Archiwa miesięczne: Maj 2015

Potwory w szkołach bez tarczy i fartuszka

Dzień dobry. 

Kochani! Jest czasami tak, że nie można obojętnie przejść obok jakiegoś tekstu i ja nie mogłam przejść obok niżej wklejonego. Muszę mieć ten tekst na blogu ponieważ treść tego artykułu pokazuje, jak bardzo zmienia się świat i obyczaje. 

Pamiętacie z pewnością swoje lata w szkole podstawowej, a potem średniej i myślę, że uczyliśmy się w kryształowych czasach, kiedy przestrzegaliśmy podstawowych zasad, iż nauczyciel był zaraz po rodzicach. Byliśmy karni i zdyscyplinowani i w zasadzie nikomu do głowy nie przyszło, aby znieważyć swojego nauczyciela, czy też wychowawcę klasy.

Czasy się zmieniają, a młode pokolenia chamieją i niech mi tu nikt nie mówi, że takie zachowania spowodowane są problemami w rodzinie i tym, że rodzice się rozwodzą.

Za naszych czasów też rozpadały się rodziny. Był w domu obecny alkohol, bo ojciec pił na umór, a matka z ledwością wiązała koniec z końcem, a jednak mimo różnych problemów nie zachowywaliśmy się w taki sposób jak jest to opisane.

Według mnie to bezstresowe wychowanie jest powodem, że już nikt nie potrafi zapanować nad zubożeniem mentalnym nowego pokolenia. Uczeń się nie boi nauczyciela, a rodzic nauczycielowi powierza wychowanie swojego dziecka i rodzic wymaga bezwzględnie i obarcza szkołę za niepowodzenia.  Poplątanie z pomieszaniem stworzyło potworów bez tarczy i fartuszka.

Agata: Pięć lat temu, z dyplomem polonistyki trafiła do gimnazjum. Marzyła: będę pedagogiem, jak z filmu „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Spotkała zblazowanych, agresywnych uczniów. Słowo „spier….aj” na porządku dziennym.

Dziś mówi: – Myślałam: „To moja wina”. Jestem za młoda, za słaba psychicznie, nie mam autorytetu. Gdzieś popełniam błąd. A potem rozmowy w pokoju nauczycielskim: „Ta klasa to koszmar”, „Bez rewolwera nie podchodź. Co się dzieje z tymi dziećmi? Co się dzieje z rodzicami? Dlaczegoagresję nazywają umiejętnością walki o swoje? Dlaczego mówią dziecku:„Twój nauczyciel to piz…, nie przejmuj się”.

Agata. : W torbie nosi hydroksyzynę. Drążą jej ręce. Najgorzej jest w weekend. Sama myśl o poniedziałku: dreszcze. Jeszcze miesiąc, byle do wakacji. Potem odchodzi ze szkoły. Nie ze szkoły beznadziejnej, w małej miejscowości. Z jednej z lepszych szkół w dużym mieście. Wysoko w rankingach, ceniona.

Opowiada: – Klasa. Większość chłopaków. Wyrośnięci. Testosteron i adrenalina w powietrzu. Kilka zahukanych, grzecznych dziewczynek i jedna liderka. 13 lat, długie tlenione włosy, piersi, kręcenie biodrami, makijaż.„Lolitka” pomyślałam, jak ją zobaczyłam. Obcisłe spodnie, wystające stringi. Chłopcy przez całą lekcje chichoczą: „Miau, ale cipeczka”. Po klasie krążą karteczki. „Popchnąłbym ją dziś w d…”. Łapię jedną z nich. Myślę: „Nie będę rozkręcać awantury, to upokarzające i dla nich, i dla mnie”. Na przerwie proszę Anię, żeby została. „Aniu, nie ubieraj się tak do szkoły….”. Ania żuje gumę, patrzy w podłogę. „Aniu…” powtarzam. Znudzone „Dobrze”. Tego samego wieczoru maile: „Zazdrościsz jej macioro, bo sama masz wielką d….”. „Odpier… się od naszej Anki”.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1FTapn3]Blink Ofanaye[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/]CC BY-NC-SA[/url]
Fot. Flickr / Blink Ofanaye / CC BY-NC-SA

„Może autor chciał się bzykać?”
Początki nie były złe. To ambitne dzieci, inteligentne. Pomysłowe. Ale nie respektujące żadnych zasad. Jeden z chłopców w trakcie lekcji wyciąga kanapki. Mówię: „Nie jemy podczas lekcji”. On: „A kto mi zabroni”. Wzywam matkę. Proszę i tłumaczę. Ona: A czy może pani respektować wolność mojego syna?!

Trudno pracować z dziećmi, które uczą się od rodziców: szanuj tylko siebie, walcz, mów co chcesz, nikt nie ma prawa cię ograniczać.

Początek lekcji. 10 minut uciszania, a potem 15 sprawdzania obecności. Bo trwa kabaret. Temat X. „Co autor chciał przez to powiedzieć”. W klasie rechot: „Może chciał się bzykać?” „Może się naćpał i bredził?”. „Czy mogę prosić o ciszę?” pytam. Znów rechot: „Prosić zawsze możesz, s…”.

