Archiwum dnia: 24 marca, 2016

呕yczenia Wielkanocne od kalinaxy :)

呕ycz臋 Weso艂ych 艢wi膮t Wielkanocnych wed艂ug 聽potrzeb, uznania, marze艅 i preferencji:

– zdrowia, wyciszenia i pogody ducha
– czasu na modlitw臋, refleksj臋 i rozmowy z bliskimi
– smacznego jad艂a i napoj贸w
– mi艂ych spacer贸w w naturze i umy艣le
– czasu na dobry film, ksi膮偶k臋, muzyk臋
– wszystkiego, co Wam drogie i sympatyczne.

Przepraszam za ten tekst przed 艣wi臋tami! (Artyku艂 z sieci)

Mamo, jedziemy do domu opieki. Czyli jak zajmujemy si臋 starymi rodzicami

Aleksandra Szy艂艂o
24.03.2016 01:02
Fot. GETTY IMAGES
Kaza艂a nam przyrzec, 偶e nie oddamy jej ani do szpitala, ani do 偶adnego domu opieki.
Artyku艂 otwarty w ramach bezp艂atnego limitu prenumeraty cyfrowej
Agnieszka: – Mama ko艅czy 87 lat. Mieszka sama. Prawie ju偶 nie widzi, nie mo偶e sama wyj艣膰. W zdrowszym oku ma widzenie tunelowe – jaskra. Porusza si臋 po mieszkaniu po omacku, na pami臋膰, dobrze je zna.Co drugi dzie艅 przychodz膮 do niej dwie, a czasem nawet trzy Ukrainki. Robi膮 zakupy, sprz膮taj膮, gotuj膮. Mam臋 m臋czy, 偶e to one gotuj膮, uwielbia艂a gotowa膰 i przede wszystkim umie 艣wietnie to robi膰. Mama za Ukrainki p艂aci sama. Wspieraj膮 j膮 w tym Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu i Claims Conference, organizacja 艣wiadcz膮ca pomoc ocalonym z Zag艂ady. Mama jako dziesi臋ciolatka trafi艂a do getta, potem do ko艅ca wojny ukrywa艂a si臋. Gdyby mia艂a tylko emerytur臋, by艂oby bardzo 藕le. Mimo i偶 pracowa艂a ci臋偶ko, by艂a reporterk膮 radiow膮. Radio by艂o jej 偶yciem, pracowa艂a, a偶 choroba dos艂ownie nie przyku艂a jej do 艂贸偶ka.

To si臋 sta艂o nieca艂e dwa lata temu. Mama z艂ama艂a staw biodrowy. Z艂amanie by艂o wynikiem chemii, mama od lat ma nowotw贸r. Chemia pustoszy ko艣ci. Przed z艂amaniem, w lepsze dni, mama by艂a w stanie wyj艣膰 do najbli偶szego sklepu. Ambicja mam臋 trzyma艂a, nie zgadza艂a si臋 na 偶adn膮 pomoc. Po z艂amaniu musia艂a odpu艣ci膰. Zacz臋艂y regularnie przychodzi膰 Ukrainki.

Mama ma partnera 偶yciowego. Tego samego od 45 lat. Nigdy razem nie zamieszkali. Bronek mieszka w Olsztynie, mam臋 w Warszawie trzyma艂a praca. Teraz mogliby razem zamieszka膰. Ale ju偶 obydwojgu wydaje si臋, 偶e to za du偶e przedsi臋wzi臋cie. Trzeba by sprzeda膰 jedno mieszkanie – on ma ogromn膮 bibliotek臋, gdzie pomie艣ci ksi膮偶ki?

