Archiwum dnia: 26 czerwca, 2015

Stanowcze Nie islamistom w Polsce!

Bo to jest tak, 偶e budzimy si臋 rano i nie mamy poj臋cia, co nam dzie艅 przyniesie. Robimy sobie porann膮 kaw臋 i spokojnie wykonujemy codzienne czynno艣ci, kt贸re s膮 niezb臋dne, by prze偶y膰 kolejny dzie艅. Gotujemy obiad dla rodziny, wstawiamy pranie, sprz膮tamy, a kto musi jeszcze idzie do pracy.

Ja ju偶 nie pracuj臋, a wi臋c m贸j rytm codzienny jest nie艣pieszny i je艣li czego艣 nie zrobi臋 dzi艣, to machn臋 r臋k膮, bo przecie偶 mog臋 zrobi膰 to spokojnie sobie jutro.

W艂膮czam telewizor i obserwuj臋, co na 艣wiecie si臋 dzieje i co dzieje si臋 w moim kraju. Bywa, 偶e si臋 na co艣 porz膮dnie wkurz臋 i bywa, 偶e co艣 mnie roz艣mieszy, cho膰 staram si臋 przyjmowa膰 wszelkie wiadomo艣ci bez specjalnych emocji i tak te偶 staram si臋, by polityka nie wp臋dzi艂a mnie w fanatyczne na艅 spojrzenie.

Ale dzi艣 nie daj臋 rady. Dzi艣 ca艂y dzie艅 emitowane s膮 wiadomo艣ci, 偶e Islami艣ci zabijaj膮 niewinnych ludzi na 艣wiecie. Pary偶, Kuwejt i Tunezja i tam trup 艣ciele si臋 g臋sto i r臋ce mi opadaj膮. Fanatycy wybieraj膮 miejsca do swoich cel贸w i bez mrugni臋cia okiem pokazuj膮 艣wiatu, 偶e 偶ycie ludzkie jest dla nich nie warte funta k艂ak贸w.

Nie interesowa艂am si臋 tamt膮 religi臋, bo i ma艂o si臋 w mediach o niej m贸wi, albo ja nie s艂ucham odpowiednich medi贸w, ale kiedy zobaczy艂am obrazy, 偶e ci fanatycy kilofami rozbijaj膮 kultur臋 艣wiata i wiertarkami niszcz膮 wielowiekowe dobra narodowe, to ju偶 wiedzia艂am z kim mam do czynienia i si臋 nie pomyli艂am. Boj臋 si臋 takich ludzi i nie toleruj臋 i ju偶 wiedzia艂am, 偶e s膮 zdolni do wszystkich zbrodni.聽

Dzi艣 strzelali na pla偶y w Tunezji do ludzi, jak do dzikich kaczek, a w Pary偶u uci臋li g艂ow臋 niewinnemu cz艂owiekowi jak indorowi. W Kuwejcie zabili i ranili mas臋 ludzi i 艣wiat wobec tych bestialstw jest bezradny. Zapowiadaj膮 i wiem, 偶e spe艂ni膮 i takich atak贸w b臋dzie coraz wi臋cej, a Europa chce ich do siebie przyjmowa膰, bo Europa pochyla si臋 nad uciekinierami z teren贸w wojny.

Niech si臋 Europa zastanowi kogo chce wpu艣ci膰 pod swoje niebo, aby Europa nie mia艂a wielkiego k艂opotu, bo nie ka偶dy go艣膰 przybywa do nas jak przyjaciel. W ka偶dym stadzie znajdzie si臋 czarna owca i Polska powinna o tym pami臋ta膰.

Wobec tych tragedii na moim blogu pisz臋, 偶e nie chc臋 mie膰 Islamist贸w w Polsce i nie boj臋 si臋 tego napisa膰!

 

„B贸g nie mo偶e by膰 wsz臋dzie, dlatego stworzy艂 matk臋”

Monika i Karol 聽poznali si臋 w pracy. Ona lekarz pediatra, a Karol by艂 kardiologiem. Byli m艂odymi lekarzami, rzuconymi w tym samym czasie do niewielkiej miejscowo艣ci. Od razu wpadli sobie w oko i wszyscy im kibicowali, bo pasowali do siebie.

