Archiwum dnia: 23 kwietnia, 2015

Adopcja to musi być przemyślana, a nie odfajkowana

Ilona i Jacek pobrali się z wielkiej miłości. Jak wiele par, poznali się na studiach, a studiowali oboje na geografii i tak jakoś od razu wpadli sobie w oko. Po roku ich znajomości doszli do wniosku, że się pobiorą i myśleli o wspólnym zamieszkaniu.

Ilona miała bogatą babcię, która opiekowała się nią, kiedy rodzice Ilony zginęli w wypadku samochodowym. Babcia była dla niej najczulszą osobą na świecie i niczego jej nie brakowało.

Przyszedł czas, że babcia umarła i tak Ilona odziedziczyła po niej duży i wygodny dom. Wprowadzili się i po niewielkim remoncie zamieszkali w swoim gniazdku i choć Ilonie bardzo brakowało babci i jej miłości, to Jacek był teraz najbliższym człowiekiem na świecie i ufała mu bezgranicznie. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć i sama oddawała mu wielkie pokłady swojej miłości

Po skończeniu studiów otrzymali pracę w jednym instytucie, bo byli bardzo dobrymi studentami i ukończyli je z bardzo dobrymi wynikami. Przyszedł więc czas intensywnej pracy, co wiązało się z częstymi wyjazdami w świat, gdzie wykonywali prace naukowe i nanosili poprawki na mapy geograficzne, co powodowało, że zwiedzili przy okazji szmat świata.

Takie wariactwo trwało dwa lata, że żyli na walizkach i trochę to Ilonę zmęczyło. Chciała już osiąść spokojnie w domu i zapragnęła mieć dziecko, bo w końcu zaraz trzydziestka ją dopadnie i był to ostatni dzwonek.

Zaczęli się starać bardzo intensywnie, bo i Jacek doszedł do wniosku, że czas rodzinę powiększyć, bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Niestety, ale minęły następne dwa lata, a Ilona w ciążę nie zachodziła. Każdy test przeżywała i w końcu poszła do lekarzy, aby jej tę płodność odblokowali. Wydali masę pieniędzy i nic się nie wydarzyło. Postanowili więc spróbować in vitro i też nic z tego nie wyszło.

Ilona coraz bardziej była sfrustrowana, bo Jacek jakby oddalał się od niej i uciekał w pracę. Trochę miał dość humorów żony i to go przerastało, a nie wiedział jak może jej pomóc, skoro jego nasienie jest silne, a mimo wszystko Ilona w ciążę nie zachodziła.

Jednej z nocy Ilona namówiła Jacka, aby spróbować ostatni raz i jeśli i tym razem nic z tego nie wyjdzie, to ona chce adoptować dziecko, nie zależnie jakiej płci.

Jacek się zasmucił, ale wiedział jak bardzo Ilona pragnie dziecka i się zgodził, bo kochał ją nad życie i chciał by była szczęśliwa.

Zaczęli starać się o dziecko w ośrodku adopcyjnym i przeszli pomyślnie te wszystkie procedury, szkolenia, komisje i wizyty w domu urzędniczek. Zostali zakwalifikowani i po pół roku znalazła się dziewczynka, niemowlak, którą matka porzuciła zaraz po urodzeniu w szpitalu.

Szaleli z radości i cieszyli się jak wariaci, bo malutka była śliczną blondyneczką, zdrowym dzieckiem i kiedy ją przywieźli do domu, to wszystko mieli naszykowane dla malucha.

Na imię dali małej Uleńka i Ilona uczyła się miłości do swojej córeczki, która była rozkosznym i nie sprawiającym kłopotów dzieckiem. Brała ją w ramiona, tuliła, a Jacek przyzwyczajał się do roli ojca.

W domu wszystko wywróciło się do góry nogami i większość czasu z dzieckiem spędzała Ilona, bo Jacek musiał na rodzinę pracować. Kiedy wracał, to dziecko zazwyczaj już spało, a Ilona opowiadała jak minął jej dzień.