Rozmawiam z innymi nauczycielkami. Obwiniam się. „Kochana, mój ośmiolatek napisał na tablicy – ch… i d…. Wzywam rodziców. A pani nie umie sama wytłumaczyć, ze słowa ch… i d… są normalne?” – słyszę. Tłumaczę; „Może normalne, ale z jakiś powodów ludzie nie chodzą bez majtek. Ja im to wytłumaczyłam. Teraz proszę państwa. Oni nie mogą się tak zachowywać”. Wzruszenie ramion.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1KDLiHH]Vlastimil Ott[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Vlastimil Ott / CC BY-SA

„No taki wiek” słyszę.Proszę o spotkanie z naszą dyrektorką. Brak wsparcia. „Pani klasa jest wyjątkowo rozwydrzona, rozumiem. Rodzice są straszni, wiem. Ale pani musi umieć radzić sobie z tym sama. Potrzeba siły, stawiania granic. Przecież nie rozwiążę klasy”. To tyle. Żadnej innej pomocy.

Tak, zgadzam się. W klasie jest lider. Kuba. To on dyktuje warunki. Rodzice po rozwodzie. Walczący ze sobą. On po środku, bezradny. Przecież ja to widzę. Pośrodku lekcji dostaję samolotem z papieru w plecy. „Zamilcz, kur…”. Po lekcji pękam, jestem okrutna. „Kuba, bardzo cię boli, że twoi rodzice się tobą nie zajmują?”. Nie powinnam. Kuba ma łzy w oczach. Czuję się podła. A potem myślę: to nie dziecko, to potwór. Ale w gruncie rzeczy wiem, że to tylko dziecko.

Spokojne dziewczynki nie mogą się uczyć, bo chłopcy na lekcji bekają, śmieją się, tarzają po podłodze. Wyrzucam ich z klasy, grożę jedynkami, wpadają rodzice: „Niech pani znajdzie inne metody, to skandal”. „Debilka, a nie pedagog”.

Kolejne spotkania z psychologiem szkolnym. Dzieci wbijają wzrok w buty, żują gumę. A potem rozpadają się przy mocniejszych pytaniach psychologa. O miłość, rodzinę, samotność. Albo reagują agresją. Jedna z matek: „Czy pani jest popie….ona, że wypytuje syna o męża?”. A psycholog o nic nie wypytywała. Chciała tylko zrozumieć skąd u chłopca taka agresja.

Rodzice, gdzie jesteście?
Rodzice, gdzie jesteście z tym waszym brakiem miłości? Zajęciem sobą, narcyzmem? Gdzie? Rodzice mówią: To nauczyciel musi mieć autorytet i dać radę.

A ja się pytam: Jak mamy dać radę, jak nie stawiacie im granic? Bo jesteście zajęci, zmęczeni pracą, bo was nie ma, rozstajecie się. I w porządku. Ale proszę, weźcie też za swoje dzieci odpowiedzialność. Bo to jest cholernie niesprawiedliwe! Nauczcie wasze dzieci, że ważne są zasady. Jak one mają poradzić sobie w świecie, kiedy myślą, że mogą wszystko i zawsze? Bo mogą. Nie kochacie ich jak trzeba, więc pozwalacie na wszystko, żeby uśpić wyrzuty sumienia.

Jedna z dziewczynek podchodzi do mnie: „Niech pani się nie złości na Maćka. Tata od nich odszedł, mama wciąż pracuje. Jego życie to gry komputerowe”.

Agata: „Pamiętam reportaż o przemocy w szkole. Matematyczka z wrocławskiego liceum leży na OIOM- ie. Podłączona do kroplówki, liczne opatrunki. Uczeń zaatakował ją siekierą, straciła palce u rąk. Sąd skazał go na kilka lat więzienia. Chociaż był nieletni, za czyn odpowiadał jako dorosły.

http://mamadu.pl/119073,ty-macioro-swinio-piz-o-nie-nudz-umyj-sie-smierdziuchu-szokujace-wyznanie-nauczycielki-przesladowanej-przez-trzynastolatkow

 

Reklamy

Przyszła baba do lekarza!

Dzień dobry 🙂

Na zachodzie Polski wciąż mamy zimny maj. Nie wiedzieć kiedy i gdzie, ale się przeziębiłam i od przedwczoraj mocny męczy mnie kaszel. Budzę się w nocy i najgorzej jest nad ranem i boli mnie od tego wysiłku już klatka piersiowa.

Pomyślałam sobie, że nie ma żartów i wybrałam się więc do lekarza, bo może to zapalenie płuc, czy też jakieś inne choróbsko. Osłabłam trochę, bo mnie mocno męczy i poprosiłam męża, aby mnie podwiózł do przychodni, gdyż naprawdę, ale jestem w kondycji nie za bardzo.

Z drżeniem serca jechaliśmy, bo ja już dawno nie byłam u znachora i nie miałam pojęcia, czy w sobotę ośrodek pracuje, a w sieci nie chciało mi się sprawdzać.

Ciągnę drzwi, uf otwarte, a więc śmiało wchodzę, a z jakiegoś pokoju słyszę – tutaj proszę! 

Jest pokój, przypominający dyżurkę, a więc zachrypniętym głosem pytam, czy przyjmuje dzisiaj jakiś lekarz?

Postawna pani odpowiada mi, że nie jakiś lekarz, a lekarz dyżurny. Ups!

Na starcie zostałam zjechana, ale ugryzłam się w język i odpowiedziałam, że właściwie ma pani rację.

– W jakim celu – usłyszałam od pani pielęgniarki. Aby się osłuchać – odpowiedziałam. 

-To niech dowód da i niech siada, bo zaraz lekarz przyjdzie, ups!

Poczułam się jak w czasach komunistycznych, bo pani pielęgniarka kiedy już mnie posadziła, to zagadnęła do mojego męża, który czekał na korytarzu.

– I jak tam panie L. Mamusia zdrowa? Ups.

Za chwilę ktoś do mnie zmierzał, ale nie wyglądał mi na lekarza, gdyż nie miał na sobie białego kitla, a koszulkę ratownika medycznego.

