„Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matkę”

Monika i Karol  poznali się w pracy. Ona lekarz pediatra, a Karol był kardiologiem. Byli młodymi lekarzami, rzuconymi w tym samym czasie do niewielkiej miejscowości. Od razu wpadli sobie w oko i wszyscy im kibicowali, bo pasowali do siebie.

Spotykali się w szpitalu na wspólnych dyżurach i tak zaczęła się ich miłość. Widywano ich na spacerach, kiedy przemierzali alejki w parku trzymając się za ręce, albo wybierali  na długie wycieczki rowerowe. To była bardzo ładna para, którą można by było określić, że taka fajna miłość nie często się zdarza.

Ona rasowa brunetka o nogach do nieba, a on przystojny mężczyzna, do którego nie jedna kobieta wzdychała, ale wybrał Monikę. Często kupował jej kwiaty i pędził do niej niczym wiatr, tak bardzo zakochany.

Monika zaszła w ciążę i Karol po tej wiadomości wziął sprawy w swoje ręce. Kupił śliczne mieszkanie w starej kamienicy i zajął się remontem, aby tylko niczego nie brakowało Monice i jego przyszłemu dziecku.

Trzeba było też zająć się organizacją ślubu, który koniecznie miał odbyć się w kościele, bo Karol był bardzo wierzącym człowiekiem. Zajął się więc organizacją wesela i wziął na swoje barki wszystkie te sprawy, aby odciążyć Monikę, bo ona musiała o siebie dbać.

Kiedy brzuch Moniki rósł, to Karol jakże często go całował, bo całował swojego syna, bo lekarz im oznajmił, że mają się spodziewać syna. Był zachwycony i często puszczał muzykę, aby malucha uczulić jeszcze w łonie na piękne dźwięki. Monika była zachwycona tym jakim był troskliwym mężem.

Ciąża wymagała od Moniki odpoczynku i wielkiej dbałości o siebie, bo tak zalecił lekarz, a więc przebywała na zwolnieniu i dużo odpoczywała w oczekiwaniu na dziecko.

Karol brał coraz więcej dyżurów, bo musiał pracować więcej, by starczyło na rachunki i na wyprawkę dla dziecka, a więc wracał do domu wykończony. Monika doskonale to rozumiała, bo robił to dla niej i ich dziecka.

Jednego wieczora Karol się upił z kumplami i szybko położył się spać. Była zła na niego, bo nie często mu się to zdarzało, ale ją to zdziwiło. Kiedy smacznie spał na jego telefon przyszedł sms.

Wzięła jego telefon i poszła do drugiego pokoju. Zapaliła małą, nocną lampkę i zaczęła szperać w mężowskim telefonie. Ręce jej drżały, bo czuła, że nie powinna, ale ciekawość była silniejsza.

Przeczytała: – Byłeś świetny i musimy to powtórzyć.

Następna wiadomość: – Jak cudownie było, chcę więcej.

Takich wiadomości było więcej i więcej, a Monice włos jeżył się na głowie, bo o dziwo pomyślała, że jakim głupcem, pewnym siebie trzeba być, aby nie kasować tych miłosnych smsów!

Już wszystko wiedziała, że jego dyżury, to nie były takie zwykłe dyżury, bo urozmaicał sobie je seksem z pielęgniarkami.

Miała urodzić za miesiąc, ale mimo przepłakanej i bezsennej nocy, postanowiła, że to koniec jej małżeństwa i napisała tylko krótki list do męża i położyła go na nocnym stoliku. Napisała, że ma przejrzeć swój telefon i nad ranem się spakowała.

Pojechała do swojej matki i choć Karol przyjeżdżał i przepraszał, to ona należała do tych twardych kobiet, które kłamstwa i zdrady nigdy nie przebaczą.

Urodziła silnego synka i dała mu na imię Bartosz. Od samego początku zakochała się w swoim dziecku. Obiecała sobie, że już nigdy się nie zakocha i syna wychowa sama.

Wróciła do pracy i ciężko pracowała na nowe mieszkanie i na to, aby synkowi niczego nie brakowało. W nowym miejscu szybko zyskała poważanie, bo była  świetnym pediatrą i ludzie, a zwłaszcza matki jej ufały. Rosła jej sława w środowisku, jako bardzo kompetentnego lekarza i miała wiele domowych wezwań do chorych dzieci.

