Archiwum dnia: 17 czerwca, 2016

Gdzie s膮 dzieci!

Tak mi si臋 w艂膮cza nutka wspomnieniowa. Pewnie ju偶 za progiem staro艣膰, albo tylko melancholia spowodowana deszczow膮 pogod膮, kt贸ra ogarn臋艂a niemal ca艂膮 Polsk臋.

Niech sobie idzie ju偶 ten deszcz, bo ziemia ju偶 jest do艣膰 na razie nawil偶ona, a ro艣liny strzeli艂y do samego nieba. 聽馃檪

Przygl膮dam si臋 du偶emu 聽placowi jaki mam za oknem i tak si臋 zastanawiam, gdzie podzia艂y si臋 polskie dzieci?

Nie ma ich, po prostu jakby zapad艂y si臋 pod ziemi臋. Jakby dzietno艣膰 w Polsce spad艂a do zera, bo w dzisiejszych czasach ju偶 na podw贸rkach nie rozbrzmiewaj膮 dzieci臋ce odg艂osy. Cisza! Potworna cisza, a dzieciaki pewnie siedz膮 w domach przy komputerach, albo telefonach. Je艣li tak jest faktycznie, to jest to edukacyjna katastrofa i wychowawcza te偶!

Pami臋tam, 偶e moje Dzieci buszowa艂y po podw贸rku i bawi艂y si臋 z r贸wie艣nikami i cz臋sto ci臋偶ko by艂o je 艣ci膮gn膮膰 do domu.

Pami臋tam swoje dzieci艅stwo, a by艂o pe艂ne przer贸偶nych przyg贸d podw贸rkowych z bliznami na nogach w艂膮cznie.聽

Pami臋tam, 偶e w艂azi艂am na drzewa, wisia艂am na trzepaku i goni艂am za pi艂k膮. To by艂 wspania艂y czas przyja藕ni i kole偶e艅stwa na podw贸rku w艂a艣nie.聽

My艣l臋 sobie nie raz, 偶e kiedy nastanie weekend i pogoda dopisuje, to podw贸rko wype艂ni si臋 dzie膰mi, ale srogo si臋 nie raz zawiod艂am.

Je艣li s膮 dzieci, to tylko pod opiek膮 mam, czy tatusi贸w. Upominane bez przerwy, aby tylko nie nabi艂y sobie guza. Pilnowane i wychowywane pod kloszem, bezstresowo. Smutny to widok, ale wida膰 takie czasy nasta艂y i ka偶dy rodzic z ty艂u widzi pedofila i porywacza dzieci.

Ciekawa jestem, co b臋d膮 mia艂y te dzieci do wspominania, kiedy stan膮 si臋 doros艂ymi lud藕mi?聽

Leopold Staff opisa艂 w wierszu swoje dzieci艅stwo, bardzo podobne do mojego.

DZIECI艃STWO – Leopold Staff

Poezja starych studni, zepsutych zegar贸w,

Strychu i niemych skrzypiec p臋kni臋tych bez grajka,

Z偶贸艂k艂a ksi臋ga, gdzie usch艂a niezapominajka

Drzemie – by艂y dzieci艅stwu memu lasem czar贸w…

Zbiera艂em zardzewia艂e, stare klucze… Bajka

Szepta艂a mi, 偶e klucz jest dziwnym darem dar贸w,

Ze otworzy mi zamki skryte w tajny par贸w,

Gdzie wejd臋 – blady ksi膮偶臋 z obrazu Van Dycka.

Motyle-m potem zbiera艂, magicznej latarki

Cuda wywo艂ywa艂em na 艣ciennej tapecie

I gromadzi艂em d艂ugi czas pocztowe marki…

Bo by艂o to jak podr贸偶 szalona po 艣wiecie,

Pe艂ne przyg贸d odjazdy w wszystkie 艣wiata cz臋艣cie…

Sen s艂odki, niedorzeczny, jak szcz臋艣cie… jak szcz臋艣cie…