, jakie leżą też w mojej teczce. Co z tego wyjdzie, to chyba sam diabeł z rogami tylko wie, bo ja nie wiem. Jest to smutna konieczność, ale postanowiłam walczyć do ostatniej kropli krwi 😀

Ale kochani moi! Ja taki pyłek w świecie Internetu i napotkałam na swojej drodze na kanalie. Ja taki nic nie znaczący pryszczyk, napotkałam na swoich hejterów, psychofanów i nie wiem czym sobie zasłużyłam, że mój blog jest solą w oku takich starowinek, ale widocznie, to co piszę, powoduje u nich odruch wymiotny i czkawkę. Trudno i przepraszam za niestrawności, ale jest jedno wyjście z tej choroby – nie czytać! Proszę usunąć mojego bloga z ulubionych, z zakładek, a zdrowie odzyskacie migusiem! 😀

No, ale jeśli łykacie kropelki na żołądek i dalej czytacie, a potem opluwacie mojego bloga i mnie, to ja wam piszę, że wyrzucacie swoje ostanie pieniądze w błoto. Człowiek, który zajmuje się hejterstwem trwoni, często swoje ostatnie pieniądze, opłacając Internet, a w Polsce tani nie jest. Wyrzucacie kasę, by opluć, zgnoić, zamiast iść do kawiarenki na smacznego ptysia i dobrą kawę z pianką, a więc zobaczcie ile tracicie w swoich ostatnich latach. Tak, tak ostatnich, bo może jeszcze jakieś 20 lat wam zostało tego hejterstwa, a potem kaplica. 😀 Tak więc po co tracić swoją energię i pieniądze na taką działalność?

Ale niektórzy muszą, bo się uduszą i szlag niech trafi tego ptysia i kawę w dobrym towarzystwie, kiedy w samotności największą frajdę niektórym przynosi – dowalanie w najbardziej podły sposób, a potem hejter ma uśmiech na twarzy z dobrze wykonanego zadania i idzie spokojnie spać, ale mam nadzieję, że jego sny, to są koszmary i tak powinno być, bo w przyrodzie nic ponoć nie ginie.

Przeczytałam apel Jacka Pałasińskiego, dobrego dziennikarza, który dał na swojej stronie taki oto komunikat: Czytaj niżej 🙂

Zainspirował mnie do tego wpisu i nadal twierdzę, że hejterzy marnotrawią swoją kasę, zamiast kupić sobie nowe buty, nazbierać na ekstra wycieczkę, pójść na piwo w towarzystwie, opłacić super koncert, kupić bilet na oscarowy film, albo zwyczajnie kupić wnukom od czasu do czasu fajny prezent i tu piszę do babinek, które mnie tu śledzą i to jest smutne, że opłacają łącze na tak perfidną działalność. Wstyd i brak wyobraźni, ale mi ich nie żal wcale.

Internauci dali wsparcie Panu Jackowi, a mnie daje wsparcie mój mąż i szafa gra i dalej będzie się kręcić. 😀 Nie w smak, to już wasz problem. 😀

„W Jakimś czasie zacząłem prowadzić drugi blog, przebierając jednak w komentatorach. Wydawało się, że to jest dobra formuła, ale okazało się, że nie. Przy okazji aresztu Romana Polańskiego wyszło na jaw, że z tym moim kręgiem korespondentów dzieli mnie niemal wszystko. Nie miało sensu ciągnąć.
Dzisiaj zastanawiam się, dlaczego tak wielu ludzi, zostawiających komentarze pod moimi wpisami chciało zostać moimi „znajomymi.” Wszystko nas dzieli, wizja świata, wizja przyzwoitości, wizja praw i obowiązków, powinności społecznych, odpowiedzialności za słowo, wizja wolności. Innymi słowy mamy tak odmienne spojrzenie na podstawowe rzeczy.
Nie mam zamiaru przekonywać, że moja wizja czy poglądy są słuszne, a cudze – niesłuszne. Nie roszczę sobie prawa do racji, a już z pewnością do nieomylności. Nie zamierzam zmieniać niczyich poglądów. Ale – po co tu jesteście? Chcecie poznać mój punkt widzenia, czy narzucić mnie i innym własny, tak odmienny od mojego?
Jak pisałem wczoraj – jestem przygnębiony. Wychodzi na jaw, że w niejednym z moich komentatorów dominuje nietolerancja, złość, mściwość, brak empatii, a co gorsza brak refleksji, czyli wszystko to, czego ja nie lubię. I zastanawiam się poważnie: po co mi to? Czy każda publiczna moja wypowiedź musi się wiązać z przykrością? Może lepiej znowu zamilknąć.”
Reklamy

Będą dostępne jak żelki z Biedronki

Hm, właściwie to ten temat nie powinien mnie już kompletnie obchodzić, bo ja tu już mogę bez żadnych zabezpieczeń. Trzeba przeżyć trochę tych lat, aby sobie na ten luksus  zasłużyć 😀

Będą dostępne jak żelki z Biedronki, czyli bez recepty i takich tam innych zachodów, aby taką receptę zdobyć, a ta kobieta, która starała się, to wie, że to była droga przez mękę i doznała ogólnego oburzenia, czy to lekarza z sumieniem, czy to rodziny, czy też społeczeństwa i poczuła ten stygmat napiętnowania.

Bruksela zdejmuje klauzulę reglamentacji na pigułkę po stosunku o nazwie  ellaOne i tak wszystkie kraje europejskie mogą tę dowolność przyjąć, albo utrzymać w mocy stare zasady, czyli jednak lekarz i recepta. Ciekawa jestem, a może jeszcze nie wiem, jaką postawę w tym temacie przyjęło nasze państwo, katolickie państwo!

Ale tak sobie myślę, że tak liberalne prawo dla kobiet prowadzić będzie do rozwiązłości i braku odpowiedzialności za swoją rozrodczość i planowanie macierzyństwa, bo przecież wystarczy będzie pójść do apteki i po kłopocie.

Wiecie, że świat się starzeje i ostatnio obejrzałam dokument ukazujący puste miasta w Japonii, gdzie zostali już tylko starzy ludzie, bo nie rodzi się nowe pokolenie i za chwilę nie będzie miał kto pracować, aby tych starych utrzymać? A tu mamy jak na dłoni taką oto tableteczkę i wystarczy ją zażyć do pięciu dni po stosunku i już nie będą się kobiety miały powodu zamartwiać, ale nie wiem, czy to jest takie dobre dla kobiet, kiedy zdejmuje się z nich odpowiedzialność właśnie.

Tabletka ta nie jest tabletką wczesnoporonną, a nie dopuszcza do zapłodnienia jajeczka i jest podobno dość droga, a jeśli nie będzie jej można kupić w Polsce bez recepty, to myk za granicę i znów kłopot z głowy.

Może się stać tak, że kobiety zaprzestaną obserwacji swojego ciała i w kąt pójdą inne środki zapobiegania ciąży, bo kto tam będzie się bawił w jakieś tam obliczania dni płodnych i niepłodnych i nie będzie rozpaczy jeśli zabraknie prezerwatywy, a więc hulaj duszo, piekła nie ma – oj, dziecka nie ma i nie będzie!

Jakieś to trochę smutne jest.

 

 

„dzień