Archiwa miesięczne: Kwiecień 2015

Odszedł bardzo charyzmatyczny człowiek!

Wszyscy umrzemy niestety i na każdego przyjdzie ten czas pożegnania ziemskiego padołu. Umierają zwykli ludzie i umierają ludzie, którzy coś znaczą i znaczyć będą, bo swoim całym życiem przyczynili się do tego, że się o nich mówi za życia i mówić się będzie po śmierci. Wpisali się w naszą historię po porostu.

Wczoraj odszedł od nas prof. Władysław Bartoszewski i w godzinach wieczornych ta smutna wiadomość zalała media i Internet. Dziennikarze i zaproszeni goście wspominali tego, jakże zasłużonego człowieka dla naszej demokracji. Człowieka, który całe swoje życie poświęcił, by mówić i pisać, abyśmy nie zapomnieli skąd jesteśmy i chciał byśmy zmierzali w dobrym kierunku, Byśmy byli godnym narodem i aby Polska w świecie zaczęła się liczyć, a świat nas widział jako kraj po przejściach, zmierzający w stronę – do wolności.

Nie jestem historykiem, bo jestem zwykłą seniorką, ale zdolna jestem do samodzielnego myślenia i takich ludzi jak Władysław Bartoszewski, kiedy odchodzą powinniśmy szanować ze wszech miar. Odchodzą tytani i jest ich coraz mniej. Odchodzą ludzie z wielkimi życiorysami, których dokonania można przeczytać choćby w Wikipedii i tam dzisiaj zajrzałam. Zobaczyłam szeroki wachlarz, jaki Bartoszewski oferował jako człowiek posługujący się językiem szybszym niż karabin maszynowy. Pisał książki i artykuły. Wykładał, uczył, dzielił się swoimi przemyśleniami i walczył o Polskę.

W okresie swoich 93 lat miał jeszcze wielkie plany, ale nawet taki tytan jak Bartoszewski nie  obronił się przed śmiercią.

Taka jest kolej rzeczy, że śmierć dopada nie wiadomo kiedy i jak szybko żył, tak szybko, w biegu umarł i pozostawił po sobie wyrwę nie do zapełnienia.

Dziennikarze zastanawiają się w niektórych miejscach, czy nie powinien być pochowany na Wawelu, jako zasłużony Polak, a ja pod jednym z nich napisałam, że prof. Bartoszewski za bardzo kochał ludzi, by go wyalienowano w ciemnych murach.

Prof. powiedział, że warto być przyzwoitym i w tych trzech słowach zawarta jest cała filozofia życia i ja tak staram się żyć, aby po mojej śmierci ktoś, choć jeden człowiek mnie wspomniał, że to była przyzwoita osoba.

Jednak prof. naraził się wielu i nie minęło kilka godzin, by w Internecie przeczytać słowa niepochlebne i kierowane wprost, kiedy prof. Bartoszewski jeszcze nie ostygł.

Jeśli ktoś wejdzie na fan-page kandydata na Prezydenta – Janusza Korwin Mikke, to natknie się na szaleństwo hejtu na profesora i daję poniżej tylko jeden wybrany komentarz z całej dyskusji i włos się jeży na głowie, że ludziom takie słowa, tak łatwo wychodzą spod klawiatury!

Bartoszewski? Polski inteligent, nie żartujmy. Antypolska gnida.

Ludzie zapominają o tym, że po śmierci wszyscy będziemy sądzeni, a co zostawimy w sieci, to zostanie na zawsze, a więc ściek i plugastwo także.

Warto być przyzwoitym!

Adopcja to musi być przemyślana, a nie odfajkowana

Ilona i Jacek pobrali się z wielkiej miłości. Jak wiele par, poznali się na studiach, a studiowali oboje na geografii i tak jakoś od razu wpadli sobie w oko. Po roku ich znajomości doszli do wniosku, że się pobiorą i myśleli o wspólnym zamieszkaniu.

Ilona miała bogatą babcię, która opiekowała się nią, kiedy rodzice Ilony zginęli w wypadku samochodowym. Babcia była dla niej najczulszą osobą na świecie i niczego jej nie brakowało.

Przyszedł czas, że babcia umarła i tak Ilona odziedziczyła po niej duży i wygodny dom. Wprowadzili się i po niewielkim remoncie zamieszkali w swoim gniazdku i choć Ilonie bardzo brakowało babci i jej miłości, to Jacek był teraz najbliższym człowiekiem na świecie i ufała mu bezgranicznie. Wiedziała, że zawsze może na niego liczyć i sama oddawała mu wielkie pokłady swojej miłości

Po skończeniu studiów otrzymali pracę w jednym instytucie, bo byli bardzo dobrymi studentami i ukończyli je z bardzo dobrymi wynikami. Przyszedł więc czas intensywnej pracy, co wiązało się z częstymi wyjazdami w świat, gdzie wykonywali prace naukowe i nanosili poprawki na mapy geograficzne, co powodowało, że zwiedzili przy okazji szmat świata.

Takie wariactwo trwało dwa lata, że żyli na walizkach i trochę to Ilonę zmęczyło. Chciała już osiąść spokojnie w domu i zapragnęła mieć dziecko, bo w końcu zaraz trzydziestka ją dopadnie i był to ostatni dzwonek.

Zaczęli się starać bardzo intensywnie, bo i Jacek doszedł do wniosku, że czas rodzinę powiększyć, bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Niestety, ale minęły następne dwa lata, a Ilona w ciążę nie zachodziła. Każdy test przeżywała i w końcu poszła do lekarzy, aby jej tę płodność odblokowali. Wydali masę pieniędzy i nic się nie wydarzyło. Postanowili więc spróbować in vitro i też nic z tego nie wyszło.

Ilona coraz bardziej była sfrustrowana, bo Jacek jakby oddalał się od niej i uciekał w pracę. Trochę miał dość humorów żony i to go przerastało, a nie wiedział jak może jej pomóc, skoro jego nasienie jest silne, a mimo wszystko Ilona w ciążę nie zachodziła.

