Archiwum dnia: 27 kwietnia, 2015

Kobieta, kt贸ra w jednej chwili straci艂a wszystkich

Marta wyfrun臋艂a z domu na studia i jako jedynaczka z dobrego i bogatego domu zostawi艂a swoich kochaj膮cych si臋 rodzic贸w w pe艂nej zgodzie i mi艂o艣ci.

Ojciec Marty pe艂ni艂 funkcj臋 dyrektorsk膮 w du偶ej fabryce i bardzo dobrze zarabia艂. Lubi艂 swoj膮 prac臋, a zarobki pozwoli艂y mu na wybudowanie du偶ego domu, kupno trzech samochod贸w i nie zabrak艂o jeszcze na zagraniczne wakacje.

Marty mama za艣 prowadzi艂a salon kosmetyczny w domu, w pokoju przerobionym na gabinet kosmetyczny i realizowa艂a si臋 jako dobra i wzi臋ta profesjonalistka, a jednocze艣nie zajmowa艂a si臋 domem, cho膰 zatrudniali pani膮 od wszystkiego, kt贸ra pomaga艂a im utrzyma膰 dom.

Wyjecha艂a wi臋c z domu pe艂na nadziei, 偶e rodzice si臋 kochaj膮 i mog艂a spokojnie studiowa膰. Na trzecim roku zapozna艂a przystojnego Francuza i by艂a dumna, 偶e z takiej ilo艣ci dziewczyn na uczelni wybra艂 w艂a艣nie j膮. Matra by艂a wysok膮 blondynk膮 o nogach do ziemi, a on by艂 wysokim brunetem z rozwian膮 czupryn膮 i pasowali do siebie, a tak偶e jako para wzbudzali spore zainteresowanie.

Zakochali si臋 w sobie i byli nieroz艂膮czni, a wi臋c przyszed艂 czas, 偶e Marta przedstawi艂a swojego ukochanego rodzicom, a ten przez nich zosta艂 zaakceptowany i cieszyli si臋 szcz臋艣ciem swojej jedynaczki.

Marta du偶o m贸wi艂a o rodzicach swojemu ukochanemu i nie mieli przed sob膮 偶adnych tajemnic. Bardzo kocha艂a rodzic贸w i nie znios艂aby aby co艣 z艂ego si臋 mi臋dzy nimi wydarzy艂o. Ukochany j膮 rozumia艂 tym bardziej, 偶e jego rodzice si臋 rozeszli, kiedy by艂 jeszcze dzieckiem, co odbi艂o si臋 na jego ca艂ym 偶yciu. Brakowa艂o mu zawsze obojga rodzic贸w i denerwowa艂o, 偶e by艂 kart膮 przetargow膮.

Zbli偶a艂a si臋 przerwa od nauki i Marta planowa艂a, 偶e pojad膮 do domu, aby poby膰 troch臋 z rodzicami, a potem wybior膮 si臋 na zwiedzanie Pary偶a, kt贸ry by艂 miastem jej ukochanego.

Tak si臋 te偶 sta艂o i kiedy byli w domu Marty, ta co艣 dziwnego zauwa偶y艂a w zachowaniu swoich rodzic贸w. Prawie ze sob膮 nie rozmawiali i w domu powia艂o ch艂odem. Ojciec Marty zmieni艂 garderob臋 i zacz膮艂 ubiera膰 si臋 jak m艂odzieniaszek, co od razu rzuci艂o si臋 jej w oczy. Garnitury zmieni艂 na m艂odzie偶owe sweterki i zacz膮艂 zak艂ada膰 fantazyjne szaliczki, co wprawdzie odejmowa艂o mu lat, ale Marcie zacz臋艂o to podpada膰.

Mama Marty za艣 zapisa艂a si臋 na fitnes, zacz臋艂a biega膰 intensywnie i 聽zauwa偶y艂a, 偶e tak偶e jej garderoba si臋 zmieni艂a, gdy偶 matka zacz臋艂a upodabnia膰 si臋 do nastolatki, a tak偶e wprowadzi艂a restrykcyjn膮 diet臋, aby nie przyty膰 ani kilograma.

