Archiwum dnia: 29 stycznia, 2015

Wyb贸r Pani Leokadii

Letnie p贸藕ne popo艂udnie, kt贸re pozwoli艂o po dziennym upale opu艣ci膰 swoje domy, poniewa偶 w mediach ostrzegali, aby w takie upa艂y najlepiej pozosta膰 w domu. W ma艂ym miasteczku rozdzwoni艂y si臋 dzwony, kt贸re przypomina艂y ludziom o wieczornej mszy. Dzwoni艂y tak g艂o艣no, 偶e ich d藕wi臋k rozchodzi艂 si臋 po wszystkich uliczkach ton膮cych w zieleni i letnim marazmie.

Dwie kobiety z jednej ulicy wyra藕nie s艂ysza艂y, 偶e czas i艣膰 do ko艣cio艂a, a po mszy siada艂y w uroczym parku obok ko艣cio艂a, 聽na 艂aweczce, kiedy tylko pogoda pozwala艂a i siedzia艂y czasem rozmawiaj膮c, a czasem milcz膮c zupe艂nie. Lubi艂y si臋, cho膰 dzieli艂a ich wielka przepa艣膰, ale mo偶e jednak przeciwie艅stwa si臋 przyci膮gaj膮.

Cz臋sto si臋 spiera艂y i jedna na drug膮 fuka艂a, ale za chwil臋 g艂adzi艂y si臋 po r臋kach i u艣miecha艂y do swoich starczych fobii i dziwactw. Obie to by艂 gatunek powojenny i obie mia艂y wiele przykrych wspomnie艅 z tego powodu, ale nie lubi艂y wraca膰 w swoich rozmowach do tamtych lat, kiedy to Niemcy wpadali do domu i robili przeszukania i 聽je艣li im si臋 co艣 nie podoba艂o, to walili na o艣lep tak, 偶e i ma艂ym dziewczynkom si臋 dosta艂o. Jedna z nich pami臋ta, jak rodzice p臋dzili po kryjomu bimber, aby mie膰 z czego 偶y膰, a jak kupili plasterek w臋dliny, to tylko dla niej, a wi臋c jad艂a najpierw chleb, a ten plasterek smakowa艂a i smakowa艂a, aby nie zapomnie膰 smaku. Druga te偶 pami臋ta艂a, jak wpadli Niemcy do domu i szukali czego艣 warto艣ciowego, a kiedy nie znale藕li nic, to demolowali dom i pami臋ta, 偶e jad艂a surowe 艣ledzie z beczki na zmian臋 z kiszon膮 kapust膮 i nigdy nie zapomni uczucia g艂odu i bezradno艣ci, a potem jeszcze widzia艂a stosy spalonych cia艂 w miejscowej fabryce i nigdy nie zapomni tego fetoru, kt贸ry zakodowa艂 si臋 na ca艂e jej 偶ycie.

To wszystko sobie Pani Melania i Pani Leokadia opowiedzia艂y, a tak偶e i to, jak u艂o偶y艂o si臋 ich 偶ycie, kiedy Niemcy opu艣cili zrujnowany kraj, kt贸ry wzi膮艂 si臋 za odbudow臋, aby podnie艣膰 si臋 gruzu, prochu i py艂u.

Obie si臋 zakocha艂y w ch艂opcach, kt贸rzy stan臋li na wysoko艣ci zadania i zale偶a艂o im, aby Polska powsta艂a z kolan i tak:

Pani Melania pokocha艂a i z przysz艂ym m臋偶em zamieszka艂a w niewielkim domku, bez wody i kanalizacji, ale po 艣lubie robi艂a wszystko, aby 偶y膰 w miar臋 godnie i tak z wielkiej mi艂o艣ci urodzi艂a dwie c贸rki. Pani Melania z czasem przeprowadzi艂a si臋 do nowego bloku, gdzie otrzymali pi臋kne, dwupokojowe mieszkanie i tam jej c贸rki dorasta艂y, kt贸re z czasem powychodzi艂y za ma偶 i te偶 urodzi艂y po dwie c贸rki, a potem te c贸rki urodzi艂y wsp贸lnie troje dzieci i tak Pani Melania sta艂a si臋 babci膮 tr贸jki wnucz膮t, ale tego szcz臋艣cia nie doczeka艂 jej m膮偶, kt贸ry przedwcze艣nie zmar艂 i zostawi艂 Pani膮 Melani臋 w wielkiej rozpaczy. Jednak to wnucz臋ta pozwoli艂y jej przetrwa膰 ci臋偶kie chwile i teraz 偶y艂a tylko dla tych ma艂ych istotek i cieszy艂a si臋, 偶e ma przy sobie swoje dzieci i te szkraby, kt贸re rozpromienia艂y jej ka偶dy dzie艅.

