Pożegnalny list matki do dzieci

 

Kochane moje córki!

Piszę do Was moje kochane dzieci ten pierwszy i ostatni list, a zacznę od tego, że pamiętam ten dzień, a było to lato w 1959 roku.

Wasz ojciec porzucił mnie kiedy Was urodziłam za jednym zamachem. Jesteście bliźniaczkami i od razu mieć dwoje dzieci, to było dla mnie duże wyzwanie. Porzucił mnie Wasz ojciec, bo się wystraszył, a do tego miał zapędy w politykę, a  rodzina nie była mu na rękę, a więc uciekł jak szczur. Dobrze chociaż, że zabezpieczył mi mieszkanie, abyście miały dach nad głową i bieżącą wodę w kranie.

Jak napisałam na początku, było mi okropnie ciężko. Was dwie i jakieś grosze od Waszego ojca, płacone nieregularnie. Nie na wiele mi to starczało, a więc musiałam iść szybko do pracy, aby mieć na bieżące potrzeby.

Dostałam pracę w wydawnictwie kobiecym i ta praca była dla mnie bardzo ważna. Musiałam jej poświęcać sporo, własnego czasu, a więc wynajęłam opiekunkę, aby się Wami zajmowała.

Wiem, że nie poświęcałam Wam swojego czasu, bo wsiąkłam w pracę i ona całkowicie mnie pochłonęła. Nie miałam też czasu na żadną miłość, a więc wciąż chowałyście się bez męskiej ręki i nie wiedziałyście, że w domu może być jakiś mężczyzna, bo ja już nie potrafiłam żadnemu zaufać.

Rosłyście zdrowo na szczęście i nie miałam żadnych z Wami kłopotów w temacie zdrowia, oprócz drobnych katarów i chorób dziecięcych, ale i to cedowałam na opiekunkę, a sama wracałam z pracy skonana z myślą jedyną, aby czym prędzej się położyć spać.

Dawałam Wam buziaka na dobranoc i na dzień dobry i znikałam na całe dnie i miałyście prawo mieć do mnie pretensje, że tak mało z Wami jestem.

Jednak zdarzał się czas wakacji, kiedy to chciałam w Wami pobyć, ale byłam niedobrą matką i wiem, że byłam despotyczną matką, którą dzieci denerwowały i Wy to czułyście.

Kiedy byłyście już panienkami, to ja zlecałam Wam domowe zadania i żądałam bezwzględnego ich wykonywania. Potrafiłam rozwalić źle pościelone łóżko, albo posypać mąką źle wytarte kurze. Wiem, że robiłam Wam wiele złego, a pewnego dnia w wielkiej złości oświadczyłam, że żadnej z Was nie kocham i abyście poszły sobie do diabła.

Zapamiętałyście te słowa na całe swoje życie i kiedy tylko weszłyście w dorosłość, to każda z Was poszła swoją drogą. Wiedziałyście, że ze mną nie ma o czym rozmawiać, bo Was nie słuchałam, a nawet Wam powiedziałam, że zmarnowałyście mi życie i to też zapamiętałyście na zawsze. Dlatego tak rzadko mnie odwiedzałyście, ale ja lubiłam swoje samotne życie i to, że już mam swój czas tylko dla siebie.

Przyjeżdżałyście, ale kurtuazyjnie tylko na święta, a i w czasie Bożego Narodzenia potrafiłam Wam zrobić awanturę i wyszydzałam Wasze życiowe wybory.

Wiem, że doznałyście z mojej strony tylko wielkich upokorzeń i czułyście się odepchnięte przeze mnie, a teraz pragnę  w tym jedynym liście Was przeprosić.

Kiedy przeszłam na emeryturę i pozostałam całkowicie sama w czterech ścianach, bez tej adrenaliny z pracy, zrozumiałam, że przez całe swoje życie krzywdziłam najbardziej swoje dzieci.

Zrobiłam rachunek sumienia i wyszło na to, że całe swoje życie przegrałam, bo nie potrafiłam pokochać Was i dać Wam matczyną miłość, ale jest jeszcze coś.

Zostałam zupełnie sama w czterech ścianach i zauważyłam, że zaczynam zapominać. Lekarz mi powiedział, że to są początki Alzheimera i mimo leków będę coraz bardziej niezdarna, a Was nie chciałam prosić o pomoc, po tym, co Wam w życiu zrobiłam.

Jeszcze w miarę świadoma chodziłam do swojego lekarza po środki na sen. Okłamywałam go, że źle sypiam i tym sposobem zgromadziłam sporą dawkę leku, który zbierałam miesiącami.

Mój stan się pogarszał z tygodnia na tydzień i nie raz przypaliłam garnek, czy zgubiłam pieniądze, a zakupy robiłam w nadmiarze, jakby miała wybuchnąć wojna. Bywają dni, że czuję się w miarę dobrze, ale i takie bywają, że jestem totalnie nieobliczalna i nieracjonalna.

Ten list piszę w lepszej formie, ale kiedy on do Was dojdzie, to ja już nie będę żyła, bo zażyję 400 tabletek i proszę Was tylko o jedno. Pochowajcie mnie, moje kochane dzieci i wybaczcie to też, że nie chcę już dłużej żyć.

Wasza Mama, która za późno zrozumiała tak wiele.

 

3 myśli na temat “Pożegnalny list matki do dzieci

  1. Biedna kobieta, sama musiała też coś podobnego doświadczyć w dzieciństwie, albo nie miała instynktu i wyszła za mąż, bo ktoś tak chciał……. . Tak myślę, a może jest jeszcze coś…….I tu pomyślałam o p.Czubaszek………..
    Pozdrawiam Elu. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s