Dlaczego nic nie zauważyła przez tyle lat?

Halina biegła ulicą jak oszalała. Biegła jakby na oślep i łzy strumieniem płynęły jej po twarzy zasłaniając wszystko w około. Biegła, potykając się o kostki chodnika i kiedy zatrzymał ją na chwilę obcy mężczyzna i spytał czy może jej w czymś pomóc, to go odepchnęła i kazała się nie wtrącać, a sama za chwilę uklękła na chodniku i zaniosła się płaczem, aż mężczyzna się zaniepokoił i chciał wzywać karetkę pogotowia, bo nie potrafił jej pomóc.

Padał ulewny deszcz, a ona tak dłuższą chwilę siedziała na chodniku, a deszcz i łzy zmyły jej makijaż. Było już ciemno i w końcu udało się obcemu mężczyźnie lekko ją uspokoić i  dała się odprowadzić do domu.

Byli z Jerzym 30 lat po ślubie. Szybko mieli dwoje, udanych dzieci, które właśnie wyfrunęły z domu w świat. Halina cierpiała z tego powodu, bo dzieci to był jej cały majątek i wielkie dla niej szczęście. Była dumna, że nigdy nie musiała się wstydzić za swoje dzieciaki, które dobrze się uczyły i zdawały kolejne klasy z wyróżnieniem. Duma ją rozpierała i dzieci zawsze przedkładała nad pieniądze i majątek, bo wolała mieć układne dzieci, niż piękne meble, dobry samochód, czy też zagraniczne wakacje. Wszystkie pieniądze inwestowała w dzieci, zdając sobie sprawę z tego, że kiedyś im to zaprocentuje i znajdą dobrą pracę i ułożą sobie dobre życie.

Ludzie w mieście szeptali po cichu, że nie ma tak dobrego małżeństwa jakie stanowili i nie mogli się nadziwić, że Halina trafiła na tak wspaniałego i troskliwego męża. Wszędzie razem pod rękę szli na zakupy, czy też do kina. Jerzy wyprostowany i bardzo przystojny szedł z nią dumny niczym paw, a ona ze szczerym uśmiechem odpowiadała ludziom na pozdrowienia. Ona prała i wieszała na podwórkowych sznurkach, a on trzepał chodniki i dywany. Ona myła okna, a on zakładał firany i ludzie to widzieli, że byli nierozłączną parą z długoletnim stażem i gadali, że taka miłość się nie zdarza.

Nagle zawisła nad ich małżeństwem smutna powinność, bo umarła ukochana matka Haliny, którą ogromnie kochała. Miała z matką niesamowitą więź i ludzie chwalili Halinę i Jerzego, że nie zaniedbywali starszej pani i zawsze byli na jej zawołanie bardzo pomocni.

Starsza pani zapisała im swoje mieszkanie w razie śmierci, a było to bardzo piękne mieszkanie w zabytkowej kamienicy z trzema, dużymi pokojami, gdzie każdy architekt miałby z czym poszaleć, bo mieszkanie było z wysokim sufitem, wielką kuchnią i korytarzem.

Mieli je sprzedać, ale w końcu stanęło na tym, że zostawią je dla któregoś z dzieci, jeśli zajdzie taka kiedyś potrzeba i faktycznie starszy syn wyraził gotowość, że za rok, po skończeniu studiów wróci do miasta rodziców i zamieszka w mieszkaniu po babci tym bardziej, że chciał się zaraz żenić.

Mieli rok czasu, a więc odświeżyli mieszkanie nadając mu odrobinę innego wyglądu, tak, aby było bardziej już nowocześnie. Usunęli rzeczy po babci, ale meble zostawili, bo były wciąż niespotykane i bardzo piękne i świetnie zadbane. Zostawili wspaniałe kwiaty w wielkich donicach, bo babcia je kochała i nie wyobrażali sobie, aby tych roślin się pozbyć, tym bardziej, że nadawały one specyficznego charakteru i wspaniale komponowały się ze starymi meblami.