Spotykali si臋 w szpitalu na wsp贸lnych dy偶urach i tak zacz臋艂a si臋 ich mi艂o艣膰. Widywano ich na spacerach, kiedy przemierzali alejki w parku trzymaj膮c si臋 za r臋ce, albo wybierali 聽na d艂ugie wycieczki rowerowe. To by艂a bardzo 艂adna para, kt贸r膮 mo偶na by by艂o okre艣li膰, 偶e taka fajna mi艂o艣膰 nie cz臋sto si臋 zdarza.

Ona rasowa brunetka o nogach do nieba, a on przystojny m臋偶czyzna, do kt贸rego nie jedna kobieta wzdycha艂a, ale wybra艂 Monik臋. Cz臋sto kupowa艂 jej kwiaty i p臋dzi艂 do niej niczym wiatr, tak bardzo zakochany.

Monika zasz艂a w ci膮偶臋 i Karol po tej wiadomo艣ci wzi膮艂 sprawy w swoje r臋ce. Kupi艂 艣liczne mieszkanie w starej kamienicy i zaj膮艂 si臋 remontem, aby tylko niczego nie brakowa艂o Monice i jego przysz艂emu dziecku.

Trzeba by艂o te偶 zaj膮膰 si臋 organizacj膮 艣lubu, kt贸ry koniecznie mia艂 odby膰 si臋 w ko艣ciele, bo Karol by艂 bardzo wierz膮cym cz艂owiekiem. Zaj膮艂 si臋 wi臋c organizacj膮 wesela i wzi膮艂 na swoje barki wszystkie te sprawy, aby odci膮偶y膰 Monik臋, bo ona musia艂a o siebie dba膰.

Kiedy brzuch Moniki r贸s艂, to Karol jak偶e cz臋sto go ca艂owa艂, bo ca艂owa艂 swojego syna, bo lekarz im oznajmi艂, 偶e maj膮 si臋 spodziewa膰 syna. By艂 zachwycony i cz臋sto puszcza艂 muzyk臋, aby malucha uczuli膰 jeszcze w 艂onie na pi臋kne d藕wi臋ki. Monika by艂a zachwycona tym jakim by艂 troskliwym m臋偶em.

Ci膮偶a wymaga艂a od Moniki odpoczynku i wielkiej dba艂o艣ci o siebie, bo tak zaleci艂 lekarz, a wi臋c przebywa艂a na zwolnieniu i du偶o odpoczywa艂a w oczekiwaniu na dziecko.

Karol bra艂 coraz wi臋cej dy偶ur贸w, bo musia艂 pracowa膰 wi臋cej, by starczy艂o na rachunki i na wyprawk臋 dla dziecka, a wi臋c wraca艂 do domu wyko艅czony. Monika doskonale to rozumia艂a, bo robi艂 to dla niej i ich dziecka.

Jednego wieczora Karol si臋 upi艂 z kumplami i szybko po艂o偶y艂 si臋 spa膰. By艂a z艂a na niego, bo nie cz臋sto mu si臋 to zdarza艂o, ale j膮 to zdziwi艂o. Kiedy smacznie spa艂 na jego telefon przyszed艂 sms.

Wzi臋艂a jego telefon i posz艂a do drugiego pokoju. Zapali艂a ma艂膮, nocn膮 lampk臋 i zacz臋艂a szpera膰 w m臋偶owskim telefonie. R臋ce jej dr偶a艂y, bo czu艂a, 偶e nie powinna, ale ciekawo艣膰 by艂a silniejsza.

Przeczyta艂a: – By艂e艣 艣wietny i musimy to powt贸rzy膰.

Nast臋pna wiadomo艣膰: – Jak cudownie by艂o, chc臋 wi臋cej.

Takich wiadomo艣ci by艂o wi臋cej i wi臋cej, a Monice w艂os je偶y艂 si臋 na g艂owie, bo o dziwo pomy艣la艂a, 偶e jakim g艂upcem, pewnym siebie trzeba by膰, aby nie kasowa膰 tych mi艂osnych sms贸w!

Ju偶 wszystko wiedzia艂a, 偶e jego dy偶ury, to nie by艂y takie zwyk艂e dy偶ury, bo urozmaica艂 sobie je seksem z piel臋gniarkami.

