Archiwum dnia: 28 listopada, 2015

Wszyscy zmierzamy w jednym kierunku!

Uwi臋ziona w swoim malutkim mieszkanku, resztkami si艂 wychuchanym. Zawsze lubi艂a mieszka膰 schludnie i okna my艂a raz w tygodniu, a mieszkanie odkurza艂a, co drugi dzie艅, Zawsze wszystko wyprane, poprasowane na kant i u艂o偶one r贸wno, 聽na p贸艂ach.

Nigdy nie wysz艂a za m膮偶, bo jako艣 mia艂a pecha do m臋偶czyzn, kt贸rzy j膮 na starcie oszukiwali, a wi臋c zdecydowa艂a sp臋dzi膰 swoje 偶ycie w pojedynk臋,

Je艣li nie wysz艂a za m膮偶, to logicznym by艂o, 偶e nigdy nie urodzi艂a dziecka, ale rekompensowa艂a swoje t臋sknoty za dzie膰mi w swojej z nimi pracy.

By艂a przedszkolank膮 i kocha艂a te wszystkie urwisy,a mia艂a do nich niesamowite podej艣cie. Rodzice j膮 wychwalali i wystawiali osobiste referencje, 偶e jest niesamowitym pracownikiem, kt贸ry potrafi mie膰 podej艣cie do tych ma艂ych istotek. Dzieci j膮 kocha艂y, a ona po pracy przychodzi艂a do swojego, cichego domu, spe艂niona i odpoczywa艂a czytaj膮c swoje ukochane ksi膮偶ki i malowa艂a w zaciszu obrazy.

Wystawia艂a te obrazy w miejskiej galerii i zbiera艂a mas臋 nagr贸d oraz pochwa艂. To by艂o jej spe艂nione 偶ycie i niczego wi臋cej nie pragn臋艂a.

Ludzie m贸wili o niej stara panna, ale ona zbywa艂a ich wszystkich u艣miechem i pokazywa艂a swoj膮 dzia艂alno艣ci膮 i prac膮, 偶e jest kobiet膮 szcz臋艣liw膮.

By艂a pe艂na 偶ycia, bo mia艂a jeszcze jedn膮 pasj臋. Sama szy艂a sobie ubrania. By艂y to ubrania kolorowe i dla niekt贸rych dziwne, ale ona czu艂a si臋 w swojej wersji jak kolorowy ptak.

Nosi艂a pi臋kne kapelusze i kolorowe garsonki i zawsze by艂a szykowna i inna. Niekt贸re kobiety j膮 krytykowa艂y za odwag臋, ale ona mia艂a dusz臋 artystki i nic sobie z tego nie robi艂a. By艂a inna i odwa偶na.

Cz臋sto zaprasza艂a swoje kole偶anki z pracy i z galerii malarskiej na obiady do siebie do domu. To by艂a uczta kulinarna i nikt od niej g艂ody nie wyszed艂. Uwielbia艂a je艣膰 i uwielbia艂a uszcz臋艣liwia膰 ludzi jedzeniem.

By艂a szcz臋艣liw膮 kobiet膮, ale w pewnym momencie przyszed艂 kryzys, bo wys艂ano j膮 na zas艂u偶on膮 emerytur臋. Przepracowa艂a nienagannie tyle lat, a偶 tu nagle wszystko zacz臋艂o si臋 ko艅czy膰.

Zdawa艂a sobie spraw臋 z tego, 偶e kiedy odejdzie z pracy, to jej kontakty z lud藕mi zaczn膮 si臋 kurczy膰, ale wci膮偶 mia艂a nadziej臋 na to, 偶e w galerii 聽b臋dzie mi臋dzy lud藕mi.

Lubi艂a spacerowa膰 ulicami miasta. Zagl膮da艂a ludziom do ogrod贸w przy domach. Napawa艂a si臋 pi臋knem przyrody i ws艂uchiwa艂a 聽w 艣wiergot ptak贸w w parku. Robi艂a zdj臋cia, polowa艂a na rude wiewi贸rki i cieszy艂a si臋 偶yciem.

Jak偶e cz臋sto przysiadywa艂a w parku z kim艣 zupe艂nie obcym i prowadzi艂a d艂ugie, 偶yciowe rozmowy. Ludzie si臋 jej zwierzali bo bi艂 od niej niesamowity blask.

Pewnego dnia wraca艂a z parku i nie zauwa偶y艂a, 偶e zbli偶a si臋 z du偶膮 szybko艣ci膮 bryka, w kt贸rej szala艂a muzyka disco polo. Nie zauwa偶y艂a i obudzi艂a si臋 na sali szpitalnej unieruchomiona gipsem.