Zawsze by艂o tak, 偶e z Bronkiem sp臋dzali razem wakacje, przez wiele lat pod namiotem. Za komuny dziennikarz radiowy mia艂 sze艣膰 tygodni urlopu. Dopiero niedawno zrezygnowali z tego pomys艂u na rzecz domku letniskowego. Gdy mama zwolni艂a w pracy, sp臋dzali tak ca艂e lato, rozstawali si臋 na zim臋. Przez reszt臋 roku odwiedzali si臋. Po z艂amaniu biodra mama nie mo偶e ju偶 wybra膰 si臋 w podr贸偶, Bronek przyje偶d偶a do Warszawy.

Ja te偶 mieszkam na Mazurach, ale daleko od Olsztyna, na wsi. Za ka偶dym razem, gdy trzeba mam臋 dowie藕膰 na chemi臋 czy badania, czy wyk艂贸ci膰 si臋 o co艣 w szpitalu – wsiadam w auto i w trzy godziny jestem. Sama z siebie nie lubi臋 przyje偶d偶a膰 do Warszawy. Po latach intensywnej pracy w r贸偶nych instytucjach kultury w du偶ych miastach wybra艂am sobie na emerytur臋 domek w g艂uszy. To moja samotnia, tu t艂umacz臋 ksi膮偶ki.

Czy bra艂y艣my z mam膮 pod uwag臋, 偶e zamieszka u mnie? Nie by艂o nigdy na ten temat rozmowy, ale mama wie, 偶e ja bym nie chcia艂a. Czy mama by chcia艂a? Nie wiem. Mama, niezale偶nie od stanu zdrowia, jest samodzielna i uparta. Dla obu stron by艂aby to m臋ka. Wzi臋艂abym mam臋 tylko w wypadku kompletnej niemo偶no艣ci rozwi膮zania tej sytuacji inaczej.
Oddanie jej do domu opieki nie wchodzi w gr臋. By艂aby bardzo nieszcz臋艣liwa. Po do艣wiadczeniach szpitalnych straci艂am zaufanie do jakiejkolwiek formy zorganizowanej opieki. Powiem wprost: mama po z艂amaniu biodra nie wysz艂aby 偶ywa ze szpitala, gdyby nie to, 偶e godzinami wisia艂am na telefonie z przyjaci贸艂k膮 geriatr膮. Relacjonowa艂am przyjaci贸艂ce objawy, jakie ma mama, koczowa艂am na szpitalnym korytarzu i wymusza艂am na lekarzach podstawowe dzia艂ania. Do dzi艣 nie mog臋 uwierzy膰, 偶e gdy mamie przypl膮ta艂o si臋 w szpitalu zapalenie p艂uc i dosta艂a 39,5 st. gor膮czki, lekarz internista szed艂 do niej na ortopedi臋 z innego pi臋tra p贸艂tora dnia! To co by by艂o, gdybym nie pilnowa艂a?

Wiszenie na telefonie jest wa偶n膮 cz臋艣ci膮 mojej relacji z mam膮. Od lat dzwoni do mnie kilka, nawet kilkana艣cie razy dziennie. Niedawno jeszcze doprowadza艂o mnie to do sza艂u. Pyta艂am, dlaczego daje sobie prawo, by dzwoni膰 do mnie o dowolnej godzinie z byle g艂upot膮. Kiedy by艂am dzieckiem, jedynaczk膮, zosta艂o mi jasno powiedziane, 偶e rodzice maj膮 wa偶niejsze sprawy, ni偶 zajmowa膰 si臋 mn膮. Mama wychodzi艂a na noc do pracy, zostawa艂am w domu sama i strasznie si臋 ba艂am. Raz, jakim艣 cudem, znalaz艂am numer do niej do redakcji i zadzwoni艂am w nocy, powiedzie膰, 偶e si臋 boj臋. Dosta艂am tak膮 bur臋, 偶e przeszkadzam, 偶e na d艂ugo odechcia艂o mi si臋 dzwonienia. Ale teraz, jak mama jest w takim powa偶nym stanie, to ju偶 odpu艣ci艂am. Niech dzwoni.