Inaczej by艂o z Pani膮 Leokadi膮, gdy偶 po wojnie zakocha艂a si臋 te偶, ale jeszcze przed 艣lubem zorientowa艂a si臋, 偶e jest w ci膮偶y i cieszy艂a si臋 jak ka偶da kobieta, ale na samym pocz膮tku ci膮偶y dowiedzia艂a si臋, 偶e z jej ch艂opakiem w ci膮偶y jest jeszcze inna kobieta. W艣ciek艂a si臋 i kompletnie rozsypa艂a i czym pr臋dzej swoj膮 ci膮偶臋 usun臋艂a, bo nie chcia艂a mie膰 nic po tamtym cz艂owieku, kt贸ry j膮 tak 艣miertelnie zrani艂 i tak ju偶 nigdy w swoim 偶yciu nie zaufa艂a 偶adnemu m臋偶czy藕nie. Zosta艂a star膮 pann膮, kt贸ra mieszka艂a ze swoj膮 matk膮 staruszk膮 i jej 偶ycie toczy艂o si臋 tylko wok贸艂 matki i jej piel臋gnacji, kiedy ta si臋 postarza艂a. Gotowa艂a jej, wyprowadza艂a staruszk臋 na spacer, a wieczorami obie ogl膮da艂y w telewizji swoje ulubione programy i tak mija艂o 偶ycie Pani Leokadii.

Kiedy Melania zacz臋艂a opowiada膰 co艣 o swoich wnukach, jej towarzyszka j膮 strofowa艂a i przypomina艂a, 偶e nie lubi s艂ucha膰 opowiastek o wrzeszcz膮cych bachorach, bo nie lubi dzieci i ju偶 i nie rozumie kompletnie tej fascynacji dzie膰mi zasmarkanymi, wrzeszcz膮cymi i roszczeniowymi, 偶e to 艣wiat powinien si臋 kr臋ci膰 wok贸艂 nich. W贸wczas Pani Melania milk艂a, aby si臋 nie k艂贸ci膰 i nie nadepn膮膰 na odcisk swojej towarzyszki, bo jednak j膮 lubi艂a i stara艂a si臋 zrozumie膰, 偶e Pani Leokadia tych dzieciak贸w nie cierpi i ju偶.

Przesz艂o gor膮ce lato i nieub艂aganie drzewa zacz臋艂y zmienia膰 swoj膮 szat臋, na br膮zy, czerwienie i z艂ocienie i nagle Leokadia przesta艂a przychodzi膰 do ko艣cio艂a, aby prosi膰 Boga o wybaczenie za swoj膮 aborcj臋, bo tego domy艣la艂a si臋 Pani Melania. Nagle miejsce na 艂awce krzycza艂o pustk膮 i Pani Melania si臋 zaniepokoi艂a, a okaza艂o si臋, a wie艣ci w ma艂ym miasteczku rozchodz膮 si臋 b艂yskawicznie, 偶e Pani Leokadia trafi艂a do szpitala, bo nagle zacz臋艂o j膮 bardzo mocno bole膰. Lekarze roz艂o偶yli r臋ce i przeniesiono Pani膮 Leokadi臋 do 聽przyszpitalnego hospicjum, bo nie by艂o dla niej ratunku ju偶. Wci膮偶 偶yj膮c膮 90 letni膮 mam臋 Pani Leokadii umieszczono w domu spokojnej staro艣ci i tylko Pani Melania ku艣tykaj膮c i podpieraj膮c si臋 laseczk膮 w ostatniej chwili trzyma艂a r臋k臋 odchodz膮cej kole偶anki, bo innych bliskich Pani Leokadia nie mia艂a, bo taki by艂 jej 偶yciowy wyb贸r.

Staro艣膰 i podsumowania! Moja nie rymowanka

Kiedy by艂am m艂oda, to bieg艂am do domu przeskakuj膮c z werw膮 co trzeci stopie艅 schod贸w聽i my艣la艂am, 偶e to tak b臋dzie zawsze i przeskocz臋 nie jedn膮 parti臋 schod贸w do nieba.

By艂am silna, wysportowana i bieg艂am wynie艣膰 艣mieci i w mig wraca艂am do domu, mojego domu, gdzie by艂y dzieci.