Jednej z nocy Ilona namówiła Jacka, aby spróbować ostatni raz i jeśli i tym razem nic z tego nie wyjdzie, to ona chce adoptować dziecko, nie zależnie jakiej płci.

Jacek się zasmucił, ale wiedział jak bardzo Ilona pragnie dziecka i się zgodził, bo kochał ją nad życie i chciał by była szczęśliwa.

Zaczęli starać się o dziecko w ośrodku adopcyjnym i przeszli pomyślnie te wszystkie procedury, szkolenia, komisje i wizyty w domu urzędniczek. Zostali zakwalifikowani i po pół roku znalazła się dziewczynka, niemowlak, którą matka porzuciła zaraz po urodzeniu w szpitalu.

Szaleli z radości i cieszyli się jak wariaci, bo malutka była śliczną blondyneczką, zdrowym dzieckiem i kiedy ją przywieźli do domu, to wszystko mieli naszykowane dla malucha.

Na imię dali małej Uleńka i Ilona uczyła się miłości do swojej córeczki, która była rozkosznym i nie sprawiającym kłopotów dzieckiem. Brała ją w ramiona, tuliła, a Jacek przyzwyczajał się do roli ojca.

W domu wszystko wywróciło się do góry nogami i większość czasu z dzieckiem spędzała Ilona, bo Jacek musiał na rodzinę pracować. Kiedy wracał, to dziecko zazwyczaj już spało, a Ilona opowiadała jak minął jej dzień.

Kiedy Ula podrosła, chodziła z nią na spacery, na plac zabaw i tak dzień za dniem mijał i nie obejrzeli się, kiedy Ula skończyła trzy latka.

Ilona źle się poczuła pewnego dnia i nie wiedziała, co jej jest, a kiedy zadzwoniła po Jacka, to ten zastał żonę w łazience, bo wymiotowała i była blada jak ściana.

Wezwał pogotowie i w szpitalu krok po kroku lekarze stwierdzili, że Ilona jest w ciąży.

Jak to w ciąży? Oboje nie mogli uwierzyć w to, co słyszą i po trzech miesiącach okazało się, że Ilona urodzi bliźnięta, co było dla niej wielkim szokiem, ale i wielkim, niespodziewanym szczęściem.

Urodziła chłopca i dziewczynkę i kiedy przytuliła swoje dzieci pierwszy raz do piersi, zaczęła łkać ze szczęścia, że los się nad nią zlitował i dał jej od razu dwoje dzieci.

Uleńka była zazdrosna o  maluchów, które tak nagle pojawiły się w domu i zaczęła być strasznie zazdrosna. Jak to dziecko chciało usiąść mamie na kolana, przytulić się, ale Ilona odganiała się od Uleńki i kazała jej bawić się w pokoju pełnym zabawek i nakazała, że ma być grzeczna, bo ma teraz dużo pracy i ona musi nauczyć się bawić sama.

Uleńka posmutniała i stała się dzieckiem zamkniętym, bo pragnęła miłości, ale tego nie dostawała, a i Jacek upominał ją, że ma być cierpliwa, bo mama jest zmęczona, a kiedy mała rozrzuciła w proteście swoje zabawki po całym pokoju, to dał jej porządnego klapsa i stwierdził, że jest uparciuchem i zamknął ja w pokoju rozpłakaną i niekochaną.

Ilona zaprosiła jednego weekendu swoją kuzynkę z jej mężem na uroczysty obiad, zaraz po chrzcinach maluchów. Nie miała więcej rodziny, a więc kuzynka była chrzestną, a jej mąż chrzestnym.

Kuzynka od razu zauważyła smutne oczy Uleńki i podczas rozmowy w kuchni z Iloną wprost jej powiedziała, że czuje, iż Ula jest teraz jak wrzód na de, bo to widać, że Ilona jej nie kocha.

– Tak nie pokochałam Uli nigdy i wstydzę się tego, ale wybacz, nie mogę jej znieść w swoim domu. To mnie przerasta i zaczęła histerycznie płakać. Na tę rozmowę naszedł Jacek i domyślił się całej rozmowy i oznajmił kuzynce, że on też nie znosi Uli i oboje nie wiedzą, co dalej z tym zrobić. Nie kochają tego dziecka i wszyscy się rozpłakali.

Kuzyna Ilony zbliżała się do czterdziestki i pogodzili się z mężem, że nigdy nie mogli mieć dzieci, choć nigdy nie zdecydowali się na adopcję. Oboje zrozumieli, że nic na siłę, ale Uleńkę pokochali od pierwszych chwil.

Minęło parę tygodni i kuzynka przyszła do Ilony z propozycją, że weźmie na wychowanie Uleńkę, tylko trzeba załatwić te wszystkie papiery i ona da jej miłość i się dzieckiem zaopiekuje.

Poszło dość szybko i Uleńka zmieniła dom, ale nie odcierpiała tego za bardzo, bo kuzynka Ilony dla tego dziecka zwariowała z miłości, a jej mąż szalał, że dom się tak rozpromienił malutkim rączkami, ślicznymi oczkami i świergotem dziecięcej mowy.

Ilona miała kłopot ze swoją maleńką córeczką, która zaczęła słabnąć z dnia na dzień i po serii badań, okazało się, że jest chora na białaczkę. Pomimo starań lekarzy, pomimo wydanych pieniędzy i wyjazdów za granicę, córeczka Ilony umarła pozostawiając ją z wyrzutami sumienia, że może gdyby Uleńce dała swoją miłość, to by do tego nie doszło, ale to wie tylko ktoś tam u góry jeśli jest, ale Ilona nie jedną noc przepłakała, że spadła na nią boska kara. Odsunęli się od siebie z mężem i już nigdy nie było jak dawniej.

Uleńka w domu kuzynki wyrosła na śliczną,mądrą dziewczynę i właśnie kończy studia z medycyny. Chce zajmować się leczeniem dzieci, a kuzynka Ilony jest prze szczęśliwa.