Jednak usłyszałam, że mam wchodzić za „lekarzem” do gabinetu.

Oczywiście najpierw biurokracja po raz drugi i czekam grzecznie na krzesełku, kiedy zostanie dopełniona kolejna weryfikacja mojej osoby.

– I z czym pani do mnie przyszła, usłyszałam wreszcie. Opowiadam więc swoje objawy, a lekarz bierze słuchawki i mnie bada. – Gardło proszę pokazać!

Nie ma pani zapalenia żadnego, a jest to zwykła wirusówka, a więc niech se pani kupi teraflu i po kolei mi jeszcze wymienia co kupić, podając nieznane mi kompletnie nazwy leków. Lekarz zwierza mi się, że sam męczył się dwa tygodnie z czymś podobnym i dalej nie zapisuje mi nazw leków. Proszę, by mi to zanotował, bo nie spamiętam. A on dalej, że antybiotyk jest niepotrzebny, bo to tak jak bym piła oranżadę i takie tam inne dziwactwa mi opowiadał, ups!  Patrzyłam na niego i zastanawiałam się gdzie ja trafiłam, bo zamiast pomocy otrzymałam wykład, co mnie zaczęło nudzić, ale w końcu napisał mi nazwę dwóch leków, a ja za torebkę i w nogi, czym dalej od tego dziwnego miejsca, jak z filmu „Pora umierać”. 😀

Najlepsze jeszcze było w aptece, gdyż chyba bardziej zawierzyłam farmaceutce, której opisałam moje objawy, a ta spojrzawszy na kartkę z nazwami leków  powiedziała mi, że ten „lekarz” dzisiaj wszystkim przepisuje teraflu, a więc wróciłam do domu z zupełnie innymi lekami, które poleciła mi pani w aptece.

Istny kabaret i jeszcze takiej dziwacznej sytuacji ze służbą zdrowia, to ja nie przeżyłam.

 

Nóżka w górę, nóżka w dół i ręce rozprostowane :)

Dzień dobry, dzień doby. 🙂

Dzisiaj bym chciała napisać coś o sprawności Seniora. Do tego wpisu zainspirował mnie wpis aktorki – Krystyny Jandy na Facebooku i czytamy:

„Najpierw są szczupli, smukli, gibcy, mają marzenia i są pewni że będą wyjątkowi. Inni niż ich rodzice i lepsi niż rówieśnicy. Potem ich marzenia weryfikuje rzeczywistość i orientują się, że samo się nie staje nic, a ich wybory przynoszą określone skutki. Łączą się w pary z miłości, przypadku lub konieczności i zaczynają iść razem przez kolejne dni. Następują wielkie wydarzenia, narodziny dzieci, mieszkanie, lodówka, samochód, telewizor. Praca wciąż nielubiana i traktowana jak zła konieczność. Życie oszczędne i bez pasji. Dzieci dorastają pogardzając nimi, bo myślą, że są i będą inne, że będą lepsi, wartościowsi, szczęśliwsi. Dzieci odchodzą. Oni idą na emeryturę. Są urządzeni, w domu nic nie zmieniają, nie lubią też zmian. Co rano z wielkimi brzuchami, małymi krokami obrażeni na siebie od dawna , nie wiadomo za co, ale za to stale, idą na zakupy i po gazetę. Przed weekendami i świętami na zakupy większe. Jedzenie jest stosunkowo tanie, więc ich głównym zajęciem jest gotowanie i jedzenie. Wracają do domu, ona sprząta, trochę pierze, on ogląda telewizję, czyta gazetę, wyczytuje z niej że wszyscy kradną , kłamią, chcą dla nich źle, lub mają gorzej od niego i spotykają ich same nieszczęścia. Dzieli się z nią gazetowymi frustracjami i dogląda gotujących się potraw. Gotowanie po latach pracy staje się i dla niego atrakcją. Obiad gotuje 4, 5 nawet 6 godzin. Potem jedzą. Siadają potem przed telewizorem i jedzą dalej, tylko co innego niż na obiad. Potem jedzą kolację produkując w kółko cholesterol. Wieczorem mierzą razem ciśnienie i to jest ich wkład w zdrowie. Potem mają wylew, zator, atak serca lub raka i orientują się że mieli żyć inaczej.

Znam ich. Są szczęśliwi. Nie wpadli w młodości pod samochód, ich dzieci żyją, nie rozwiedli się. Robią po 1 000 , 1 500 kroków dziennie.

Twierdzi się że 10 000 kroków to dzienna norma, to aktywne życie. Telefony mierzą ilość kroków. Pytam wczoraj znajomego lekarza, ile robi kroków. – Około dziewięciu tysięcy. A ty ?- odwzajemnia pytanie. – Około pięciu, sześciu tysięcy. Staram się. Szczególnie kiedy gram spektakl. ( Zmierzyłam kiedyś ilość kroków w każdej roli, telefon miałam w kieszeni kostiumu, lub w staniku jeśli w kostiumie nie było kieszeni. Wszyscy się ze mnie śmiali) – I co ? Czujesz że wystarcza? – Nie, jak wracam, przeważnie nocą, chodzę po ogrodzie aż dobiję do 10 000. Patrzy na mnie z uśmiechem. – Ja nie mam siły – mówi – szczególnie po dniach w których operuję.

Sakramentalne dziesięć tysięcy kroków dziennie. Czy to odmienia los? Twierdzi się że tak. Że to odmienia wszystko.

Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Ale się staram.”