By艂am mocna, niezmordowana i siaty z zakupami targa艂am bez zadyszki,

a potem kr臋ci艂am si臋 po domu, sprz膮ta艂am, pra艂am, prasowa艂am i wychowywa艂am dzieci.

Potrafi艂am zej艣膰 hektary las贸w, by nazbiera膰 najdorodniejsze grzyby na pierogi i zup臋 grzybow膮 i do bigosu.

Potrafi艂am przep艂yn膮膰 latem jezioro z kroplami wody na rz臋sach, cho膰 by艂o to zakazane.

Potrafi艂am na biwaku 艂owi膰 ryby, aby potem zrobi膰 z nich kotlety, bardzo zdrowe kotlety dla swoich dzieci.

Potrafi艂am wszystko i si艂 mia艂am w sobie tyle, 偶e nic na przeszkodzie mi nie sta艂o,

a偶 nagle co艣 si臋 sta艂o, 偶e:

Schody s膮 moim wrogiem, bo pokonuj臋 je z zadyszk膮.

Zakupy s膮 coraz ci臋偶sze, cho膰 wi臋kszo艣膰 robi wci膮偶 silny m膮偶.

Wyprowadzenie psa, to wyzwanie, bo on wymaga dalekich spacer贸w, a ja jestem 聽co raz bardziej zm臋czona.

Sprz膮tanie domu, kiedy艣 godzina, a teraz czasami zmora, kt贸ra m臋czy i doskwiera

coraz wolniejszymi ruchami, co m臋czy i martwi, ale wiecie co mnie cieszy?

Cieszy mnie to, 偶e m贸j rozum nie ka偶e mi si臋 z nikim k艂贸ci膰 i wci膮偶 dzia艂a bez

zarzutu, a to ju偶 bardzo du偶o!

Interesowna kochanka

Jerzy m臋偶czyzna 50 letni, dyrektor du偶ego przedsi臋biorstwa, m膮偶 i ojciec dw贸jki ju偶 doros艂ych dzieci. Zawsze elegancki i pachn膮cy najlepsz膮 wod膮 kolo艅sk膮. Ogolony i ostrzy偶ony, a do tego mimo wieku cholernie przystojny z lekk膮, pon臋tn膮 siwizn膮

Jego 偶ona Justyna dobrze zarabiaj膮ca g艂贸wna ksi臋gowa, dla kt贸rej praca mia艂a wielkie znaczenie. Elegancka kobieta cz臋sto udaj膮ca si臋 do fryzjera i kosmetyczki, a lubi艂a o siebie dba膰. Justyna by艂a bardzo lubiana w swoim 艣rodowisku, gdy偶 by艂a bardzo interesuj膮c膮 kobiet膮, kt贸ra mia艂a swoje zdanie i potrafi艂a si臋 zachowa膰, a tak偶e mia艂a w sobie wysokie pok艂ady empatii. Potrafi艂a wsp贸艂czu膰 biedniejszym i dlatego za艂o偶y艂a w miasteczku tak膮 kobiec膮 organizacj臋 dzi臋ki, kt贸rej zbierano pomoc dla chorych dzieci. Organizowa艂a aukcje, namawia艂a sponsor贸w do pomocy, a tak偶e dzi臋ki wyst臋pom i r贸偶nym akcjom charytatywnym nie jedno dziecko otrzyma艂o potrzebny w贸zek, czy te偶 specjalistyczn膮 opiek臋 lekarsk膮.

Ca艂kowicie wsi膮k艂a w t臋 swoj膮 dzia艂alno艣膰 i cz臋sto g臋sto wraca艂a do domu skonana, ale szcz臋艣liwa. Lubi艂a opowiada膰 Jerzemu o swojej pracy i on by艂 z niej bardzo dumny. Szczyci艂 si臋 ni膮 w towarzystwie na bankietach, gdzie prezentowa艂 swoj膮 偶on臋 idealnie ubran膮 i elokwentn膮. By艂 z niej dumny.

Mieszkali w apartamencie wysokiej klasy i nie marzyli jeszcze o domku z ogrodem, gdy偶 wci膮偶 byli aktywnie zaj臋ci. Dzieci by艂y na najlepszych uczelniach w kraju i w艂a艣ciwie wszystko w ich 偶yciu uk艂ada艂o si臋 idealnie, bo mieli dobr膮 prac臋 i tryskali dobrym zdrowiem.

Lubili sp臋dza膰 czas w swojej sypialni, kiedy w wielkim 艂o偶u ma艂偶e艅skim ona pisa艂a w swoim laptopie opowiadania dla dzieci, a on kocha艂 czyta膰 wybrane dla siebie ksi膮偶ki i tak mija艂y im wieczory, przerywana o czasu ma艂偶e艅skim, udanym seksem.

