Archiwum dnia: 1 czerwca, 2015

Gdyby nie żona, to by zdechł w rowie!

Bartek nie raz żałował, że zdradził swoją żonę 30 lat temu. Był już żonaty i miał  dwoje maleńkich dzieci. Czasy policjanta w tamtych okresie były bardzo nerwowe, a więc często po robocie szedł z kumplami odreagować. Nie raz nie wrócił do domu na noc,  do żony, bo tak fajnie bawił się z kumplami, którzy pokazali mu jak można zabawić się w towarzystwie innych kobiet.

Poszedł na to i często bywali u jednej z pań w mieście, która lubiła imprezować i nie szkodziło jej, że w domu ma też malutkie dziecko, które na czas imprezy podrzucała swojej matce.

Obudził się pewnego poranka w ramionach tamtej kobiety, ale nie pamiętał, czy do czegoś doszło, bo był kompletnie pijany.

Przestraszył się, że chyba zdradził oto właśnie żonę i wrócił do domu z podkulonym ogonem  z nadzieją, że ta zdrada nigdy nie wyjdzie ja jaw.

Spokój Bartka nie trwał długo, bo kochanka oznajmiła mu, że jest w ciąży. Nie wiedział czy aby na pewno on jest ojcem, ale bał się jak zareaguje żona jeśli jakimś przypadkiem się dowie, że spał z tamtą kobietą.

Drżał, ale milczał, a jednak się wydało i żona z ledwością przeżyła tą wiadomość, choć Bartek zapewniał, że to nie może być jego dziecko, bo on nic nie pamięta i trzeba poczekać do rozwiązania, aby zrobić badania z krwi.

W ten sposób uspokoił swoją żonę, ale kiedy okazało się, że jednak jest ojcem, to żona zażądała, aby napisał raport o natychmiastowe przeniesienie i niech się umówi z tą kobietą, co do alimentów, bo ona nie chce żadnych spraw w sądzie, choć badania były druzgocące, gdyż na 90 procent jej mąż był ojcem.

Pojechali wszyscy daleko, na drugi koniec Polski, gdzie Bartek dostał na nowo pracę i służbowe mieszkanie. Nie było im w nowym miejscu łatwo, ale z czasem żona Bartka, z dala od przykrej sprawy stawała na nogi.

Co miesiąc szedł na pocztę i wysyłał alimenty na córkę, bo z tej zdrady urodziła się córka. Nie chciał się nigdy już kontaktować z tamtą kobietą i nie chciał uczestniczyć w wychowywaniu tamtego dziecka, gdyż nic kompletnie do niego nie czuł.

Mijały lata, a Bartek pokornie znosił każdą podwyżkę alimentów, gdyż nie chciał żadnych konfliktów z tamtą, zupełnie obcą mu kobietą. Jego dzieci rosły i nie sprawiały żadnych kłopotów, tak w przedszkolu, jak i w szkole. Uczyły się i nigdy rodzice nie musieli się wstydzić za swoje dzieci.

Kiedy Bartek uległ wypadkowi podczas pełnienia służby i znalazł się na wózku, to nie spodziewał się, że żona wciąż pracująca zafunduje mu laptopa, aby podczas jej nieobecności jakoś zapełnił sobie czas.

Wpadł nałogowo w gry, oglądał filmy na ekranie laptopa, ale także założył sobie profil na Facebooku. Wciągnęło go bardzo, bo szukał dawnych znajomych i często się to udawało. W ten sposób jego życie nabrało odrobinę innych barw. Pisał z wieloma osobami, które w jakiś sposób go wspierały. Raz doszło nawet do spotkania w realu i strasznie się cieszył, że mimo kalectwa wciąż może być wśród ludzi.

Coś mu mignęło na Facebooku i otworzył profil dziewczyny. Poznał po nazwisku, że to jest jego córka. Pochodziła z tamtego miasta, a w jej znajomych widniała jego dawna kochanka. Wiedział już na sto procent, że na roznegliżowanych zdjęciach widnieje jego dziecko i nawet się ucieszył, że jest taka atrakcyjna i może się podobać facetom. Była do niego podobna na bank, ale kiedy przeczytał  jeden z jej komentarzy pod zdjęciem, który zamieściła po tym jak inni komentowali jej prawie rozbieraną sesję:

Jeblam.ale szykuje sie do mega skurwialej sesion.hehe pelna para jade.hehe”

Przez godzinę nie mógł sobie ze sobą poradzić. Stwierdził, że może i dobrze, że wyjechał i nie oglądał patologicznego wychowywania tak ładnej dziewczyny. Zamknął jej profil i był szczęśliwy, że nie musi się wstydzić za swoje, bardzo dobrze ułożone dziewczyny i to dzięki żonie, która mu tą feralną zdradę wybaczyła. Kochał ją za to bardzo i był wdzięczny, że żyje z tak mądrą i inteligentną  kobietą. Zdał sobie sprawę, że gdyby nie ona, to przy tamtej zdechł by w rowie!

