W małych miasteczkach też się dużo dzieje!

W małych miasteczkach jak wiadomo ciężko jest z pracą, a jeśli pracę się jakimś cudem dostanie, to radość jest ogromna. Pani Helenka dobiegała już do pięćdziesiątki i kiedy otrzymała pracę w punkcie informacyjnym Miasta i Gminy to skakała z radości, że oto znów znajdzie się wśród ludzi, którym zawsze lubiła pomagać.

Miała w sobie wiele empatii, brzydziła się plotkami, ale była zawsze miłą osobą i uśmiechniętą i w tej małej społeczności bardzo lubianą. Cieszyła się, że sobie wreszcie dorobi do marnej renty i wesprze rodzinny budżet, bo choć mąż też pracował, ale dzieci się uczyły i zawsze te parę groszy więcej było potrzebne.

Bardzo szybko opanowała swoje obowiązki, a musiała nauczyć się obsługi kserokopiarki, a także opanować wszystkie połączenia telefoniczne w urzędzie oraz  do innych instytucji. I tak dzień za dniem uczyła się to wszystko spamiętać, aby odpowiednio pokierować petentami, którzy często byli zagubieni i potrzebowali pomocy. Musiała się szybko wszystkiego nauczyć, ponieważ pragnęła być profesjonalnym pracownikiem i aby jej przełożona nie miała do niej żadnych uwag.

To pani Helenka pierwsza codziennie była w pracy i to ją pierwszą widziano na wejściu, kiedy przychodzili pozostali pracownicy, często jeszcze zaspani i to ona z uśmiechem wręczała im klucze do gabinetów  życząc miłego dnia.

Praca jej polegała na odbieraniu telefonów, a było ich dziennie dziesiątki, oraz kserowaniu dokumentacji urzędowej, a także  informowaniu petentów dokąd mają się zgłosić i gdzie mogą załatwić swoje sprawy. Często pomagała im przy wypełnianiu druków, z którymi nie radziły sobie osoby starsze i tak w takim kołowrotku mijał jej czas, ale nie narzekała. Często było tak, że osiem godzin, non stop stała przy kserokopiarce i kserowała dokumenty, mapy geodezyjne i wiele ustaw na sesje. Robiła komplety dokumentów i je segregowała oraz spinała, aby każdy z radnych miał swój osobisty komplet.

Pracowała z całych sił najlepiej jak potrafiła i nikomu się nie skarżyła, choć często z pracy wychodziła kompletnie skonana i zmęczona, ale mimo tego każdego poranka była znów pierwsza w pracy.

Wszystko było by dobrze, ale do czasu. Jej przełożona potrafiła do niej przyjść trzy razy dziennie i zawsze miała jakieś uwagi, co do jej pracy. Wymyślała coraz to nowe zadania dla pani Helenki i obarczała ją dodatkowymi obowiązkami, choćby takimi, że kazała jej zliczać w zeszycie zużycie papieru do ksero i pod koniec dnia składać jej sprawozdanie. Kiedy kserokopiarka się zaczęła psuć i papier się zakleszczał w dziesiątkach miejsc, krzyczała na nią, że popsuła maszynę i to jest wina pani Helenki, choć serwis protokołem stwierdzał, że z tej maszyny już wiele się nie wyciągnie ze względu na zużyte części i maszyna psuć się będzie, albo trzeba zakupić nową.

Przełożona jednak stała przy swoim i za każdy przestój obarczała winą panią Helenkę, która niejednokrotnie ze łzami w oczach, na kolanach wyciągała z maszyny dziesiątki zepsutych kartek, aby tylko praca posuwała się dalej i bez zarzutu.

To był mobbing na pani Helence, która zaczęła przychodzić do pracy na drewnianych nogach, bo nigdy nie wiedziała, co wymyśli tego dnia jej przełożona i zaczęła się jej po prostu bać.

