Archiwum dnia: 16 listopada, 2015

Wewn臋trzna spowied藕!

Zgodzi艂a si臋, a nawet prosi艂a by umie艣ci膰 j膮 w hospicjum, bo b贸l by艂 tak wielki, 偶e w domu nie mia艂a ochoty cierpie膰 samotnie i umiera膰.

Lekarze jasno jej powiedzieli, 偶e ma raka z przerzutami, kt贸ry rozpanoszy艂 si臋 na najwa偶niejszych organach, a wi臋c kompletnie nieoperacyjny.

Pomy艣la艂a wi臋c, 偶e czas umiera膰, ale w ludzkich warunkach, a wi臋c poprosi艂a syn贸w, aby bez wyrzut贸w sumienia oddali j膮 tam, gdzie ul偶膮 jej w bole艣ciach i otocz膮 opiek膮.

Mia艂a osiemdziesi膮t lat i mog艂aby jeszcze po偶y膰 i pom贸c w wychowywaniu wnuk贸w, ale los chcia艂 inaczej i odebra艂 jej t臋 rado艣膰, aby jeszcze par臋 lat przygl膮da艂a si臋 jak rosn膮 jej wnuki.

Le偶a艂a w tym hospicjum i w艂asne 偶ycie przelatywa艂o jej jak film na ekranie w kinie. Nie mia艂a 艂atwego 偶ycie, kt贸re nie szcz臋dzi艂o jej trosk i wszelkich zmartwie艅, a najbardziej prze偶ywa艂a swoje ma艂偶e艅stwo, a by艂o to tak:

Urodzi艂a si臋 w 艁odzi, kiedy trwa艂a ju偶 wojna, a Niemcy dziesi膮tkowali ludno艣膰 wywo偶膮c j膮 do oboz贸w, by ich zgn臋bi膰 i przepu艣ci膰 przez komin.

By艂a malutka, kiedy wpadali do domu jej rodzic贸w w poszukiwaniu bimbru i jedzenia, a j膮 bili i dusili, by zdradzi艂a kryj贸wki. Na szcz臋艣cie wszyscy uszli z 偶yciem, ale d艂ugo podnosili si臋 z czas贸w wojny, a ona posz艂a do pracy w wieku 14 lat, by pom贸c rodzicom przetrwa膰.

Ten okres by艂 bardzo trudny, bo aby zje艣膰 kanapk臋 z w臋dlin膮, rodzice kupowali dla niej trzy plasterki, kt贸re przesuwa艂a jak najdalej na chlebie, by na sam koniec skosztowa膰 owej w臋dliny.

Rodzice jej umarli, kiedy by艂a jeszcze bardzo m艂oda i nie wiedzia艂a jeszcze jak potoczy si臋 jej 偶ycie.

Pozna艂a ch艂opaka, kt贸ry twierdzi艂, 偶e si臋 w niej zakocha艂, ale nie by艂a do ko艅ca pewna jego uczu膰.Jednak si臋 pobrali szybko i zacz臋li 聽dorabia膰 od jednej 艂y偶ki i talerza mieszkaj膮c w kitce bez wody i 艣wiat艂a, ale mieli nadziej臋, 偶e z czasem b臋dzie coraz lepiej.

Jej m膮偶 je藕dzi艂 odbudowywa膰 Warszaw臋 聽i po kilka dni go nie by艂o, a ona chodzi艂a do pracy w w艂贸kienniczej 艁odzi.

Zasz艂a w ci膮偶臋 i urodzi艂a 艣licznego i zdrowego syna, a za rok nast臋pnego i w ca艂o艣ci odda艂a si臋 ich wychowaniu.

Ledwie wi膮zali koniec z ko艅cem, ale pojawi艂 si臋 inny problem.

Jej m膮偶 zacz膮艂 zagl膮da膰 do kielicha i kiedy by艂 pijany, to j膮 gwa艂ci艂.

Kiedy zasz艂a w trzeci膮 ci膮偶臋 i mu o tym powiedzia艂a, to j膮 okrutnie zbi艂 i kaza艂 si臋 pozby膰 dzieciaka i to j膮 obwini艂 za to, 偶e zasz艂a w t膮 ci膮偶臋. Nie chcia艂 nast臋pnego dziecka twierdz膮c, 偶e nie b臋dzie na nie robi艂.

Potem znowu zasz艂a w ci膮偶臋 podczas gwa艂tu na niej i ponownie posz艂a tam gdzie trzeba, aby si臋 pozby膰 i tak by艂o jeszcze jeden raz i w sumie dokona艂a trzech skrobanek dzieci pocz臋tych z 聽m臋偶em, kt贸ry notorycznie j膮 gwa艂ci艂 w stanie upojenia alkoholowego.

Powiedzia艂a sobie do艣膰 i z艂o偶y艂a spraw臋 do s膮du i si臋 z draniem rozwiod艂a. Wyjecha艂a daleko od 艁odzi i wywioz艂a dzieci do swojej kuzynki w Bieszczady z dala od oprawcy.

Co si臋 sta艂o potem? Jej synowie si臋 po偶enili, ale nie omin臋艂y ich losowe nieszcz臋艣cia, bo pierwszy syn straci艂 jedno dziecko w wyniku poronienia jego 偶ony. To samo si臋 zdarzy艂o u drugiego syna, a na koniec 偶ona pierwszego urodzi艂a martwe dziecko.

呕a艂oba po tych stratach jest wielka, a ona na 艂o偶u 艣mierci obwinia si臋, 偶e los si臋 na niej zem艣ci艂, i偶 pozby艂a si臋 trzech ci膮偶!

Nikt o tych dzieciach nie wie, a tylko jednej piel臋gniarce si臋 przyzna艂a, 偶e nie mo偶e sobie z tym poradzi膰 i pragnie ulgi tu偶 przed 艣mierci膮, ale o ksi臋dza nie prosi!