Wyra藕nie w domu Marty powia艂o ch艂odem i czu艂a, 偶e co艣 si臋 z艂ego dzieje, ale rodzice wci膮偶 twierdzili, 偶e nic si臋 nie dzieje i wszystko jest w najlepszym porz膮dku i niech si臋 niczym nie martwi.

Jednak Marcie nie dawa艂o spokoju, bo nie takich rodzic贸w zostawi艂a wybywaj膮c na studia. Pewnego dnia postanowi艂a 艣ledzi膰 ojca, kiedy jej ukochany siedzia艂 w komputerze by doko艅czy膰 potrzeby mu projekt.

Wsiad艂a w samoch贸d i pojecha艂a pod prac臋 swojego ojca i postanowi艂a poczeka膰, a偶 ten wyjdzie z fabryki. Kiedy min臋艂a godzina 16, ojciec wsiad艂 do samochodu i pojecha艂, ale nie do domu.

Jecha艂a za nim z bij膮cym sercem, bo ojciec wyjecha艂 daleko z miasta i zatrzyma艂 si臋 w pewnym momencie, a do 聽samochodu wsiad艂a bardzo m艂oda kobieta ubrana w czerwon膮 sukienk臋. Marcie wydawa艂o si臋, 偶e zna t膮 kobiet臋, bo by艂a to jej kole偶anka z piaskownicy, z kt贸r膮 potem straci艂a kontakt. Troch臋 si臋 uspokoi艂a, bo przecie偶 ta dziewczyna nie mog艂a by膰 kochan膮 jej ojca i zwyczajnie j膮 tylko gdzie艣 podwozi.

Jednak nie odpu艣ci艂a i jecha艂a dalej za ojcem, a偶 ze zdziwieniem zauwa偶y艂a, 偶e samoch贸d ojca zatrzyma艂 si臋 na ukrytej, le艣nej polanie, a pasa偶er i pasa偶erka nie wychodzili d艂ugo z samochodu. Uwa偶a艂a bardzo, by nikt jej nie zauwa偶y艂 i podesz艂a w bezpiecznej odleg艂o艣ci, by podejrze膰 cokolwiek.

Wyj臋艂a kom贸rk臋 i trz臋s膮cymi si臋 r臋koma nagra艂a swawolne igraszki swojego ojca z jej kole偶ank膮 z dzieci臋cych lat. Nie mog艂a uwierzy膰, 偶e jej ojciec m贸g艂 si臋 posun膮膰 do takiego stopnia, ale nie chcia艂a ich p艂oszy膰 i czym pr臋dzej wsiad艂a do samochodu, by pokaza膰 owe nagranie swojej matce niczemu nie wiedz膮cej.

P艂aka艂a ca艂膮 drog臋 i w pewnym momencie musia艂a si臋 zatrzyma膰, bo 艂kanie nie pozwoli艂o jej prowadzi膰 samochodu i tak sta艂a na poboczu, a偶 si臋 troch臋 uspokoi艂a, cho膰 emocje rozszarpywa艂y jej serce. T艂uk艂a pi臋艣ciami kierownic臋 z 偶alu i nie potrafi艂a sobie wyt艂umaczy膰 – dlaczego?

Do domu dotar艂a i nie wiedzia艂a kt贸ra jest godzina. Wysiad艂a z samochodu mocno zatrzaskuj膮c drzwi i czym pr臋dzej chcia艂a porozmawia膰 ze swoj膮 matk膮. Tak bardzo im ufa艂a i tak bardzo jej zale偶a艂o na ratowaniu ma艂偶e艅stwa swoich rodzic贸w, ale tego faktu nie mog艂a i nie chcia艂a przemilcze膰. Mia艂a nadziej臋, 偶e jeszcze wszystko da si臋 naprawi膰. Niech tylko ze sob膮 porozmawiaj膮 szczerze i niech si臋 ogarn膮.

Kiedy wesz艂a do domu, to by艂o w nim cicho jak makiem zasia艂 i nie zasta艂a matki w swoim gabinecie. Posz艂a do ogrodu, ale i tam nikogo nie by艂o. Zacz臋艂a obchodzi膰 dom i kiedy otworzy艂a sypialni臋 rodzic贸w, to widok zastany j膮 natychmiast zmrozi艂 i nogi si臋 pod ni膮 ugi臋艂y.