Ula nigdy nie szukała swojej biologicznej matki i  nigdy nie chciała poznać Ilony i Jacka, bo wszystko dostała od kuzynki Ilony i jej męża. To oni byli dla niej rodzicami.

Świat pięknieje z dnia na dzień :)

Pojechaliśmy z mężem na wycieczkę w poszukiwaniu wiosny na łąkach i polach. Niesamowicie się robi zielono i pachnąco. Ptaki ćwierkają jak oszalałe i miejmy nadzieję, że to już koniec pohukiwań zimowej aury. Jest cudnie, a przy okazji objechaliśmy obrzeża miasta i okazuje się, że domy nowe powstają jak grzyby po deszczu, a to znaczy, że się nasze miasto rozrasta z każdej niemal strony.

Fajnie jest tak od czasu do czasu wyjechać i popatrzeć, że ludzie w małych miasteczkach nie śpią, bo na każdym kroku widać zmiany. Stare budynki są odnawiane i ocieplane, a nowe gromadzą się w małych, hermetycznych osiedlach. Ludzie dbają o swoje przydomowe ogródki, gdzie są już wiosenne kwiaty i kwitnące magnolie.

Będę musiała iść z aparatem na polowanie  kwiatów jeszcze, a w planach mam inne projekty, można napisać, że tematyczne.

Uwierzyć w człowieka jest coraz trudniej, ale może nie wszystko jest stracone

Nie wiem czy mam wierzyć, czy nie! Jeśli to prawda, to serce rośnie, a jeśli nie prawda, to i tak serce rośnie, że ktoś taką historię wymyślił. Ale miejmy nadzieję, że to wydarzyło się naprawdę.

Miłego dnia 🙂

Bardzo inspirująca historia…
Na naszej klatce schodowej mieszka staruszka. Pięć lat temu straciła męża, córkę, zięcia i wnuków w wypadku. Kiedy tydzień przed świętami wracałam do domu, na drzwiach klatki schodowej zobaczyłam ogłoszenie napisane odręcznie:
Zgubiłam 100 złotych. Uczciwego znalazcę proszę o zwrot do mieszkania nr 76, emerytura bardzo skromna, nie mam na chleb.

Mieszkanie nr 76 to lokal tej starszej pani. Wyjęłam z portfela 100 złotych, odłożone na prezent dla mamy, i zapukałam do drzwi mieszkania nr 76. Kiedy oddałam staruszce pieniądze, rozpłakała się i powiedziała:
– Jesteś dwunastą osobą, która przyniosła mi pieniądze. Dziękuję.
Uśmiechnęłam się i poszłam do windy, a wtedy starsza pani dodała:
– Córeńko, zdejmij, proszę, to ogłoszenie z drzwi, to nie ja napisałam… – starsza pani stała przed drzwiami swojego mieszkania i płakała.
Dziewczyna poprosiła, aby ta historia poszła w świat. Aby ci, którzy nie widzą w innych nic dobrego – dowiedzieli się, że na jej klatce schodowej mieszka co najmniej 12 wspaniałych osób.

Autor nieznany

http://http://www.dobrewiadomosci.net.pl/historie/1232-dwunastu-wspanialych

Dawno nie było kuchni :)

Mąż kupił dwie niewielkie cukinie i tu pochwała, że mimo wczesnej wiosny, to wciąż są dostępne.

Lubimy tak:

Kroję cukinie w niezbyt grube plastry i robię dresing, a więc kilka łyżek oliwy, do której wciskam dwa ząbki czosnku, solę, pieprzę i tak zanurzam każdy plaster i pozostawiam na trochę, by cukinia się przegryzła. Można wstawić do lodówki kiedy zdobi się większą partię i spożytkować na drugi dzień.

Potem tylko na patelnię grillową, choć na zwykłej też i tak sobie zapiekamy. Trwa to chwilkę, bo cukinia szybko mięknie i już jest gotowa do spożycia. Bardzo proste danko, ale dla nas smaczne.

Chętnie poczytam o sprawdzonych przepisach z tego warzywa, albo z dyni lub z patisona. 

Nigdy rodzice nie wiedzą, jakie geny przekażą swojemu dziecku!

Ola i Jan od trzech lat starali się o dziecko. Kiedy tylko test nie wykazywał ciąży, to Ola popadała w obłędną rozpacz, bo przecież na karku miała już po trzydziestce.

Jan ją pocieszał, ale z każdą jej rozpaczą sam zaczął wątpić, że kiedykolwiek doczekają się swojego upragnionego dziecka. Mieli wszystko, bo duży dom, dobrą pracę, a jednak tęsknili za maleństwem, które dopełniłoby ich szczęścia.

Ola się leczyła, ale jakoś marnie to wszystko wychodziło i już myśleli o adopcji, a nawet przez myśl przechodziła im surogatka, choć to nielegalne.

Kiedy już całkiem stracili nadzieję, to pewnego poranka Ola  pobiegła do toalety i wymiotowała, bo tak źle się poczuła. Myślała, że się czymś zatruła, ale kiedy nie pojawiła się następna miesiączka, czym prędzej pobiegła kupić test i czym prędzej go zrobiła.

Kiedy zobaczyła dwie kreski, to wpadała w taką euforię, że tańczyła po pokoju ze szczęścia i powiadomiła czym prędzej męża i wszystkich znajomych i rodziców, bo szczęście rozrywało jej duszę i chciała, aby cały świat się z nią cieszył.

Ciąża przebiegała książkowo i Ola nie musiała brać żadnych zwolnień, bo czuła się świetnie, a wymioty minęły i nie miała żadnego wstrętu do jedzenia, nic z tych rzeczy.

Oboje wpadli w wir zakupów i urządzali pokoik dla malucha, a już wiedzieli, że będą mieli synka. Zastanawiali się nad imieniem. Jan chciał by był mały Heniu, po dziadku, a Ola wolała Franka, też po swoim dziadku, który był dla niej najlepszym dziadkiem na świecie.

