Kto zajmie się mamą – tekst z sieci

  • Starzenie się i odchodzenie rodziców jest trudne. Konieczność opieki – uciążliwa. Właśnie wtedy ujawniają się niespłacone rachunki krzywd. Ktoś dostał więcej miłości, ktoś mniej. W kryzysowej sytuacji rodziny zamiast się jednoczyć, zaczynają ze sobą walczyć.

 

 
Odchodzenie rodzica może być szansą na pojednanie, ale może też przywołać pamięć krzywd /©123RF/PICSEL
Odchodzenie rodzica może być szansą na pojednanie, ale może też przywołać pamięć krzywd

 

/©123RF/PICSEL
 

Dzień 14 marca 2014 roku był dla Jolki punktem zwrotnym. Dzień jak co dzień, gdyby nie telefon od siostry: „Tata jest w szpitalu. Wylew”. Miał otwarte oczy, kiedy weszła do sali, w której była już cała rodzina – matka, mąż Jolki, dzieci, siostra i jej nastoletni syn. Ojciec nikogo nie rozpoznawał. Matka spytała, co by zjadł, odpowiedział, że słonia. Na pytanie, co mu przynieść jutro, powiedział, że trawy. 

Potem zamknął oczy i krzyczał: „Emilka, Emilka…”. Mężczyzna z sąsiedniego łóżka, patrząc w kierunku żony, skomentował: „Mąż bardzo panią kocha”. „Mam na imię Maria”, odpowiedziała matka Jolki. Było pewne, że ojcu pomieszało się w głowie.
 
Gdy wszyscy już wyszli, Jolka została jeszcze godzinę. Wyręczyła pielęgniarkę i zmieniła tacie pampersa. Wydawało się jej, że to jakiś sen. Silny 66-letni mężczyzna, który dzień wcześniej grabił ogród, był z autem w warsztacie, planował wycieczkę rowerową, teraz robi pod siebie, a jego córeczka zmienia mu pieluchę. 

Lekarze nie robili nadziei. Ojciec będzie niepełnosprawny, wymagający całodobowej opieki. W domu oprócz dwójki dzieci Jolki, pojawiło się trzecie – ojciec. To cena wielopokoleniowej rodziny. Trzeba się zająć schorowanymi rodzicami, tak jak oni zajmowali się najpierw dziećmi, potem wnukami, 8-letnim Markiem i 6-letnim Adamem.

 

ON KOCHAŁ CIĘ BARDZIEJ

Dla wszystkich było oczywiste, że odpadł przewodnik stada. Rodzina uradziła, że wynajmą opiekunkę do dzieci, matka zajmie się niepełnosprawnym mężem, rehabilitant będzie przychodził trzy razy w tygodniu. Będą okazjonalnie wynajmowali kogoś, kto zadba o ogród, zrobi drobne naprawy w 40-letnim domu, który powoli się sypał. Mąż Jolki z góry zaznaczył, że jego pomoc będzie tylko ekonomiczna, bo teść nigdy go nie zaakceptował. Wracał z pracy coraz później, bo nagle przybyło mu obowiązków. 

Jolka zostawała sama z chorym tatą, wycieńczoną matką, dwójką dzieciaków i z żalem. Do męża – o to, że porzuca ją wtedy, kiedy go najbardziej potrzebuje. Do siostry – że nie odbiera telefonów i nie pomaga przy ojcu, tłumacząc się brakiem czasu. Do matki – że całą odpowiedzialność za rozwiązanie trudnej sytuacji z chorym pozostawiła na głowie córki, tak jak wcześniej wszystko pozostawiała mężowi. Do ojca – że dał jej złudzenie własnej nieśmiertelności, nie przygotował na dorosłe życie, przed którym teraz nie było dokąd uciec.

Jolka postanowiła wyegzekwować pomoc od młodszej o pięć lat siostry. Wkurzona pojechała do niej i stanęła w drzwiach. Iza otworzyła zdziwiona, oglądała właśnie serial, na twarzy miała maseczkę, a w ręku drinka. Jolka siadła przy stole i rozpłakała się, mówiąc, że sama nie da sobie rady. Że nie przyszła tu żądać, ale prosić. Siostra była niewzruszona, powiedziała: „Tobie zawsze było lepiej, to ty byłaś oczkiem w głowie taty, ukochaną córeczką”. 

