Archiwum dnia: Maj 23, 2015

Fanaberie prowincjuszki :)

Dobry wieczór.

Odpoczywam od wszystkiego. Odpoczywam od polityki, gdyż mamy ciszę wyborczą, a także odpoczywam od mężusia. Pojechał ze swoją grupą emerytów i rencistów na wycieczkę. Przez dwa dni mają w planie Ciechocinek i Toruń.

Cieszę się, że zwiedzi troszkę Toruń, bo ja znam to przepiękne miasto, a On nigdy tam nie był.

Jakoś dziwnie mi bez męża, bo tak cicho, ale daję radę, a tylko piesek bardzo tęskni i leży pyszczkiem zwróconym do drzwi i czeka.

Wybrałam się wczoraj z aparatem na spacer po moim miasteczku i zrobiłam klika fotek. Kiedy wstawiłam je na Facebooka pewien starszy pan, mieszkaniec mojego miasta zwrócił mi uwagę, że robię tylko zdjęcia ładnych i zadbanych miejsc, a pomijam te wstydliwe.

Wiem, wiem, o co temu Panu chodzi, gdyż w mieście mamy takie wstydliwe miejsce, a jest nim targowisko, gdzie ludzie handlują czym się da. Skoro jest bezrobocie, to tak zarabiają na swoje utrzymanie. Będę musiała pójść i zrobić kilka zdjęć tego miejsca, ogrodzonego wysokim płotem, aby za bardzo  nie rzucało się w oczy.

Nasze władze nie mają za dużo pieniędzy i nie stać ich, by postawić przyzwoite pawilony, aby jakoś to wyglądało, a więc każdy sobie skleci byle jaką budę i tak handluje. Nie jest to dobra wizytówka małych miasteczek, gdzie nie ma kasy.

Tak sobie spacerowałam i stwierdziłam, że toniemy w zieleni, ponieważ gdzie się nie pójdzie, to ta zieleń jest wszechobecna i to jest na plus wielki.

Pamiętam, że kiedy byłam w Paryżu rzuciły mi się w oczy takie uliczne kafejki, gdzie można prosto z chodnika przycupnąć i wypić dobrą kawę, albo zjeść smaczne  lody, czy tylko poczytać gazetę.

Bardzo mi się to podobało i choć moje miasteczko, to nie Paryż, ale brakuje u nas takich, sympatycznych miejsc, w których można by sobie usiąść i wypić kawusię i pogapić się na ludzi i stanowić z nimi jedność. Brakuje, choć nie twierdzę, że takich miejsc nie ma, ale są dość oddalone od centrum, a w samym mieście wieje pustką, bo i zjeść konkretnie nie ma gdzie.

Nasi mieszkańcy jeśli chcą zjeść rodzinny obiad muszą jechać do miasteczka oddalonego o 20 kilometrów na smaczne jedzenie, a jeśli chcą zjeść dobre, ale naprawdę dobre lody to muszą jechać jeszcze dalej.

Szkoda wielka, że w moim mieście wszelka gastronomia tak kuleje, a może ludzie boją się inwestować, bo plajta gotowa? Trudno zgadnąć, ale sobie myślę, że jeśli oferta byłaby ciekawa, to o żadnej plajcie nie było by mowy. Myślę, że nie ma pomysłu na moje miasteczko, a takich kafejek, w których nawet Senior mógłby posiedzieć naprawdę mi brakuje.

Przepraszam, ale tak mnie naszło podczas spaceru, że oprócz dziesiątek ławeczek, nie ma takiego miejsca, bliżej ludzi  z gorącą kawą w filiżance. Fanaberia? Myślę, że nie.

Miłego wieczoru.