Stanęło więc na Franku, a Ola kupując ubranka dla swojego dziecka, wpadała w euforię i każde ubranko całowała i nie mogła doczekać się porodu.

W szpitalu zastrzegła sobie, że chce rodzić siłami natury i nie ma być żadnej cesarki. Chciała czuć, że rodzi swoje wytęsknione dziecko i po trzech godzinach urodziła ślicznego i zdrowego Franka, swojego synka ukochanego.

Kiedy położyli jej maleństwo przy piersi od razu je pokochała  i czuła się matką najszczęśliwszą na świecie.

Ola wzięła urlop wychowawczy, aby Franka mieć na matczynym oku w jego najważniejszych latach rozwoju. Uczyła go wszystkiego i kochała jak wariatka. Była bardzo troskliwą mamą i dawała mu moc miłości.

Kiedy Franiu skończył trzy lata, uznali, że czas go wypuścić w świat i mały zaczął chodzić do najlepszego przedszkola. Wszytko było dobrze, ale opiekunki zgłaszały, że Franio woli bawić się z dziewczynkami i razem z nimi ubiera i czesze lalki, a chłopcami w grupie się wcale nie interesuje.

Nie zmartwiło to Oli wcale, bo jeśli tak wybiera, to widocznie taki jest, że woli być z dziewczynkami i wcale nie darła z tego powodu szat.

Jednak i w domu zauważyła, że nie bawi się zabawkami, jakie Jan mu kupował, a były to samochody policyjne i strażackie, a wolał przytulać miękkie misie i maskotki kolorowe.

Jednego dnia pojechała z Frankiem do super marketu i w stoisku z ubrankami Franek się uparł, by kupiła mu sukienkę i różowe buciki. Kiedy powiedziała, że owszem kupi mu ubranko, ale to będą spodnie, to Franek się rozpłakał i w spazmatycznym szlochu rzucił się  na podłogę. Kiedy go uciszyła, to oznajmił jej, że chce lalkę do zabawy i niech tatuś mu już nie kupuje żadnych samochodów, bo on nie lubi i nie będzie się tym nigdy bawił.

Oli zapaliła się lampka, że jej syn jest inny i źle się czuje w swojej skórze. Nie rozpaczała i kiedy Jan oponował i się wściekł, że jego syn jest babą, to Ola brała go w obronę z całych sił i tłumaczyła, że ma go zaakceptować, takim jakim jest.

Przyszedł czas, że Franek musiał już iść do szkoły, do pierwszej klasy i za żadne skarby nie chciał ubrać chłopięcej garderoby, a więc Ola miała schowaną sukienkę i tak ubrała swojego syna na przywitanie szkoły.

Kiedy Jan to zobaczył, to o mało nie uderzył Oli i oznajmił, że jeśli tak wyśle syna do szkoły, to on się wyprowadzi, bo spali się ze wstydu, że ma w domu dziwoląga.

Wyprowadził się faktycznie, a Ola ubierała swoje dziecko w damskie ciuchy i wcale z tego powodu nie cierpiała, bo pragnęła by Franek, a raczej Franka była szczęśliwym dzieckiem.

Jan mieszkał sam, ale strasznie tęsknił za Olą i wiedział, że jego syn, a może córka, cierpi katusze z powodu swojej inności. Nie mógł tego znieść, że jego dziecko jest z tego powodu szykanowane.

Odważył się i pewnego dnia i też ubrał się w sukienkę i damskie buty. Zrobił sobie makijaż i poszedł pod szkołę Franciszki, aby ją odebrać, czym wzbudził salwy śmiechu i niezrozumienia. W ten sposób chciał wyrazić, że rozumie i solidaryzuje się ze swoim dzieckiem.

Minęło parę lat i w związku z przeprowadzoną kuracją i operacją mieli w domu ukochane dziecko, które z chłopca zmieniło się w dziewczynkę.

Zaczęli szperać w przeszłości i z podań rodzinnych wynikało, że dziadek Oli – Franek też czuł się bardzo źle w swoim ciele, ale nigdy tego nie ujawnił oficjalnie.


Bo zupa była za słona! Nienawidzę przemocy!

Już tu u siebie gdzieś pisałam o tym, że moje dzieciństwo jak i mojej siostry nie było usłane różami. Nasze dzieciństwo było szkołą przetrwania i dlatego bardzo szybko dorosłam i wciąż czuję, że coś mnie fajnego w życiu ominęło za sprawą ojca despoty.

Tak, bardzo szybko spoważniałam, bo musiałam myśleć jak przetrwać kolejny dzień. Gdzie uciec, aby schować się przed razami pijanego ojca. I uciekałam, najczęściej do szkoły, gdzie brałam udział w zajęciach pozalekcyjnych i starałam się do domu wracać jak najpóźniej, ale w niedzielę to już było gorzej.

Byłam, tak uważam, dobrym dzieckiem i zupełnie nie zasłużyłam na przemoc domową. Dobrze się uczyłam, ale ojciec się tym nie interesował. Nie wiedział do jakiej szkoły chodzę i jakie oceny mam na świadectwie.

Nie myślę teraz już tak często o swoim przegranym dzieciństwie i już potrafię wytłumaczyć ojca dlaczego tak robił, ale to mi zabrało tak wiele lat mojego życia, aby przebaczyć. Ojciec już nie żyje, ale za sprawą takich kampanii to wszystko wraca na chwilę i tak się potrafię na nowo zadumać, że przemoc w moim domu była zupełnie bezzasadna, bo ani ja, ani moja siostra i mama na nią nie zasłużyłyśmy.

Obejrzyjcie klip i popatrzcie na widzów, bo kampania ma moc.

