Archiwum dnia: 28 lutego, 2015

Rado艣膰 bycia z dzieckiem :)

Co mo偶na napisa膰 kiedy wraca si臋 z wizyty u wnuczki? No co mo偶na napisa膰 opr贸cz tego, 偶e si臋 wraca do domu z now膮 energi膮, bo takie malutkie dziecko potrafi jej da膰 ca艂e mn贸stwo. Kiedy si臋 tak pob臋dzie i poobserwuje 聽jak taka istotka ro艣nie i si臋 rozwija, to si臋 czuje pe艂ni臋 szcz臋艣cia i w sercu wielki kosz rado艣ci.

Widzicie na zdj臋ciu, 偶e moja wnusia ma koc na pleckach? Nie, nie by艂o jej zimno, 偶e si臋 zamota艂a w kocyk. Obejrza艂a bajk臋 Kraina lodu i tak si臋 zakocha艂a, 偶e na艣laduje bohaterk臋 z dzieci臋cej bajki. Babcia bajki nie widzia艂a, ale zamierza, zamierza, aby mie膰 poj臋cie dlaczego dzieci tak pokocha艂y t臋 bajk臋.聽

Jak ju偶 pisa艂am dosta艂am dawk臋 rado艣ci pomieszan膮 z dum膮, 偶e mam tak m膮dr膮 wnusi臋 i tak bardzo wra偶liw膮. To mi wystarcza i ciesz臋 si臋, 偶e mamy te szkraby, kt贸re daj膮 wielk膮 moc, a do tego dosta艂am ja i dziadek zaproszenie na Dzie艅 Babci i Dziadka. Spytacie pewnie dlaczego tak p贸藕no, a wi臋c spiesz臋 wyt艂umaczy膰, 偶e dzieciaki chorowa艂y w przedszkolu i stan osobowy by艂 znacznie ograniczony, a wi臋c 艣wi臋to przesun臋艂o si臋 w czasie.聽

Ciasto musz臋 jakie艣 upiec, bo Panie prosz膮 babcie o wsparcie kulinarne. Postaram si臋, aby mi wysz艂o i zatargam blach臋 ciasta z owocami i pewnie b臋d臋 jak zwykle rycze膰 na wyst臋pach, bo zawsze tak mam.

No to ju偶 wiecie jak mi min臋艂a ostatnia sobota lutego. Rado艣nie 馃檪

O kobiecie, kt贸rej zdrada wysz艂a na dobre!

Kiedy Karol wr贸ci艂 z tygodniowej delegacji nie za bardzo ucieszy艂 si臋 z widoku 偶ony i tr贸jki dzieci. Po obiedzie po艂o偶y艂 si臋 spa膰, gdy偶 twierdzi艂, 偶e jest kompletnie wyko艅czony i musi odpocz膮膰. Krysia, bo tak na imi臋 mia艂a jego 偶ona troch臋 si臋 zdziwi艂a, 偶e tak si臋 zachowa艂, jakby do tego domu 聽wcale nie zat臋skni艂, ale zabra艂a si臋 za swoje babskie czynno艣ci i czeka艂a, a偶 m膮偶 si臋 obudzi i z ni膮 porozmawia czulej.

Obudzi艂 si臋, wzi膮艂 prysznic i po tym wyj膮艂 walizki z pawlacza i zacz膮艂 si臋 pakowa膰. Wrzuci艂 do walizek kilka czystych koszul, spodnie i zebra艂 z 艂azienki swoje przybory toaletowe i kiedy Krystyna zorientowa艂a si臋 co si臋 dzieje, us艂ysza艂a tylko jego jedno s艂owo – odchodz臋!

Jak to odchodzisz, dok膮d odchodzisz – spyta艂a zdziwiona uwa偶aj膮c post臋pek m臋偶a za kiepskiej jako艣ci 偶art. Kiedy si臋 zorientowa艂a, 偶e on nie 偶artuje ju偶 nie by艂o go w domu.

Zbieg艂a za nim po schodach i chwyci艂a za kurtk臋 偶膮daj膮c wyja艣nie艅. Szarpn膮艂 j膮 z impetem i wycedzi艂, 偶e ju偶 nie kocha jej, a na dzieci b臋dzie p艂aci艂 alimenty. Ma mu pozwoli膰 odej艣膰, ale si臋 zakocha艂 w innej kobiecie i chce si臋 z ni膮 zestarze膰. Ma dosy膰 kr臋c膮cej si臋 po domu 偶ony wiecznie zapracowanej 聽w wyci膮gni臋tych dresach i krzykn膮艂, 偶e to koniec ich zwi膮zku i od czasu do czasu b臋dzie przychodzi艂, by odwiedzi膰 dzieci, bo dzieci kocha, a jej ju偶 nie!