W 艂贸偶ku zasta艂a swoj膮 matk臋 ze swoim ch艂opakiem Francuzem, kt贸rzy nawet nie zauwa偶yli 聽b臋d膮c w mi艂osnych u艣ciskach, 偶e ona ich nakry艂a i kl臋czy w progu sypialni zalana 艂zami, nie mog膮ca uwierzy膰, 偶e to si臋 dzieje naprawd臋!

Nagle si臋 poderwa艂a jak w amoku. Pobieg艂a do salonu i w艂膮czy艂a muzyk臋 tak, 偶e zatrz臋s艂y si臋 艣ciany. Na ten koncert wr贸ci艂 ojciec, a matka z jej ch艂opakiem zbiegli wystraszeni z g贸ry i wszyscy si臋 spotkali oko w oko. 聽Marta zacz臋艂a si臋 histerycznie 艣mia膰, jakby postrada艂a rozum. Nie mog艂a uwierzy膰, 偶e zdradzi艂y j膮 wszystkie osoby, kt贸re tak bardzo kocha艂a i tylko wrzeszcza艂a na ca艂e gard艂o, 偶e to jest wszystko chore!

Krzycza艂a, 偶e nie godzi si臋 na tak膮 patologi臋, kiedy oni wszyscy stali jak wryci, a ona szala艂a jak poparzona, 偶e oto w jednej chwili straci艂a szacunek do ojca, kt贸ry posuwa ma艂olat臋, do matki, kt贸ra sypia z jej ch艂opakiem i do tego, kt贸remu odda艂a swoje serce.

Kiedy si臋 troch臋 uspokoi艂a, to za偶膮da艂a od ojca, by na sam koniec kupi艂 jej mieszkanie i to b臋dzie ostatnia przys艂uga jak膮 mo偶e jej sprawi膰. Nie chce ich wszystkich wi臋cej widzie膰 i nie chce mie膰 do czynienia z tak wyuzdanymi lud藕mi i niech si臋 nie nazywaj膮 jej rodzicami. Ch艂opaka spakowa艂a i wywali艂a jego rzeczy za drzwi bez mrugni臋cia okiem.

D艂ugo nie mog艂a si臋 pozbiera膰 i d艂ugo nikogo nie szuka艂a 聽do 偶ycia. Nie potrafi艂a si臋 zaanga偶owa膰 i uciek艂a ca艂kowicie w sw贸j 艣wiat i prac臋. Nigdy wi臋cej nie chcia艂a spotka膰 si臋 z rodzicami, kt贸rzy pr贸bowali jej si臋 t艂umaczy膰, 偶e oboje zgadzali si臋 na swoje zdrady, tylko Marta nie mog艂a zrozumie膰 dlaczego odby艂o si臋 to jej kosztem!

Nachalne wspomnieniowo

To przychodzi nawet nie wiadomo kiedy. Wspomnienia si臋 w艂膮czaj膮 nie wiadomo kiedy i chyba to oznacza, 偶e zbli偶a si臋 staro艣膰, gdy偶 kom贸rki m贸zgowe same zaprz臋gaj膮 si臋 do wspomnie艅 i dobrych i z艂ych. Nie wiadomo kiedy zaczynamy analizowa膰, przetrawia膰 ca艂e swoje 偶ycie. Jeste艣my dla siebie jak ksi膮偶ka, a mo偶e bardziej pami臋tnik, w kt贸rym niewidocznym atramentem zapisane s膮 nasze wspomnienia.

Nie pisa艂am pami臋tnika r臋cznie przez wiele, wiele d艂ugich lat. Pisa艂am pami臋tnik kiedy mia艂am lat 18 i pisa艂am go regularnie przez rok. Potem ju偶 nie mia艂am czasu na takie pierdo艂y, zaganiana, zap臋dzona jak wi臋kszo艣膰 kobiet w czasach kiedy w sklepach nie by艂o nic i trzeba by艂o heroicznej walki, by zdoby膰 cokolwiek. By艂y kartki i pami臋tam jak osiem kilo cukru targa艂am, co miesi膮c do domu, a teraz si臋 zastanawiam po co mi by艂o tyle cukru, bo zapas贸w nie robi艂am, a jednak w domu schodzi艂o, ale to szczeg贸艂 i pewnie sobie nie przypomn臋, co ja z tym cukrem robi艂am.