Okazało się, że Iza ma do siostry żal o to, że była faworyzowana jako ta mądrzejsza i zdolniejsza. To Jolka zamieszkała z rodzicami w domu z ogrodem, a ona gnieździ się w 40-metrowym mieszkanku z nastoletnim synem. Jolka przypomniała jej, że Iza dostała to mieszkanie tuż po maturze właśnie od rodziców i nie musi spłacać kredytu. Wspomniała, że studiując w Krakowie, tułała się po wynajętych klitach razem z mężem. Siostra odpowiedziała, że za studia Jolki płacił ojciec, bo w nią wierzył. Ona czuje się gorszym dzieckiem, nieudanym, bo żadnych studiów nie skończyła, nie ułożyła sobie życia. Pracę ma byle jaką, sekretarki w spółdzielni mieszkaniowej, nie prestiżową dyrektora prywatnego liceum jak Jolka.

Jolka wyszła od Izy z przekonaniem, że nie przebije się przez jej złość i żal. Została z problemem sama. Wróciła do domu i zmieniła ojcu pieluchę.

GDY BRAKUJE MIŁOŚCI

„Nie musisz już tak się starać, nic nie ugrasz. Matka wszystko przepisała na mnie”, usłyszała Sylwia od brata na progu rodzinnego domu. Roman patrzył triumfalnie na siostrę, która jak co tydzień przyjechała z Warszawy do Kołobrzegu na weekend, by zaopiekować się umierającą na raka matką. Od trzech miesięcy pani Janina była w domu w terminalnym stadium nowotworu płuc z przerzutami. 

Syn i synowa, którzy wraz z dziećmi mieszkali z nią na co dzień, zachowywali się, jakby matki już nie było. Położyli ją w jej pokoju, przynosili śniadanie, obiad i kolację. Wynajęli pielęgniarkę, która przychodziła codziennie na kilka godzin. Z pozoru nie można było im nic zarzucić – spełniali obowiązek, ale nie było w tym troski, współczucia, miłości. Syn nie pielęgnował matki, nie okazywał żalu, że odchodzi, nie okazywał wsparcia.

A było o co zabiegać, bo do podziału był duży dom, dwie działki budowlane, trochę akcji i pieniądze z polisy. Pani Janina sporządziła testament, w którym podzieliła wszystko po połowie między syna i córkę, nie bacząc, komu wiedzie się lepiej, a komu gorzej. Roman miał inne zdanie na ten temat. Uważał, że skoro mieszka w domu od urodzenia, nie musi spłacać zamożnej dyrektorki banku z apartamentem w stolicy. Majątek matki po prostu mu się należy. Tyle czasu męczył umierającą kobietę, aż ta w końcu uległa. Przepisała większość majątku na syna, zostawiając córce tylko niewiele warte akcje. 

Sylwia stała w przedpokoju jak wmurowana, a brat wylewał na nią potoki żółci. „Spróbuj wyżyć za niecałe 3 tysiące. Tyle to ty na torebkę wydajesz. Ale wielkiej dyrektorce mało! Łapę chciałaś na domu położyć. Myślisz, że nie wiem, po co co tydzień przyjeżdżasz? Matkę chciałaś urobić. Ale ja głupi nie jestem. Na cwańszego od siebie trafiłaś. Wszystko jest moje”, krzyczał. 

Kobieta najchętniej odwróciłaby się na pięcie i wyszła, ale pomyślała o tym, co poczuje matka, która słyszy wszystko z pokoju obok. Zacisnęła zęby i nie wypomniała bratu, że kiedy ona odrabiała lekcje i uczyła się po nocach, on siedział przed telewizorem albo włóczył się z kolegami. Nie powiedziała, że całe życie razem z rodziną był na garnuszku matki, że nie zagrzewał miejsca w żadnej pracy, a jego żona nigdy nie pracowała zawodowo.

Wyminęła brata bez słowa i weszła do pokoju matki. Starsza pani płakała. „Nie miałam siły z nimi walczyć. I tak nagrodziłam ich za lenistwo, a ciebie ukarałam za wytrwałość”, powiedziała. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że właśnie wtedy po raz pierwszy w życiu Sylwia poczuła miłość i akceptację matki. 

Pani Janina nigdy nie należała do ciepłych i czułych osób. Nie przytulała dzieci, nie mówiła, że je kocha, nie rozmawiała z nimi o ich radościach, marzeniach i troskach. W jej życiu liczyła się tyko praca. Trudno się dziwić, że teraz, kiedy słabość zarządzała całym jej życiem, a choroba zmierzała w jednym kierunku, i jej, i jej dzieciom zabrakło słów i gestów, które pomagają być blisko, pokazują miłość i troskę. Dlatego matka i córka nie rozmawiały o tym, co tu i teraz, o odchodzeniu, śmierci, sytuacji z testamentem. 