Nie wierzy艂a w to us艂ysza艂a i nie mog艂a si臋 pogodzi膰 z tym, 偶e tak raptem przekre艣li艂 ich dziesi臋cioletni zwi膮zek. Nie zamierza艂a mu tak odpu艣ci膰 i musia艂a dowiedzie膰 si臋, co to za baba by艂a tak lepsza od niej. Milion my艣li przewali艂o si臋 jej przez g艂ow臋, kiedy zrozpaczona wr贸ci艂a do domu. Dzieci pyta艂y o ojca, a ona nie potrafi艂a nic sensownego im powiedzie膰. P艂aka艂a, a raczej wpad艂a w dzik膮 rozpacz i nie wyobra偶a艂a sobie dalszego 偶ycia bez niego.

Mija艂y dni, a ona nie potrafi艂a podnie艣膰 si臋 z 艂贸偶ka. Nie obchodzi艂y j膮 dzieci i czy s膮 czyste, czy nie s膮 g艂odne. Nie potrafi艂a zebra膰 my艣li, a w g艂owie ko艂ata艂y si臋 jej setki pyta艅, na kt贸re nie znajdowa艂a odpowiedzi. Telefon od matki j膮 nieco postawi艂 na nogi, ale poprosi艂a, by zaj臋艂a si臋 dzie膰mi, bo ona nie jest w stanie i tylko szlocha艂a do s艂uchawki i matka przyjecha艂a by zaj膮膰 si臋 zdezorientowanymi dzie膰mi, kt贸re czu艂y, 偶e sta艂o si臋 co艣 strasznego.

Krystyna zawsze wiedzia艂a, 偶e jest s艂aba psychicznie i zawsze prze偶ywa艂a wszystko bardziej ni偶 inne kobiety. Nie wstawa艂a z 艂贸偶ka i nic nie jada艂a, a偶 matka jej kaza艂a si臋 zebra膰 do kupy i wys艂a艂a j膮 do psychiatry, bo ju偶 nie mia艂a si艂 tak patrze膰 jak cierpi jej c贸rka.

Resztkami si艂 zwlok艂a si臋 z 艂贸偶ka i kiedy pokonywa艂a drog臋 do lekarza z jednej bramy wychodzi艂 jej m膮偶 i si臋 wszystko wyja艣ni艂o w jej sko艂owanej g艂owie. W tym domu mieszka艂a jej kole偶anka, kt贸ra by艂a od niej osiem lat starsza. Starsza, ale 艂adniejsza, a do tego bez m臋偶a, taka typowa singielka. Zawsze zadbana i mocno st膮paj膮ca po ziemi, czyli taki mocny charakter, kt贸ry nie raz stawia艂 Krystyn臋 na nogi, kiedy si臋 spotka艂y. Krystyna opowiada艂a, 偶e tr贸jka dzieci to nie lada wyzwanie, a ta zawsze utwierdza艂a j膮 w przekonaniu, 偶e da rad臋 i niechaj si臋 nie 偶ali, bo dzieci to wielki skarb.

Lekarza przepisa艂 jej leki na uspokojenie i skierowa艂 do psychologa, ale Krystyna nie bra艂a lek贸w, bo ba艂a si臋 otumanienia i ca艂kowitego oderwania od 艣wiata. Chodzi艂a do lekarza i ka偶d膮 recept臋 wykupowa艂a, ale leki zbiera艂a by mie膰 je na zapas, bo po g艂owie chodzi艂o jej samob贸jstwo. Tak, chcia艂a umrze膰, bo wci膮偶 kocha艂a Karola tak bardzo, 偶e nie wyobra偶a艂a sobie bez niego 偶ycia. Umiera艂a z mi艂o艣ci i jednocze艣nie z upodlenia jakie jej zafundowa艂.

Na to wszystko nie mog艂a ju偶 patrze膰 matka Krystyny. Widzia艂a jak cierpi i to, 偶e schud艂a dwadzie艣cia kilo i lecia艂a psychicznie w przepa艣膰. Posz艂a osobi艣cie do psychiatry i powiedzia艂a, 偶e ju偶 nie ma si艂y, bo mimo lek贸w c贸rka wci膮偶 si臋 nie mo偶e pozbiera膰 i tu psychiatra wypisa艂a skierowanie na psychoterapi臋 i namawia艂a do szybkiego zg艂oszenia si臋 do szpitala, gdzie co najmniej przez p贸艂 roku Krystyna musi podda膰 si臋 leczeniu.

Nie chcia艂a jecha膰 za 偶adne skarby. P艂aka艂a, bo co z dzie膰mi, a matka jej wykrzycza艂a, 偶e i tak jej nie ma dla dzieci, a ona si臋 nimi zajmie, ale do cholery niech co艣 zacznie ze sob膮 robi膰, bo ona wiecznie nie b臋dzie przecie偶 偶y艂a.