Nie rozpatruj臋 kwestii opieki nad mam膮 w kategorii powinno艣ci ani w kategorii osobistego rozwoju, 偶e mnie to jako艣 ubogaca. Chodzi o nasz膮 relacj臋. Nie oddam mamy, byle mie膰 j膮 z g艂owy. Cho膰 czasami zdarza艂o mi si臋 powiedzie膰: „Nie my艣l, 偶e przesz艂am na emerytur臋, by si臋 tob膮 zajmowa膰”. Ale ja te偶 czasem jej potrzebuj臋. Czasem si臋 jej radz臋. Z mam膮 jest o czym porozmawia膰.

2.

Anna: – Pierwsza rzecz, jak膮 chcia艂abym powiedzie膰 bliskim osoby, u kt贸rej lekarze zdiagnozowali alzheimera, to 偶eby nie ba艂y si臋 i艣膰 do opieki spo艂ecznej. 殴le brzmi, zw艂aszcza osoby nie藕le sytuowane, jak my, miewaj膮 opory. Tymczasem za艂atwi艂am w ten spos贸b mamie wykwalifikowane, oddane opiekunki. P艂acili艣my, ale i tak mniej ni偶 na wolnym rynku. Wtedy mama mieszka艂a z moj膮 siostr膮. A raczej siostra z mam膮, bo siostra nigdy nie wyprowadzi艂a si臋 z rodzinnego domu.

Po trzech latach zobaczy艂am w telewizji, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz przecina wst臋g臋 w pierwszym w Warszawie profesjonalnym dziennym domu opieki dla os贸b z alzheimerem, na Mokotowie. Dla nas! – pomy艣la艂am. Ale nie powiedzia艂am nic siostrze, bo z moj膮 siostr膮 jest tak, 偶e jak ja co艣 zaproponuj臋, ona na sto procent b臋dzie na nie. Postanowi艂am czeka膰, a偶 sama na to wpadnie. Wpad艂a.

Do o艣rodka zawozi si臋 rodzica o 贸smej rano i zabiera o siedemnastej, rodzina zyskuje czas na prac臋. Mama otrzyma艂a tam kompleksow膮 specjalistyczn膮 terapi臋, co jest niezwykle istotne, bo op贸藕nia proces neurodegradacyjny. W czasie gdy u mamy zdiagnozowano chorob臋, przeczyta艂am w „Polityce” artyku艂 o alzheimerze, lekarz t艂umaczy艂 tak: z alzheimerem jest jak z rdzewieniem karoserii. Auta zje偶d偶aj膮 z ta艣my fabrycznej tego samego dnia, ale rdzewie膰 ka偶de b臋dzie inaczej. Jedno od klamek, inne od szyb. Tak jest z pacjentami z chorob膮 neurodegradacyjn膮, u ka偶dego post臋puje inaczej. Nie mo偶na przewidzie膰, co b臋dzie za miesi膮c, rok. Jeden chory najpierw przestanie rozpoznawa膰 bliskich, drugi najpierw przestanie sam korzysta膰 z toalety. Dlatego tak wa偶ne s膮 膰wiczenia.

Przekonuj臋 znajomych, 偶eby nie wstydzili si臋 oddawa膰 chorych rodzic贸w na terapi臋. W naszym spo艂ecze艅stwie wci膮偶 pokutuje przekonanie, 偶e jestem godzien szacunku tylko, je艣li si臋 ca艂kowicie po艣wi臋c臋 i sam zajm臋 rodzicem non stop.

Osoba na pewnym etapie alzheimera reaguje jak dziecko. Nie ma sensu t艂umaczy膰: „Mamo, jutro pojedziemy do o艣rodka, kt贸ry nazywa si臋 tak i tak, zajm膮 si臋 tob膮 specjali艣ci”. M贸wi si臋: „Mamo, jedziemy na fajn膮 wycieczk臋”, 艂apie ciep艂o za r臋k臋 i wsiada do auta. Mama reagowa艂a jak barometr na nasze nastroje, miny, ton g艂osu.