Pamiętam, że byłam w młodości bardzo sprawna fizycznie. Grałam w piłkę na boisku i na salach gimnastycznych i nigdy nie migałam się od lekcji wuefu. Zawsze cieszyłam się na zawody sportowe, w których brałam udział i otrzymałam kilka dyplomów. To są pamiątki na całe życie i pamiętam, że moja kondycja była na wysokim poziome,

Ale jak napisała Pani Krystyna, to z wiekiem nie zawsze dbamy o formę z różnych zresztą względów. Jedni lubią spacerować i tak mogą codziennie, a drudzy wręcz przeciwnie i ja należę do leniuchów spacerowych, bo dobrze jest mi w domu i takie codzienne chodzenie i spacerowanie wydaje mi się głupie i strasznie nudne.

Dlatego pobuszowałam w sieci i znalazłam lekcje gimnastyki dla Seniora pod patronatem i prowadzeniem, słynnej aktorki  z wprowadzenia aerobiku – Jeny Fonda. 

Każda lekcja trwa w granicach 30 minut i są to bardzo proste ćwiczenia, ale tylko z pozoru, bo ja dziś zaczęłam razem z Jane ćwiczyć i wytrzymałam tylko 10 minut. Zgroza!

Obiecałam sobie, że każdego dnia będę wydłużała czas ćwiczeń, bo nie uśmiecha mi się codziennie robić, jak jakaś głupia te – 10 tysięcy kroków.

Ciekawa jestem, co robicie dla siebie, bo ja już, a może dopiero zaczęłam na nowo się ruszać.

A może Seniorko zrobisz coś szalonego?

Bo z dziewczynami nigdy nie wie się, oj nie wie się, co jest dobre, a co złe, tak jakoś mówią słowa piosenki i jeszcze, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny, a jak jest naprawdę, jeśli chodzi o kobiety i tu przytaczam taką klasyfikację naszego całego życia, bo:

Kiedy ma 5 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka.

Kiedy ma 15 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę przyrodnią Kopciuszka: Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!

Kiedy ma 20 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste, ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat:
Ogląda się w lustrze i mówi: Jestem sobą– i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat:
Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat:
Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat:
Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata.

Dopiero kiedy się ma 80 lat jesteśmy na tyle odważne, by założyć liliowy kapelusz i czerpiemy radość z życia, ale tak się zastanowić, to dlaczego nie wcześniej?

Ano chyba dlatego, że biegnąc przez życie z pracy do domu ten kapelusz w pośpiechu by nam po prostu spadał, a więc ubierałyśmy się na tyle bezpiecznie i wygodnie, aby wyglądać wśród ludzi, ale bez żadnej ekstrawagancji.

Jesteśmy na emeryturze i mogłybyśmy już poszaleć z modą, ale do diaska, aby zamienić się na starsze lata w kolorowego ptaka, trzeba mieć pieniądze, a druga sprawa i odwagę, a trzecia, to ja nie wiem gdzie takie kolorowe ciuchy kupić.

Polska to nie Paryż, ani żaden Nowy Jork i aby kupić oryginale ciuszki pewnie trzeba siedzieć mocno w sieci i je po prostu wyszukiwać.

W moim skromnym miasteczku Seniorki są bardzo zachowawcze i ubierają się latem w kolorowe bluzki, ale nie widziałam żadnej w kapeluszu, czy z fantazyjnie zaplątaną apaszką. My polskie Seniorki lubimy klasykę i modę bardzo bezpieczną, aby nikt palcami nas nie wytykał, że się staruszka wymodziła niestosownie i poszła tak ubrana do kościoła.

A na świecie starsze Panie szaleją, szaleją  jak kolorowe planety i preferują modę odważną. Malują włosy na róż, albo zieleń pod kolor paznokci. Zakładają dużo, mocnej biżuterii i w ten sposób podkreślają, że jeszcze nie umierają i nie mają takiego zamiaru.

Cudne to jest i odważne to jest, ale jak wcześniej napisałam, trzeba mieć na te wszystkie ubrania i dodatki pieniądze, a gdy się ich nie ma, to szuka się ciekawych ciuszków w lumpeksach, jeśli chce się wyróżnić z tłumu.

Ja jestem Seniorką zachowawczą i nie lubię się wyróżniać, ale nie mam nic przeciwko, jeśli w moim mieście pojawi  się taki kolorowy ptak, w wieku 60+. Chętnie bym jej zrobiła zdjęcie i wstawiła na bloga.

A jak jest z Wami Drogie Panie? Na ile jesteście odważne, by eksperymentować z modą?

Czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie?

Prognozy nie są wesołe, bo nasze społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie. Nie chcę tutaj wklejać tych prognoz, bo każdy może sięgnąć po nie w sieci, a mnie dziś naszła taka chwila refleksji, bo może to spowodował wyjątkowo zimny maj. 

Brakuje mi słońca i może dlatego wpadłam w minorowy stan i skupiłam się na smutnych myślach, bo co to będzie, kiedy już mnie nie będzie? Wiem, że świat się nie zawali i życie będzie się toczyło dalej, ale za Poświatowską poszłam, gdyż:

Halina Poświatowska

„Czy wszys­tko po­zos­ta­nie tak sa­mo, kiedy mnie już nie będzie? Czy książki od­wykną od do­tyku moich rąk, czy suk­nie za­pomną o za­pachu mo­jego ciała? A ludzie? Przez chwilę będą mówić o mnie, będą dzi­wić się mo­jej śmier­ci – za­pomną. Nie łudźmy się, przy­jacielu, ludzie pog­rze­bią nas w pa­mięci równie szyb­ko, jak pog­rze­bią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszys­tkie nasze prag­nienia odejdą ra­zem z na­mi i nie zos­ta­nie po nich na­wet pus­te miej­sce. Na ziemi nie ma pus­tych miej­sc”.

