Archiwum dnia: Maj 18, 2015

Wybory, wyborami, a oni się spakowali i wyjechali!

Anna Komorowska, Pierwsza Dama (jeszcze!) w rozmowie z dziennikarką spytana o emigrację z Polski odpowiedziała tak i spadł na nią grad ciężkiego hejtu:

„Świat stał się bardzo bliski. Ja bym emigracji za pracą nie traktowała w kategorii dramatu. To jest też jakaś szansa”.

I ja się w zasadzie z tym zgadzam, bo jeśli mamy takie czasy, że sobie można wyjeżdżać i jeździć wte i wewte, to dlaczego z tego nie korzystać, by podnieść swój status jeśli grupom społecznym wiedzie się w kraju źle.

Gdyby moje dzieci musiały by jechać za granicę, bo w Polsce żyło by się im źle, bez pracy i widoków na przyszłość, to jako matka poparłabym ich decyzję bez mrugnięcia okiem.

Oczywiście, że bym tęskniła, a jakże, ale cieszyłabym się, że są zaradne i chcą mieć lepiej niż ja mam w moim kraju.

Jadą młodzi, bo nie widzą widoków na lepsze życie i to powinno być głównym priorytetem w kampanii, aby tych młodych, często wykształconych w kraju zatrzymać. Z tego, co słyszałam mamy w kraju coraz starszych lekarzy, gdyż młoda kadra dała z kraju dyla.

Lekarze, to tylko przykład, bo pewnie opuszczają nas i inne grupy zawodowe. Wyjeżdżają budowlańcy, rzemieślnicy i pielęgniarki. Wyjeżdżają, bo tam gdzieś lepiej zarabiają i nie martwią się o rachunki. Ostatnio rozmawiałam ze swoim byłym sąsiadem, który sześć lat temu wyjechał do Paryża i tam urodziły mu się dzieci. Pracuje w rzeźni i sobie chwali. Napisał mi, że nie wróci do Polski tak szybko, bo w kraju nie byłoby mu tak dobrze. Zagląda na moją stronę ze zdjęciami mojego miasta i pisze, że tęskni, ale nie wróci.

Wklejam dość długi film wyjaśniający dlaczego młodzi wyjeżdżają z kraju i kto ma cierpliwość niechaj zerknie i spróbuje zrozumieć, że jadą po lepsze życie, by w lodówce coś było, a nie samo światło jak z pensji tysiąc dwieście!

Film nie był emitowany w telewizji publicznej, ale myślę, że rządzący go oglądali, ale co z tego, kiedy kampania omija temat emigracji jak ognia.

„Wreszcie pokazano prawdę o tym, dlaczego wyjechaliśmy”, „chcemy tylko godnego życia” – czytamy w komentarzach, które pojawiły się pod każdą wzmianką o wyemitowanym niedawno w polskiej telewizji filmie dokumentalnym „Tam, gdzie da się żyć”. Obraz opowiada o Polakach, którzy wybrali życie na Wyspach – w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Został wyprodukowany przez „Gazetę Polską”.

„To świetny dokument pokazujący prawdziwe realia emigracji. Zapewne nie ukaże się nigdy w mediach głównego nurtu. Zbyt mocno podważa mit zielonej wyspy jaką podobno jest Polska. Każdy z nas ma dziesiątki znajomych za granicami kraju i dokładnie wie jak jest. Ten dokument świetnie to ukazuje” – z takim podpisem film jest rozpowszechniany w sieci.

Ale kochani nie tylko młodzi hurtem jadą po lepsze życie, bo nagle ruszyli w świat też Seniorzy, którzy uciekają od polskiej biedy. Ci biedni jadą do dzieci, które gdzieś się tam już ustawiły, bo nie mają na czynsz i na lekarstwa. Uciekają, bo nie widzą swojej starości w Polsce i jeśli mają do kogo jechać, to też się pakują i jadą w świat do lepszego życia.

Nie jest łatwo Seniorowi wyżyć z marnej emerytury, czy też renty i dlatego idą po rozum do głowy i dają nogę i czort z tym, że patriotyzm, że tęsknota i to, że starych drzew się nie przesadza.

