Archiwum dnia: 13 lipca, 2015

Wiele razy bałam się, ale teraz boję się najbardziej

Dobry wieczór. 🙂

Codziennie życie pisze swój scenariusz i jeśli się pisze bloga, to się takie scenariusze koduje w głowie, by stworzyć z tego notkę na bloga.

W nocy zadzwoniła do mojego męża jego Mama, bo źle się poczuła, a źle się czuje coraz częściej. Ciśnienie jej skoczyło bardzo wysoko, a więc mąż wezwał karetkę i moja Teściowa znalazła się na SOR i została tam do rana, gdyż lekarz zbijał jej to ciśnienie.

Jutro mąż wiezie swoją Mamę do specjalisty do miejscowości oddalonej o 75 kilometrów. Dziś załatwiał jej skierowanie do szpitala i być może, że moja Teściowa w szpitalu zostanie na kilka dni, bo to ciśnienie wciąż ją dopada. Myślę, że coraz częściej będzie jej potrzebna fachowa opieka lekarska. U nas nie ma specjalistów, a więc wszelkie takie przypadki są odsyłane do Szczecina, a to wiąże się z tym, że mąż musi zarywać pracę, aby zawieźć i przywieźć swoją Mamę, a czasem jest to dwa, albo trzy razy w miesiącu.

Moja Teściowa, to Pani blisko 80 letnia, a do tego bardzo szczuplutka i wygląda jak gałązka na wietrze, Wciąż jest jej zimno, a i z apetytem nie jest najlepiej. Ale to nie wszystko!

Moja Mama z kolei coraz gorzej sobie radzi, choćby z codziennymi czynnościami jak posprzątanie domu, czy zrobienie zakupów. Jest bardzo dzielna i drobne zakupy robi sobie sama, ale ma mieszkanie dość wysoko, a więc coraz trudniejsze jest jej pokonywać taką wysokość. Często rezygnuje i wcale nie wychodzi, a jeszcze w zeszłym roku była wędrowniczkiem i dużo spacerowała. Widzimy jak poleciało jej zdrowie i choć wszyscy staramy się dotrzymać jej towarzystwa i pomóc w codziennych sprawach, to i tak większość dnia przebywa samotnie w domu. Kiedy nie jest za gorąco, to siada sobie na balkonie, aby się odrobinę dotlenić. Ale to nie wszystko!

Mojego zięcia Rodzice także dobiegający 80- tki już wymagają pomocy w dotarciu do lekarzy. Niestety, ale i Oni potrzebują porady i pomocy specjalistów, co wiąże się z tym, że trzeba ich zawieźć na wizytę do większego miasta, bo tych małych często lekarzom ręce opadają i wysyłają starszych ludzi tam, gdzie jest aparatura i bardziej nowoczesna technika medyczna.

Obok tych starszych ludzi zawsze ktoś jest z bliskich i wszyscy staramy się w miarę im pomagać, ale morał z tej opowieści jest jeden – przyszedł czas, że nasi bliscy się postarzeli i każdego dnia drżymy, czy coś złego się wydarzy.

Ja mam tak, że tylko moja Mama nie odbierze od razu telefonu, to przebiega po mnie dreszcz. Boję się każdego dnia, że oto coś złego się wydarzyło. Tak samo ma mój mąż i tak samo ma mój zięć oraz moja córka, która razem z mężem opiekują się swoimi rodzicami.

Wiem jedno, że Matkę i Ojca ma się tylko jednych i jeśli nie pokażemy swoim dzieciom, że starzy ludzie wymagają szacunku, to i obok mnie i mojego męża mogą przejść obojętnie i mogą nie mieć empatii w stosunku do starości.

W pomoc naszym staruszkom angażuje się cała rodzina, bo tak jak u mnie, to bardzo pomaga moja siostra z mężem i jej dzieci, Pomagam ja i i mój mąż, a także moje dzieci. Nie chodzi tu tak bardzo o pomoc finansową, bo nasze staruszki sobie dobrze z tym radzą, a chodzi bardziej o przyniesienie zakupów, ale najbardziej o dotrzymanie towarzystwa.

Dziś byłam u mojej Maminki i choć na nic się mi nie skarżyła, to wyczułam, że trochę się  już boi. Wypiłyśmy kawę i porozmawiałyśmy dłuższą chwilę. Ja i siostra staramy się zanieść jej ciepłą zupę, czy też jakiś inny posiłek, aby nie musiała sama kombinować, bo obie wiemy, że sprawia jej to, coraz bardziej  trudność.

Kilka dni temu śniłam, że umieram, ale we śnie coś mi podpowiadało, że to jeszcze nie czas, bo przecież żyje moja Mama.

Podczas dzisiejszej wizyty u Mamy coś tam wspomniała, że już czas umierać, ale ja myślę, że to jeszcze jest oddalone w czasie i obym się nie myliła.