Starzejemy się kochani i tu też wklejam piosenkę o tej przeklętej, a może nie – starości.

Rozglądam się dookoła, obserwuję i liczę, że w mojej klatce na 12 rodzin, to tylko trzy rodziny składają się z młodych ludzi. Reszta mieszkańców, to ludzie już w kwiecie wieku, którzy lepiej lub gorzej sobie radzą. Idę dalej tym tropem i stwierdziłam, że w koło mnie mieszkają w przeważającym procencie ludzie starsi, którzy często, kiedy tylko pogoda dopisuje wygrzewają swoje kości na przyblokowych ławeczkach. Nie przesadzam, bo jestem dobrą obserwatorką i widzę dużo posiwiałych głów poruszających się  o laseczkach – idących wolnym krokiem do sklepu. 

Starość jeśli jest we dwoje, to staje się jeszcze znośna, ale ile ludzi już pożegnało swoje połówki na zawsze i wiodą  życie w samotności. Mam takiego sąsiada, który jest wdowcem od kilku, dobrych lat. Każdej wiosny sadzi na swoim balkonie czerwone pelargonie, bo te kwiaty kochała jego żona. Już sam nie umyje okna i zawsze ktoś mu w tym pomaga, a także sam nie sadzi tych kwiatów, ale każdego wieczora wychodzi na balkon i je pielęgnuje i podlewa.

Nie wiem gdzie podziała się młodzież w moim mieście? Czy wszyscy wyjechali za chlebem do innych miast, a może za granicę i dlatego stworzyły się enklawy i osiedla, na których wciąż jeszcze mieszkają starsi ludzie – od lat w tych samych mieszkaniach?Powoli robimy miejsce innym, bo każdego dnia wisi nowy nekrolog, gdyż zwijamy się z tego świata.

Ciekawa jestem jak to wygląda w Waszych rejonach, bo może ja przesadzam?

Jestem szczęściarą – jak Feniks z popiołów

Już kilka razy na moim blogu pisałam, że wywalili mnie z forum dla Seniora, zwanym dumnie Cafe Senior.

http://www.klub.senior.pl/

Wywalili mnie nie za to, że się z kimś kłóciłam, ale za to, że nieudolnie się broniłam. Ktoś mnie obrażał, ktoś inny przystawił mi lufę pistoletu wirtualną, a była to sławna prawniczka z Hiszpanii. Inna znowu dała taki popis na priv, że na szczęście po naprawie komputera wszystko poleciało w kosmos i bardzo dobrze. Trzymałam śmieci osoby, która jest mocno chora na serduszko, ale temperament jej nie opuszczał i zamiast zadbać o swoje zdrowie, to płodziła paszkwile z ryzykiem zawału.

To było ponad dwa lata temu i już się wyleczyłam skutecznie stwierdzając, że jestem szczęściarą, bo założyłam swojego bloga i dwa fan pagi, gdzie spotyka mnie niezmierna ilość samych wspaniałości. Na mojej osi zbierają się panie i sobie dyskutujemy i może nawet dojedzie do spotkania w realu. Na fan page mojego miasta wstawiam zdjęcia robione ze spacerów i wyjazdów za miasto, a zdjęcia moje mają wysoką oglądalność. Także inni użytkownicy Facebooka proszą mnie, abym zasygnalizowała na moim fan page, że w mieście będzie np.  pobór krwi i to są ważne ogłoszenia. Mam fan page mojego bloga, gdzie spotyka mnie też wiele fajnych komentarzy i strona staje się coraz bardziej popularna, co mnie cieszy. Zauważam, że to ma jakiś sens. Mnie sprawia przyjemność, a inni mogą oglądać moje zdjęcia, których jest już sporo i widzę w tym, co robię, że coraz bardziej dostrzegają to inni.

Nie piszę tego, aby się chwalić, gdyż powtarzam, że jako Seniorka mam sporo wolnego czasu i stąd jest mój blog i dlatego są moje fan page, które zaznaczone są na boku mojego bloga.

Ale wracam do tego forum Senior Cafe, to czasami zdarza mi się tam zajrzeć, choć coraz bardziej sporadycznie, ponieważ to forum opanowały dwie wiedźmy na wątkach o polityce i rozsadziły to forum. Polecały w wirtualną przestrzeń nadpalone strzępy i ludzie szukają na  forum bezpiecznego azylu na wątkach kawkowych, bo na polityce można być nazwanym gamoniem, niedoukiem, idiotą, złamasem i już mi się nie chce przytaczać. Pani z Hiszpanii goni Panią z Częstochowy, a są to zwolenniczki PiS i co się dzieje? Lecą wióry i epitety i im wolno, bo to są nienaruszalne wiedźmy, a może nawet sponsorki tego żałosnego forum, które jeszcze 8 lat temu było przyjazne Seniorowi. To forum na początku swojego istnienia, to był miód dla samotnego seniora, a także dla seniora szukającego przyjaźni i zrozumienia, ale to już było! Teraz jest to gniazdo żmij. Trzeba poczekać, aż wiedźmy się pochorują i nie będą miały siły do pisania i rozgramiania spokojnych ludzi, a teraz  zastraszonych. To tylko kwestia czasu, bo siedemdziesiątka już na karku!

Wyalienowanie mnie przez Admina forum zrobiło w mojej głowie więcej pożytku niż szkody. Wzięłam się do kupy bardzo szybko i postanowiłam założyć bloga, a potem nawiązałam znajomości na FB. Wychodzę z aparatem i robię zdjęcia, a mąż mi sprawił lepszy sprzęt i robię za „reportera” mojej rodzimej społeczności, widoków i pór roku. Jestem szczęśliwa, bo ludziom podobają się moje ujęcia i o tym piszą mi na priv.