Wcze艣niej z m臋偶em prze偶yli艣my w ci膮gu jednego roku 艣mier膰 jego matki, kt贸ra chorowa艂a na raka; nast臋pnie mojego taty, te偶 rak, i m臋偶a taty, kt贸ry by艂 bardzo zdrowy i nic nie zapowiada艂o jego odej艣cia. Przyjaciele pytali, jak przez co艣 takiego przej艣膰. Nie da si臋 racjonalnie ustawi膰 opieki nad rodzicem.

Jak kto艣 si臋 艂udzi, 偶e dzi臋ki pieni膮dzom logicznie ustawi logistyk臋 i zapewni rodzinie wzgl臋dny spok贸j, mo偶e si臋 zdziwi膰. To jest lawirowanie od po偶aru do po偶aru. Rodzice okopuj膮 si臋 w swojej samodzielno艣ci. My pozostajemy w bezradno艣ci wobec ich oporu. Chory rodzic pr贸buje zaczarowa膰 艣wiat, w ten spos贸b 艂apie si臋 偶ycia. Jest przywi膮zany do codziennych rytua艂贸w. Popo艂udniow膮 herbat臋 zawsze robi艂a mi 偶ona? To tak ma by膰, bo p贸ki tak jest, to znaczy, 偶e wszystko jest dobrze. Rodzice chc膮 pozosta膰 t膮 instancj膮 wy偶ej, nie chc膮 pos艂ucha膰.

W domu dziennej opieki na Mokotowie mo偶na zosta膰 tak d艂ugo, jak d艂ugo chory sam korzysta z toalety i nie rozbija grupy. Nieuchronnie przychodzi ten dzie艅, 偶e trzeba si臋 po偶egna膰.Gdy mama wr贸ci艂a do domu, wyst膮pi艂am do s膮du o jej ubezw艂asnowolnienie. Ba艂am si臋, 偶e mo偶e zosta膰 wykorzystana. Jaki艣 domokr膮偶ca sprzeda jej garnki za 5 tys. czy wetknie po偶yczk臋. By艂o dla mnie oczywiste, 偶e skoro mama mieszka z siostr膮, siostr臋 zg艂osimy na prawn膮 opiekunk臋. Ale siostra wyci臋艂a mi numer. Przysz艂a do s膮du i og艂osi艂a, 偶e to mnie zg艂asza na opiekuna, bo ona nast臋pnego dnia wyje偶d偶a na wiele miesi臋cy za granic臋. Nie mog艂a mnie uprzedzi膰? Przekaza艂a mi w s膮dzie matk臋 jak worek ziemniak贸w. Tu偶 przed d艂ugim weekendem, podczas kt贸rego okaza艂o si臋, 偶e wszystkie piel臋gniarki albo wyjecha艂y, albo s膮 ju偶 dawno porezerwowane.
Wtedy podj臋艂am najlepsz膮 decyzj臋 w 偶yciu: zadzwoni艂am do felicjanek, kt贸re prowadz膮 w Bia艂o艂臋ce dom opieki dla chronicznie chorych kobiet. Od przyjaci贸艂 wiedzia艂am, 偶e s膮 godne zaufania. Podczas pierwszej rozmowy siostra dyrektorka powiedzia艂a, 偶e nie ma miejsc, ale doda艂a: „Prosz臋 czeka膰 na telefon. W ka偶dym miesi膮cu mamy uroczyst膮 msz臋 i kogo艣 brakuje”. Tak w艂a艣nie delikatnie.

Po dw贸ch dniach odebra艂am telefon, 偶e mo偶emy przyje偶d偶a膰.

