Wybór Pani Leokadii

Letnie późne popołudnie, które pozwoliło po dziennym upale opuścić swoje domy, ponieważ w mediach ostrzegali, aby w takie upały najlepiej pozostać w domu. W małym miasteczku rozdzwoniły się dzwony, które przypominały ludziom o wieczornej mszy. Dzwoniły tak głośno, że ich dźwięk rozchodził się po wszystkich uliczkach tonących w zieleni i letnim marazmie.

Dwie kobiety z jednej ulicy wyraźnie słyszały, że czas iść do kościoła, a po mszy siadały w uroczym parku obok kościoła,  na ławeczce, kiedy tylko pogoda pozwalała i siedziały czasem rozmawiając, a czasem milcząc zupełnie. Lubiły się, choć dzieliła ich wielka przepaść, ale może jednak przeciwieństwa się przyciągają.

Często się spierały i jedna na drugą fukała, ale za chwilę gładziły się po rękach i uśmiechały do swoich starczych fobii i dziwactw. Obie to był gatunek powojenny i obie miały wiele przykrych wspomnień z tego powodu, ale nie lubiły wracać w swoich rozmowach do tamtych lat, kiedy to Niemcy wpadali do domu i robili przeszukania i  jeśli im się coś nie podobało, to walili na oślep tak, że i małym dziewczynkom się dostało. Jedna z nich pamięta, jak rodzice pędzili po kryjomu bimber, aby mieć z czego żyć, a jak kupili plasterek wędliny, to tylko dla niej, a więc jadła najpierw chleb, a ten plasterek smakowała i smakowała, aby nie zapomnieć smaku. Druga też pamiętała, jak wpadli Niemcy do domu i szukali czegoś wartościowego, a kiedy nie znaleźli nic, to demolowali dom i pamięta, że jadła surowe śledzie z beczki na zmianę z kiszoną kapustą i nigdy nie zapomni uczucia głodu i bezradności, a potem jeszcze widziała stosy spalonych ciał w miejscowej fabryce i nigdy nie zapomni tego fetoru, który zakodował się na całe jej życie.

To wszystko sobie Pani Melania i Pani Leokadia opowiedziały, a także i to, jak ułożyło się ich życie, kiedy Niemcy opuścili zrujnowany kraj, który wziął się za odbudowę, aby podnieść się gruzu, prochu i pyłu.

Obie się zakochały w chłopcach, którzy stanęli na wysokości zadania i zależało im, aby Polska powstała z kolan i tak:

Pani Melania pokochała i z przyszłym mężem zamieszkała w niewielkim domku, bez wody i kanalizacji, ale po ślubie robiła wszystko, aby żyć w miarę godnie i tak z wielkiej miłości urodziła dwie córki. Pani Melania z czasem przeprowadziła się do nowego bloku, gdzie otrzymali piękne, dwupokojowe mieszkanie i tam jej córki dorastały, które z czasem powychodziły za maż i też urodziły po dwie córki, a potem te córki urodziły wspólnie troje dzieci i tak Pani Melania stała się babcią trójki wnucząt, ale tego szczęścia nie doczekał jej mąż, który przedwcześnie zmarł i zostawił Panią Melanię w wielkiej rozpaczy. Jednak to wnuczęta pozwoliły jej przetrwać ciężkie chwile i teraz żyła tylko dla tych małych istotek i cieszyła się, że ma przy sobie swoje dzieci i te szkraby, które rozpromieniały jej każdy dzień.

Inaczej było z Panią Leokadią, gdyż po wojnie zakochała się też, ale jeszcze przed ślubem zorientowała się, że jest w ciąży i cieszyła się jak każda kobieta, ale na samym początku ciąży dowiedziała się, że z jej chłopakiem w ciąży jest jeszcze inna kobieta. Wściekła się i kompletnie rozsypała i czym prędzej swoją ciążę usunęła, bo nie chciała mieć nic po tamtym człowieku, który ją tak śmiertelnie zranił i tak już nigdy w swoim życiu nie zaufała żadnemu mężczyźnie. Została starą panną, która mieszkała ze swoją matką staruszką i jej życie toczyło się tylko wokół matki i jej pielęgnacji, kiedy ta się postarzała. Gotowała jej, wyprowadzała staruszkę na spacer, a wieczorami obie oglądały w telewizji swoje ulubione programy i tak mijało życie Pani Leokadii.

Kiedy Melania zaczęła opowiadać coś o swoich wnukach, jej towarzyszka ją strofowała i przypominała, że nie lubi słuchać opowiastek o wrzeszczących bachorach, bo nie lubi dzieci i już i nie rozumie kompletnie tej fascynacji dziećmi zasmarkanymi, wrzeszczącymi i roszczeniowymi, że to świat powinien się kręcić wokół nich. Wówczas Pani Melania milkła, aby się nie kłócić i nie nadepnąć na odcisk swojej towarzyszki, bo jednak ją lubiła i starała się zrozumieć, że Pani Leokadia tych dzieciaków nie cierpi i już.

Przeszło gorące lato i nieubłaganie drzewa zaczęły zmieniać swoją szatę, na brązy, czerwienie i złocienie i nagle Leokadia przestała przychodzić do kościoła, aby prosić Boga o wybaczenie za swoją aborcję, bo tego domyślała się Pani Melania. Nagle miejsce na ławce krzyczało pustką i Pani Melania się zaniepokoiła, a okazało się, a wieści w małym miasteczku rozchodzą się błyskawicznie, że Pani Leokadia trafiła do szpitala, bo nagle zaczęło ją bardzo mocno boleć. Lekarze rozłożyli ręce i przeniesiono Panią Leokadię do  przyszpitalnego hospicjum, bo nie było dla niej ratunku już. Wciąż żyjącą 90 letnią mamę Pani Leokadii umieszczono w domu spokojnej starości i tylko Pani Melania kuśtykając i podpierając się laseczką w ostatniej chwili trzymała rękę odchodzącej koleżanki, bo innych bliskich Pani Leokadia nie miała, bo taki był jej życiowy wybór.

Reklamy

4 myśli na temat “Wybór Pani Leokadii

  1. Takich kobiet jak Leokadia jest wiele. Przecież teraz dużo kobiet nie chce mieć dzieci. Wolą mieć jakieś zwierzątko. Nie dojrzały do macierzyństwa. Nie myślą o starości i samotności.
    Miłego dnia 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s