Ale ja nie o tym chcia艂am. Pami臋ci膮 wracam do Szko艂y Podstawowej i mojej ostatniej klasy, kiedy to zaraz wszyscy mieli艣my wyfrun膮膰 w 艣wiat.

By艂am dobr膮 obserwatork膮 moich klasowych kole偶anek i koleg贸w i tak sobie teraz my艣l臋, 偶e jak偶e inaczej wszystkim potoczy艂o si臋 偶ycie. P贸j艣cie w 艣wiat, to wielka niewiadoma i kto pojecha艂 daleko, bo los go rzuci艂 do innych miast, to z nimi straci艂am kontakt raz na zawsze i nie wiem, jak im si臋 im 偶yje.

Jednak jest par臋 os贸b, kt贸re wci膮偶 s膮 gdzie艣 tam na horyzoncie i tak:

– Marysia urodzi艂a czw贸rk臋 dzieci i wysz艂a za m膮偶 naprawd臋 za dobrego cz艂owieka i jest mniemam szcz臋艣liw膮 matk膮 i 偶on膮. Za艂o偶yli z m臋偶em salon meblowy i do dzisiaj pracuj膮 i z tego 偶yj膮.

– Andrzej, to zawsze by艂 sportowcem ca艂膮 g臋b膮. 艢wietnie gra艂 w pi艂k臋 no偶n膮. Mam wiadomo艣ci o nim, cho膰 mieszka w Szwecji poprzez jego siostr臋. Urodzi艂y mu si臋 dwoje dzieci i wci膮偶 jest z t膮 sam膮 偶on膮, a kiedy do nas przyje偶d偶a to bierze udzia艂 w zawodach sportowych. Pan oko艂o 60 – tki 聽wci膮偶 aktywny sportowo.

– Halinka, siedzia艂am z ni膮 w jednej 艂awce. Bywa艂am u niej w domu. Szybko wysz艂a za m膮偶 i zaraz nied艂ugo straci艂a m臋偶a w gro藕nym wypadku. Potem ponownie wysz艂a za m膮偶 i z tego zwi膮zku jest chyba tr贸jka dzieci, ale nie jestem do ko艅ca pewna. Za艂o偶y艂a z m臋偶em dzia艂alno艣膰 gospodarcz膮 i sprzedaje ubrania w sklepiku wybudowanym ko艂o swojego domu. Dobrze si臋 jej kr臋ci, bo ma wyczucie i kobiety ch臋tnie u niej kupuj膮.

– Zbyszek opryszek. Alkohol go zniszczy艂 i ju偶 go nie ma na tej Ziemi. Ci臋偶ko by艂o patrze膰 na jego upadek.

– Marek, miastowy grajek przygrywaj膮cy na weselach ze swoj膮 kapel膮. O偶eni艂 si臋 i urodzi艂y mu si臋 dwie c贸ry. Troch臋 si臋 rozchorowa艂, ale 偶on臋 ma ukochan膮, kt贸ra o niego strasznie dba.

– Gra偶ynka. Wysz艂a za m膮偶 z mi艂o艣ci i urodzi艂a pi膮tk臋 dzieci, ale m膮偶 j膮 zdradzi艂 i si臋 rozchorowa艂a. Wida膰 j膮, jak porusza si臋 o balkoniku, cho膰 nie ma jeszcze 60 lat. Tak przep艂aci艂a swoje oddanie m臋偶czy藕nie.

I to by by艂o tyle, bo nie wiem jak potoczy艂y si臋 losy Danusi, Krysi, Mariolki, Gra偶ynki, Waldka i wielu innych. Zgin臋li w czelu艣ciach 偶yciowych los贸w. Ju偶 nie pami臋tam wszystkich imion i nazwisk, bo by艂o nas w klasie oko艂o trzydziestki i zgin臋li w mrokach moich wspomnie艅.

Ciekawa jestem jakie Wy macie swoje wspomnienia i ile zachowa艂o si臋 w Waszej pami臋ci? 馃檪