Kiedy Ula podrosła, chodziła z nią na spacery, na plac zabaw i tak dzień za dniem mijał i nie obejrzeli się, kiedy Ula skończyła trzy latka.

Ilona źle się poczuła pewnego dnia i nie wiedziała, co jej jest, a kiedy zadzwoniła po Jacka, to ten zastał żonę w łazience, bo wymiotowała i była blada jak ściana.

Wezwał pogotowie i w szpitalu krok po kroku lekarze stwierdzili, że Ilona jest w ciąży.

Jak to w ciąży? Oboje nie mogli uwierzyć w to, co słyszą i po trzech miesiącach okazało się, że Ilona urodzi bliźnięta, co było dla niej wielkim szokiem, ale i wielkim, niespodziewanym szczęściem.

Urodziła chłopca i dziewczynkę i kiedy przytuliła swoje dzieci pierwszy raz do piersi, zaczęła łkać ze szczęścia, że los się nad nią zlitował i dał jej od razu dwoje dzieci.

Uleńka była zazdrosna o  maluchów, które tak nagle pojawiły się w domu i zaczęła być strasznie zazdrosna. Jak to dziecko chciało usiąść mamie na kolana, przytulić się, ale Ilona odganiała się od Uleńki i kazała jej bawić się w pokoju pełnym zabawek i nakazała, że ma być grzeczna, bo ma teraz dużo pracy i ona musi nauczyć się bawić sama.

Uleńka posmutniała i stała się dzieckiem zamkniętym, bo pragnęła miłości, ale tego nie dostawała, a i Jacek upominał ją, że ma być cierpliwa, bo mama jest zmęczona, a kiedy mała rozrzuciła w proteście swoje zabawki po całym pokoju, to dał jej porządnego klapsa i stwierdził, że jest uparciuchem i zamknął ja w pokoju rozpłakaną i niekochaną.

Ilona zaprosiła jednego weekendu swoją kuzynkę z jej mężem na uroczysty obiad, zaraz po chrzcinach maluchów. Nie miała więcej rodziny, a więc kuzynka była chrzestną, a jej mąż chrzestnym.

Kuzynka od razu zauważyła smutne oczy Uleńki i podczas rozmowy w kuchni z Iloną wprost jej powiedziała, że czuje, iż Ula jest teraz jak wrzód na de, bo to widać, że Ilona jej nie kocha.

– Tak nie pokochałam Uli nigdy i wstydzę się tego, ale wybacz, nie mogę jej znieść w swoim domu. To mnie przerasta i zaczęła histerycznie płakać. Na tę rozmowę naszedł Jacek i domyślił się całej rozmowy i oznajmił kuzynce, że on też nie znosi Uli i oboje nie wiedzą, co dalej z tym zrobić. Nie kochają tego dziecka i wszyscy się rozpłakali.

Kuzyna Ilony zbliżała się do czterdziestki i pogodzili się z mężem, że nigdy nie mogli mieć dzieci, choć nigdy nie zdecydowali się na adopcję. Oboje zrozumieli, że nic na siłę, ale Uleńkę pokochali od pierwszych chwil.

Minęło parę tygodni i kuzynka przyszła do Ilony z propozycją, że weźmie na wychowanie Uleńkę, tylko trzeba załatwić te wszystkie papiery i ona da jej miłość i się dzieckiem zaopiekuje.

Poszło dość szybko i Uleńka zmieniła dom, ale nie odcierpiała tego za bardzo, bo kuzynka Ilony dla tego dziecka zwariowała z miłości, a jej mąż szalał, że dom się tak rozpromienił malutkim rączkami, ślicznymi oczkami i świergotem dziecięcej mowy.

