Archiwum dnia: 3 lipca, 2015

呕ycie kobiety obr贸cone w py艂 i proch!

W ma艂ym miasteczku jedni j膮 podziwiali i uwa偶ali za bohaterk臋 i dumn膮 kobiet臋, kt贸ra dla dobra dzieci chcia艂a utrzyma膰 to ma艂偶e艅stwo, a inni pukali si臋 w czo艂o, 偶e jest z niej najwi臋ksza frajerka w miasteczku.

Wszyscy wiedzieli, 偶e Jan zdradza Mari臋, bo takie rzeczy roznosz膮 si臋 lotem b艂yskawicy, ale zadawali sobie pytanie, czy Maria o tym wie? Milczeli wszyscy solidarnie i nikt si臋 nie odwa偶y艂, aby j膮 u艣wiadomi膰, bo to jako艣 tak g艂upio wtr膮ca膰 si臋 w cudze 偶ycie.

Chodzi艂a wi臋c Maria po mie艣cie, do pracy, do przedszkola, po zakupy, zawsze elegancka i 艂adna kobieta, ale nie by艂a 艣wiadoma, 偶e za plecami o niej m贸wi膮. Wiadomo jest, 偶e 偶ona dowiaduje si臋 ostatnia, a wi臋c Maria nie by艂a wyj膮tkiem.

Jan by艂 policjantem patroluj膮cym miasto i okolice. Pracowa艂 w systemie zmianowym i Maria mu ufa艂a, 偶e na tych jego s艂u偶bach nic z艂ego si臋 nie dzieje. Kocha艂a go tak bardzo, 偶e nie zauwa偶a艂a u m臋偶a 偶adnych niepokoj膮cych zap臋d贸w w kierunku zdrady, a tak偶e, 偶e podobaj膮 mu si臋 inne kobiety.

Dba艂 o Mari臋 i dzieciaki i kiedy mia艂 tylko wolne, to robi艂 zakupy i pomaga艂 jej sprz膮ta膰 mieszkanie, a wi臋c nie mia艂a prawa o nic podejrzewa膰 m臋偶a. W 艂贸偶ku by艂o im cudownie, a wi臋c Maria by艂a pewna swego m臋偶a na dwie艣cie procent.

Zostali zaproszeni na wesele i tam rozegra艂 si臋 dramat. Jedna z kuzynek zaprosi艂a na ubocze Mari臋 na rozmow臋 i bez zaj膮kni臋cia opowiedzia艂a Marii jak si臋 sprawy maj膮.

– Nie mog臋 patrze膰 ju偶 d艂u偶ej, jak on ci臋 oszukuje. – Czy wiesz, 偶e taka jedna urodzi艂a jego dziecko przed tygodniem? – Zr贸b co艣 z tym, bo ca艂e miasto o tym gada.

Nie wierzy艂a, bo niby jak to? Jej ukochany m膮偶 poszed艂 do innej i jeszcze j膮 zap艂odni艂? 聽Nie wierzy艂a, ale nie mia艂a ju偶 ch臋ci do zabawy i wybieg艂a zap艂akana z sali weselnej, zostawiaj膮c Jana. Nie mia艂a si艂y, aby z nim to wyja艣ni膰,

Przez kilka godzin och艂on臋艂a i posz艂a to tamtej kobiety. Dowiedzia艂a si臋, 偶e tamta jest zakochana w jej m臋偶u i ma nadziej臋, 偶e si臋 z Mari膮 rozwiedzie, bo dziecko jest jego i mo偶na zrobi膰 badania na ojcostwo.

Wracaj膮c do domu po drodze wyrywa艂a sobie w艂osy z g艂owy i potka艂a si臋 o kostki chodnikowe. Mia艂a wra偶enie, 偶e zaraz zwariuje.

Natychmiast kaza艂a si臋 m臋偶owi wyprowadzi膰 z domu, cho膰 serce si臋 do niego rwa艂o. Nie wyprowadzi艂 si臋, bo kl臋ka艂 przed ni膮 z p艂aczem i przeprasza艂 za sw贸j b艂膮d i za to, 偶e tak bardzo j膮 skrzywdzi艂.

Nie podnosi艂a si臋 z 艂贸偶ka przez miesi膮c, a dzieci pod opiek臋 wzi臋艂a babcia. Nie mia艂a dla nich si艂y, a wi臋c trzeba by艂o co艣 zaradzi膰, by Mari臋 postawi膰 na nogi.

Pojecha艂a do szpitala i tam na psychoterapii zacz臋艂a powoli do siebie dochodzi膰. To by艂a p贸艂roczna terapia, ale bardzo jej potrzebna i po niej wr贸ci艂a do domu z nowymi si艂ami.

Wybaczy艂a Janowi i stara艂a si臋 nie wraca膰 do tamtego, ale zranione serce wci膮偶 dawa艂o o sobie zna膰. Pr贸bowa艂a 偶y膰 normalnie i od pocz膮tku chcia艂a na nowo zaufa膰 Janowi.