Garstka wspomnień przy okazji Dnia Dziecka

Pierwszą córeczkę urodziłam w 1976 roku, a drugą w 1979 roku i jeśli sięgnąć pamięcią to nie były łatwe czasy na wychowywanie dzieci. Nie były łatwe choćby z tego powodu, że ze sklepów zaczęły znikać podstawowe artykuły przemysłowe i spożywcze. Przecież szykował się za chwilę Stan Wojenny i w kraju było polityczne szaleństwo. 

Nic nie było pewne i niczego nie byliśmy pewni, gdyż nie wiedzieliśmy w jakim kierunku to wszystko zmierza. Kiedy pewnego poranka nie było w telewizji programu dla dzieci, a pojawił się komunikat o wprowadzeniu Stanu Wojennego i wszystkich zaostrzeń, to tym bardziej zrobiło się nieciekawie, gdyż nikt nie miał pewności, co do przyszłości.

Gonitwa za wszystkim, długie kolejki za chlebem, butami, masłem i kartki! Kartki na żywność noszone w portfelach przez wszystkie polskie Matki i polowanie na to, co, gdzie rzucili.

Ubranka dla dzieci prawie nie do zdobycie i trzeba było kombinować, aby odziać te nasze polskie dzieci. Dobrze było jeśli w rodzinie była jakaś krawcowa, która z resztek coś tam uszyła, albo przerobiła. 

E, nie ma już tego po raz wtóry powtarzać, bo współczesne Mamy i tak nie uwierzą, kiedy półki uginają się od wszystkiego, ale my Matki starej daty, możemy sobie tylko pogratulować, że dałyśmy radę wychować te nasze pociechy. Nie było lekko, łatwo i przyjemnie, ale dałyśmy radę, a dziś?

W Dniu Dziecka życzę moim Córkom w tym, moim, magicznym miejscu, tylko dobrych lat w zgodzie i zdrowiu i posyłam im piosenkę, aby nigdy nie zabiły w sobie tamtych dziewczynek.

 

Dzień Dziecka i refleksja w wierszu :)

I już mamy pół roku 2015. I kiedy ten czas nam uciekł, bo przecież jeszcze niedawno stroiliśmy choinkę i malowaliśmy jajka, a tu masz! I tak upływa nam życie i tak leci ten czas, a my nie mamy na to żadnego wpływu, a jeszcze niedawno i my byliśmy dziećmi:

Magda Czapińska

 

Czas zrobił swoje

Dziewczynka, którą kiedyś byłam,
Odwiedza mnie czasami w snach.
Częstuje dropsem lub agrestem
I patrzy na mnie, jakoś tak….
Z niedowierzaniem w piwnych oczach,
W zdumieniu tak dziecinnym trwa,
Jak by nie mogła w to uwierzyć,
Że … ja – to ja,
Że ja – to ja.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
Dokładnie i solidnie.
Każda dziewczynka to przechodzi,
A potem… trochę brzydnie.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
I cofnąć go nie można.
Pamiętaj o tym,
Wróć do mamy.
Na przyszłość bądź ostrożna.

Z pożółkłej starej fotografii
Uśmiecha się znajoma twarz;
Zabawne jasne warkoczyki,
A w oczach ten bezczelny blask.
Pamiętasz? – pyta – tamte wiosny,
Wagary, flirty, pierwsze bzy,
I tego, który kochać nie chciał,
Więc dotąd się, za karę śni.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
I depcze nam po piętach.
On jakoś nie zna się na żartach,
Na żadnych sentymentach.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
Najlepiej jak potrafił.
A ty – ty wiecznie uśmiechnięta
Na starej fotografii.

W codziennym życia kołowrotku,
Wciąż zrywa mi się jakaś nić,
Więc trzeba wiązać koniec z końcem
I mimo wszystko jakoś żyć.
W pośpiechu, podle, podle, bez nadziei…
Z dnia na dzień przeżyć byle jak,
A nocą pytać aż do świtu
I po co tak? I na co tak?

To czas, kochanie,
Robi swoje,
Traktuje nas jak gości,
On nie ma złudzeń, ani pytań
I żadnych wątpliwości.
Bo czas nie pyta
Tylko płynie
I twarze wokół zmienia,
Aż nagle widzisz
Jak go mało
Zostało do stracenia.