Archiwum dnia: Maj 15, 2015

Spowiedź prostytutki 50 +

Basia mieszkała z rodzicami na wiosce, gdzie ludziom specjalnie się nie przelewało i nie przelewało się też jej rodzicom. W domu była siódemka dzieci, które się rodziły, ot tak po prostu. Rodzice Basi nie radzili sobie i choć ojciec imał się każdej pracy, to jednak wciąż pieniędzy i było za mało, aby żyć na jako takim poziomie.

Brakowało do garnka i brakowało na grzbiet, a więc było biednie okropnie, ale jakoś tam było. Matka zajmowała się tylko dziećmi, bo nie miała żadnej szkoły, a więc o pracę na wiosce było trudno. Chowała jakieś tam kury i zbierała jajka, a także dbała o ogród, gdzie siała trochę swoich warzyw, ale najwięcej czasu zabierała jej opieka nad potomstwem.

Lubili sobie wypić rodzice naszej Basi i często w domu odbywały się alkoholowe libacje, co powodowało częste kłótnie i rzucanie przedmiotami. Kłócili się najczęściej z powodu braku pieniędzy i jedno drugiemu wypominało, że nie ma często, co do gara włożyć, a dzieciska jeść chcą!

Dzieci spały pokotem w jednym pokoju, a w drugim ojciec z matką pili każdego wieczora alkohol i tak jako najstarsza musiała znosić ten niedostatek.

Uczyła się dobrze, ale każde wakacje pracowała, by zarobić chociaż na swoje potrzeby, ale rodzicom pieniędzy nie dawała, bo i tak by przepili.

Pewnego lata zapoznała chłopca, nieco starszego od siebie. Pochodził z dobrej rodziny, pracowitej i się w sobie zakochali. Chodzili na długie spacery po okolicznych lasach i czasami spotykali się u tego chłopca w domu. Pokochała go całym sercem i czuła się w jego towarzystwie bardzo bezpiecznie. Obiecywał, że kiedy przyjdzie odpowiednia pora, to się pobiorą i będą żyli razem szczęśliwie długie lata.

Wierzyła w każde jego słowo i tak bardzo mu ufała. Była szczęśliwa, że może wyrwać się od czasu do czasu z tego patologicznego domu. Chciała żyć inaczej, lepiej i godniej.

Pewnego dnia ojciec Basi się już nie obudził po alkoholowej libacji i tylko kiedy matka go pochowała, to w domu co trochę pojawiał się inny przyszywany tata  i wszystko zaczynało się od początku.

Basia tym bardziej uciekała w ramiona swojego ukochanego i była mu całkowicie oddana. Kochała go całą sobą i była zdolna wszystko zrobić dla tej miłości.

Kiedy zorientowała się, że jest w ciąży, biegła jak na skrzydłach oznajmić swojemu ukochanemu, że będą mieli dziecko i to będzie zwieńczenie ich wielkiej miłości. Tak bardzo się cieszyła, jak jakaś nieprzytomna z miłości i oszalała ze szczęścia.

Ukochany Basi niby się ucieszył, ale stwierdził, że to chyba jeszcze za wcześnie, bo on chce się jeszcze uczyć i planuje studia, a więc najlepiej by było usunąć to dziecko, bo na dzieci przyjdzie jeszcze czas.

Basia się załamała, a do tego matka kazała jej urodzić to dziecko, ale po urodzeniu ma je zostawić w szpitalu, bo ona następnej gęby do wykarmienia w tym domu nie zniesie.

Cóż było robić. Urodziła córeczkę zdrową i śliczną, ale nie miała siły w sobie, by ją sama wychować w domu pełnym alkoholu i libacji. Zostawiła córkę i już nigdy więcej jej nie widziała i nie szukała.

Postanowiła taka zraniona wziąć swoje życie w swoje ręce. Miała trochę swoich oszczędności i spakowała  rzeczy. Postanowiła wyjechać z tej zapyziałej wioski i pragnęła zacząć wszystko od początku. Pojechała w kompletne ciemno, ale miała na chwilę pokój u swojej koleżanki, która odstąpiła jej na czas, kiedy się nie ustawi w dużym mieście i znajdzie pracę, by żyć na własny rachunek. Była wdzięczna ogromnie tej koleżance, bo wreszcie mogła się wyspać i wykąpać w ciepłej wodzie –  nie to co w domu.

Basia odnalazła się w dużym mieście i po wielu latach pracy udzieliła pewnego wywiadu dziennikarce, która była ciekawa jak kobieta z zapadłej wsi, bez wykształcenia poradziła sobie w życiu i ma się całkiem dobrze:

Zaczyna się bardzo  banalnie wie Pani – od braku pieniędzy. Kończy na życiu spędzonym z nadszarpniętym poczuciu własnej godności. Często bez rodziny i przyjaciół, w środowisku, którym się gardzi, a którego jest się częścią. 