Justyna niczego nie zauwa偶y艂a, bo m膮偶 zachowywa艂 si臋 bez zarzutu, cho膰 zdarza艂o mu si臋 wraca膰 czasami troch臋 p贸藕niej do domu, ale zawsze si臋 sensownie wyt艂umaczy艂, a wi臋c nie dr膮偶y艂a, a wr臋cz odwrotnie, bo bardzo mu wsp贸艂czu艂a nawa艂u pracy i odpowiedzialno艣ci za zak艂ad pracy i jego pracownik贸w.

Pewnego razu znalaz艂a na swojej skrzynce mejlowej du偶o zdj臋膰. By艂y to zdj臋cia samochodu jej m臋偶a, kt贸ry sta艂 przy ekskluzywnym hotelu i pary udaj膮cej si臋 do tego偶 hotelu. Rozpozna艂a m臋偶a, ale kobiety nie rozpozna艂a wcale. By艂a to bu艣ciata, niewysoka blondynka, taka pon臋tna, co facetom mo偶e si臋 spodoba膰. Nie wiedzia艂a, co to za kobieta, ale w nast臋pnym mejlu 偶yczliwy j膮 poinformowa艂, 偶e jest to nowa sekretarka jej m臋偶a, a wi臋c by艂a ju偶 w domu, tylko dlaczego jej nie powiedzia艂, 偶e zmienia sekretark臋?

Znalaz艂a biu艣ciat膮 sekretark臋 na facebooku i przes艂a艂a jej zdj臋cia proponuj膮c rozmow臋 na temat – co dalej? Nie czeka艂a d艂ugo, bo prawie natychmiast dosta艂a odpowied藕, 偶e tamta kobieta ch臋tnie si臋 z ni膮 spotka w restauracji takiej i takiej, o tej godzinie, a wi臋c:

Justyna na odwag臋 nie wypi艂a kilku drink贸w, a zapali艂a marihuan臋, kt贸r膮 oboje palili z Jerzym przed seksem. Tak na odwag臋 i posz艂a na wyznaczon膮 godzin臋.

Podesz艂a spokojnie do stolika, gdzie biu艣ciata ju偶 czeka艂a i zam贸wi艂a sobie mocn膮 kaw臋 i kieliszek wina. Rozmowa by艂a kr贸tka, bo Justyna spyta艂a, czy we藕mie sobie jej m臋偶a i czy b臋dzie o niego dba艂a tak jak ona o niego dba艂a przez trzydzie艣ci lat ma艂偶e艅stwa. Us艂ysza艂a z ust roze艣mianych, 偶e owszem i rozk艂ada艂a nogi przed jej m臋偶em, bo i owszem spotykali si臋 i ona dawa艂a mu rozkosz, ale mia艂a z tego profity, bo Jerzy sp艂aci艂 jej kilka kredyt贸w, dawa艂 wysokie premie, kupi艂 jej mieszkanie i samoch贸d i sam jest sobie winien, 偶e uwierzy艂 w jej mi艂o艣膰 i rozwali艂 swoje ma艂偶e艅stwo. Powiedzia艂a, 偶e ona si臋 nie prosi艂a o romans, bo sam za ni膮 pe艂za艂 i prosi艂 o chwile intymne, a teraz to ona jest ju偶 ustawiona i oddaje Justynie m臋偶a i wysz艂a dumna z restauracji wzdrygaj膮c lekcewa偶膮co ramionami.

Justyna zd臋bia艂a, ale kiedy przysz艂a do domu, gdzie ju偶 by艂 jej m膮偶 zrzuci艂a z p贸艂ek wszystkie ich fotografie i kaza艂a mu si臋 spakowa膰, a on kl臋cza艂 u jej n贸g i b艂aga艂 o wybaczenie.

Nie wybaczy艂a, ale cierpia艂a okrutne m臋ki na sprawie rozwodowej i potem jeszcze d艂ugo. Oboje wyrazili zgod臋 na sprzeda偶 mieszkania i ona wynios艂a si臋 w drugi koniec miasta, zamieszkuj膮c w niewielkiej kawalerce i tyle zosta艂o jej po d艂ugoletnim ma艂偶e艅stwie. Rzuci艂a si臋 w wir swojej pracy i dzia艂alno艣ci, a w prasie lokalnej napisali, 偶e organizacja pod patronatem Justyny kupi艂a kolejny w贸zek 聽dla niepe艂nosprawnego dziecka w mie艣cie!