A ja nie mam do kogo jechać, choć zastanawiam się, co mnie tu trzyma? No jak to co? Mój kraj i moja rodzina, bo mam ją na miejscu i wiem, że mogę na nią liczyć – zawsze.

Seniorzy się zwierzają, że nie ma tutaj życia i też pakują walizki. To jest bardzo smutne, bo nie wklejam zwierzeń bogatszych Seniorów, którzy decydują się jechać wygrzać stare kości i pozwiedzać świat.

„Jestem wdzięczna Wielkiej Brytanii za to, że mogę tutaj mieszkać – mówi drżącym głosem Maria z Katowic, lat 65, dziś mieszkająca w Birmingham. – Nie muszę wybierać, czy kupić chleb, czy lekarstwa, czy może raczej zbierać na trumnę.”

O tym, że zjawisko emigracji polskiego emeryta narasta, świadczą nie tylko obserwacja rzeczywistości, tego, co się dzieje u bliskich i znajomych, lecz także liczby. Choćby te, jakie można wyczytać w statystykach ZUS. Jeśli w 2009 r. z jego kont przelewano za granicę 25 tys. rent i emerytur, to pod koniec zeszłego roku było ich już 43 tys. Jedenaście lat temu, kiedy wchodziliśmy do struktur Wspólnoty, takich przelewów było tylko 18,8 tys. Jednak i te dane nie oddają wielkości i złożoności tej rzeki siwych głów opuszczających Polskę, gdyż wiele osób – ile dokładnie, nie wiadomo – nie korzysta z możliwości bezpośredniego przelewania ich świadczeń z kont ZUS na te, które założyli w krajach, gdzie teraz mieszkają. Korzystają z innych możliwości transferu, np. pośrednictwa w przelewach prywatnych firm – choćby takich jak England.pl. Gdyż zanim dostaną swoje grosze tam, muszą wcześniej pospłacać zaciągnięte tutaj długi.

Maria dziękuje Bogu, wszystko jedno, jakiemu

Maria Chamiga z Katowic, kiedy wreszcie państwo polskie przyznało jej świadczenia jako osobie niezdolnej do pracy, załamała się. Bo jej renta wyniosła 400 zł, a czynsz za mieszkanie opiewał na 500 zł. Można się śmiać, buntować, albo w łeb sobie palnąć.

W jej przypadku było to tak, że przez całe życie pracowała jako księgowa – za komuny, za wolnej Polski, w dziale księgowości materiałowej, a więc głównie w magazynach. Socjalistyczną firmę szlag trafił, poszukała nowej pracy. Potem były kolejne. Traciła robotę i dostawała następną, sama się zwalniała, potem znów szła do pracy. Dobrego fachowca, a takim jest, każdy chętnie weźmie. Jak zdarzały się przestoje w tej jej księgowej robocie, to brała posadę niańki: kocha dzieci. Zwłaszcza że swojego jedynaka, po śmierci męża, wychowywała sama, tak wyszło. Różnie było, ale dawała radę. Ostatnia praca w Polsce to było tak, jakby Pana Boga złapała za nogi: świetna firma, superludzie, co z tego, że dzieciaki, ale sympatyczne, dobre zarobki, nagrody, nawet za granicę na wczasy wysyłali, żeby człowiek złapał oddech i zapał do pracy. Ale popsuło się zdrowie. Najpierw tarczyca, operacja, potem udar mózgu. I lewostronny paraliż. Może by i wróciła do zdrowia, gdyby opieka medyczna była lepsza. Ale pielęgniarki ją ignorowały, jak chciała się napić, to musiała sama, bo żaden dzwonek nie był w stanie przywołać pomocy.

– Syn kończył studia, a ja robiłam wszystko, żeby stanąć na nogi – opowiada. Dostała rentę, która nie wystarczała na nic. Michał obronił się z najwyższymi ocenami, ale firma, w której się zaczepił, nie płaciła. Żyli z pożyczek i kredytów, dopóki się dało. Jak już nie było skąd brać gotówki, młody wyjechał do Wielkiej Brytanii. Ściągnął najpierw psa, ze schroniska wzięli zwierzaka, więc nieludzko byłoby go zostawić, a zaraz za psem ona pojechała. Mieszkanie w Katowicach sprzedali, by pospłacać długi.

