Przyszła baba do lekarza!

Dzień dobry 🙂

Na zachodzie Polski wciąż mamy zimny maj. Nie wiedzieć kiedy i gdzie, ale się przeziębiłam i od przedwczoraj mocny męczy mnie kaszel. Budzę się w nocy i najgorzej jest nad ranem i boli mnie od tego wysiłku już klatka piersiowa.

Pomyślałam sobie, że nie ma żartów i wybrałam się więc do lekarza, bo może to zapalenie płuc, czy też jakieś inne choróbsko. Osłabłam trochę, bo mnie mocno męczy i poprosiłam męża, aby mnie podwiózł do przychodni, gdyż naprawdę, ale jestem w kondycji nie za bardzo.

Z drżeniem serca jechaliśmy, bo ja już dawno nie byłam u znachora i nie miałam pojęcia, czy w sobotę ośrodek pracuje, a w sieci nie chciało mi się sprawdzać.

Ciągnę drzwi, uf otwarte, a więc śmiało wchodzę, a z jakiegoś pokoju słyszę – tutaj proszę! 

Jest pokój, przypominający dyżurkę, a więc zachrypniętym głosem pytam, czy przyjmuje dzisiaj jakiś lekarz?

Postawna pani odpowiada mi, że nie jakiś lekarz, a lekarz dyżurny. Ups!

Na starcie zostałam zjechana, ale ugryzłam się w język i odpowiedziałam, że właściwie ma pani rację.

– W jakim celu – usłyszałam od pani pielęgniarki. Aby się osłuchać – odpowiedziałam. 

-To niech dowód da i niech siada, bo zaraz lekarz przyjdzie, ups!

Poczułam się jak w czasach komunistycznych, bo pani pielęgniarka kiedy już mnie posadziła, to zagadnęła do mojego męża, który czekał na korytarzu.

– I jak tam panie L. Mamusia zdrowa? Ups.

Za chwilę ktoś do mnie zmierzał, ale nie wyglądał mi na lekarza, gdyż nie miał na sobie białego kitla, a koszulkę ratownika medycznego.

Jednak usłyszałam, że mam wchodzić za „lekarzem” do gabinetu.

Oczywiście najpierw biurokracja po raz drugi i czekam grzecznie na krzesełku, kiedy zostanie dopełniona kolejna weryfikacja mojej osoby.

– I z czym pani do mnie przyszła, usłyszałam wreszcie. Opowiadam więc swoje objawy, a lekarz bierze słuchawki i mnie bada. – Gardło proszę pokazać!

Nie ma pani zapalenia żadnego, a jest to zwykła wirusówka, a więc niech se pani kupi teraflu i po kolei mi jeszcze wymienia co kupić, podając nieznane mi kompletnie nazwy leków. Lekarz zwierza mi się, że sam męczył się dwa tygodnie z czymś podobnym i dalej nie zapisuje mi nazw leków. Proszę, by mi to zanotował, bo nie spamiętam. A on dalej, że antybiotyk jest niepotrzebny, bo to tak jak bym piła oranżadę i takie tam inne dziwactwa mi opowiadał, ups!  Patrzyłam na niego i zastanawiałam się gdzie ja trafiłam, bo zamiast pomocy otrzymałam wykład, co mnie zaczęło nudzić, ale w końcu napisał mi nazwę dwóch leków, a ja za torebkę i w nogi, czym dalej od tego dziwnego miejsca, jak z filmu „Pora umierać”. 😀

Najlepsze jeszcze było w aptece, gdyż chyba bardziej zawierzyłam farmaceutce, której opisałam moje objawy, a ta spojrzawszy na kartkę z nazwami leków  powiedziała mi, że ten „lekarz” dzisiaj wszystkim przepisuje teraflu, a więc wróciłam do domu z zupełnie innymi lekami, które poleciła mi pani w aptece.

Istny kabaret i jeszcze takiej dziwacznej sytuacji ze służbą zdrowia, to ja nie przeżyłam.

 

Reklamy

12 myśli w temacie “Przyszła baba do lekarza!

  1. Chyba nie miał zbyt dużej wiedzy ten lekarz, a może tylko ratownik medyczny, bo dzisiaj nigdy nic nie wiadomo. Oszczędzają na wszystkim, a cierpi pacjent. Ważne są statystyki, bo właśnie niedawno, chyba pan Szczurek chwalił się, że jesteśmy najlepsi w Europie. Tylko w czym? pytam pana ministra. Chyba w doskonałym samopoczuciu elit rządzących i polityków.
    Niedługo chory będzie musiał piolnować lekarza, żeby mu nie zaszkodził.
    Pozdrawiam Elu:)