Kiedy wylała swoje frustracje na Pani Helence, wracała do swojego gabinetu, pełnego gości, którzy przychodzili do niej na godzinne kawki i ciasteczka, a z tego gabinetu dochodziły śmiechy i drwiny z pani Helenki, że jest taką nieudacznicą i złą pracownicą, co dobijało panią Helenkę, gdyż zupełnie na to nie zasługiwała i takie ośmieszanie jej było dla niej strasznie przykre.

O dziwo inni pracownicy byli w stanie zrozumieć, że ksero się psuje i czekali do momentu, kiedy przyjedzie serwis i je podciągnie, ale przełożona tego nie rozumiała i wrzeszczała na panią Helenkę, że opóźnia robotę i źle pracuje. Pani Helenka spokojnie jej tłumaczyła, ale do jej przełożonej to nie docierało i obarczała ją za to, że naraża urząd na koszty związane z serwisem. 

Pani Helenka sama nauczyła się w końcu zmieniać tonery w kserokopiarce i modliła się, aby pracowała bez zarzutu, a w ciągu dnia często nie miała czasu na wypicie kawy, czy herbaty nie mówiąc już o normalnym zjedzeniu śniadania, bo takiej przerwy przełożona jej nie udzieliła, a więc piła i jadła w biegu. Jednak wszystko przecież ma swój kres i koniec i pewnego dnia pani Helenka do pracy nie przyszła, ponieważ nie miała siły wstać z łóżka, bo tak była wykończona nerwowo.

Już nigdy do tej pracy nie wróciła, gdyż znalazła się na oddziale psychiatrycznym, a potem otrzymała rentę, gdyż mobbing odcisnął na niej wielkie piętno, bo zaczęła bać się ludzi i przestała wychodzić z domu. Nerwica i depresja leczone przez lata i wielki żal wyeliminowały ją z życia publicznego, ale po czasie ochłonęła i miała się całkiem dobrze, choć nie było już mowy, aby kiedykolwiek miała podjąć jakąkolwiek pracę.

Pewnego dnia zadzwoniła do niej koleżanka, która wciąż w tym urzędzie pracuje, ale niedługo już przejdzie na emeryturę i powiedziała jej w te słowa:

– Helenko, usiądź, cobyś nie spadła z fotela. – Mam dla ciebie kapitalnego niusa i myślę, że poprawię ci humor na cały dzień!

– Wiesz co?  Wczoraj przyszła policja do urzędu i zwinęli tę twoją oprawczynię, a wiesz za co? – Korupcja kochana, korupcja i malwersacja – 70 tysięcy  złotych, a więc szykuje się w urzędzie niezła chryja, bo będzie dochodzenie i kopanie w dokumentacji. Burmistrz się wściekł, a ludzie niektórzy siedzą jak myszy pod miotłą, bo będzie sypanie koleżanek i ciekawe, która będzie następna, bo to musiał być łańcuszek ha ha.

Pani Helenka choć nigdy nikomu w swoim życiu nie życzyła źle, to poczuła wielką satysfakcję, że oliwa zawsze na wierzch wypływa, ale nagle wróciły do niej obrazy z byłej pracy w postaci wspomnień o tej jakże niesprawiedliwej i butnej kobiecie, która o mały włos nie wysłała ją na tamten świat.

Finito i kurtyna!

5 myśli na temat “W małych miasteczkach też się dużo dzieje!

  1. Jak to mówią za wszystko trzeba zapłacić – mówię tu o tej wrednej szefowej Pani Helenki. Trzeba być wyjątkowo podłym i nie mieć w sobie człowieczeństwa, żeby tak traktować drugiego człowieka. Dobrze, że Pani Helenka wyszła z tego. Pozdrawiam Ulu 🙂

    Polubienie

  2. Tak Tereniu. Pani Helenka ma się już dobrze całe szczęście, ale to rodzina jej pomogła. W wielu zakładach tak się dzieje, ale o tym się raczej mało mówi.

    Dobrego popołudnia 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s