Archiwum dnia: 2 kwietnia, 2015

Nasi bracia mniejsi. Dbajmy o nie, bo niosą samą radość!

Już tu gdzieś pisałam o naszym piesku rasy kundel, wzięty z budowy, gdzie robotnicy rzucali w suczkę kamieniami i czym się dało. Ta trauma tkwi w niej do dzisiaj i gdyby nie my, to pewnie by nie przeżyła, bo tak bardzo boi się ludzi. To kochany i mądry pies i jest z nami 10 lat, ale nie wiemy rzecz jasna ile nasza Diana ich ma. Może 11, a może 13, to zawsze pozostanie tajemnicą, zresztą jak ze wszystkimi naszymi pieskami, a Diana jest pieskiem nr 3 i chyba ostatnim, bo przecież się starzejemy i my.

Już nie weźmiemy psa do domu, choć ja się zastanawiam, bo w domu zawsze był pies i bardzo się przyzwyczaiłam, że takie zwierzątko z nami mieszka.

Dbamy o nią jak o królową, bo na to zasługuje. Jest okropnie grzeczna, nigdy nic nie zniszczyła i nie ściągnęła kotleta ze stołu. Nigdy sobie nie pozwoliła na to, by pod naszą nieobecność zdemolowała dom, a wręcz przeciwnie, bo pilnuje domu, że mucha się nie prześlizgnie.

Dzwonię pewnego razu do męża, który był w pracy, że nasza Diana szykuje się chyba do odchodzenia, bo jej zachowanie mnie totalnie zaskoczyło.

– Przyjedź szybko, bo nie wiem, co z psem się dzieje. Piszczy bez przerwy (nowość dla mnie) i chce wchodzić pod brodzik, zagląda za muszlę klozetową, drapie w dywan i swoje posłanie i chyba szuka miejsca, aby tam umrzeć. Jestem zrozpaczona i nalegam, aby mąż przyjechał i zabrał ją do lekarza.

– Spokojnie, mąż mnie uspokaja. Zaraz przyjadę, wezmę ją na spacer, pobiegamy po polach i jej to przejdzie. Przecież jest jeszcze za młoda na umieranie i każe mi się uspokoić, a ja siedzę w łazience i ją głaszczę z włosem i pod włos i gapię się w te jej mądre oczęta i nie wiem, co z psem się dzieje.

Sprawa trochę ucichła, bo piesek dobrze przespał noc i wszystko wróciło jakby do normy, ale wieczorem jest powtórka z rozrywki i znów mąż był w pracy, a ja ponownie obserwuję jej miotanie się po domu, jakby szukała miejsca na umieranie. Drżę i boję się i jestem zła, że mąż sobie zlekceważył stan naszego psa.

O nie! Na następny dzień, bezwzględnie wysłałam męża z psem do weterynarza, bo sobie myślę, że może bolą ją stawy, bo staruszka przytyła znacznie, a może boli ją serce, bo swój wiek ma i pojechali.

Mąż wpada do domu i oznajmia mi, że będziemy mieli szczeniaki w domu!

– Hę, zaniemówiłam, bo nasza Diana nigdy sama, nigdy z nikim. Kobieta nie lubiąca seksu i kiedy niby i gdzie? Konsternacja, że co?

Mąż śmieje się do rozpuku, bo minę miałam nie tęgą i oznajmia mi, że staruszka wmówiła sobie ciążę i dlatego kopie i szuka miejsca, aby urodzić swoje wymyślone dzieciątka.

O matko i córko, wpadam do sieci i już jestem w domu. Moja biedna! Jak ona się męczy, bo hormony buzują jak oszalałe, a lekarz nie przepisał żadnych leków, gdyż nie chce rozwalić staruszce wątroby. Nie wiem czy to dobre posunięcie, bo psiak się okropnie męczy i wciąż szuka miejsca na powicie swoich dzieci.

A więc z sieci dowiedziałam się, że nie wolno: Nie wolno nad psem się roztkliwiać, bo jeszcze bardziej uwierzy w swój stan błogosławiony. Nie wolno głaskać po brzuchu, bo wzbudzić tym można laktakcję. Nie wolno bawić się z nią zabawkami, a zwłaszcza piszczącymi, a najlepiej zabrać, aby nie nosiła jak własne młode. Zmienić dietę, albo ograniczyć jedzonko, a piesek musi dużo pić wody. Odczekać 3 tygodnie i powinno przejść, ale bacznie obserwować i uważać, czy nie krwawi, bo jeśli tak, to lekarz ponownie się kłania.

Czekam, obserwuję pilnie i głęboko współczuję, bo czuję jak się męczy. Natury się nie oszukać drodzy państwo. Dobrze, że już wiem na przyszłość, że piesek nie będzie umierał, a natura obdarzyła suczkę moją  –  ciążą urojoną. Jestem oświecona i już wiem, co jest  pięć.

Pomiędzy pisanką, a białą kiełbasą!

Nie należę do osób szczególnie wierzących, ale staram się być dobrym człowiekiem i nie koniecznie tylko przed świętami Wielkanocy. Staram się być prawym człowiekiem przez cały rok, choć z pewnością nie zawsze mi się do udaje, bo ludzką rzeczą jest błądzić. Jednak jeśli zbłądzę i zrobię komuś krzywdę słowem czy też uczynkiem, staram się ze wszech miar dogłębnie to przemyśleć i oczywiście przeprosić, naprawić, albo zrekompensować dobrym słowem nie wdając się w dalszy spór do upadłego, że moje musi być na wierzchu i już!