Do felicjanek trzeba ju偶 by艂o zawie藕膰 mam臋 wynaj臋t膮 karetk膮. Jej stan z dnia na dzie艅 pogarsza艂 si臋. Mia艂a wylewy, nie by艂o ju偶 kontaktu. Tam mama sp臋dzi艂a ostatni miesi膮c. By艂am u niej codziennie. Zauwa偶y艂am, 偶e w godzinach 10-11.30 jest w lepszej formie. Codziennie jak w zegarku. Czyta艂am jej wtedy ksi膮偶ki i trzyma艂am za r臋k臋. To by艂o jedyne, co mi przysz艂o do g艂owy. Po obiedzie mama zasypia艂a.

Na szcz臋艣cie wtedy, po powrocie z s膮du, nie przysz艂o mi do g艂owy, 偶eby zawie藕膰 mam臋 do szpitala. U felicjanek naogl膮da艂am si臋, w jakim stanie odbierani s膮 seniorzy po kilku tygodniach w szpitalu. Odle偶yny, cz臋sto przypl膮tuje si臋 dodatkowa infekcja. Czasem nie ma wyj艣cia. Ale je艣li jest, lepiej tego unikn膮膰 w sytuacji, gdzie i tak nie ma mowy o leczeniu, chodzi o opiek臋.

U felicjanek wspania艂e by艂o to, 偶e s膮 wyczulone na potrzeby chorej i szybko reaguj膮. Jednego dnia przyje偶d偶am – mama ma zmienion膮 diet臋. Nie by艂a ju偶 w stanie po艂yka膰, dostaje g臋ste zupy. Innego dnia – ma ju偶 sond臋 z pokarmem. Kolejnego – jest maska tlenowa, cewnik. Cz艂owiek w domu sam nie ma o tym wszystkim zielonego poj臋cia.
Z czasu gdy opiekowali艣my si臋 z m臋偶em w domu te艣ciow膮 i moim ojcem, pami臋tam ci膮g艂y strach. Czy ten nowy objaw to znak, 偶e mamy pilnie wzywa膰 karetk臋? Czy to normalne? I ci膮gle wzywali艣my pogotowie albo niepotrzebnie, albo za p贸藕no. Te艣ciowa przez pewien czas nie oddawa艂a moczu i jak w ko艅cu wezwali艣my karetk臋, powiedziano nam, 偶e przyjechali w ostatniej chwili. Za chwil臋 p臋k艂by jej p臋cherz! Wyobra偶a sobie pani narazi膰 chor膮 na nowotw贸r osob臋 na taki dodatkowy b贸l! A my przecie偶 nie wiedzieli艣my, kiedy zak艂ada si臋 cewnik, nikt nas o tym nie uprzedzi艂. Dlatego by艂am taka szcz臋艣liwa, 偶e mama jest pod profesjonaln膮 opiek膮.

Jeste艣my ateistami, ale felicjanki ani razu nie da艂y nam odczu膰, 偶e to problem. Nie by艂o pr贸b nawracania nas. M膮偶 na pocz膮tku chodzi艂 za to po tym domu mocno zdziwiony. Szepta艂 do mnie: „Anka, one si臋 u艣miechaj膮! One chyba nawet ciebie lubi膮! One lubi膮 pacjent贸w!”. Po do艣wiadczeniach szpitalnych i opowie艣ciach znajomych o innych domach opieki cz艂owiek si臋 tego nie spodziewa. My艣l臋, 偶e to wcale nie jest 艂atwe lubi膰 pacjent贸w. Zw艂aszcza 偶e tu ka偶dy przyje偶d偶a umiera膰.

Jedyne, co nie pozwala艂o zapomnie膰, 偶e jest to miejsce katolickie, to msze transmitowane w niedziel臋 przez radiow臋ze艂, na ca艂y regulator. Ale przecie偶 wi臋kszo艣膰 pacjentek chce s艂ucha膰, a niedos艂ysz膮. Wi臋c jest to zrozumia艂e. Przyjaci贸艂ka, kt贸ra te偶 mia艂a mam臋 w tym domu, k艂贸ci艂a si臋 o te msze. Ja odpu艣ci艂am.

