Nasi bracia mniejsi. Dbajmy o nie, bo niosą samą radość!

Już tu gdzieś pisałam o naszym piesku rasy kundel, wzięty z budowy, gdzie robotnicy rzucali w suczkę kamieniami i czym się dało. Ta trauma tkwi w niej do dzisiaj i gdyby nie my, to pewnie by nie przeżyła, bo tak bardzo boi się ludzi. To kochany i mądry pies i jest z nami 10 lat, ale nie wiemy rzecz jasna ile nasza Diana ich ma. Może 11, a może 13, to zawsze pozostanie tajemnicą, zresztą jak ze wszystkimi naszymi pieskami, a Diana jest pieskiem nr 3 i chyba ostatnim, bo przecież się starzejemy i my.

Już nie weźmiemy psa do domu, choć ja się zastanawiam, bo w domu zawsze był pies i bardzo się przyzwyczaiłam, że takie zwierzątko z nami mieszka.

Dbamy o nią jak o królową, bo na to zasługuje. Jest okropnie grzeczna, nigdy nic nie zniszczyła i nie ściągnęła kotleta ze stołu. Nigdy sobie nie pozwoliła na to, by pod naszą nieobecność zdemolowała dom, a wręcz przeciwnie, bo pilnuje domu, że mucha się nie prześlizgnie.

Dzwonię pewnego razu do męża, który był w pracy, że nasza Diana szykuje się chyba do odchodzenia, bo jej zachowanie mnie totalnie zaskoczyło.

– Przyjedź szybko, bo nie wiem, co z psem się dzieje. Piszczy bez przerwy (nowość dla mnie) i chce wchodzić pod brodzik, zagląda za muszlę klozetową, drapie w dywan i swoje posłanie i chyba szuka miejsca, aby tam umrzeć. Jestem zrozpaczona i nalegam, aby mąż przyjechał i zabrał ją do lekarza.

– Spokojnie, mąż mnie uspokaja. Zaraz przyjadę, wezmę ją na spacer, pobiegamy po polach i jej to przejdzie. Przecież jest jeszcze za młoda na umieranie i każe mi się uspokoić, a ja siedzę w łazience i ją głaszczę z włosem i pod włos i gapię się w te jej mądre oczęta i nie wiem, co z psem się dzieje.

Sprawa trochę ucichła, bo piesek dobrze przespał noc i wszystko wróciło jakby do normy, ale wieczorem jest powtórka z rozrywki i znów mąż był w pracy, a ja ponownie obserwuję jej miotanie się po domu, jakby szukała miejsca na umieranie. Drżę i boję się i jestem zła, że mąż sobie zlekceważył stan naszego psa.

O nie! Na następny dzień, bezwzględnie wysłałam męża z psem do weterynarza, bo sobie myślę, że może bolą ją stawy, bo staruszka przytyła znacznie, a może boli ją serce, bo swój wiek ma i pojechali.

Mąż wpada do domu i oznajmia mi, że będziemy mieli szczeniaki w domu!

– Hę, zaniemówiłam, bo nasza Diana nigdy sama, nigdy z nikim. Kobieta nie lubiąca seksu i kiedy niby i gdzie? Konsternacja, że co?

Mąż śmieje się do rozpuku, bo minę miałam nie tęgą i oznajmia mi, że staruszka wmówiła sobie ciążę i dlatego kopie i szuka miejsca, aby urodzić swoje wymyślone dzieciątka.

O matko i córko, wpadam do sieci i już jestem w domu. Moja biedna! Jak ona się męczy, bo hormony buzują jak oszalałe, a lekarz nie przepisał żadnych leków, gdyż nie chce rozwalić staruszce wątroby. Nie wiem czy to dobre posunięcie, bo psiak się okropnie męczy i wciąż szuka miejsca na powicie swoich dzieci.

A więc z sieci dowiedziałam się, że nie wolno: Nie wolno nad psem się roztkliwiać, bo jeszcze bardziej uwierzy w swój stan błogosławiony. Nie wolno głaskać po brzuchu, bo wzbudzić tym można laktakcję. Nie wolno bawić się z nią zabawkami, a zwłaszcza piszczącymi, a najlepiej zabrać, aby nie nosiła jak własne młode. Zmienić dietę, albo ograniczyć jedzonko, a piesek musi dużo pić wody. Odczekać 3 tygodnie i powinno przejść, ale bacznie obserwować i uważać, czy nie krwawi, bo jeśli tak, to lekarz ponownie się kłania.

Czekam, obserwuję pilnie i głęboko współczuję, bo czuję jak się męczy. Natury się nie oszukać drodzy państwo. Dobrze, że już wiem na przyszłość, że piesek nie będzie umierał, a natura obdarzyła suczkę moją  –  ciążą urojoną. Jestem oświecona i już wiem, co jest  pięć.

Jedna myśl na temat “Nasi bracia mniejsi. Dbajmy o nie, bo niosą samą radość!

  1. Diana miała szczęście, że spotkała Was na swojej drodze. My tez mieliśmy psa, ale powiedziałam sobie nigdy więcej. A teraz tym bardziej, bo zawsze myślę, co się z nim stanie, jak nas zabraknie? Nie chcę się tym obciążać. Pozdrawiam Elu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s