Znacie ludzi statuy – stałych bywalców turystycznych miast – którzy ruszają się dopiero wtedy, kiedy wrzucisz monetę do kapelusza? Ta kampania UNICEF spowoduje, ze zatrzymasz się na dłużej

Wciąż przemoc rządzi w bardzo wielu domach. Podobno w 700 tysiącach domów dochodzi do niej rocznie. Wielu nie przeżywa przemocy i targają się na swoje życie z bezsilności i depresji. Bite są kobiety, bite są dzieci, ale bici są mężczyźni – tak, tak oni też.

Nie orientuję się jak obecnie można bronić się przed przemocą? Niebieska linia, policja, sądy, telefony zaufania, ale jakże często wstydzimy się zgłaszać i tkwimy w domach i związkach, w których regularnie dochodzi do aktów przemocy.

Przemoc jest trudno udowodnić i pamiętam, że kiedy moja mama do sądu zgłosiła świadków, sąsiadów, to nikt się nie odważył zeznawać. Teraz jest akcja – widzisz, słyszysz, to reaguj, ale w praktyce to tak nie działa. Ludzie boją się wychylać i często milczą odwracając głowy. Nie chcą żadnych kłopotów, tego ciągania po policjach i prokuraturach.

Przeczytałam w sieci taki komentarz pod artykułem o przemocy i to też mną wstrząsnęło:

„Działo się to na niewielkiej wsi, w dawnym woj. Kaliskim, zabitej dechami dziurze oddalonej od najbliższego miasta o 40 km. Była niedziela, piękny letni dzień. Pewna wielodzietna rodzina wybrała się do kościoła, po mszy, żona z dziećmi poszła do domu, a szanowny małżonek do wiejskiej knajpy. Po kilkugodzinnej biesiadzie, powrócił do domu i …. on jej nie zbił, on ją skatował. Nie było mowy o wezwaniu policji czy pogotowia, najbliższy telefon był we wsi oddalonej o kilka kilometrów, po za tym „tradycyjny” światopogląd tubylców nie pozwalał na takie „odchyły”. Kobieta, udała się do proboszcza i …. wielebny najpierw przestrzegł ją przed samym myśleniem o rozwodzie, a później dał do zrozumienia, że źle służy mężowi. Katowanie powtórzyło się jeszcze kilka razy, były również wizyty u wielebnego. Obiecał modlitwę. Kobieta, całkowicie osamotniona powiesiła się na samotnym drzewie, w środku pola. Nie pomógł jej nikt, a modlitwy chyba nie zostały wysłuchane.”

 Rodzaje Przemocy

Fizyczna – naruszanie nietykalności fizycznej.

Psychiczna – naruszenie godności osobistej.

Seksualna – naruszenie intymności.

Ekonomiczna – naruszenie własności.

Zaniedbanie – naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich.

Fizyczna – naruszanie nietykalności fizycznej. Przemoc fizyczna jest intencjonalnym zachowaniem powodującym uszkodzenie ciała lub niosącym takie ryzyko, np.: popychanie, szarpanie, ciągnięcie, szturchanie, klepanie, klapsy, ciągnięcie za uszy, włosy, szczypanie,, kopanie, bicie ręką, pięścią, uderzenie w twarz – tzw. „policzek”, przypalanie papierosem, duszenie, krępowanie ruchów, itp.;

Psychiczna – naruszenie godności osobistej. Przemoc psychiczna zawiera przymus i groźby np.: obrażanie, wyzywanie, osądzanie, ocenianie, krytykowanie, straszenie, szantażowanie, grożenie, nieliczenie się z uczuciami, krzyczenie, oskarżanie, obwinianie, oczernianie, krzywdzenie zwierząt, czytanie osobistej korespondencji, ujawnianie tajemnic, sekretów, wyśmiewanie, lekceważenie, itp.;

Przemoc psychiczna jest najczęstszą formą przemocy i jest trudna do udowodnienia.

Seksualna – naruszenie intymności. Przemoc seksualna polega na zmuszanie osoby do aktywności seksualnej wbrew jej woli, kontynuowaniu aktywności seksualnej, gdy osoba nie jest w pełni świadoma, bez pytania jej o zgodę lub gdy na skutek zaistniałych warunków obawia się odmówić. Przymus może polegać na bezpośrednim użyciu siły lub emocjonalnym szantażu. Np.: wymuszanie pożycia, obmacywanie, gwałt, zmuszanie do niechcianych praktyk seksualnych, nieliczenie się z życzeniami partnerki/partnera, komentowanie szczegółów anatomicznych, ocenianie sprawności seksualnej, wyglądu, itp.;

Ekonomiczna – naruszenie własności. Przemoc ekonomiczna wiąże się celowym niszczeniem czyjejś własności, pozbawianiem środków lub stwarzaniem warunków, w których nie są zaspokajane niezbędne dla przeżycia potrzeby. Np.: niszczenie rzeczy, włamanie do zamkniętego osobistego pomieszczenia, kradzież, używanie rzeczy bez pozwolenia, zabieranie pieniędzy, przeglądanie dokumentów, korespondencji, dysponowanie czyjąś własnością, zaciąganie pożyczek „na wspólne konto”, sprzedawanie osobistych lub wspólnych rzeczy bez uzgodnienia, zmuszanie do spłacania długów, itp.

Zaniedbanie – naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich. Jest formą przemocy ekonomicznej i oznacza np.: nie dawanie środków na utrzymanie, pozbawianie jedzenia, ubrania, schronienia, brak pomocy w chorobie, nie udzielenie pomocy, uniemożliwianie dostępu do miejsc zaspokojenia podstawowych potrzeb: mieszkania, kuchni, łazienki, łóżka, itp.;

Kiedy życie wali się w ciągu jednej doby

Karolina poszła skorzystać z toalety korporacyjnej i kiedy już kończyła siusiu usłyszała ciekawą rozmowę swoich dwóch koleżanek, które przyszły poprawić makijaż i upudrować nosy.

