Archiwum dnia: 17 Maj, 2015

„Frida” – moje kino

Dzień dobry. 🙂

Zaczynam swój dzisiejszy wpis od piosenki o wyjątkowo zimnym maju. 🙂 Pani „Zimna Zośka” uparła się, że nie da się nam wygrzać w promieniach słońca i zaserwowała wyjątkowo zimne i nieprzyjemne dni. Przetrwamy. 🙂

Na spacer nie bardzo, ponieważ za oknem u mnie jest tylko 11 stopni i wieje, a głowę wiatr chce urwać, a więc trzeba jakoś sobie wypełnić takie dni. Co ja zrobiłam? Uciekłam w kino i obejrzałam pierwszy raz film pt. „Frida”. Zawsze mi się wydawało, że ten film widziałam  i miałam wrażenie, że mam go zaliczony – więc po co drugi raz.

Niestety, ale pamięć ludzka jest zawodna, a często przekłamuje, ponieważ okazało się, że nigdy nie widziałam tego filmu, a więc sama zrobiłam sobie niespodziankę – bardzo miłą niespodziankę. Nie macie pomysłu na dzisiejsze zimne popołudnie? Obejrzyjcie w sieci sobie ten film, a ja zapewniam, że zrobicie sobie ucztę dla ducha, a jednocześnie poznacie niesamowitą historię meksykańskiej malarki Fridy Kahlo i jej burzliwe i niesamowite życie.

Film „Frida” to majstersztyk w każdym aspekcie z wielką dbałością o szczegóły. Nie można się napatrzeć na przepiękne kadry w tym filmie. Kolorowo jest, bo po meksykańsku, a do tego cudowna, zmysłowa i bardzo prawdziwa, odtwórczyni słynnej malarki – Salma Hayek, która wcieliła się w rolę i tej roli oddała całą  siebie.

Życie Fridy, która uległa bardzo poważnemu wypadkowi naznaczone było wieloma operacjami i bólem, który towarzyszył jej całe życie, ale za to doświadczyła wielkiej, choć bardzo nieszczęśliwej miłości. Malowała siebie i swój ból fizyczny, który przelewała w obrazy. Niedoceniona za życia, ale po śmierci za to bardzo, a zwłaszcza po premierze tego właśnie filmu. O wiele za późno, ale bardzo dobrze, że powstał ten film, który gorąco polecam. Film nie banalny opowiadający biografię kruchej, choć bardzo silnej psychicznie kobiety. Frida zmarła w 1954 roku i nieoficjalnie się mówi, że popełniła samobójstwo, bo pokonał ją nieznośny ból fizyczny i się poddała.