Krystyna wsiad艂a w autobus i pojecha艂a do szpitala oddalonego o sto 聽kilometr贸w. Po drodze by艂a kompletnie nieprzytomna, ale poradzi艂a sobie na izbie przyj臋膰 i zakwaterowano j膮 w pokoju z czterema innymi kobietami, kt贸re ju偶 tam od jakiego艣 czasu by艂y i wprowadzi艂y j膮 we wszystko, a najwa偶niejsze otoczy艂y opiek膮 i trosk膮.

Nie wiedzia艂a, co si臋 stanie jutro, ale pierwsz膮 noc przespa艂a spokojnie, a rano zaprosi艂 j膮 na rozmow臋 psycholog i rozpisa艂 grafik jej codziennych zaj臋膰. Poczu艂a si臋 bardziej spokojna, 偶e komu艣 zale偶y by wysz艂a na prost膮.

Mija艂y dni, a ona czu艂a si臋 w tym gronie ludzi z problemami coraz lepiej. Nagle zauwa偶y艂a, 偶e nie jest jedyna na tym 艣wiecie, kt贸r膮 m膮偶 porzuci艂 i zdradzi艂. Nagle poczu艂a, 偶e kto艣 chce jej co艣 wyt艂umaczy膰, 偶e na tym byle jakim zwi膮zku nie ko艅czy si臋 艣wiat i warto 偶y膰 mimo wszystko.

Min膮艂 miesi膮c psychoterapii i zauwa偶y艂a, 偶e kr臋ci si臋 wok贸艂 niej m臋偶czyzna o imieniu Adam, kt贸rego zdradzi艂a 偶ona. On 聽te偶 nie m贸g艂 si臋 z tym pogodzi膰, bo zdradza艂a go od trzech lat, a on o niczym nie wiedzia艂. Kiedy si臋 dowiedzia艂, to tak偶e nie m贸g艂 si臋 pozbiera膰, bo kocha艂 j膮 nad 偶ycie. Pr贸ba samob贸jcza i znalaz艂 si臋 w szpitalu by si臋 na nowo odnale藕膰. Krystyna i Adam zacz臋li bywa膰 ze sob膮 coraz cz臋艣ciej. Zaprasza艂 j膮 na wsp贸lne spacery i opowiadali sobie o swoim b贸lu, a偶 pewnego razu obj膮艂 j膮 i poca艂owa艂.

Nie od razu do niego co艣 poczu艂a, ale on by艂 uparty i zabiega艂 o jej wzgl臋dy. Dobrze im si臋 rozmawia艂o, a on opowiada艂, 偶e jego 偶ona nie mog艂a mie膰 dzieci, a on tak bardzo jest za dzie膰mi i 聽zawsze chcia艂 mie膰 ich du偶o.

Kiedy Krystyna wr贸ci艂a do domu, mocno postawiona na nogi, to Adam j膮 od czasu do czasu odwiedza艂. Widzia艂a, 偶e ma 艣wietny kontakt z jej dzie膰mi, co jej bardzo zaimponowa艂o, a z czasem lubi艂a go coraz bardziej. Dba艂 o ni膮 i kiedy tylko si臋 zjawia艂 zawsze mia艂 dla niej kwiaty, a dla dzieci prezenty, co bardzo podoba艂o si臋 Krystynie, kt贸ra chyba na nowo zacz臋艂a kocha膰 m臋偶czyzn臋.

Min膮艂 rok ich znajomo艣ci i zamieszkali razem, cho膰 Krystyna nie mia艂a jeszcze rozwodu, ale postanowi艂a zaufa膰 Adamowi. Coraz bardziej jej na nim zale偶a艂o. Dzieciaki zakocha艂y si臋 te偶 w Adamie, kt贸ry mia艂 wyj膮tkowy stosunek do dzieci i je autentycznie pokocha艂.

By艂a niedziela i Adam zabra艂 dzieci na spacer, a Krystyna zosta艂a w domu, by ugotowa膰 niedzielny obiad i raptem us艂ysza艂a, 偶e 聽kto艣 zapuka艂 do drzwi.

Zdj臋艂a kuchenny fartuszek i posz艂a otworzy膰 zdziwiona, 偶e kt贸偶 to mo偶e by膰. Otworzy艂a drzwi a w nich sta艂 Karol zaro艣ni臋ty i zaniedbany, woniej膮cy alkoholem i wyduka艂, 偶e przeprasza i chce do niej i do dzieci wr贸ci膰. Nie zastanawia艂a si臋 d艂ugo i go przeprosi艂a, 偶e nie wpu艣ci go do domu, bo ju偶 u艂o偶y艂a sobie 偶ycie na nowo i trzasn臋艂a mu drzwiami przed nosem.