Le偶a艂a w szpitalu p贸艂 roku, a kiedy lekarze 聽orzekli, 偶e ju偶 nigdy nie stanie na nogi i nawet 膰wiczenia nie pomog膮, to si臋 za艂ama艂a.

W贸zek w domu, kt贸ry nie mie艣ci艂 si臋 w drzwiach z pokoju do 艂azienki i dom kompletnie nie przystosowany dla kaleki.

Nie wiedzia艂a jak ma dalej 偶y膰 w ukochanym, swoim domu, kt贸ry sta艂 si臋 nagle dla niej wi臋zieniem.

Wszyscy si臋 odsun臋li i nikt nie dzwoni艂 i nie puka艂 do drzwi. Tylko opiekunka robi艂a dla niej zakupy, by mia艂a co je艣膰 i sprz膮ta艂a, oraz j膮 my艂a, ale robi艂a to bez serca.

Czu艂a, 偶e to wszystko nie ma sensu i zapragn臋艂a umrze膰. Wykona艂a telefon do swojego lekarza i poprosi艂a o eutanazj臋.

Lekarz oczywi艣cie odm贸wi艂, bo w polskim prawie nie ma o tym mowy. Zaproponowa艂 jej o艣rodek dla Seniora, gdzie by mia艂a opiek臋, ale ona si臋 nie widzia艂a w takim o艣rodku zdana na opiek臋 obcych ludzi. Nie wyobra偶a艂a sobie, 偶e b臋d膮 j膮 podciera膰 i zmienia膰 pampersy i ch臋膰 odej艣cia z tego 艣wiata j膮 nie odpuszcza艂a w ci膮gu dnia i nocy.

Wyobra偶a艂a sobie swoj膮 艣mier膰, a nawet uk艂ada艂a scenariusz, ale nie mog艂a si臋 powiesi膰, bo w贸zek, a tak偶e nie mia艂a 偶adnych tabletek, a wi臋c jej ch臋膰 odebrania sobie 偶ycia stan臋艂a w miejscu, bo przecie偶 nie odkr臋ci gazu, by wysadzi膰 w powietrze ca艂y blok.

Kiedy pewnego poranka przysz艂a opiekunka spe艂ni膰 swoje rutynowe zadania przy chorej. Otworzywszy drzwi do jej pokoju zasta艂a j膮 z workiem nylonowym na twarzy, szczelnie zamotanym na szyi i to by艂 koniec naszej, kolorowej, weso艂ej, roze艣mianej, pe艂nej 偶ycia bohaterki tego opowiadania.

„Zanim si臋 rozstaniemy” – moje kino

Dzie艅 dobry. 馃檪

Przepraszam, 偶e ja tak z tym filmami wci膮偶 na blogu, ale chyba nadrabiam 偶yciowe zaleg艂o艣ci, kiedy to w zabieganiu nie by艂o specjalnie na to czasu.

Zawsze lubi艂am ogl膮da膰 filmy, cho膰 nie lubi臋 takich jak horrory i te wszystkie nowoczesne, w kt贸rych wszystko wybucha w powietrze, czyli filmy fantastyczne kompletnie mnie nie zajmuj膮.

W filmie musi by膰 jaka艣 tre艣膰 i cho膰 nie wszystkie s膮 z g贸rnej p贸艂ki, to niekt贸re, nie zauwa偶one te偶 warte s膮 naszej uwagi.

Polecam lekki film pt. „Zanim si臋 rozstaniemy”.

Film lekki, przyjemny w odbiorze i z czystym sercem polecam go na jesienny wiecz贸r.

Kiedy ogl膮da艂am ten film, od razu przypomnia艂y mi si臋 pierwsze, m艂odzie艅cze zauroczenia, kiedy to sz艂o si臋 ze swoj膮 sympati膮 na spacer, czy te偶 randk臋 i co艣 podczas si臋 w nas budzi艂o. Pierwsze dotkni臋cie, pierwszy poca艂unek i trzepot rz臋s, Pami臋tacie?

No w艂a艣nie ten film kapitalnie nam przypomina o tamtych chwilach. Zapragniemy wr贸ci膰 my艣lami do tych pierwszych uniesie艅 i zakocha艅.

Nie b臋d臋 opisywa艂a tego filmu, 聽a bardzo polecam go tym, kt贸rzy zapragn膮 pow臋drowa膰 noc膮 ulicami Nowego Jorku.

Bardzo przyjemnie si臋 patrzy i s艂ucha g艂贸wnych bohater贸w. :).