Tego dnia, gdy siostry uprzedzi艂y, 偶e z mam膮 jest bardzo 藕le, zosta艂am. Zaskoczy艂a mnie taka sytuacja: po kilku godzinach czuwania zesz艂am pi臋tro ni偶ej zrobi膰 sobie kaw臋, a gdy wr贸ci艂am po trzech minutach, przy mamie ju偶 by艂a siostra. Umieraj膮cej nie zostawia si臋 samej. Gdy mama odesz艂a, po pewnym czasie jedna z si贸str zapyta艂a, czy chc臋 porozmawia膰 o 艣mierci.
W naszym spo艂ecze艅stwie panuje hipokryzja: z jednej strony m贸wimy, 偶e nie wolno oddawa膰 starych rodzic贸w, z drugiej – w domu cz臋sto wolimy opiekowa膰 si臋 rodzicem nie swoimi r臋kami, tylko r臋kami siostry lub brata. Mam przyjaciela, kt贸ry zaproponowa艂 braciom, 偶e we藕mie mam臋 z alzheimerem do siebie, bo ma najwi臋kszy dom. Ale u mamy, by艂ej nauczycielki, choroba posz艂a w takim kierunku, 偶e dzie艅 i noc wyzywa艂a najwi臋kszymi wulgaryzmami synow膮 i wnuczk臋. Nikt nie podejrzewa艂, 偶e ta dystyngowana kobieta zna w og贸le takie wyrazy. Byli na skraju wytrzyma艂o艣ci. Gdy m贸j przyjaciel zacz膮艂 z bra膰mi temat, 偶e mo偶e trzeba b臋dzie jako艣 inaczej zorganizowa膰 mamie opiek臋, oburzyli si臋 i odwr贸cili. A wie pani, co mojemu przyjacielowi powiedzia艂 spowiednik? „Matce to ty ju偶 wiele nie pomo偶esz, a stracisz rodzin臋”.

Moja siostra za艂o偶y艂a mi teraz spraw臋 w s膮dzie, 偶e odda艂am mam臋 do felicjanek i w ten spos贸b narazi艂am jej zdrowie.

3.

Marta: – Do 93. roku 偶ycia mama mieszka艂a sama, w segmencie ze schodami. By艂a oty艂a, nie wychodzi艂a ju偶 na zakupy, porusza艂a si臋 po domu i ogrodzie. Dwa razy w tygodniu przychodzi艂a pani, robi艂a zakupy i sprz膮ta艂a. Trzy uliczki dalej mieszka moja starsza siostra, w tym czasie by艂a ju偶 na emeryturze. Mia艂y sta艂y rytua艂: siostra przychodzi艂a do mamy ko艂o jedenastej, pi艂y herbat臋, gotowa艂y obiad, jad艂y. Ja przez lata codziennie wpada艂am wieczorem, du偶o pracuj臋. W ka偶d膮 niedziel臋 u mamy by艂 obiad, absolutnie obowi膮zkowy. Dwa razy w tygodniu mama gra艂a w bryd偶a, jak przesta艂a wychodzi膰, znajomi wpadali do niej.

Mama nie by艂a ani dnia sama. Mimo to nie by艂o wszystko w porz膮dku. Mimo 偶e by艂am tam dzie艅 w dzie艅, mama wci膮偶 uwa偶a艂a, 偶e jestem za ma艂o. Niby tego nie m贸wi艂a, ale dawa艂a do zrozumienia. By艂o sta艂e napi臋cie. Chcia艂am si臋 ni膮 zajmowa膰, ale du偶o pracuj臋, nawet po 12 godzin. Mam doros艂膮 c贸rk臋 i wnuki, z kt贸rymi lubi臋 si臋 pobawi膰. I padam na nos. A jeszcze chcia艂abym czasem spotka膰 si臋 z przyjaci贸艂kami, poczyta膰 ksi膮偶k臋. Od 20 lat jestem rozwiedziona i ceni臋 ten m贸j 艣wiat, kt贸ry sobie zbudowa艂am: przyja藕nie, ale te偶 samotno艣膰.