– A co się dziwisz, mówiła jedna do drugiej. Odwaliło jej kompletnie od tych sukcesów w firmie. Nie chce mieć więcej z nim dzieci, to se znalazł inną, a po trzecie, to ona mu nie dawała zbyt często. Ciekawe, co ona teraz zrobi, bo może się powiesi, że jej się tak życie wali. Ona chyba nic jeszcze nie wie.

Karolina odczekała, aż rozmowa się skończy i koleżanki opuściły toaletę. Kompletnie nie wiedziała o kim była mowa i w sumie nie wiele ją to obchodziło. Plotki zawsze były w firmie, ale ona starała się nie brać w tym udziału, bo nienawidziła plotek.

Miała męża i miała dziecko, a to było dla niej najważniejsze i starała się z całych sił, aby chronić swoją rodzinę przed tymi wszystkimi, którzy plotkami się żywili. Dlatego jeśli kogoś zapraszała do domu na kolację z lampką wina, to starała się, aby to były osoby zaufane, bo Karolina ceniła w ludziach szczerość przede wszystkim. Jednak pomyliła się wobec swoich koleżanek z pracy, bo kilka razy zaprosiła je na grilla i pomyślała, że to był jej błąd i już nigdy więcej.

Karolina i Karol, bo tak się imionami dobrali, zapoznali się na obozie harcerskim i tam od razu między nimi zaiskrzyło.  On wysoki i przystojny i do tego grał i śpiewał przy ognisku. Podobał się dziewczynom, bo miał w sobie ten czar i urok, bo kiedy przy ognisku i przy gwiazdach przygrywał wyglądał na bardzo seksownego faceta. Taki romantyk.

Jednak Karolowi wpadła w oko opalona i filigranowa brunetka, o niebieskich oczach i kształtnym biuście. Była dla niego wyjątkowo piękna i miała tak uroczy uśmiech z pięknymi, białymi zębami i tak dźwięcznie potrafiła się śmiać w głos.

Pobrali się zaraz po studiach, a za rok Karolina urodziła synka. Karol szalał ze szczęścia, że życie mu nie poskąpiło tak udanej rodziny i przysiągł sobie, że zrobi dla nich wszystko.

Dużo pracował, aby szybko się urządzić, kupić dom za miastem z ogrodem, a kiedy dziecko trochę podrosło, to i Karolina poszła do pracy i powodziło im się bardzo dobrze.

Ona pracowała w korporacji i pięła się po szczeblach kariery, a on dużo wyjeżdżał w teren, ale zawsze wracał do żony stęskniony i tak minęło im dziesięć lat małżeństwa. Wydawało się, że wciąż się kochają i nie mogą bez siebie żyć.

Przyszła pewna noc, że Karolina nie mogła spać, bo Karol miał wrócić do domu, a jednak jakoś długo go nie było. Martwiła się, że może coś mu się złego stało, a telefon męża milczał. Zaniepokojona wyobrażała sobie najgorsze scenariusze, że może miał wypadek samochodowy, albo został napadnięty.

Przyszedł w nocy chwiejnym krokiem, a ona szalała ze szczęścia, że jest cały i prawie zdrowy. Ściągnęła z niego ubranie i położyła do łóżka, wtulając się w swojego męża z całych sił.

Kiedy o poranku krzątała się po kuchni jej mąż jeszcze na lekkim kacu, wyciągnął walizki z szafy i zaczął się pakować. Wyjął nawet swój stary plecak, ten z obozu i wrzucił do niego swoje buty. Pozbierał swoje kosmetyki i opróżnił szklankę ze szczoteczką do zębów.

Nie wiedziała co się dzieje, bo niby dlaczego on się pakuje, ale usłyszała tylko, że on jest zmęczony i znudzony tym związkiem, w którym się totalnie dusi, bo kompletnie wszystko się wypaliło i on nie chce tak gnuśnieć w związku bez miłości, bo szkoda mu życia.

Znieruchomiała i nawet nie zaprotestowała, kiedy pakował w plecak jej aparat fotograficzny, który razem kupili i zbierali na niego pieniądze przez wiele miesięcy, bo Karolina kochała od zawsze fotografować i miała do fotografii niezłe oko. Zabrał też telewizor plazmowy i tak sobie z tym wszystkim odszedł!

Kiedy zadzwoniła do niej siostra, to wyłkała, że odszedł i zabrał jej nie tylko godność, ale i drogi aparat fotograficzny. Zalewała się łzami długie tygodnie i zrozumiała, że rozmowa w korporacyjnej toalecie, to była o niej, czyli wszyscy wiedzieli, a tylko ona niczego nie była świadoma.

Faktycznie myślała, że się powiesi, bo ludzie zaczęli gadać głośno, że nie dziwota, że ją opuścił, jak mu nie dawała. Zauważyła na koncie na Facebooku, że opuszczają ją znajomi i w nerwach zaczęła robić selekcję sama i pozostała jej garstka ludzi, którzy milczeli w tej sprawie, albo próbowali pocieszać. Nie dało jej to ukojenia, bo w ciągu jednego dnia została ze swoi  bólem zupełnie sama. Mówiła sobie, że musi żyć – dla dziecka, ale rozpaczała od rana do nocy i od nocy do rana – schudła.

Rozwód był szybki i żyła, aby stawić się w sądzie i uzyskać najwyższe alimenty dla ich dziecka. Poszło ekspresowo i sąd przyznał na ich dziecko tysiąc złotych, co ją satysfakcjonowało.

Pewnego dnia zadzwonił do niej Karol z prośbą, aby mu dwa miesiące odpuściła alimenty, bo jego kobieta jest w zagrożonej ciąży i spodziewa się dziecka z inną.  Musi mieć pieniądze na ratowanie życia swojej kobiety i nowego dziecka.

Zdradzał Karolinę od bardzo dawna, a powiedział jej, że to nuda w związku i takie tam. Po tym telefonie Karolina jeszcze bardziej się załamała, bo przecież żyła obok faceta, który wmawiał jej, że się dusi w związku, a w konsekwencji żył na dwa etaty.