Ilona miała kłopot ze swoją maleńką córeczką, która zaczęła słabnąć z dnia na dzień i po serii badań, okazało się, że jest chora na białaczkę. Pomimo starań lekarzy, pomimo wydanych pieniędzy i wyjazdów za granicę, córeczka Ilony umarła pozostawiając ją z wyrzutami sumienia, że może gdyby Uleńce dała swoją miłość, to by do tego nie doszło, ale to wie tylko ktoś tam u góry jeśli jest, ale Ilona nie jedną noc przepłakała, że spadła na nią boska kara. Odsunęli się od siebie z mężem i już nigdy nie było jak dawniej.

Uleńka w domu kuzynki wyrosła na śliczną,mądrą dziewczynę i właśnie kończy studia z medycyny. Chce zajmować się leczeniem dzieci, a kuzynka Ilony jest prze szczęśliwa.

Ula nigdy nie szukała swojej biologicznej matki i  nigdy nie chciała poznać Ilony i Jacka, bo wszystko dostała od kuzynki Ilony i jej męża. To oni byli dla niej rodzicami.

Świat pięknieje z dnia na dzień :)

Pojechaliśmy z mężem na wycieczkę w poszukiwaniu wiosny na łąkach i polach. Niesamowicie się robi zielono i pachnąco. Ptaki ćwierkają jak oszalałe i miejmy nadzieję, że to już koniec pohukiwań zimowej aury. Jest cudnie, a przy okazji objechaliśmy obrzeża miasta i okazuje się, że domy nowe powstają jak grzyby po deszczu, a to znaczy, że się nasze miasto rozrasta z każdej niemal strony.

Fajnie jest tak od czasu do czasu wyjechać i popatrzeć, że ludzie w małych miasteczkach nie śpią, bo na każdym kroku widać zmiany. Stare budynki są odnawiane i ocieplane, a nowe gromadzą się w małych, hermetycznych osiedlach. Ludzie dbają o swoje przydomowe ogródki, gdzie są już wiosenne kwiaty i kwitnące magnolie.

Będę musiała iść z aparatem na polowanie  kwiatów jeszcze, a w planach mam inne projekty, można napisać, że tematyczne.

Uwierzyć w człowieka jest coraz trudniej, ale może nie wszystko jest stracone

Nie wiem czy mam wierzyć, czy nie! Jeśli to prawda, to serce rośnie, a jeśli nie prawda, to i tak serce rośnie, że ktoś taką historię wymyślił. Ale miejmy nadzieję, że to wydarzyło się naprawdę.

Miłego dnia 🙂

Bardzo inspirująca historia…
Na naszej klatce schodowej mieszka staruszka. Pięć lat temu straciła męża, córkę, zięcia i wnuków w wypadku. Kiedy tydzień przed świętami wracałam do domu, na drzwiach klatki schodowej zobaczyłam ogłoszenie napisane odręcznie:
Zgubiłam 100 złotych. Uczciwego znalazcę proszę o zwrot do mieszkania nr 76, emerytura bardzo skromna, nie mam na chleb.

Mieszkanie nr 76 to lokal tej starszej pani. Wyjęłam z portfela 100 złotych, odłożone na prezent dla mamy, i zapukałam do drzwi mieszkania nr 76. Kiedy oddałam staruszce pieniądze, rozpłakała się i powiedziała:
– Jesteś dwunastą osobą, która przyniosła mi pieniądze. Dziękuję.
Uśmiechnęłam się i poszłam do windy, a wtedy starsza pani dodała:
– Córeńko, zdejmij, proszę, to ogłoszenie z drzwi, to nie ja napisałam… – starsza pani stała przed drzwiami swojego mieszkania i płakała.
Dziewczyna poprosiła, aby ta historia poszła w świat. Aby ci, którzy nie widzą w innych nic dobrego – dowiedzieli się, że na jej klatce schodowej mieszka co najmniej 12 wspaniałych osób.

Autor nieznany

http://http://www.dobrewiadomosci.net.pl/historie/1232-dwunastu-wspanialych