Archiwum dnia: Listopad 4, 2015

Wszyscy żyjemy obok śmierci!

– Nie Mamo nie podam Ci tych leków. – Nie mogę przecież Cię uśmiercić, choć wiem jak bardzo cierpisz, ale gdybym to zrobiła nie mogłaby z tym żyć!

Mama Ani całe życie cierpiała na depresję i wciąż się skarżyła, że ta wredna choroba oddala ją od męża, córki i reszty dalszej rodziny.

Leczyła się przez wiele długich lat, a przy życiu trzymała ją cierpliwość męża, który rozumiał jej stany i woził do najlepszych lekarzy i nawet znachorów. Tylko on potrafił trzymać ją za ręce i błagał, aby się trzymała, bo ma dla kogo żyć.

Depresja dotyka bez wyjątku, bo wielkich tego świata, malarzy, pisarzy, ale dotyka też tych zwyczajnych ludzi!

Mama Ani odziedziczyła ową skłonność po swojej mamie, która pewnego, zwykłego dnia odebrała sobie życie, bo choroba ją kompletnie pokonała.

Ania czuła się kochana mimo złych stanów matki, bo wiedziała, że po każdej burzy, budzi się słoneczny dzień i mama wyzdrowieje i będzie znowu jej pomocna przy lekcjach i ugotuje jej najsmaczniejszy obiad oraz mocno przytuli. Życie w takim domu nie było łatwe, ale dawali radę.

Leciał czas jak szalony i kiedy Ania skończyła studiować, zaraz wyszła za mąż i się z domu wyprowadziła.

Wiedziała, że tata da sobie radę z mamą, kiedy znowu nastąpią gorsze dni. Była z tatą na telefon, a więc wszystko wiedziała na bieżąco.

Pewnego dnia jednak ojciec nie odbierał długo telefonu, a więc wielce zaniepokojona wsiadła w autobus i zastała ojca leżącego na podłodze, już zimnego, a mama leżała przy nim nafaszerowana lekami. Lekarz kompletnie nie rozliczał jej z wypisywanych dawek leków!

To był straszny widok dla Anny. Lekarze stwierdzili zawał u ojca, a matkę zabrali do szpitala na obserwację.

Mama Ani zaczęła narzekać na bóle w piersi i Anna zabrała ją na gruntowne badania. Szybko wyszło, że mama cierpi na raka płuc, choć nigdy nie paliła papierosów. Lekarze orzekli, że stan jest zaawansowany i leczenie nie rokuje.

Ostrzegli Annę, że stan z miesiąca na miesiąc będzie się pogarszał i matkę czeka hospicjum.

Nie chciała jej nigdzie oddać, a więc wzięła długi urlop z pracy, aby opiekować się mamą w tych ostatnich miesiącach, jakie jej były dane.

– Córko, tam pod pościelą jest dużo usypiających leków. – Nie chcę być ci ciężarem, a więc podaj mi je i skończmy to moje cierpienie, bo tak mnie boli, że żyć mi się nie chce. – Zlituj się nade mną moja kochana córko i ulżyj mi, tak bardzo cię proszę.

– Pożegnajmy się, bo mamy na to czas i wiedz, że zawsze cię kochałam i tak bardzo z ciebie byłam dumna. – Przepraszam cię za moją depresję, która czasami nas od siebie oddalała, ale pamiętaj, że nawet w chwili wielkiego bólu duszy byłaś dla mnie wszystkim i dawałaś mi siłę do życia.

Anna płakała nad matką i nad tym jej pożegnaniem, ale biła się w piersi, że nie ma prawa skracać jej życia.

Kiedy boleści były bardzo silne, podała matce morfinę i kiedy ta zasnęła wzięła te wszystkie leki – 10 fiolek, a w każdej po 60 dużych, białych tabletek. Wysypała je wszystkie do miseczki. Postawiła dwie szklanki wody i napisała do matki obszerny list pożegnalny.  Wyszła na długi spacer. W sklepach kupowała wszystko, co jest potrzebne, by matkę ubrać na ostatnią drogę.

Kiedy wróciła, było już po wszystkim.