Myślała, że tego kłamstwa nie przeżyje, ale pewnego dnia zadzwonił listonosz i przyniósł jej niewielką paczkę. Kiedy ją otworzyła, to nie wierzyła w to co zobaczyła. W paczce był bardzo drogi aparat fotograficzny z liścikiem, że na ten aparat złożyła się cała rodzina i już wiedziała, że warto żyć, a resztę niech szlag trafi!

Ja tego gościa nie kupuję!

Ja naprawdę jestem wiele w swoim życiu zrozumieć, bo rozumiem odmienność i nie przeszkadza mi to w seniorkowym życiu. Jesteśmy, my homo sapiens bardzo różni, bo gdybyśmy byli jednakowi, to byłoby na tym świecie niezwykle nudno.

Geje, Lesbijki, trans coś tam, coś tam, kiedy nie epatują zbytnio tą swoją innością mają moją zgodę, łącznie z paradami tęczowymi, ale raz w roku!  Taki jest ten świat i tak jest urządzony, że z innością spotykamy się i już. Nie ma na to rady, bo inność jest wszędzie. Jest na naszych ulicach, a zwłaszcza w dużych miastach i jest w mediach. Jeśli ktoś jej nie toleruje, to musi się nauczyć omijać inność szerokim łukiem, albo powinien nauczyć się z innością żyć.

Jednak czegoś nie rozumiem, kiedy znany i okropnie poczytny pisarz Michał Witkowski z fajnego homoseksualisty przemienił się w dziwaka, którego ja nie potrafię rozszyfrować i nie rozumie tego też świat show biznesu.

Facet, który nie narzeka na powodzenie, bo jego książki tłumaczone są na wiele języków świata i sprzedają się jak świeże bułeczki,  a więc hajs ma, nagle zmienił się w potworka napompowanego botoksem, który szokuje, albo zniesmacza.

Jego stylizacje być może są jakąś formą sztuki i pewnie są, ale ja żadnego jego projektu i stylówy nie potrafię prawidłowo odczytać, bo może nie mam tego czegoś w sobie. Jednak nie mam wyrzutów sumienia, bo jego przebrania są dziwne i dla koneserów sztuki i nikt właściwie inaczej tego nie tłumaczy jak tylko lans i próba zwrócenia uwagi koniecznej na sobie.

Szkoda wielka, że sam zainteresowany nie opowiada, o co mu chodzi w następnym projekcie i szkoda, że z tak fajnej buzi na początku kariery, mamy twarz okropnego dziwaka i wiecie co? Nie przeczytam ani jednej jego książki, bo mi obrzydził moją chęć bardzo skutecznie.

Przyznał się odważnie, że cierpi na stany depresyjne i łyka leki łącznie z Prozakiem, co by w sumie tłumaczyło jego zachowanie i może wielcy tego świata muszą się wyróżniać z tłumu. Jednak ja wolę twardych mężczyzn, mogą być zarośnięci, mogą być inteligentnie chamscy, a tu mamy ewidentnie jakieś flaki z olejem i nie mężczyznę, a jakiegoś żałosnego złamasa!

Ta historia mi pasuje do Larsa Von Triera, który tworzył tylko pod wpływem narkotyków i alkoholu i sam napisał, że:

– Wszystkie najlepsze filmy stworzyłem pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Teraz chodzę na terapię i prześladuje mnie wizja, że już nigdy nie nakręcę żadnego obrazu – wyznał Lars Von Trier, reżyser „Nimfomanki” i „Antychrysta”, w wywiadzie dla duńskiego dziennika „Politiken”. Skandalista, który kiedyś zadeklarował, że „rozumie Hitlera”, zdradził, że wypijał dziennie butelkę wódki, aby być bardziej kreatywnym.

http://http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/von-trier-jestem-alkoholikiem-i-narkomanem-na-odwyku-moge-juz-nie-stworzyc-zadnego-filmu,493891.html

I może będzie tak z Witkowskim, że kiedy skończy koksowanie chemiczne, to będzie po pisarzu, a może i po człowieku i trzeba to wszystko podkreślić – wężykiem!  Kurtyna!

Z Wikipedii

Pisarstwo:

Witkowski Michał zadebiutował w 1997 tomikiem Zgorszeni wstają od stołów[1]. Oficjalnie za swą pierwszą książkę pisarz uznaje zbiór opowiadań Copyright wydany w 2001 roku. W 2005 r. wydał powieść Lubiewo, która wkrótce zyskała miano kultowej[2][3]. Kolejną jego powieścią była Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej, która powtórzyła sukces Lubiewa[4][5]. Prawdziwą popularność przyniosła mu jednak dopiero wydana w 2011 roku powieść kryminalna Drwal. W 2014 roku ukazał się kolejny kryminał Zbrodniarz i dziewczyna. Jego książki tłumaczono na 30 języków, m.in. angielski, niemiecki, fiński, szwedzki, norweski, francuski, hiszpański[6], niderlandzki, hebrajski, węgierski, słoweński, litewski, chorwacki, ukraiński, koreański, czeski, słowacki, rumuński, włoski, serbski, duński, łotewski, estoński. Przez sześć lat (do roku 2014) współpracował z „Polityką”, obecnie jest felietonistą tygodnika „Wprost[7]. Współpracuje z magazynem „Viva! Moda”.

Nagrody:

Trzykrotnie nominowany do Paszportu „Polityki” w kategorii „Literatura” (2005, 2006, 2007), w 2007 został laureatem tej nagrody[8]. Trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike, w 2006 (za Lubiewo), 2007 (za Fototapetę) i 2012 (za Drwala). W 2006 był finalistą[9]. Ponadto otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia 2006 w kategorii „proza” za Lubiewo. Jego powieść Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej została wybrana Książką Lata 2007 Przeglądu Nowości Wydawniczych w Poznaniu[10]. Powieść Drwal znalazła się w finale Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus 2012[11].

