Archiwum dnia: 2 lipca, 2015

Pani Staro艣膰 jest 藕le zaplanowana

W ma艂ych miasteczkach, to przewa偶nie ludzie si臋 znaj膮 i je艣li nie osobi艣cie, to z pewno艣ci膮 z widzenia. W ma艂ych miasteczkach ludzie przemierzaj膮 te same chodniki, w drodze po zakupy do mlecznego sklepu, albo na targ po 艣wie偶e warzywa, lub do sklepu zwanym marketem. Tak, tak. W ma艂ych miasteczkach te偶 聽s膮 markety, a mo偶e nawet jest ich za du偶o, ale ludzie id膮 do nich, bo zawsze mo偶na kupi膰 co艣 艣wiatowego i innego, ni偶 w malutkich sklepikach.

W ma艂ych miasteczkach ludzie du偶o o sobie wiedz膮 i je艣li kto艣 interesuje si臋 ploteczkami, to wystarczy usi膮艣膰 na g艂贸wnym placu przy ko艣ciele do odpowiednich pa艅 i za chwil臋 mo偶na si臋 wiele dowiedzie膰, to co ciekawe i mniej ciekawe, a wi臋c kto wzi膮艂 艣lub i z kim, a kto si臋 rozwodzi, albo kogo pochowali na cmentarzu.

Nie jestem mi艂o艣niczk膮 drobnych ploteczek i dlatego nie wysiaduj臋 na 艂aweczkach, ale to nie znaczy, 偶e nie obserwuj臋 ludzi, cho膰by z racji, 偶e s膮 mi znani od lat z widzenia. Pami臋tam kiedy byli m艂odzi, bo i ja by艂am m艂oda. Mniej wi臋cej si臋 wie o kim艣 to, gdzie ten kto艣 pracowa艂 i ile mia艂 dzieci i to wcale nie jest w艣cibstwo. Ot, tak po prostu w ma艂ych miasteczkach nie da si臋 ukry膰 swojego 偶ycia, kiedy te same osoby przesuwaj膮 si臋 obok i my tak偶e.

Widz臋 z okna wielu ludzi, kiedy robi臋 co艣 w kuchni. Lubi臋 obserwowa膰 ludzi, ale nie na potrzeby jaki艣 niezdrowych plotek, bo do plotkar nie nale偶臋, ale lubi臋 zgadywa膰, kto to jest i jak sobie radzi z 偶yciem.

Wiele lat obserwowa艂am pewn膮 starsz膮 Pani膮. Bardzo spokojn膮 Pani膮, kt贸ra wychowa艂a syna i c贸rk臋 na bardzo dobrych ludzi. Kiedy zmar艂 jej m膮偶, to radzi艂a sobie bardzo dobrze z 偶a艂ob膮. Nie zamkn臋艂a si臋 w sobie, ale lubi艂a spacerowa膰, bo widocznie jej to pomaga艂o. Lubi艂am na ni膮 patrze膰, bo by艂a taka wyprostowana i stateczna, oraz pe艂na godno艣ci.

Nagle mi znik艂a z mojego okna i zastanawia艂am si臋, co sta艂o si臋 z Pani膮 w ma艂ym miasteczku. Min臋艂o sporo czasu, a ja j膮 znowu zauwa偶y艂am, ale sz艂a ju偶 o kulach, szeroko rozstawionych mozolnie pokonuj膮c膮 odleg艂o艣ci. Zawsze mia艂a ma艂膮 torebeczk臋 przepasan膮, bo dwie r臋ce zajmowa艂y jej te nieszcz臋sne kule. Radzi艂a sobie z nimi wspaniale i od czasu, do czasu z kim艣 przystan臋艂a, porozmawia艂a i sz艂a do sklepu zrobi膰 najpotrzebniejsze zakupy, takie tylko drobne, kt贸re mog艂a zapakowa膰 w swojej niewielkiej torebeczce. Widzia艂am, 偶e wi臋ksze zakupy robi jej syn i synowa, bo przyzna膰 trzeba, 偶e si臋 ni膮 troskliwie opiekowali. Mia艂a wsparcie, ale zn贸w mi znik艂a i zastanawia艂am si臋, gdzie si臋 podzia艂a.

Dzi艣 si臋 dowiedzia艂am, podczas zwyczajnej rozmowy z s膮siadk膮, 偶e bohaterka tego wpisu jest w Domu Opieki Spo艂ecznej. Jej zdrowie na tyle podupad艂o, 偶e syn i synowa, wci膮偶 pracuj膮cy do 67 roku 偶ycia, byli zmuszeni odda膰 j膮 w obce r臋ce i tylko mam nadziej臋, 偶e jest dobrze traktowana i z godno艣ci膮, bo to tak r贸偶nie bywa.

Zrobi艂o mi si臋 smutno, ale nie pot臋pi艂am tych os贸b, bo mo偶e starsza Pani nie chcia艂a by膰 balastem dla swoich, wci膮偶 pracuj膮cych dzieci.

Staro艣膰 jest okropna i powinno by膰 tak, 偶e przychodzi czas 聽na urodzenie i powinien przyj艣膰 czas na 艣mier膰 – jak niemal w zegarku, ale Pani 艢mier膰 jest Pani膮 okrutn膮 i na staro艣膰 wystawia nas na zgadul – zgadul臋 i gra nam na nosie ku udr臋ce!