    Polubienie

  2. Elu, coś mi się wydaje, że po niedzieli pójdę z powrotem do lekarza, ale normalnego i dostanę antybiotyk, a wizyta była koszmarna i do teraz się zastanawiam kto pełnił dyzur, bo to chyba nie był wcale lekarz, bo chyba bym go znała,

    Polubienie

  3. Miałam Elu nadzieję, że czujesz się już lepiej. Niestety z Twojej odpowiedzi na komentarz wynika, że nie. Strach się bać! Kim my jesteśmy dla lekarza, urzędnika i innych, którzy mają nam pomagać? Jeszcze ludźmi czy już nie. Ta przedmiotowość z jaką nas traktują, ci co mają nam służyć, nie napawa optymizmem. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia:)
    Pozdrawiam Elu w sobotni wieczór:)

    Polubienie

  4. Elu masz rację. Takie maniery jak za czasów komuny. Sobota to nie jest czas na chorowanie i łażenie po lekarzach, bo nawet kitla nie chce im się założyć i są tam za karę.

    Też miłego wieczoru 🙂

    Polubienie

  5. Oj, niedobrze. Tak właśnie pracuje nasza kochana służba zdrowia. Najgorsze, że odbija się to na nas pacjentach. Trzymaj się Elu. Mimo wszystko mam nadzieję, że obejdzie się bez antybiotyku i jutro będzie już lepiej.

    Buziaki 🙂

    Polubienie

  6. Lekarze, mój ulubiony temat, temat rzeka, a nawet ocean;)No fatalnie trafiłaś, ja w Wielakon miałam więcej szczęścia, bo rodzina musiała mnie na ostry dyżur zawieźć z paskudnym zapaleniem oskrzeli, goraczką itd. a tam na miejscu od razu zrobili rentgen czy nie ma zapalenia płuc(nie było na szczęście) i antybiotyk dostałam.Różniasto bywa, za to ostatnio byłam u neurologa na zastępstwie mojej, która poszła na macierzyński i babsko mnie nieźle wkurzyło, nie dość, że ględziła z kimś o komunii przez telefon podczas wizyty to jeszcze jedyne na czym jej głównie zależało to dostarczyć ksera wypisów ze szpitali, musiałam lecieć szukać tego ksero, wróciłam, dałam i jedyne, co usłyszałam to „to wszystko” na koniec.Brak słów, zero wytłumaczenia czy mam się czym martwić na przyszłość, czy wynik rezonansu jest lepszy nić poprzedni i co znaczy, franca, nie pójdę do niej więcej, moja doktorka jest na urlopie macierzyńskim, jak trzeba coś będzie od neurologa to poszukam teraz innego.Najgorsze jest u nas lekceważenie pacjenta, żeby nie powiedzieć totalna zlewka często, to raz a dwa niedbalstwo i bezmyślność, która skutkuje tym, ze człowiekowi np. wytną zdrową nerkę.Uważajcie panie na lekarzy, nie są bogami(choć sugeruje tytuł filmu o Relidze), często się mylą, popełniają błędy a pacjenci na tym cierpią.Oczywiście obruszają się jak się podważa ich kompetencje, przydałoby im się więcej pokory, może nawet więcej niż trochę.

    Polubienie

  7. Chciałam,żeby wpis był trochę zabawny, ale nie jest zabawnie, ponieważ jutro idę z powrotem do lekarza i jestem pewna, że dostanę antybiotyk. Tylko nie wiem, co mam zrobić z tą wizytą i gdzie to zgłosić, bo potraktowanie takie pacjenta to mi śmierdzi średniowieczem.
    Dalej kaszlę bardzo mocno, a gdybym miała odpowiednie leki, to może by była już poprawa.
    Taka jest Polska, czy tylko ja trafiłam fatalnie.

    Miłego dnia 🙂

    Polubienie

  8. trafianie na konowała w chwili gdy potrzebujesz lekarza nie jest niczym śmiesznym … współczuję . Zdrowia życzę .
    Osobiście unikam lekarzy jak zarazy … przeziębienia leczę sama konsultując w razie wątpliwości z zaprzyjaźnioną farmaceutką … człowiek nie ma już do lekarzy zaufania .
    Pozdrawiam i nie choruj już 😉

    Polubienie

  9. Ferdydurko, a do tego włączyło mi analizowanie zaistniałej sytuacji, bo to co wczoraj mi się wydawało dość śmieszne, to dziś do mnie dotarło, że to jest dramat. Jak może pełnić dyżur ratownik medyczny, który nie ma chyba prawa wypisać recepty na leki, a posługuje się karteczką. No ręce opadają. Dawno nie byłam u lekarzy, bo mnie przeziębienia omijały, a więc nie miałam jakiegoś obrazu służby zdrowia, a tu masz i już wiem, że w sobotę nie wolno chorować, bo jeszcze wyprawią na tamten świat. To nie jest śmieszne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s