Jak została Pani prostytutką Pani Basiu? Co czuje Pani teraz, po 50-tce i czy wybrałaby Pani tę samą drogę zarabiania dużych pieniędzy ponownie?

 – To ja Pani opowiem:

 Jak zostałam prostytutką?

– Początki pracy pani do towarzystwa bywają różne. Najczęściej jest to potrzeba posiadania pieniędzy połączona z brakiem wsparcia ze strony rodziny oraz ubytkami emocjonalnymi – rozumie Pani.

– Miałam bardzo trudną sytuację rodzinną, matka przyprowadzała do domu kolejnych partnerów. Była bieda. Gdy skończyłam 18 lat postanowiłam, że będę żyła już tylko na własną rękę. Miałam uzbierane kilka groszy i wynajęłam pokój u koleżanki, ale pieniądze szybko się skończyły a ja nie miałam pracy. Poznałam kiedyś dziewczynę, która wciągnęła mnie w to. Początkowo było bardzo ciężko, nawet okropnie, ale pieniądze były niezłe. Powtarzałam sobie, że to chwilowe, skończę szkołę, stanę na nogi i zacznę normalnie kiedyś żyć. Dziś mam 55 lat a ta „chwila” trwa nadal.

 Wie Pani ja nie umiem z tym skończyć!

Problem z zerwaniem z prostytucją polega na tym, że kobietom, które parają się tym zajęciem trudno jest zrezygnować z pieniędzy, jakie im ono przynosi. Okazuje się bowiem, że w normalnej pracy nie są w stanie zarobić tyle, ile by chciały, a w czasie, gdy pracowały jako prostytutki – przyzwyczaiły się niestety do określonego poziomu życia. Prostytutki zarabiają bowiem od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Stać je zatem na rzeczy, na które nie mogą sobie pozwolić pracując jako np. sprzedawca czy szeregowy pracownik banku.

– Chciałam mieć rodzinę i „normalne” życie, ale nie chciałam pracować za jakieś marne grosze. Dość miałam biedy.  Powtarzałam sobie więc, że jeszcze tylko rok, i tak mijały lata. Dziś mam pieniądze, które zapewnią mi emeryturę. Nie mam rodziny ani dzieci, [łza w oku].  Nie złożyło się, ale pracuję dalej. Mam branie wśród młodych i starszych. Sąsiedzi nie wiedzą czym się zajmuję, pracuję w innym wynajmowanym mieszkaniu, które zmieniam stosunkowo często. Nie ubieram się wyzywająco. Przebieram się dopiero w „miejscu pracy”. Czy wybrałabym inny zawód, gdybym mogła? Koło 40-tki miałam kryzys, ale teraz odpowiadam – nie. Lubię swoją pracę i korzyści materialne z nią związane. Mam dwie przyjaciółki, które nie wiedzą czym się zajmuje, one mają wnuki, traktuje je jak swoje, bardzo mnie lubią. Jestem dla nich „ciocią Basią”.

Powodzi mi się całkiem dobrze. Stać mnie na wakacje zagraniczne i jadę każdego roku zwiedzać Rzym, Paryż i mam w planach Stany Zjednoczone i Indie. Wie Pani, bo ja się wyrwałam z ogromnej biedy, gdzie psy szczekają tylko, a teraz to ja jestem wielka, światowa dama i niczego nie żałuję.

Pani Basiu jak długo jeszcze?

– Tak długo, aż mi zdrowia starszy i będą chętni, a wciąż są. Lubię tę swoją robotę i niczego nie żałuję. 

Dzieci Prezydenta

Dziś poszedł w Polskę spot pokazujący, że dzieci Prezydenta wspierają swojego Ojca i ja sobie myślę, że dobrze, iż taki spot powstał, tylko dlaczego tak późno?

Fajna jest ta rodzinka, bo w spocie widzimy normalnych, młodych ludzi, którzy do tej pory stali gdzieś z boku. Nie widzieliśmy ich zbyt często u boku swoich rodziców i to uważam za wielki plus.

Prezydent podobno nic nie wiedział, że coś takiego powstało, iż dzieci murem za nim stoją i był mile zaskoczony, że może liczyć wciąż na swoje dzieci ich rodziny. Łezka mu się zakręciła w oku, bo jak by nie patrzył, była to miła niespodzianka.

Nie wiadomo kto za tym stał, ale w kuluarach się mówi, że spryty Michał Kamiński, ale jeśli to prawda, to był strzał w dziesiątkę.

Spot zrobiony ze smakiem, bez zadęcia i podoba mi się, a ile pomoże Bronisławowi Komorowskiemu, to się dowiemy 24 maja 2015 r.

https://www.youtube.com/watch?v=rJ6ADq1yTgc