Archiwum dnia: 26 kwietnia, 2015

Oczyszczaj膮ca k艂贸tnia ma艂偶onk贸w

Ja wiem, 偶e to jest m贸j blog i mog臋 wypisywa膰, co mi si臋 rzewnie podoba, ale czasami mam wra偶enie, 偶e jednak nie wszystko nadaje si臋 do publikacji, bo widz臋, 偶e czyta mnie niemal ca艂y 艣wiat. Czytaj膮 mnie w Pary偶u i Rzymie i Berlinie, a tak偶e poza Europ膮 i zaczynam si臋 troch臋 tego ba膰 z r臋k膮 na sercu.

O czym pisa膰, aby nikomu si臋 nie narazi膰, aby nikogo nie skrzywdzi膰, a jednocze艣nie by膰 wiarygodn膮 i szczer膮, a staram si臋 by膰 tak膮 z ca艂ych si艂, aby kto艣, kto mnie czyta nie mia艂 nuty zw膮tpienia, 偶e jestem pozerk膮 i pisz臋 pod publik臋. Nie chc臋 tego, a druga sprawa nie 聽le偶y to w mojej naturze, by si臋 komu艣 przypodoba膰 i dlatego wybieram teksty w mojej g艂owie, kt贸re maj膮 brzmie膰 tak, jak czuje to moje jestestwo.

Trudno, napisz臋 i o tym, cho膰 wiem, 偶e mam wrog贸w i ten tekst zostanie wykorzystany przeciwko mnie, ale takie jest ryzyko blogera.

Pok艂贸ci艂am si臋 z m臋偶em, bo wszystkie pary od czasu do czasu si臋 k艂贸c膮 i niech kto艣 mi poda przyk艂ad, 偶e si臋 myl臋? Nie wa偶ne, o co si臋 pok艂贸cili艣my i tu nie napisz臋 powodu, ale sta艂o si臋 i by艂o do艣膰 ostro. Wywali艂am mu swoje pretensje, do艣膰 mocno, cho膰 w takich momentach staram si臋 panowa膰 nad j臋zykiem, aby nie przeklina膰, bo strasznie nie lubi臋 takiego j臋zyka. M膮偶 wzi膮艂 na klat臋, ale tak偶e mia艂 swoje racje, cho膰 ja czu艂am ca艂膮 sob膮, 偶e racj臋 mam ja.

Trwa艂o to mo偶e pi臋tna艣cie minut, po czym, ja trzasn臋艂am drzwiami swojego pokoju, a on swoimi, bo w takich chwilach nagle zauwa偶amy, 偶e mamy dwa pokoje.

Nasta艂 wiecz贸r i posz艂am spa膰 do m臋偶a, ale przekr臋ci艂am poduchy i zasn臋li艣my bez s艂owa w jednym 艂贸偶ku, ale osobno i bez s艂owa dobranoc. Postanowi艂am, 偶e nie odezw臋 si臋 do niego, co najmniej przez trzy dni i koniec i kropka, a co On my艣la艂, to diabli wiedz膮 co!

O poranku znowu posz艂am do drugiego pokoju ca艂a w postanowieniu, 偶e b臋d膮 ciche dni, ale 艂zy same mi bezwiednie p艂yn臋艂y z oczu i by艂am z艂a na swoj膮 s艂abo艣膰 i n臋dzne postanowienie, 偶e b臋d臋 twarda jak granit. Okaza艂o si臋, 偶e nie potrafi臋 偶y膰 w milczeniu i serce chcia艂o mi wyskoczy膰 z piersi i dosta艂am wy偶szego ci艣nienia i poczu艂am si臋 okropnie 藕le. Jakbym za chwil臋 mia艂a trafi膰 na pogotowie z powodu z艂ego samopoczucia.

Posz艂am do kuchni, by mimo palpitacji serca zaparzy膰 sobie kaw臋, na z艂o艣膰 m臋偶owi, 偶e si臋 trzymam, a m膮偶 robi艂 sobie 艣niadanie.

Spojrzeli艣my na siebie i mimo, 偶e by艂 mi臋dzy nami mur, to cie艅 u艣miechu zauwa偶y艂am na jego twarzy i pomy艣la艂am sobie – aha mi臋knie, ale ja dalej jestem twarda i niech nie pr贸buje mnie zmi臋kcza膰.

Telefon i dowiedzia艂am, 偶e od mojej mamy, 偶e zmar艂 ojciec kole偶anki mojej c贸rki, kt贸ry by艂 w wieku mojego m臋偶a.

Przekaza艂am obcesowo wiadomo艣膰 strasznie przykr膮 mojemu m臋偶owi, a on mi na to, 偶e co ja zrobi臋, jak i on odejdzie, bo bior膮 z jego p贸艂ki i sta艂o si臋. Poca艂owali艣my si臋 i przytulili艣my mocno, a ja mu powiedzia艂am, 偶e na drugi dzie艅 i mnie by zabrali, bo 偶y膰 bez siebie nie mo偶emy, a w takich ci臋偶kich chwilach okazuje si臋, 偶e ze sob膮 nie i bez siebie nie, ale na szcz臋艣cie mamy ju偶 to za sob膮 i jest ju偶 po tsunami w naszym domu, a w nagrod臋 pojechali艣my do lasu szuka膰 siebie i wiosny 馃榾