Archiwum dnia: Styczeń 13, 2015

Moje demony postawiły już rogi!

Leżymy sobie wieczorem z mężem i oglądamy telewizję, to znaczy ja oglądam, a mąż jest  w Internecie w poszukiwaniu tam czegoś. Trzymam go za rękę, cieplutką jego rękę i jest nam tak dobrze, aż tu nagle durne myśli mi przychodzą do głowy, bo co ja bym zrobiła, jeśli ta moja, jego kochana ręka nagle stałaby się zimna. Łzy mi napływają do oczu niemal natychmiast i zimny dreszcz po mnie przechodzi, bo zaczęłam się panicznie bać.

Zaczęłam sobie wyobrażać, że nagle zostaję sama, bo mąż mnie zostawia na tym łez padole, bo mu się zachciało umrzeć pierwszym i zrobić mi tak paskudnego psikusa. Płaczę tak, by tego nie zauważył i nie zauważył, bo tłumię w sobie skutecznie moje emocje i nie dzielę się nimi. Przeszło za chwilę, to znaczy zatamowałam łzy i dziękowałam sobie, że się nie zdradziłam, ale myśli poszły dalej.

Wyobrażam sobie powrót do pustego domu tuż po pogrzebie, gdzie było dużo ludzi, bo mąż jest strasznie lubiany.  Wyobrażam sobie, że są przy mnie bliscy, ale najchętniej to bym została sama, nie wiadomo po co? Wszyscy deklarują pomoc, ale ja tego nie słyszę i nadal chcę zostać sama ze swoimi łzami i bólem,  bo nagle wszystko zaczyna mi przeszkadzać, bo za dużo słów, co męczy.

Wychodzą, a ja faktycznie zostaję sama i co? Kładę się ze swoją rozpaczą i wiem, że mąż już nigdy ze mną nie będzie. Już nie wykona żadnego telefonu, już nigdy nie odkręci kurka z wodą, już nigdy nie spuści po sobie wody, już nigdy nie zrobi mi jajecznicy najlepszej na świcie,  ani nie zrobi zakupów – cięższych, już nigdy nie będziemy się spierać, co oglądać w telewizji, już nigdy mnie nie przytuli, już nigdy się nie posprzeczamy, już nigdy nie powie mi, że w nocy pochrapywałam, już nigdy nie zabierze mnie nad jezioro, już nigdy nie pojedziemy do wnuków, już nigdy nie będziemy wspólnie planować świąt  – już Nigdy nic!

Niestety, ale moje myśli brną dalej! Co ja ze sobą zrobię, kiedy nie daj losie, już go nie będzie, bo czy mam opróżniać jego zakamarki w szufladach i w szafkach, gdzie trzyma swoje ważne rzeczy? Czy mam się pozbywać jego rzeczy i co z nimi niby mam zrobić? Czy mam oddać biednym czy jednak niech wszystko zostaje bez zmian?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć, bo wiem tylko jedno, że w razie czego nie pozbieram się nigdy i za chwilę i mnie też na tym świecie nie będzie, bo tego nie przeżyję i niech szlag trafi kontakt z ludźmi w sieci i niech ten blog żyje swoim życiem, bo ja nie będę chyba miała już do tego serca. Ale może dam sobie radę z przeżywaniem żałoby i w tym właśnie pomoże mi mój blog? Pisanie o swoich emocjach pomaga i może i mnie by pomogło, ale póki co?

Kochani, to nie sen, a tylko coraz częściej dopadające mnie demony o przemijaniu, ale czy oby nie za wcześnie? Może za wcześnie, a może i nie, bo nie znamy dnia, ani godziny, a czas tak szybko upływa!

Losie, zabierz mnie pierwszą, ale może ja jestem egoistką. Czy znów będę musiała się zmierzyć z koleją rozpaczą, tylko, czy dam sobie radę?

Boję się, bo całe swoje życie kochałam bardzo i jeśli zostanie mi odebrane, nie będzie łatwo!

Ps. Kochajcie się ludzie, czerpcie jak najwięcej z drugiej połówki, wyciągajcie wnioski z drobnych, czy wielkich potknięć, nauczcie się wybaczać, dajcie sobie drugą szansę, mówcie sobie dobre rzeczy, bo nie ma nic piękniejszego na tym świecie, jak miłość i nie chcę tu zabrzmieć populistycznie, ale chcę abyście zrozumieli, że łatwo zepsuć, a trudniej poskładać.

Mnie się udało i może dlatego się tak boję!

 

 

Reklamy

Moja wymyślona sałatka :)

Wymyślam coś dobrego do jedzonka, a więc dziś robię sałatkę na bazie ziemniaków wymyśloną z tego, co tam można ze sobą pomieszać, a więc:

Mam słoik ogórków, puszkę kukurydzy, słoiczek z groszkiem i marchewką, mały majonez i jogurt, a także koniecznie czosnek i pęczek pietruszki, albo pęczek świeżego koperku i mieszamy wszystko soląc i pieprząc oczywiście. 🙂