Min臋艂o dziesi臋膰 lat, a Maria pewnego dnia znalaz艂a w swoje skrzynce anonim, w kt贸rym kto艣 j膮 powiadomi艂, 偶e Jan zdradza j膮 ponownie.

Nie mia艂a dowod贸w, a wierzy艂a, 偶e anonim jest prawdziwy. Czu艂a, 偶e zdrada si臋 powt贸rzy艂a, a potem by艂y jeszcze nast臋pne monity, 偶e zn贸w j膮 zdradza, ale ju偶 z inn膮.

Dochodzi艂o w domu na karczemnych awantur, ale Jan wszystkie je gasi艂 w zarodku i przysi臋ga艂, 偶e to wszystko s膮 k艂amstwa i pom贸wienia. Wci膮偶 dba艂 o Mari臋 i robi艂 wszystko, aby si臋 wewn臋trznie uspokoi艂a. Kocha艂 j膮 strasznie, a Maria podsk贸rnie czu艂a, 偶e jest wci膮偶 ok艂amywana, ale na sam膮 my艣l rozwodu mdla艂o jej serce z rozpaczy i tak odsuwa艂a od siebie widmo rozstania.

Min臋艂o nast臋pne 20 lat ich ma艂偶e艅stwa, w kt贸rym by艂a szcz臋艣liwa i bywa艂o, 偶e okropnie za艂amana, ale wci膮偶 udawa艂o si臋 jej podnie艣膰 i ponownie ufa艂a, 偶e ta zdrada, to ju偶 jest ostatnia. Przecie偶 Jan by艂 ju偶 na emeryturze, a ona po wypadku znalaz艂a si臋 na w贸zku, a wi臋c chyba na tyle wydoro艣la艂 i przesta艂 by膰 bawidamkiem. Wci膮偶 o ni膮 dba艂 i pomaga艂 w ka偶dej dziedzinie. Pomaga艂 si臋 jej my膰 i ubiera膰, a tak偶e gotowa艂 dla niej posi艂ki, By艂o dobrze i Maria na nowo uwierzy艂a w akt poprawy swojego m臋偶a.

Pewnej nocy kto艣 do niej zadzwoni艂, kiedy Jan dobrze spa艂 po zakrapianej imprezie z kolegami.

– Dzwoni臋 do pani, aby pani膮 poinformowa膰, 偶e pani m膮偶 偶yje ze mn膮 od dwunastu lat, a nie zostawi艂 pani ze wzgl臋du na lito艣膰. – Ja ju偶 nie mam zamiaru na niego czeka膰 i niech sobie go pani we藕mie na zawsze.

Po tym telefonie zn贸w si臋 rozsypa艂a na kawa艂ki, ale tylko na chwil臋.

Po tygodniu poprosi艂a c贸rk臋, aby znalaz艂a jej dom opieki spo艂ecznej, bo ma 偶yczenie tam zamieszka膰, aby nie bawi膰 si臋 w jakie艣 rozwody i podzia艂 maj膮tku. Zapragn臋艂a zamieszka膰 na neutralnym gruncie i tylko chcia艂a zabra膰 ze sob膮 kilka rzeczy i komputer, kt贸ry przez wiele lat utrzymywa艂 j膮 w stabilizacji psychicznej,

Nie chcia艂a ju偶 mie膰 nic wsp贸lnego z cz艂owiekiem, kt贸ry sprawi艂, 偶e by艂a najbardziej nieszcz臋艣liw膮 kobiet膮 na 艣wiecie i straci艂a przy nim swoje 偶ycie obr贸cone w py艂 i proch.

Dzieci Marii troch臋 dop艂acaj膮 do pobytu Marii w domu opieki, bo Maria nie chcia艂a z 偶adnym zamieszka膰. Chc膮 by ich Matka ostatnie lata 偶ycia mia艂a godne, a od ojca ca艂kowicie si臋 odwr贸ci艂y.

O kobietach, kt贸re kochaj膮 za bardzo!

„Zaobserwowano, 偶e kobiety kochaj膮ce za bardzo jako dzieci by艂y albo bardzo samotne i聽odizolowane od innych, albo odrzucone. W聽atmosferze pozbawionej poczucia bezpiecze艅stwa rozwin膮艂 si臋 w聽nich przemo偶ny instynkt kierowania lud藕mi i聽sytuacjami. Im wi臋cej dozna艂y kiedy艣 cierpie艅, tym bardziej pragn膮 je odtworzy膰 w聽nadziei, 偶e wreszcie nad nimi zapanuj膮 i聽spe艂ni膮 niezaspokojone potrzeby z聽dzieci艅stwa. Kochaj膮 za bardzo, poniewa偶 chc膮 przezwyci臋偶y膰 swoje dawne l臋ki, zawody, cierpienia i聽napady bezsilnej z艂o艣ci, kt贸re nosz膮 w聽sobie przez ca艂e doros艂e 偶ycie.”