Never, never już nigdy nie zaloguję się na żadne forum

I znów napiszę, że to było tak. Kiedy dzieci odeszły z domu, bo się zakochały w swoich mężczyznach, co oczywiście skutkowało złotym pierścionkiem i weselem, to ja jako matka kompletnie się zagubiłam. Odeszły do swojego świata, a były z nami ponad dwadzieścia lat, ale wszystko, co piękne kiedyś się kończy i wyleciały z gniazda moje jaskółki, by budować i kleić swój własny świat.

Pamiętam, że miałam w telewizji kanał HBO i tam się skupiałam na filmach, które były w naszej telewizji nie popularne. Rano posprzątałam, coś ugotowałam i brakowało mi tego jak to się mówi młodzieńczego świergotu, a więc wpadłam w ten kanał, aż do porzyganienia, bo mi się znudziło i nie wiedziałam, gdzie mogę swoją energię spożytkować.

Eureka, odpaliłam komputer i zaczęłam szukać swojego miejsca w sieci. Wszytko było dla mnie cholerną nowością, bo niby jak mam się odnaleźć w sieci? Przecież nikt mnie nie prowadził i nie wskazał, że to jest super miejsce dla Seniorki.

Wyszukiwarka i trafiłam na forum dla Seniora. Kurcze, co to jest loging i co to jest hasło, ale psim swędem udało mi się zarejestrować na tym forum dla ludzi z doświadczeniem, hurra.

Nieśmiało się przedstawiłam i na wejściu zostałam pouczona, że nie w tym dziale, ups!

Zaczęłam zapoznawać się z forum i szybko mi to poszło, a to znaczy, że byłam  bystra. Szybko nauczyłam się wklejać obrazki i nie tylko z sieci, bo i moje własne prace w postaci zdjęć na przykład znad morza.

Założyłam wątek o poezji i muzyce i dobrze się kręciło, aż pewnego razu zachciało mi się odezwać w dość kontrowersyjnym temacie, a napisałam dosłownie zdanie, że mi się nie podoba i momentalnie spłynął na mnie hejt psiapiółek. Dostawałam na priv takie teksty, że włos się na głowie jeżył. Mam je na drugim komputerze i staram się po nie nie sięgać, bo są bez dwóch zdań tak podłe, że wątpiłam, czy to pisze osoba starsza i nobliwa. Świadczą one  o małości ich nadawczyń.

Co zrobił admin tego forum? Nie zablokował tych pań, które okazały się zwykłymi chamkami z kraju i za granicy, a pozbył się problemu w mojej osobie i czytam:

„Twój adres IP został zabanowany, nie możesz z niego połączyć się z Klub Senior Cafe. Jeśli uważasz że to pomyłka, lub chcesz wyjaśnić powód zabanowania, kliknijtutaj by skontaktować się z administratorem . Prawdopodobna przyczyna zabanowania to naruszenie przez Ciebie lub kogoś innego korzystającego z tego IP Regulaminu Klub Senior Cafe, prawa lub zasad bezpieczeństwa w sieci. Koniecznie skontaktuj się z administracją, jeśli Twoim zdaniem nic takiego nie miało miejsca.”

Jestem bystra i czytam to forum przez bramki proxy i właściwie mogłabym się udzielać pod innym nickiem, ale już mi się nie chce, a wiecie dlaczego? Ponieważ momenty euforii z czasem zamieniły się w niechęć  i ubolewanie, że seniorki tam piszące o swojej codzienności niczym mnie nie porywają. Są tak monotematyczne, tak diabelnie nudne, że chce się krzyczeć, że starość jest tak strasznie płytka i bez przedmiotowa, a ja tak nie  chcę. Mimo, że zdrowie mi siada, to chcę wiedzieć więcej i więcej, niż to, jak piszą, boli je kręgosłup, że pogoda jest do kitu i taka jedna z drugą siedzi pod kocykiem cały dzień, że mąż zrobił zakupy, bo ona jest do dupy, że tyle na działce trzeba zrobić, a jej nogi odmawiają posłuszeństwa, że noc była przekichana, a kawa zaszkodziła  i tak dalej. Okej, są osoby, które mają tylko komputer i to jest ich odskocznia, ale żeby tak codziennie zdawać sprawozdanie, że się wstało, aby się położyć spać i tak bez końca, każdego dnia.

Nie ma mocy w tym forum, a ględzenie o powszednim dniu, od rana do nocy jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem.

Od rana, a nawet od połowy nocy, bo spać nie mogą nuisie, srusie, polusie, alusie spowiadają się publicznie, że strzyka im w nodze, albo kręgosłupie, że dzieci nie pomagają, że są przepracowane przed świętami, że mają dość tej orki i tego sprzątania, że mąż nie pomaga, a dzieci przyjadą na gotowe i tak codziennie, publicznie i tak od rana do wieczora, a mnie się zapala czerwony lampka, że nie wszystko jest na sprzedaż. Może byłoby warto napisać coś na temat przeczytanej książki, czy obejrzanym filmie, albo zrobić kilka zdjęć ze spaceru mimo wszystko, zamiast tak gęgać, gęgać, gęgać. Nie lubię!

Dostałam nauczkę na resztę życia, że nie warto na forach się angażować. Nie warto być szczerym i prawdomównym. Nie warto zakładać wartościowych wątków mówiących o czymś, bo zawsze znajdzie się zazdrosna szajka, co podpierdzieli i spowoduje, że zamkną ci klawiaturę na zawsze z zazdrości. Szajka ma układy z adminem, a więc po co się szarpać skoro i tak się jest na straconej pozycji. To jest tak jak w państwie, kto ma kasę, ten rządzi, a ja wolę oddalić się w takim układzie na swoje pozycje, a więc na mojego bloga. Stąd nikt mnie nie wykurzy i oddycham pełną piersią – szczęśliwa i dziękuję sobie, że się otrząsnęłam i w końcu jestem sobą. Już żadne forum mnie nie porwie, bo szkoda krwi, a życie takie piękne jest.  🙂

Dobrego popołudnia  🙂