Wiem, że ten wpis jest bardzo smutny, a jeszcze do tego dziś przeczytałam coś takiego, mieszczącego się w moich rozważaniach:

„Pewna pielęgniarka spisała listę rzeczy, których umierający ludzie najczęściej żałują. Niestety skok na spadochronie, ani więcej seksu nie znalazły się na tej liście. Jednym z najczęstszych zdań, które padało (szczególnie u mężczyzn) to: „Żałuję, że tak dużo pracowałem”. Pielęgniarka opieki paliatywnej spisała 5 najczęstszych rzeczy, których żałowali umierający ludzie. Bronnie Ware jest pielęgniarką, która spędziła kilka lat pracując z umierającymi ludźmi. Byli pod jej opieką w ciągu swoich ostatnich 12 tygodni życia. Rozmowy z nimi Bronnie udokumentowała i opublikowała na blogu. Otrzymała wiele rad, które uwzględniła i finalnie postanowiła wydać książkę. Bronnie pisze o życiu w bardzo jasny sposób:   Ludzie dopiero pod koniec życia uświadamiają sobie, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Dzięki ich mądrościom możemy się wiele nauczyć. Kiedy pytałam ich, czego żałują najbardziej i co chcieliby zrobić inaczej, większość odpowiedzi powtarzała się. Oto 5 rzeczy, których ludzie najczęściej żałowali przed śmiercią:

1. Żałuje, że nie miałem odwagi, by przeżyć swoje życie w pełni po swojemu, a nie zgodnie z oczekiwaniami innych. „Tego żałowali najczęściej. W momencie, gdy ludzie uświadamiają sobie, że ich życie zbliża się ku końcowi i patrzą na nie z dystansu, z łatwością dostrzegają jak wiele marzeń pozostało niespełnionych. Wielu nie zrealizowało nawet połowy z nich, byli zmuszeni umrzeć ze świadomością, iż był to wynik decyzji, jakie podjęli, bądź też nie. To bardzo ważne, by żyjąc starać się spełnić chociaż część ze swych marzeń. W momencie, gdy tracimy swoje zdrowie – już jest za późno. Niewielu ma świadomość, iż przynosi ono wolność, aż do czasu gdy się je powoli traci.”

2. Żałuję, że tak ciężko pracowałem. „Usłyszałam to od każdego mężczyzny, którym się opiekowałam. Ominęły ich lata młodości dzieci oraz radość z towarzystwa partnerki. Kobiety również o tym wspominały. Jednak większość z nich pochodziła ze starszej generacji i nie były one głównymi żywicielami rodziny. Wielu mężczyzn głęboko żałowało, iż poświęcali, aż tyle czasu na pracę. Poprzez uproszczenie swego stylu życia i podejmowanie świadomych wyborów można zdecydowanie zmniejszyć ilość niezbędnych nam do życia środków. Dzięki zyskanej przez to przestrzeni nasze życie staje się szczęśliwsze i łatwiej nam skorzystać z ciekawych i nowych możliwości.

 3. Żałuje, że nie miałem odwagi, aby wyrażać swoje uczucia. „Wielu ludzi tłamsi swe uczucia, by żyć w pokoju z innymi. W rezultacie często nie wykorzystują potencjału, jaki w sobie kryją.   Nie możemy kontrolować emocji innych. Jednakże ludzie podświadomie zareagują na twoją zmianę i szczerość. Koniec końców, wznosi to relację na zupełnie inny – wyższy i zdrowszy – poziom lub prowadzi do usunięcia z twojego życia zbędnych i toksycznych kontaktów. W każdym wypadku to Twoja wygrana. 

4. Żałuję, że nie przyłożyłem się bardziej do utrzymywania znajomości. „Często nie zdawali sobie oni sprawy z tego, jak ważni byli dla nich starzy przyjaciele, aż do ostatnich tygodni przed śmiercią, a wtedy ich wytropienie często było już niemożliwe. Wielu pacjentów było tak zaangażowanych we własne życia, że pozwolili, by prawdziwi przyjaciele stopniowo się od nich oddalali. Wiele żalu skupiało się wokół niepoświęcenia relacjom odpowiednio dużej ilości czasu i wysiłku. Wszyscy tęsknimy za swoimi przyjaciółmi w momencie śmierci. Nasz zapracowany tryb życia coraz częściej sprawia, że tracimy ważne relacje. Jednak, gdy stajemy twarzą w twarz ze śmiercią, fizyczne aspekty naszego życia stają się nieistotne. Ludzie chcą uporządkować sprawy majątkowe najszybciej jak jest to możliwe, ale to nie to ma dla nich największego znaczenia. Kierują się przede wszystkim dobrem ich najbliższych. Zwykle są zbyt chorzy i zmęczeni, by dokończyć i to zadanie. Pod koniec wszystko i tak sprowadza się do miłości i relacji z ludźmi. To jest to, co zostaje w ostatnich tygodniach – uczucia i ludzie.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym. „Słyszałam to zaskakująco często. Wielu ludzi dopiero przed śmiercią uświadamia sobie, że szczęście to wybór. Tkwią w starych nawykach, powielają wzorce. Tak zwany „komfort” wpływa nie tylko na ich psychikę, ale i emocje. Strach przed zmianami skłaniał ich do udawania przed innymi, ale i samym sobą, że są zadowoleni, kiedy to w głębi serca pragnęli się głośno śmiać i wygłupiać raz jeszcze. Kiedy jest się na łożu śmierci to, co myślą o Tobie inni nie ma już znaczenia. Jak wspaniale byłoby odpuścić i śmiać się na długo przed odejściem. Życie jest złożone z wyborów. To jest TWOJE życie. Wybieraj świadomie, wybieraj mądrze, wybieraj szczerze. Wybierz szczęście.”

Czytaj dalej na: http://viralowo.pl/artykul/14367-5-rzeczy-ktore-musisz-zrobic-p.html