Staram się żyć zgodnie ze swoim sumieniem i staram się nikomu nie wchodzić w drogę, a jeśli mnie coś zbulwersuje, to nie wpadam automatycznie w złość, by dowieść swoich racji, ale najpierw analizuję i wyciągam wnioski. Jeśli nie mam odpowiedzi na nurtujące mnie problemy i sprawy, to ich szukam w swojej głowie, a jeśli jednak nie jestem do końca przekonana, zwyczajnie milczę, by nie zrobić sobie i komuś krzywdy.

Jak już może tutaj pisałam, na moim blogu, to święta wszelkie są dla mnie bardzo ważne, ponieważ spotkamy się z mężem z naszymi dziećmi, wnukami i zięciami. Staram się, aby te chwile były tylko nasze spędzone przy wspólnym stole. Dlatego już w tej chwili mogę odpocząć, bo wszystko, co zaplanowałam mam zrobione i cieszę się, że będzie, co na stół postawić, a lodówka jest zapełniona. Jutro jeszcze upiekę ciasto i już będę cała świąteczna w oczekiwaniu na bliskich.

Przeżywam Wielki Tydzień, mimo mojej dość wątłej wiary, ale chcę w tym czasie i siebie poprawić i pomyśleć, co też mogłabym zmienić, albo w sobie udoskonalić. Jestem skupiona i wyciszona i tutaj wstawiam znaczenie tych świąt, aby i sobie i innym uświadomić, że jest to czas szczególny i warto się na chwilę zatrzymać i pomyśleć nad sensem życia i tym czym jesteśmy, my jako ludzie w tej nieskończoności świata. Jesteśmy tylko malutkimi pyłkami, które kiedyś odejdą, ale warto po sobie zostawić dobrą pamięć.

„Wielki Tydzień – w chrześcijaństwie uroczysty czas upamiętniający ostatnie dni Chrystusa, przygotowujący do największego święta chrześcijan, Zmartwychwstania Pańskiego. Szczególnym czasem w Wielkim Tygodniu jest Triduum Paschalne.

Wielki Tydzień, który w tradycji chrześcijańskiej pojawił się dopiero w IV wieku, rozpoczyna Niedziela Palmowa, a kończą nieszporyWielkiej Niedzieli, zamykające Triduum Paschalne. Poszczególne odłamy chrześcijaństwa wykształciły własną bogatą obrzędowość związaną z okresem Wielkiego Tygodnia. Również w tradycji ludowej i regionalnej Wielki Tydzień zachował wiele zwyczajów. Poniedziałek, wtorek i środa Wielkiego Tygodnia są dniami w sposób szczególny poświęconymi pojednaniu. Był to też czas wielkich porządków, przyozdabiania domów, które jednak należało zakończyć najpóźniej we wtorek.”

Wszystko jest w porządku, dopóki nie wejdzie się do Internetu. Wszystko jest dobrze, dopóki nie zetkniemy się w chamstwem w sieci, bo tego tam nie brakuje. Zastanawiam się dlaczego 95% zadeklarowanych katolików tak się w sieci zachowuje. Dlaczego ludzie sobie grożą i wyklinają na siebie, bardzo często  pod własnymi nazwiskami. Czy to by oznaczało, że to nie katolicy życzą komuś innemu śmierci, bo może to ateiści sobie tak w sieci folgują?

Polska jest podzielona w sprawie dziecka, o które walczy Sebastian Nadolski. Śledzę jego walkę z matką dziecka, która jak twierdzi Pan Sebastian bije malca, a wszelkie organa, kuratorzy są bezsilni i nic z tej walki ojca o dziecko nie wynika, oprócz szumu medialnego i oczywiście uaktywnienia się hejterstwa.

Wielki Tydzień, ale ludzie w tej sprawie są podzieleni i odpalili ciężkie działa w stosunku do matki i piszą, że jak by mogli, to by ją zajebali, albo ukręcili łeb. Jeśli ktoś mi nie wierzy, to można to w sieci sprawdzić na profilu ojca dziecka. Osobiście nie jestem po żadnej ze stron, bo prawda leży zawsze po środku. Sądzę, że oboje rodziców są winni zaistniałej sytuacji i rozszarpują dziecko robiąc mu psychiczną i fizyczną krzywdę. Nie mnie oceniać, a mogę się tylko biernie przyglądać, bo niby co ja mogę.

W obronę wzięła matkę Dorota Zawadzka, była polska Super Niania. Naraziła się do tego stopnia, że zwolennicy ojca nieszczęśliwego dziecka nie zostawiają na niej suchej nitki, a sama Zawadzka w Wielki Tydzień tylko podsyca atmosferę i budzi jeszcze większą falę nienawiści do siebie, a ja się pytam po co?

Po co to wielkie sprzątanie, po co te wszystkie przygotowania, planowanie, zakupy, pieczenie, gotowanie? Po co te wszystkie obrzędy w kościele i rodzinne spotkania, skoro ludzie w sieci się nie szanują, ale to chyba takie polskie jest!

http://http://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_Tydzie%C5%84

 

9 godz. · Edytowany · 

Poczytałam sobie różne strony, pooglądałam ciekawe profile.
Niesamowite jak mamy dzieciom, żony mężom, przyjaciółki i pracownice różnych firm wylewają swoje frustracje w internecie.
Czyżby nie wiedziały, że tu nie ma anonimowości? Czy nie wstydzą się, że piszą takie rzeczy? Czy mogą po napisaniu wulgarnych i nienawistnych wpisów pójść do dziecka, przytulić się i powiedzieć „kocham cie, świat jest dobry i mamusia też”?
Nieprawdopodobne.
Nazbierałam sobie takich perełeczek… coś napiszę…. A że pod swoimi wpisami niektórzy występują publicznie, to ich Wam przedstawię.
A teraz dobrej nocy, bo już 2;30, a od rana praca czeka na człowieka:)

Zdrowych, spokojnych świąt, moim czytelnikom – życzy Lustro codzienności