Mia艂a urodzi膰 za miesi膮c, ale mimo przep艂akanej i bezsennej nocy, postanowi艂a, 偶e to koniec jej ma艂偶e艅stwa i napisa艂a tylko kr贸tki list do m臋偶a i po艂o偶y艂a go na nocnym stoliku. Napisa艂a, 偶e ma przejrze膰 sw贸j telefon i nad ranem si臋 spakowa艂a.

Pojecha艂a do swojej matki i cho膰 Karol przyje偶d偶a艂 i przeprasza艂, to ona nale偶a艂a do tych twardych kobiet, kt贸re k艂amstwa i zdrady nigdy nie przebacz膮.

Urodzi艂a silnego synka i da艂a mu na imi臋 Bartosz. Od samego pocz膮tku zakocha艂a si臋 w swoim dziecku. Obieca艂a sobie, 偶e ju偶 nigdy si臋 nie zakocha i syna wychowa sama.

Wr贸ci艂a do pracy i ci臋偶ko pracowa艂a na nowe mieszkanie i na to, aby synkowi niczego nie brakowa艂o. W nowym miejscu szybko zyska艂a powa偶anie, bo by艂a 聽艣wietnym pediatr膮 i ludzie, a zw艂aszcza matki jej ufa艂y. Ros艂a jej s艂awa w 艣rodowisku, jako bardzo kompetentnego lekarza i mia艂a wiele domowych wezwa艅 do chorych dzieci.

Bartek r贸s艂 jak na dro偶d偶ach i kiedy przyszed艂 czas na wyb贸r studi贸w, to nie chcia艂a, aby wyjecha艂 do innego miasta. Strasznie syna kocha艂a, a on kocha艂 j膮. Po艣wi臋ci艂a mu ca艂e swoje 偶ycie i nawi膮za艂a si臋 mi臋dzy nimi wi臋藕 niespotykana, bo bardzo byli za sob膮. Ona chcia艂a, aby syn by艂 szcz臋艣liwy, a Bartek robi艂 wszystko, co matka mu ka偶e i nie potrafi艂 si臋 jej przeciwstawi膰. Kocha艂 j膮, bo by艂a jego matk膮.

Bartek zacz膮艂 si臋 zakochiwa膰 i pierwszy raz przyprowadzi艂 Mariol臋 do domu, ale na wst臋pie si臋 przerazi艂, bo matce dziewczyna si臋 nie spodoba艂a. Zacz臋艂a wypytywa膰 dziewczyn臋 o rodzin臋 i o to kim byli jej rodzice.

Sp艂oszy艂a dziewczyn臋 syna, kt贸ra pochodzi艂a ze zwyk艂ej rodziny i ta wi臋cej si臋 z Bartkiem nie um贸wi艂a.

By艂y nast臋pne i ka偶da by艂a skrytykowana i wy艣miana. Barek doszed艂 do wniosku, 偶e jego matka nienawidzi kobiet m艂odych i jedynym wyj艣ciem by艂o odci臋cie p臋powiny.

Wyprowadzi艂 si臋 do Beaty, bo chcia艂 z ni膮 si臋 zwi膮za膰 i j膮 po艣lubi膰, ale matka wci膮偶 do niego dzwoni艂a i nachodzi艂a. To by艂o piek艂o dla Bartka, bo obrzydza艂a mu ka偶d膮 dziewczyn臋, kt贸re 艣ledzi艂a i zbiera艂a na nie haki. O艣miesza艂a ka偶d膮, ale na Beat臋 nie mia艂a nic.

Jednak kiedy w nocy kto艣 zadzwoni艂 do Bartka, 偶e jego matka chcia艂a si臋 powiesi膰 w piwnicy i przypadkiem j膮 odratowano, to ten zrozumia艂, 偶e musi swoje 偶ycie po艣wi臋ci膰 matce, kt贸ra swoje ca艂e 偶ycie po艣wi臋ci艂a tylko jemu.

Dwa lata temu Monika odesz艂a z powodu przegranej z rakiem piersi, a on jeszcze nie stary facet, siwiej膮cy, nawet nie ma si艂y ju偶 na to, by zwi膮za膰 si臋 z kobiet膮, bo ma wra偶enie, 偶e na wszystko jest ju偶 za p贸藕no.