Archiwum dnia: 19 czerwca, 2015

Za zdradę ktoś zapłacił własnym zdrowiem

 

Dwa małżeństwa w małym miasteczku mieszkające kilka ulic od siebie i zupełnie się nie znające, mimo, że podobno w małych miasteczkach wszyscy się znają.

Ale jest tak, że jeśli zakładało się rodzinę w latach siedemdziesiątych, to każde małżeństwo dorabiało się od podstaw, rodzą się dzieci i każdy był zapędzony, aby zarobić na chleb i dlatego te dwa małżeństwa w tamtym czasie się nie poznały.

Pierwsze małżeństwo, to Anna i Jerzy, którzy odziedziczyli duży dom po zmarłej babci, ale trzeba było dużo pracy włożyć, by nadawało się do zamieszkania, a więc Jerzy odremontował dom i dopiero wprowadził do niego swoją żonę. Trochę to trwało, ale efekt był oszałamiający, bo oto mieli trzy duże pokoje i ogromną kuchnię z korytarzem.

Anna szalała, bo poczuła się jak prawdziwa gospodyni, a więc zaczęło się kupowanie najpotrzebniejszych rzeczy do domu, a że uwielbiała gotować, to zadbała o to by w kuchni niczego nie zabrakło. Gotowała wybornie i nie wiedzieć skąd czerpała przepisy, ale potrafiła zrobić coś pysznego z niczego. Byłam u niej swego czasu i poczęstowała mnie pysznym obiadem i deserem. Nasz kontakt się potem urwał, ale jak to bywa w małym miasteczku docierały do mnie wieści, że Anna prawie rok w rok rodziła Jerzemu dzieci i choć skończyła szkołę dla przedszkolanek, to nigdy nie pracowała, bo tych dzieci urodziła piątkę i miała przy nich roboty po kokardy.

Dzieci rosły zdrowo, które nie były posyłane do żadnych przedszkoli, bo Anna sama wspaniale się nimi opiekowała, a daru do dzieci i cierpliwości nie można było jej odmówić. Nigdy się nie denerwowała, bo miała anielską cierpliwość i nigdy nie krzyczała, bo potrafiła spokojem do dzieci dotrzeć, Była wspaniałą matką, a dzieci rosły zdrowo i dobrze się uczyły nie sprawiając żadnych kłopotów.

Anna była dumna ze swoich dzieci i kiedy po kolei wyfruwały z domu, to czegoś jej nagle zabrakło i wpadła w rozterkę, ale na to zaradził Jerzy i otworzył jej mały sklepik z kwiatami, gdzie mogła mieć kontakt z ludźmi i nie czuła się taka samotna.

Jerzy był przedsiębiorczy i kiedy tylko w wolnej Polsce można było zakładać własną działalność, to poszedł za ciosem i otworzył sklep ze sprzętem AGD, który jako jedyny dobrze prosperował w małym miasteczku i okolicach.

Ale mamy teraz drugie małżeństwo, które pobrało się z wielkiej miłości. Na początku mieszkali w kwaterze służbowej, bo Adam był policjantem i na start otrzymał takie mieszkanie. Jego żona Joanna pracowała w cukierni podlegającej dawnym PSS i lubiła swoją pracę, ale kiedy przyszły na świat bliźnięta, to szybko oddała je najpierw do żłobka, a potem do przedszkola, gdyż Adam i Joanna planowali budowę domu jednorodzinnego, a na to potrzebne były pieniądze, a więc Adam i Joanna po wzięciu kredytu rozpoczęli budowę wymarzonego domu na obrzeżach małego miasteczka.

Adam wybudował piękny dom, a był bardzo pracowity i wszystko robił sam, aby pomniejszyć tylko koszty powstawania domu dla rodziny. Po kilku latach wprowadzili się i tam dorastały ich dzieci, ale jak to w życiu bywa, dzieci z domu odchodzą, by się uczyć, a potem zakładać swoje gniazda i tak też się stało i w domu Joanny i Adama.

Wracamy do sklepu Jerzego, który odniósł sukces na rynku w małym miasteczku i mógł sobie pozwolić na zatrudnienie więcej pracowników i tak się stało, że zatrudnił Joannę jako pomoc w sklepie, która zajmowała się księgowością i fakturami, kiedy Jerzy zajmował się sprzedażą.

Żona Jerzego zajęta swoim sklepikiem z kwiatami zauważyła, że jej mąż często wraca z pracy coraz później i lekko ją to zaniepokoiło. On się tłumaczył, że skoro sklep przynosi dochody, to nie może sobie pozwolić na utratę dobrej opinii, a więc musi pracować coraz ciężej, skoro wciąż trzeba pomagać dzieciom, które dopiero były na dorobku, a więc jako dobry ojciec musi się wciąż starać.

Anna starała się rozumieć męża, ale z czasem nabrała podejrzeń, że mąż ją zwyczajnie okłamuje. Coś jej podszeptywało, że za jej plecami dzieje się coś złego i mąż nie jest z nią do końca szczery, tym bardziej, że zaczął o siebie przesadnie dbać. W domu pojawiały się drogie, męskie perfumy i nowe koszule, a również wymigiwał się od seksu z Anną.

Nie wytrzymała i kiedy Jerzy znów się spóźniał, kiedy czekała na niego z ciepłym obiadem, wybrała się by obserwować sklep swojego męża. Miała zapasowe klucze i kiedy otworzyła drzwi, w sklepie już nie było nikogo, ale skierowała się na zaplecze i tam ujrzała swojego męża z opuszczonymi spodniami, a na biurku jego fakturzystkę z podkasaną spódnicą i zawalił się jej świat.