Gdyby mama chocia偶 da艂a si臋 sob膮 zaopiekowa膰. Ale by艂o tak: najpierw przynie艣, wynie艣, pozamiataj, a potem siadaj i s艂uchaj: „Jestem matk膮 i mam obowi膮zek ci臋 poinstruowa膰”. Sta艂a jakby na mostku kapita艅skim, a ja czu艂am si臋 ubezw艂asnowolniona.

Moja siostra ma ducha samarytanki. Ale te偶 mia艂a mi za z艂e, 偶e za ma艂o si臋 udzielam. Pomimo 偶e to ja zawsze wszystko mamie finansowa艂am. Emerytura s艂u偶y艂a mamie wy艂膮cznie na jej drobne osobiste wydatki. Po jakim艣 czasie budzi si臋 w cz艂owieku sprzeciw i niewiele mo偶na z tym zrobi膰. Moja przyjaci贸艂ka powiedzia艂a kiedy艣: „Patrz, to niesprawiedliwe, oni opiekuj膮 si臋 nami do 18. roku 偶ycia i ju偶. A my nimi czasami po kilkadziesi膮t lat, w terrorze emocjonalnym”. Co艣 w tym jest.

W wieku 93 lat mama dosta艂a udaru. Nie wsta艂a z 艂贸偶ka. Za dziesi臋膰 dni mia艂am wa偶ny wyjazd zagraniczny, musia艂am na gwa艂t znale藕膰 fachow膮 opiek臋. Zadzwoni艂am do prywatnej kliniki medycznej. Opiekunowie p艂atni za dob臋. Strasznie drogo, ale profesjonalnie i bezpiecznie. Po moim powrocie trzeba by艂o szuka膰 czego艣 innego. Wbrew pozorom to wcale nie艂atwe, je艣li czas nagli, a potrzebujemy kogo艣 godnego zaufania, kto zamieszka z chor膮 matk膮 w jej domu.

Przypomnia艂o mi si臋, 偶e znajomym niedawno zmar艂 rodzic i zwolnili opiekunk臋, kt贸r膮 bardzo chwalili. Zadzwoni艂am, uda艂o si臋, szuka pracy. Przed mam膮 musia艂y艣my ukrywa膰, 偶e to Ukrainka. 呕e i tak s艂ysza艂a po akcencie? Pewnie tak, no widzi pani, taki cyrk. Ale musia艂y艣my udawa膰, 偶e nie, bo mama jeszcze z wojny mia艂a przekonanie, 偶e Ukrai艅cy to najgorsze plemi臋 i do domu 偶adnego nie wpu艣ci. Je艣li chodzi o piel臋gnacj臋, Ukrainka by艂a na sz贸stk臋. Umia艂a profesjonalnie mam臋 podnosi膰, my艂a, przez rok nie dopu艣ci艂a do najmniejszej odle偶yny. Potrafi艂a skuteczniej ni偶 ja wyk艂贸ca膰 si臋 przez telefon z NFZ o przys艂uguj膮ce mamie wizyty lekarskie i badania. Ale mama i tak przywo艂ywa艂a mnie, jak tylko uwa偶a艂a, 偶e Ukrainka nie s艂yszy, i wyra偶a艂a pretensje. 呕e co my艣my jej zrobi艂y, 偶eby ona musia艂a w takim towarzystwie, z kim艣 tak niegodnym jej intelektu. Ukraince p艂aci艂am 3,4 tys. miesi臋cznie plus ZUS.