Słabnąca pani Janina opowiadała Sylwii swoje życie. Mówiła: „Odkąd pamiętam, byłam w biegu, zatrzymywałam się tylko, żeby coś zjeść, bo wtedy mogłam odpocząć bez wyrzutów sumienia”. Przyznała też, że była złą matką. „Ale nawet gdybym dostała drugie życie, nie umiałaby inaczej”, przyznała.

Sylwia patrzyła, jak moc jej zawsze zapracowanej i nieugiętej matki przechodzi w bezradność. Zrobiło jej się żal matki, samej siebie, nawet brata. Wiedziała, że wraz ze śmiercią matki ich drogi się rozejdą. Na zawsze. 

„Nieumiejętność bycia blisko w sytuacjach ostatecznych nie bierze się znikąd. Jeśli ktoś nie został nauczony okazywania uczuć, ciepła, troski, będzie miał kłopot z okazaniem tego innym. Matce, siostrze, partnerowi, swoim dzieciom też”, tłumaczy Karolina Rabenda, psycholog, terapeuta EMDR z Naszej Strefy. Wyjaśnia, że choroba, powolne odchodzenie rodzica może być szansą na pojednanie, zmianę, ale może też przywołać pamięć krzywd, wywołać chęć odwetu. Obnażyć nieumiejętność bycia blisko.

„Stoi za tym wychowanie zredukowane do karmienia, ubierania i kontroli, nieumiejętność zajęcia się potrzebami dzieci ich emocjami, wrażliwością. Wyrastają z nich dorośli mający trudność z okazywaniem uczuć. To taki łańcuszek krzywd”, mówi terapeutka.

CIENIE PRZESZŁOŚCI

Siostry Lidka i Sabina odwiedziły ojca w niedzielę, bo sąsiedzi skarżyli się, że czują z mieszkania ulatniający się gaz. Otworzył wychudzony i zarośnięty stary człowiek. Chciał podjąć córki kawą, ale odkręcił wodę, sięgnął po pudełko, spojrzał w okno i usiadł. Potem jakby nigdy nic spytał, czy posprzątały zabawki. Okazało się, że 70-letni pan Stanisław ma początki alzheimera i nie poradzi sobie sam. Sabina zaproponowała 13 lat starszej siostrze, żeby na spółkę wynajęły ojcu opiekunkę (dokładając do tego jego emeryturę). Lidka się nie zgodziła. Nie zgodziła się też na prywatny ośrodek za 3 tys. złotych, choć w przeciwieństwie do siostry dobrze jej się powodziło.

„Czego ty chcesz? Oddać ojca do jakiejś umieralni? Jak możesz być taka bez serca dla niego?”, krzyczała rozżalona Sabina, gdy zrozumiała, że siostra nie zamierza ani partycypować w kosztach opieki nad ojcem, ani zajmować się nim osobiście. „Bez serca? Ja bez serca? A kiedy ten stary chlor kiedykolwiek mnie okazał serce? Do dziś budzę się na najmniejszy szmer, bo przez całe dzieciństwo musiałam być gotowa do ucieczki, kiedy ten pijak wtaczał się do domu w środku nocy i zabierał się za bicie mnie i mamy. Wiesz, ile nocy spędziłyśmy zmarznięte na klatce schodowej? I ty śmiesz mówić, że nie mam dla niego serca?”, wykrzyczała w odpowiedzi Lidka. 

Młodsza siostra miała zupełnie inne wspomnienia związane z ojcem, bo właśnie po jej narodzinach przestał pić. Dla niej był zupełnie inny – chodził z nią na sanki i do cyrku, kupował cukierki. Jakby chciał odkupić winy wobec starszej córki. Niestety – Lidka znienawidziła go jeszcze bardziej za to, że młodsza siostra dostała coś, czego ona nie miała i nigdy już nie będzie. 

Ponieważ Sabiny nie było stać na samodzielne opłacenie dobrego ośrodka, a mąż nie zgodził się, by teść zamieszkał z nimi, pan Stanisław trafił do miejsca refundowanego przez NFZ, o którym mówiło się „umieralnia”. Sabina odwiedzała go co dwa dni. Zawsze wtedy robiła zdjęcie – otępiałemu ojcu, serwowanym posiłkom, obdrapanym ścianom – i wysyłała je siostrze esemesem zawsze z tą samą treścią: „Życzę ci tak samo dobrej starości jak ma nasz tata”. 