Nikt już nie pamięta jak ta wiadomość rozeszła się po małym miasteczku i nikt nie wie jak ta wiadomość dotarła do Adama, męża Joanny, ale te dwa małżeństwa rozsypały się jak domek z kart. Poszła fama po malutkim miasteczku, że Anna rozwiodła się z mężem, a Joannę wywalił z domu Adam i nie było by w tym nic już dziwnego, bo za zdradę się płaci wysoką cenę, ale…

Anna z powodu stresu straciła władzę w nogach i porusza się o balkoniku, a Adam z powodu wielkiego szoku nie wstawał kilka miesięcy z łóżka szpitalnego, bo po zawale i wstrząsie tak wielkim zdołał się podnieść po ogromnej i wyczerpującej rehabilitacji, ale też porusza się o kulach i jest wrakiem człowieka.

Tych dwoje jest nadal razem i są zdrowi i szczęśliwi ponoć, ale się wyprowadzili z dala od ludzkich języków.

Dobrze się rozmawia przez telefon w samochodzie, aż tu nagle grube drzewo!

Wczoraj o 17 godzinie dzwoni telefon. Na wyraźnym wyświetlaczu czytam, że to moje dziecię dzwoni do matki.

– Mamo, co tam u ciebie, bo wiesz, że nie mam czasu, ponieważ to koniec roku i trzeba wszystko w szkole zapiąć na ostatni guzik, ale kocham cię.

– Dziękuję, że pamiętasz o starej matce, ale zdaje się, że jedziesz samochodem.

– Tak mamo, jadę na wywiad do takiej biednej rodziny i muszę z tego zrobić notatki, bo tam źle się dzieje, ale chciałam ci powiedzieć, że mijam takie cudne pola, gdzie są same czerwone maki i niech tata cię tu podwiezie, a zrobisz cudne zdjęcia.

– Chcesz mi powiedzieć, że jedziesz samochodem i do mnie dzwonisz prowadząc samochód – wrzasnęłam do słuchawki, bo nagle zobaczyłam w wyobraźni, że jej samochód wpada w poślizg, bo go prowadzi jedną ręką.

– Tak mamo gadam prowadząc i nagle nastała w telefonie cisza!

Zrozumiała więc!

Jestem uczulona na ludzką nieodpowiedzialność i niezależnie, czy to mój mąż, czy moje dziecko, które dzwoni do mnie w dobrej wierze. Nie toleruję takiego zachowania i zawsze będę się stawiała i opieprzała, bo tak nie wolno, by narażać siebie na wypadek, a także innych użytkowników ruchu. Koniec i basta i ze mną żadne tam maki na polu widziane z za szyby samochodu,choć propozycja kusząca i może jutro męża namówię na sesję. 🙂

Byłam za ostra do swojego dziecka, które zaraz skończy 39 lat, ale dla mnie to jest zawsze dziecko i mam prawo je wciąż wychowywać jeśli się zapomina, ale z drugiej strony, by być uczciwą wobec siebie i ja często dzwonię do męża, który dużo podróżuje samochodem i nie wiem, czy jest w trakcie jazdy, bo czasami naprawdę nie wiem i też mogę być potencjalnym powodem do wypadku. 

Mąż ma te wszystkie bajery, aby je podłączyć w samochodzie i bezpiecznie rozmawiać, ale taki z niego pędziwiatr, że te wszystkie bajery leżą w domu i jak to zmienić, aby nie zapominał mimo, że wciąż się spieszy.

Ludzi dopiero uczy fakt, że można było zapobiec nieszczęściu, ale często jest już za późno i apeluję, aby przyjrzeć się swoim bliskim jak korzystają w samochodach z tego dobrodziejstwa, jakim jest telefon komórkowy, bo na obcych wpływu nie mamy. 

„Przepis zabraniający rozmawiania w aucie przez telefon „wymagający trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku” znalazł się w kodeksie drogowym już w 1997 roku, a zaczął obowiązywać od 1 stycznia 1998 r.

 

Od początku wzbudzał wiele kontrowersji. Jednak badania przeprowadzane na całym świecie nie pozostawiają wątpliwości: zachowania kierowcy rozmawiającego przez telefon komórkowy są zbliżone do reakcji osoby znajdującej się pod wpływem alkoholu. Jak wykazały testy wykonane na Uniwersytecie Utah w USA, w obydwu tych sytuacjach występuje efekt widzenia tunelowego. Kierowca skupia się jedynie na tym, co widzi na drodze przed sobą. Badania przeprowadzone już w 1996 roku w Wielkiej Brytanii oraz USA jednoznacznie dowiodły, Fot. M.Pobocha: Używanie telefonu komórkowego podczas prowadzenia samochodu jest zabronione. Mandat wynosi 200 zł i 2 punkty karne.że kierując samochodem i jednocześnie rozmawiając przez trzymany w ręku telefon, zwiększamy ryzyko wypadku aż o 40 proc.

 

Mandat

 

Nic zatem dziwnego, że właściwie w całej Europie, Ameryce Północnej i wielu innych miejscach na świecie rozmawianie przez telefon bez zestawów „hands free” jest zabronione.

 

W Polsce kierowca przyłapany z telefonem przy uchu musi zapłacić mandat w wysokości 200 zł i dodatkowo otrzymuje 2 punkty karne. Łamanie tego przepisu jest więc nie tylko niebezpieczne, ale i nieopłacalne – za 200 zł bez trudu kupimy dobrej klasy zestaw słuchawkowy bądź jeden z tanich zestawów głośnomówiących.”

Rozmowa w samochodzie przez komórkę