Ale, ale, zajrzałam na to forum z początkiem maja i wcale mnie tam niektórzy nie zapomnieli, gdyż przeczytałam o sobie notkę wspomnieniową:

„Był tu kiedyś na seniorku,taki fajny wątek „Polska bez kompleksów”, założony przez szaloną optymistkę, w którym nieustannie opiewała w zachwycie, że Polska pięknieje i że jest lepiej i będzie jeszcze lepiej. Niestety zadarła ze wszystkimi, bo dość radykalnie przekonywała do swego i zwalczała powszechnie obowiązujący pesymizm i defetyzm. Nie ma jej,nie seniorku,a szkoda.

Ja ją lubiłam. :)”

Miłe to prawda, kiedy po ponad dwóch latach wspomni  o kimś choć jedna osoba, ale w odpowiedzi na ten wpis przeczytałam, że Admin tak chciał i się z Adminem nie dyskutuje!

Ha, a ja się pytam kim jest Admin? Admin kochani to zwykły człowiek, a jak wiadomo, to każdy człowiek popełnia błędy, bo jest tylko człowiekiem z krwi i kości! Admin, a tym samym kobieta poddaje się sugestii na priv i jeśli wiedźmy mu zasugerowały, że Elkę trza zbanować, to też się tak stało. „Życzliwych” tam nie brakuje i stałam się ich ofiarą, ale to wyszło mi tylko na dobre i nie rozdzieram szat, bo mam obecnie dużo ciekawsze życie w sieci.

Odrodziłam się jak Feniks z popiołów i dziękuję Ci Adminie Senior Cafe, ale przy okazji ostrzegam przed wiedźmami grasującymi, co bywa niebezpieczne, bo można otrzymać potężny cios i dla wrażliwych będzie on pożegnaniem się z siecią. Ja jestem twarda i dlatego kochani piszę na blogu zaraz dwa lata i dziękuję za obecność wielu komentujących. 🙂

Ps. To chyba mój ostatni wpis na temat tamtego miejsca, bo nie warte jest większej uwagi, a szkoda. Jeśli wiedźmy nadal będą tam grasować, to nie warto tam zaglądać i się rejestrować. I to by było na tyle kochani. Tam jest bardzo wyraźne zjawisko chamstwa i nietolerancji  i to jest  za przyzwoleniem Adminki, a obiecałam jej, że zrobię antyreklamę tego przybytku.

He, he moje trollusie myślą od dwóch lat, że ja cierpię!  Ja się odnalazłam i jestem otwarta na mój blog i fan pagi i mam to wszystko, co jest związane z despotyzmem na Senior Cafe – głęboko gdzieś i to napisałam okropnie delikatnie ha ha.

Miłego dnia 🙂

Mój cudowny Dzień Matki

26 maja – Dzień Matki, który jest określany jako najpiękniejsze święto na całym świecie. O poranku, kiedy włączyłam komputer Internet został zalany życzeniami dla wszystkich Matek świata. Ludzie zaczęli wstawiać zdjęcia swoich Mam, niekiedy już staruszek, albo je cudownie wspominali. Niektórzy pisali, że bardzo im brakuje tej najukochańszej osoby, a inni jeszcze przypominali, aby nie zapomnieć i chociaż zadzwonić, aby sprawić swojej Mamie przyjemność, nawet jeśli się mieszka na innym kontynencie.

Pomyślałam sobie, że pewnie i ja otrzymam dwa telefony, bo te moje dzieci są takie zapędzone. Pomyślałam o mojej Mamince, którą odwiedziłam i złożyłam życzenia. Pomyślałam, że to będzie sobie taki zwykły dzień, ale się pomyliłam.

Najpierw otrzymałam życzenia pisane z pracy od młodszej mojej latorości, która mieszka zbyt daleko, a w załączniku otrzymałam piękną piosenkę, którą wklejam niżej. Nie znałam tej piosenki pt. „Rzepakowy miód”, ale kiedy ją odsłuchałam, to zrozumiałam dlaczego właśnie ta piosenka z niebanalnym tekstem, mówiąca o miłości. Oczywiście, że się popłakałam, bo wrażliwa ze mnie Matka.

Około godziny dziesiątej, odebrałam telefon od starszej córki, że mam być gotowa na godzinę czternastą, gdyż zaprasza mnie na obiad w tutejszej restauracji tuż nad naszym jeziorem. Spytałam jak ze swojego napiętego grafiku znalazła dla mnie czas? – Mamo, no proszę cię – usłyszałam.

Niewielka restauracja i tylko my we dwie oraz bardzo smaczny obiad. Nawet nie obejrzałyśmy się, kiedy minęły nam dwie godziny na smakowaniu, rozmowie i pysznej kawie z pianką. Gdyby nie  pora odebrania wnusi z przedszkola, to pewnie jeszcze dłużej by nam zeszło, bo „narozmawiać” się nie mogłyśmy.

To był cudny dzień dla mnie jako Matki. To był dzień wyjątkowy i jakże miło na sercu, że wciąż pamiętają. Ciekawe ile mi zostało takich świąt jeszcze?

Wszystkim Mamom czytających mnie, życzę z całego serca, aby ten Dzień Matki zapamiętały na zawsze, tak jak ja będę pamiętała, bo takich chwil się nigdy nie zapomina.

Dziękuję moim dzieciom i jestem strasznie szczęśliwa.

Polsko, nie drzyj szat!

Kocham Cię Polsko, kocham Was Polacy, którzy ruszyliście tłumnie do urn, a to znaczy, że los naszego kraju nie  jest Wam obojętny jako i mnie Seniorce.