Lidka poczuła, że to niesprawiedliwe, że siostra chce unieważnić złą przeszłość. Po kilku tygodniach tej jednostronnej korespondencji zadzwoniła do niej z krzykiem: „Co ty wiesz o życiu, gówniaro? Odczep się ode mnie raz na zawsze!”. Sabina bez słowa odłożyła słuchawkę. Osiągnęła jednak jedno – Lidka poszła odwiedzić ojca. Ucieszył się, bo myślał, że jest jego ciotką, mówił do niej Justysiu. Patrząc, jak zjada ciasto drożdżowe i siorbie herbatę, spytała: „Tato, czy wiesz, co zrobiłeś mamie i mnie?”. 

Odpowiedział: „Ty, Justynko zawsze pyskata byłaś” i zaczął się śmiać. Wtedy oprócz złości poczuła też żal. Żałowała siebie – bo nie będzie już miała okazji mu powiedzieć, jak ją skrzywdził. Ale też żałowała jego – bo nikt nie zasługuje na taki koniec. Żałowała też, że źle potraktowała siostrę, bo tęskniła za nią. Zadzwoniła, żeby przeprosić i dogadać się w sprawie opieki nad ojcem. 

Na razie nie jest gotowa, by mu przebaczyć i go widywać, ale zaoferowała pomoc finansową. Lekarze mówią, że przed panem Stanisławem jeszcze wiele lat życia. Uznała więc, że nie może ich spędzić w takim miejscu. Nawet jeśli – według niej – na to zasłużył. „Te panie mają różne doświadczenia związane z domem rodzinnym, bo przyszły na świat na różnych etapach życia rodziców.

Bycie siostrą, bratem nie oznacza automatycznie przyjaźni. Czasami różne perspektywy postrzegania rodziców utrudniają poprawne relacje. Ktoś dostał więcej, ktoś mniej uwagi, czułości, troski”, komentuje Karolina Rabenda. Wyjaśnia też, że w przypadku przemocowego dzieciństwa taka ambiwalencja, czyli kocham ojca i nienawidzę go, są normalne. 

„Żałobę po traumatycznej przeszłości można przepłakać na terapii. Warto to zrobić, żeby dobrze funkcjonować w innych związkach”, radzi ekspertka.


Joanna Drosi-Czaplińska

GRAZIA 3/2016

Czytaj więcej na http://www.grazia.pl/styl-zycia/news-kto-zajmie-sie-mama,nId,2174651#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

6 myśli na temat “Kto zajmie się mamą – tekst z sieci

  1. Trudne sprawy opisałaś Elu. Kiedy trzeba zająć się schorowanymi rodzicami, zaczynają się problemy. Najpierw pomagają chować wnuki, bo są sprawni, rodzina czerpie ile się da. Potem jest różnie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    Polubienie

  2. Elu, bo tak to wszystko dziwnie jest ułożone i bardzo smutno. Najpierw pędzimy przez życie, a potem przychodzi starość i stajemy się balastem dla swoich dzieci. Nie powinno tak być, by je okradać z młodości i dojrzałego życia.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Na szczęście mam wspaniałe siostry. Kiedy trzeba było otoczyć opieką chorych Rodziców, robiłyśmy to na spółkę. Tak dzieliłyśmy się dyżurami, by każdej pasowało. No i mamy wspaniałych mężów, którzy nam pomagali.
    Pozdrawiam Elu 🙂

    Polubienie

  4. Trudne sprawy. Ja też o tym myślę i dochodzę do wniosku, że jednak, mimo wszystko, każdy otrzymuje to – na co zasłużył. Slogan, że dobro wraca ma jakieś uzasadnienie, ale… No właśnie, zawsze musi być jakieś – ale.
    Włożyłaś kij w mrowisko.
    Pozdrawiam!!!

    Polubienie

  5. Mnie przychodzi na myśl, że czasem dobra materialne wnoszą więcej złego niż dobrego. Ludzie bywają małostkowi, choćby się wydawało, że w obliczu śmierci wszelkie animozje powinny iść w niepamięć.
    Jest też tak, że gdy nie jesteśmy kochani, jak byśmy tego oczekiwali, nie umiemy docenić miłości, jaką umiano nam ofiarować.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s