Najważniejsze jest pozostać sobą

W poprzednim życiu, w każdym razie tym zawodowym, Renata była kimś ważnym: nauczycielką, dyrektorką szkoły, wizytatorką kuratoryjną wreszcie. Kiedy przeszła na emeryturę, była zadowolona: odpocznie, poczyta, poogląda filmy i seriale, na które brakowało jej czasu. Ale minęło zaledwie parę miesięcy tej wymarzonej wolności, kiedy poczuła, że jej czegoś brakuje. Czego? Bycia niezbędną. No i jeszcze jedna sprawa: trudno cieszyć się wolnym czasem, kiedy w portfelu pustki. – Aby pracować i być jeszcze komuś potrzebna, postanowiłam wyjechać do pracy za granicę. Najlepiej do krajów niemieckojęzycznych, ponieważ znam ten język. Chcę pracować, pomagać innym, ale też chcę zarabiać. Moja emerytura po 30 latach pracy dla ojczyzny nie jest wysoka, nie wystarcza na najpotrzebniejsze rzeczy, a nie wspomnę już o częstszym wyjściu do kina czy teatru. Poczytałam na różnych portalach o pracy w Niemczech jako opiekunka osoby starszej i po konsultacji z rodziną podjęłam decyzję o wyjeździe. Znalazłam adres jednej z firm zatrudniającej opiekunki i poszłam na osobistą rozmowę. Wyjechałam.

http://forsal.pl/artykuly/871520,emigracja-emerytow-najpierw-z-polski-wyjechali-mlodzi-teraz-walizki-pakuja-seniorzy.html

https://www.youtube.com/watch?v=XcAVzLoTw1U

Reklamy

Bosze jaka ja jestem zmęczona – sonda anonimowa :)

 

Dzień dobry. 🙂

Ponowy szalony i strasznie głośny dzień w mediach. Kolejny dzień obietnic bez mrugnięcia okiem, że wypowiadane są w naszym kierunku, zwykłych wyborców steki obietnic bez pokrycia.

Wiem, wiem, że tak wyglądają kampanie na całym świecie, aby coś gadać, trzeba obiecywać, aby mieć o czym gadać.

Jestem strasznie zmęczona i chyba wybiorę się na spacer, bo już mnie to przerasta. Bosze, niechaj te wybory będą już jutro, ponieważ już mnie to  zniesmacza. Lubię kiedy w polityce się coś dzieje, ale nie lubię kłamstw jakie leją się strumieniami.

Wczorajszą debatę moim, skromnym zdaniem wygrał Komorowski i niech tak się stanie, ale jest realne zagrożenie, że jesienią PiS dojdzie do władzy w naszym kraju i ja wciąż i nieustająco boję się takiego obrotu sprawy.

Kochani, trzeba wyluzować, aby nie zwariować. 

Miłego dnia. 🙂

Wiersz wciąż aktualny:

WYBORY 2010/2015

Nie jestem już żaden smarkacz, łeb mam pokryty siwizną.
Nie zagłosuję na Jarka, bo zbyt cię kocham, Ojczyzno!
Niejeden ciężar na barkach dźwigałem, znosiłem trudy.
Nie zagłosuję na Jarka, bo dość mam kłamstw i obłudy.

Gdy spytasz mnie, niedowiarka: Dlaczego? Wyznam ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka, bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry? Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry i teczek Macierewicza.

Bo nie chcę mieć Prezydenta, co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta i może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu i koalicję z Lepperem.

Za to wciskanie badziewi, bezkarność tych, którym sprzyja,
Za to co pisze Sakiewicz i głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków, wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił Rodaków! Za IV Rzeczpospolitą.

Dziś w duszy mej zakamarkach odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka, bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm, odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka, bo Polska jest najważniejsza!

© MKWD (Muzyczny Kabaret Wojtka Dąbrowskiego)