Wczorajszy wieczór wyborczy nie był dla mnie absolutnie zaskoczeniem, bo już miesiąc temu mówiłam mężowi, że Prezydentem kraju zostanie Pan Andrzej Duda.

Ależ oczywiście, że włączyło mi się czarnowidztwo powrotu do IV RP, jak za czasów rządów Kaczyńskich. Ależ oczywiście, że byłam w lekkim, a jednak – szoku, ale z drugiej strony cieszę się, że PO dostało mocne baty i płacze gdzieś tam w kuluarach i otrząsnąć się nie może. Ależ oczywiście, że nie mogę patrzeć na facjaty Brudzińskiego, Kurskiego i Pawłowicz, ale mam nadzieję, że ten nowo wybrany Przywódca odetnie wszystkie sznurki, jakimi spętał go Prezes Kaczyński.

Nie sądzę, aby PO odrobiło straty po przegranej do jesiennych wyborów, bo ludzi zmierziły słowa Elżbiety Bieńkowskiej, że tylko idiota cieszy się z pensji w wysokości 6 tysięcy złotych, a takich kwiatków było ostatnio coraz więcej. Świadczy to o tym, że PO całkowicie oderwało się od rzeczywistości i jak drony krążyło nad ludźmi, aby tylko nie dotknąć realnej ziemi, by być bliżej ludzkich spraw.

Niechaj PiS się tak nie cieszy z wygranej, bo Andrzej Duda nie jest robiony marchewką i już dziś ogłosił, że odejdzie z PiS, a więc kochani – głowa do góry, bo czekają nas bardzo ciekawe czasy, pełne emocji i pisać będzie o czym. Nie od razu zaufam nowemu Prezydentowi, ale z boku będę pilnie go obserwowała, a może z czasem nabiorę do tego człowieka zaufania, a po jakimś czasie uznam Andrzeja Dudę za mojego Prezydenta i tu biję się w piersi, że jeszcze wczoraj pisałam inaczej!

Bardzo bym chciała, aby nie zmarnował swojej, wielkiej szansy danej mu przez polskie społeczeństwo w postaci ogromnego kredytu zaufania.

Naprawdę cieszę się, że coś drgnęło i się skończyło panowanie skostniałej PO, bo sama miałam jej ostatnio dość. Dziękuję Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu za te 5 spokojnych lat, ale kiedyś coś się zaczyna i coś się kończy, a więc czas oddać pałeczkę młodości.

Miłego dnia kochani i nie łykajcie żadnych proszków na uspokojenie, bo czekają nas emocje, wiele emocji i ten wybór na Prezydenta jest po coś, gdyż wszystko jest po coś!

Moje dzisiejsze przemyślenie, bo niech mi ktoś przypomni, co obiecał Andrzej Duda – aha, wszystko obiecał, a teraz będziemy go rozliczać, bo mamy już do tego prawo!

Wieczór wyborczy – mój 24 maja 2015 roku

No to było tak, że wybraliśmy się do lokalu wyborczego, to znaczy ja i mój mąż. Pogoda przecudna, co prezentuję na zdjęciach, a do tego miasto pełne ludzi, ponieważ dzisiaj też była komunia święta, a więc lody jakieś tam i kolorowy parasol – były, prawie jak w Paryżu moim ukochanym 🙂

Weszliśmy do lokalu i po okazaniu dowodów osobistych i podpisaniu listy i ja udałam się za kotarę, gdyż chciałam uwiecznić swój głos oczywiście, a dlatego, że może za 5 lat już mi nie będzie dane, bo kto to tam wie!

Mąż usiadł przy normalnym stoliku, ale kiedy usłyszał brzdęk mojego aparatu, bo wpadł w jakiś dziwny i histeryczny śmiech, że komisja się tym śmiechem zainteresowała i tylko usłyszałam, że ciekawe co ja za tą kotarą robię? Ogólnie zapanowała wesoła atmosfera i ryliśmy ze śmiechu wszyscy, a ja z tego śmiechu postawiłam dziwaczny krzyżyk, co widać hi hi.

Potem udaliśmy się na długi spacer, bo pogoda cudna. Po drodze spotkaliśmy masę ludzi, którzy też korzystali z pogody, ale nie było miejsca, aby wypić wyborczą kawę. Wszędzie odbywały się przyjęcia komunijne, a więc oblizałam się smakiem i dobrze, że chociaż posmakowałam pierwszego w tym roku  amerykańskiego loda, hi hi.

To był cudny dzień, pełen dobrej energii, ale jak się dowiedziałam, że cisza wyborcza jest przedłużona do 22.30, to się z lekka zdenerwowałam, bo ja kochani nie mam żadnego zapasu tabletek uspokajających.

Boję się, że ci wszyscy, którzy głosowali na Kukiza pokażą PBK figę z makiem i ciekawe w jakiej Polsce jutro się obudzimy.

Dobrej nocy kochani. Niech się dzieje, ale mam nadzieję, że wygra „bigos”, choć o włos, bo jutro przyjdzie mu się pakować.

Wyjaśnienie: Internauci, aby nie łamać ciszy wyborczej zakamuflowali PBK w bigos, a młodego i pełnego nadziei Dudę nazwali budyniem. Taka ciekawostka 🙂

No i stało się, bo jest w mediach wielka awantura, bo Duda odniósł spektakularne zwycięstwo i czy to znaczy, że mam wywalić telewizor przez balkon? Nie wywalę kochani, bo będę czekała na to, że kobieta za in vitro zostanie posłana do więzienia, a kobieta bita przez męża nie będzie miała żadnej ochrony. Będę czekała na zmianę przepisów podatkowych, że markety będą odprowadzały podatek do budżetu państwa, ale najważniejsze, to czekam na ujawnienie tych, co dokonali zamachu na Tupolewa i sprowadzenie wraku do Polski, ale tak między nami mówiąc, to czekam na Polskę klęczącą z Ojcem Rydzykiem w roli głównej.