Bartek rósł jak na drożdżach i kiedy przyszedł czas na wybór studiów, to nie chciała, aby wyjechał do innego miasta. Strasznie syna kochała, a on kochał ją. Poświęciła mu całe swoje życie i nawiązała się między nimi więź niespotykana, bo bardzo byli za sobą. Ona chciała, aby syn był szczęśliwy, a Bartek robił wszystko, co matka mu każe i nie potrafił się jej przeciwstawić. Kochał ją, bo była jego matką.

Bartek zaczął się zakochiwać i pierwszy raz przyprowadził Mariolę do domu, ale na wstępie się przeraził, bo matce dziewczyna się nie spodobała. Zaczęła wypytywać dziewczynę o rodzinę i o to kim byli jej rodzice.

Spłoszyła dziewczynę syna, która pochodziła ze zwykłej rodziny i ta więcej się z Bartkiem nie umówiła.

Były następne i każda była skrytykowana i wyśmiana. Barek doszedł do wniosku, że jego matka nienawidzi kobiet młodych i jedynym wyjściem było odcięcie pępowiny.

Wyprowadził się do Beaty, bo chciał z nią się związać i ją poślubić, ale matka wciąż do niego dzwoniła i nachodziła. To było piekło dla Bartka, bo obrzydzała mu każdą dziewczynę, które śledziła i zbierała na nie haki. Ośmieszała każdą, ale na Beatę nie miała nic.

Jednak kiedy w nocy ktoś zadzwonił do Bartka, że jego matka chciała się powiesić w piwnicy i przypadkiem ją odratowano, to ten zrozumiał, że musi swoje życie poświęcić matce, która swoje całe życie poświęciła tylko jemu.

Dwa lata temu Monika odeszła z powodu przegranej z rakiem piersi, a on jeszcze nie stary facet, siwiejący, nawet nie ma siły już na to, by związać się z kobietą, bo ma wrażenie, że na wszystko jest już za późno.

5 myśli na temat “„Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matkę”

  1. Bardzo smutna ale jakże realna historia która niestety czesto się zdarza nie tylko w relacji Matka-syn, ale i w relacji Matka-córka znam kilka przykładów ze swojego życia i nigdy ale to nigdy nie dopuściłabym do tego, aby którekolwiek z moich dzieci poświęciło swoje życie dla mnie, bo ja poświęciłam im swoje, taka już kolej rzeczy, dziecko dorasta i ma prawo do własnego zycia i własnych decyzji, my rodzice możemy tylko mu pomóc, no niestety czasami bywa inaczej…

    Polubienie

  2. Macierzyństwo, to misja każdej kobiety, ale od początku trzeba wiedzieć, że nie wychowujemy dziecka dla siebie. Jeśli się z tym ktoś nie potrafi pogodzić, to tworzy swojemu dziecku piekło.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Matki nie powinny być takie zaborcze. Dziecko ma prawo do własnego życia i Matka nie powinna tego dziecku utrudniać. Powinna wspierać dziecko, a nie traktować jak własność. Niestety takie historie jak opisałaś zdarzają się bardzo często.

    Miłego wieczoru 🙂

    Polubienie

  4. Myślę, że wychowywanie dzieci nie jest, a przynajmniej nie powinno być poświęcaniem swojego życia. Ja z niczego nie zrezygnowałam gdy pojawiły się moje dzieci , niczego nie poświęciłam by je mieć i móc je wychowywać więc nie mogę mówić, że poświęciłam im swoje życie . Poświęciłam im natomiast sporo czasu, by nauczyć je życia, myślenia , wrażliwości , szacunku et cetera. Oczywiście oczekuje od moich dzieci pomocy gdy naprawdę będzie mi potrzebna ale żeby miały poświęcić mi życie. Czasem gdy żartujemy ze starości mówię mojej córce , że gdybym była stara i zgryźliwa, to już dziś mówię przepraszam i nie przejmuj się, a gdybym bardzo komplikowała Ci życie tak, że miała byś mnie dość ,to oddaj do domu starców ale odwiedzaj. Bo chciała bym byś do samego końca kochała mnie, a nie odetchnęła z ulgą jak umrę.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s