Ewentualne oddanie do domu opieki to by艂o absolutne tabu. Mama kaza艂a nam przyrzec, 偶e nie oddamy jej ani do szpitala, ani do 偶adnego domu opieki. Zreszt膮 15 lat wcze艣niej z chorym ojcem objecha艂y艣my kilka takich dom贸w i to, co zobaczy艂y艣my, zrazi艂o nas na zawsze. Ojciec odszed艂 w domu, na moich r臋kach.Pami臋tam ten wiecz贸r, mama stan臋艂a w drzwiach sypialni ojca, popatrzy艂a na niego i powiedzia艂a: „To ju偶 d艂ugo nie potrwa”. I posz艂a do siebie spa膰. Rodzice byli dobrym ma艂偶e艅stwem, ale taka by艂a mama, niewylewna. Ja zosta艂am z ojcem na noc.

Natomiast mam臋 do szpitala w ko艅cu odda艂y艣my. I to jest jedyne, co mam sobie do zarzucenia. Kiedy stan bardzo si臋 pogorszy艂, kilka razy przyje偶d偶a艂o pogotowie i chcieli mam臋 zabiera膰. Za ka偶dym razem upiera艂y艣my si臋, 偶e nie. W ko艅cu mama zupe艂nie przesta艂a m贸c prze艂yka膰. Ba艂y艣my si臋, 偶e umrze z g艂odu, kolejny raz wezwa艂y艣my pogotowie. Zacz臋艂a si臋 nasza siedmiotygodniowa epopeja szpitalna.

Kilka godzin siedzia艂y艣my w izbie przyj臋膰, zero informacji. Potem przez siedem tygodni wyczekiwa艂y艣my na korytarzach na jakiegokolwiek lekarza, ka偶dy op臋dza艂 si臋 od nas jak od much. Pacjent – obiekt, rodzina – natr臋ci. Przecie偶 rozumia艂am, 偶e szanse na wyzdrowienie s膮 zerowe. Ale czy lekarz nie m贸g艂by um贸wi膰 si臋 z nami na jak膮kolwiek godzin臋, raz dziennie, by odpowiedzie膰 na kilka pyta艅?

Do szpitala nadal codziennie przychodzi艂a Ukrainka. Zwil偶a艂a mamie usta, masowa艂a j膮. O proste rzeczy nie mog艂y艣my dopyta膰 lekarza: Czy rurka do karmienia musi by膰 na sta艂e w mamy ustach? Czy aparat do mierzenia ci艣nienia musi by膰 stale zaci艣ni臋ty na mamy nadgarstku? Przecie偶 r臋ka spuch艂a jak baleron, to musi bole膰. Z ka偶d膮 tak膮 duperel膮 lata艂y艣my po pokojach, by艂y艣my przeganiane, by w ko艅cu us艂ysze膰: „Tak, mo偶na”. Ale jak, kiedy? Nikt niczego nam nie t艂umaczy艂. „Moje c贸rki krowy” to najlipniejszy film, jaki widzia艂am w 偶yciu! Tam umieraj膮ca matka le偶y w szpitalu w make-upie i ca艂y personel si臋 ko艂o niej kr臋ci. Specjalnie posz艂am na to do kina, 偶eby si臋 wzruszy膰 po naszych przej艣ciach, a u艣mia艂am si臋.

Po odej艣ciu mamy us艂ysza艂am w miar臋 wsp贸艂czuj膮cy ton lekarki oznajmiaj膮cej zgon. To wszystko.

Fundacja Agory

Fundacja Agory w 2016 roku zbiera 艣rodki z 1%, by w艂膮czy膰 si臋 w dzia艂ania zwi膮zane z dziennymi domami opieki dla os贸b starszych wymagaj膮cych ci膮g艂ej opieki, w tym ot臋pia艂ych (np. z chorob膮 Alzheimera). Fundacja b臋dzie promowa膰 tworzenie takich dom贸w przez gminy i organizacje. Fundacja skupi si臋 te偶 na tematach pomocy dla opiekuj膮cych si臋 chorymi (wypadaj膮 z rynku pracy, czuj膮 si臋 przem臋czeni i wypaleni) – potrzebna im terapia i szkolenia. Fundacja prosi o wp艂aty: KRS 0000210120