Pierwsza Dama mi się nie podoba, bo ma szeleszczący głos, a córka Dudy może i ładna, ale ma preferencje dorównać Kasi Tusk i zostanie szafiarką.

Życie się toczy, a jakże, ale ja wciąż marzę o wielkim polityku, bo Andrzej Duda nigdy nie zostanie moim Prezydentem. Nigdy!

Dla kogo ta piosenka będzie?

Seniorze nie bój się policzyć zmarszczek na swojej twarzy :)

Dzień dobry w dniu wyborów. 🙂

Czas biegnie jak szalony i chyba wszyscy odczuwamy, a może najbardziej w wieku Seniora, że dni uciekają, choć my już nic nie musimy przecież.

Zrobiliśmy w swoim życiu, to co było do zrobienia, a teraz przyszedł czas na zasłużony odpoczynek i już tylko żyć i nie umierać.

Ale to nie jest takie proste, bo wystarczy spojrzeć w lustro, by zauważyć jak bardzo nas to życie zmieniło. Kiedyś mieliśmy długie, mocne włosy. Dziewczęta zaplatały cudne warkocze, a panowie nosili na głowie gęstą czuprynę. Kiedyś byłyśmy śliczne, szczupłe, pełne życia i uśmiechu, a panowie silni i męscy i żadne góry do przenoszenia nie były im straszne, bo kochani – byliśmy po prostu młodzi!

Nie wiadomo kiedy się bardziej starzejmy, bo czy ten proces następuje w ciągu dnia, a może kiedy śpimy i nie zauważamy, że się zmieniamy sukcesywnie i nieubłaganie.

Nagle nasze ciała się zmieniają i z jędrnych, zamieniamy się w pomarszczone osobniki i zaczyna się tu i tam starzeć nasze ciało. Jeszcze do tego dochodzą różne choroby, które dają się we znaki, gdyż tu i tam boli i strzyka i po tym rozpoznajemy też, że coś się zaczyna kończyć. Zauważamy, że jest nam już bliżej, niż dalej i jeśli się tak wgłębić w swoje myśli zaczynamy się z lekka bać, tego co niestety, ale nadejdzie.

Byłam u swojej Mamy w odwiedzinach i choć moja Mama nie skarży się na swoje zdrowie, to jednak od czasu do czasu zdarza się jej stwierdzić, że starość się Panu Bogu nie udała, a jak ja mogę wesprzeć swoją Mamę, kiedy doskonale ją rozumiem, bo i mnie dopadają już wszelkie schorzenia. Coraz bardziej sobie one we mnie poczynają. Możemy obie tylko stwierdzić jednoznacznie, że tak, to prawda, że starość bywa okrutna i nie ma przed nią ucieczki, ale może warto przyjąć ten proces z odrobiną uśmiechu, aby nie stać się gderliwym, niechcianym staruchem, bo jeśli coś boli, to znaczy, że jeszcze się żyje.

Oczywiście ten uśmiech nie dotyczy osób, które cierpią na chroniczny, nieuleczalny ból, bo to by było poniżej pasa z mojej strony.

Miłego dnia kochani i spójrzcie na swoje zdjęcia z młodych lat i wróćcie do tych najpiękniejszych, kiedy nic nam strasznym nie było. Spójrzcie w lustro i nie bójcie się policzyć swoich zmarszczek, bo każda z nich o czymś opowiada. Opowiada historię z naszego życia i jest mapą wyjątkową i niepowtarzalną.

Miłego dnia.

 JAK SIE CZUJĘ

 

Kiedy ktoś zapyta, jak się dziś czuję

Grzecznie mu odpowiem, że dobrze, dziękuję.

To, że mam artretyzm to, jeszcze nie wszystko,

Astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką.

Puls słaby, krew moja w cholesterol bogata…

Lecz dobrze się czuję jak na moje lata. 

 

Bez laseczki teraz chodzić już nie mogę,

Choć zawsze wybieram najlatwiejszą drogę.

W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,

A przyjdzie ranek… znów się dobrze czuję.

Mam zawroty glowy, pamięć „figle” płata,

Lecz dobrze się czuję jak na swoje lata.

 

Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi.

że kiedy starośc i niemoc przychodzi,

To lepiej zgodzić się ze strzykaniem kości

I nie opowiadać o swojej starości.

Zaciskając zęby z tym losem się pogódź

J wszystkich wkoło chorobami nie nudź!

 

Powiadają:”Starość okresem jest zlotym”.

Kiedy spać się kładę zawsze myślę o tym

„Uszy” mam w pudelku, „zęby” w wodzie studzę.

„Oczy” na stoliku, zanim się obudzę…

Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuję:

„Czy to wszystkie części które się wyjmuje?”

 

Za czasów młodości (mówię bez przesady)

Łatwe były biegi, skoki i przysiady.

W średnim wieku jeszcze tyle sił zostało,

żeby bez zmeczenia przetańczyć noc całą…

A teraz na starość czasy się zmieniły,

Spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły.

 

Dobra rada dla tych, którzy się starzeją:

Niech zacisną zeby i z zycia się śmieją.

Kiedy wstaną rano, „części” pozbierają,

Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają.

Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,

To znaczy, że zdrowi i się dobrze czują.

 

                                   Józefa    Juchta