Halina była szczęśliwa, że w mieszkaniu babci zamieszka jej ukochany syn i wkrótce synowa, którą poznała i bardzo polubiła. Była szczęśliwa, że jej życie układa się wciąż jak po maśle, że omijały ją w życiu większe kataklizmy, a jeśli się pojawiały, to z mocą męża byli w stanie szybko je pokonać i lądowali na spokojnym brzegu życiowego oceanu.

Pewnego dnia, kiedy miała urlop, spokojnym krokiem, po słonecznej ulicy wybrała się do mieszkania babci, by podlać ukochane jej rośliny. Raz w tygodniu, sama osobiście je podlewała, kiedy Jerzy nie miał o tym zielonego pojęcia, gdyż mężczyznom takie babskie detale zwykle umykają. Czasami mu mówiła, że była podlać kwiaty i przewietrzyła mieszkanie, ale jemu to wpadało tylko w jedno ucho, a drugim wylatywało i nie przyjmował tej wiadomości za bardzo.

Weszła do mieszkania i usłyszała jakiś głos, jakby grała cichutko muzyka, co ją zdziwiło i pomyślała, że może syn się tu zjawił i chciał być po prostu sam. Obeszła mieszkanie, weszła do kuchni, potem stanęła w korytarzu, ale nikogo nie było. Muzyka płynęła w najmniejszego pokoju zwanym sypialną.

Otworzyła drzwi i zastała w łóżku swojego męża z kolegą z pracy, którego doskonale znała, bo bywał w ich domu na różnych uroczystościach od 30 niemal lat, a Jerzy przedstawiał go jako najlepszego kumpla, jakiego miał w swoim życiu, a Halina niczego przez te 30 lat nie zauważyła! Wyła w parku na samotnej ławce do wieczora i nijak nie rozumiała. Gdzie miała oczy, gdzie on miał serce!

Kiedy ten obcy mężczyzna ją podprowadził pod dom, ochłonęła i szybko się spakowała. Spakowała swoje najpotrzebniejsze rzeczy, trochę kosmetyków i poszła do hotelu i wynajęła pokój na kilka tygodni. Złożyła sprawę o rozwód, a w między czasie sprzedała mieszkanie po mamie, bo bardzo były jej potrzebne pieniądze. Syn zrozumiał i córka zrozumiała, że matka musi się pozbierać po traumie i wspierali ją z całych sił jednocześnie wyrzekli się ojca i nie chcieli z nim mieć nic do czynienia. Nie zrozumieli nigdy, dlaczego ich ojciec żył przez tak wiele lat w kłamstwie.

Wyjechała w Bieszczady, które gdzieś tam kiedyś pokochała, kiedy była za dobrych czasów z rodziną. Kupiła niewielki domek, bez wygód. Kupiła farby i pędzle i dużo płótna i malowała obrazy do utraty tchu. Zawsze miała talent, a jej obrazy wspaniale się podobały i sprzedawały, że zarabiała dobre pieniądze, ale najbardziej jej chodziło o to by odzyskać równowagę psychiczną, a pejzaże były jak tabletki na uspokojenie. Wykreśliła Jerzego ze swojego życia raz na zawsze jednym, zdecydowanym machnięciem pędzla. Zawsze była silną kobietą!

Udało się jej 🙂

14 myśli na temat “Dlaczego nic nie zauważyła przez tyle lat?

  1. Czytałam tą opowieść z ogromnym zaciekawieniem i nie powiem zaskoczyło mnie… bo myślałam, że będzie to kochanka a tu pach… życie potrafi nas zaskakiwać. Dobrze, że miała tak wspaniałe dzieci, które zrozumiały całą sytuację.

    Czekam na inne wpisy, pozdrawiam i zapraszam do siebie 😉

    Polubienie

    1. Moja Mama ma 85 i do października była samowystarczalna. 24 października zaczęło się. Od tego czasu wymaga stałej opieki. Cierpi i to bardzo, choć nie jest to choroba nowotworowa.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s