Archiwum dnia: 17 lipca, 2016

Przychodzimy, odchodzimy leciute艅ko na paluszkach!

聽Dzi艣 mojego komentarza nie b臋dzie.聽

Dzi艣 s膮 przepi臋kne, przepe艂nione mi艂o艣ci膮 do swojego dziecka wspomnienia.

Nigdy, 偶aden Rodzic nie jest gotowy na 艣mier膰 swojego dziecka!

I tylko w ciszy polecam przeczyta膰!

„Walka z mediami kosztowa艂a Ani臋 du偶o si艂y. Zgodzi艂am si臋 na ten wywiad, by dziennikarze przestali ju偶 wymy艣la膰 bzdury” – rozmowa z Krystyn膮 Przybylsk膮, mam膮 Anny Przybylskiej

Cz臋sto rozmawia pani z Oliwi膮, Szymonem i Jasiem o ich mamie?
Bardzo cz臋sto. Jako babcia staram si臋 te偶 raz na jaki艣 czas zabra膰 wnuki na cmentarz. Z regu艂y idziemy w takich godzinach, 偶eby nie by艂o ludzi. Bo jak ju偶 kto艣 zobaczy, 偶e stoj臋 z dzie膰mi, to zaraz jest zainteresowany, zaczyna si臋 ruch, ciekawskie spojrzenia. I nie ma szans na skupienie. Jak jeste艣my sami, to zostawiam dzieci przed grobem Ani, a sama odchodz臋 do szwagra, kt贸ry le偶y dwa groby dalej. Oliwka trzyma Jasia i Szymona za r臋ce. Postoj膮 troch臋, po swojemu przemy艣l膮. Jak widz臋, 偶e si臋 ju偶 prze偶egnaj膮, id臋 po nie i wracamy do codzienno艣ci. Nie pytam o nic, nie rozmawiamy. To trudne, ale musz膮 by膰 silne.
Ich ojciec Jarek, kt贸remu przysz艂o zmierzy膰 si臋 z rol膮 samotnego rodzica, spisuje si臋 znakomicie. No i ma wsparcie bliskich, zw艂aszcza swojej mamy. My z moj膮 c贸rk膮 Agnieszk膮 te偶 pomagamy, jak umiemy. Wszystkie wolne chwile sp臋dzamy razem tak, by os艂adza膰 dzieciom 偶ycie bez mamy.Ka偶demu dziecku brakuje matki. Nie zast膮pi jej babcia, ciocia ani 偶adna inna kobieta. Cz艂owiek kocha, jak umie, ale przecie偶 wi臋藕 z matk膮 to co艣 niepowtarzalnego. Sama wiem to najlepiej. Mam臋 straci艂am p贸藕no, a i tak s膮 momenty, 偶e jest mi bez niej bardzo ci臋偶ko. By艂a moim powiernikiem, pomaga艂a mi, potrafi艂a powiedzie膰, 偶e przecie偶 jutro te偶 wstanie s艂o艅ce. To samo stara艂am si臋 zaszczepi膰 moim dzieciom. 呕e nawet jak dzi艣 jest 藕le, to jutro na pewno b臋dzie lepiej. 呕e bez ludzi 偶y膰 nie mo偶na, trzeba by膰 pogodnym, nastawionym do 偶ycia pozytywnie. Jak s膮 problemy, to nie mo偶na chowa膰 g艂owy w piasek, tylko nale偶y stawia膰 im czo艂o. I 偶e w rodzinie trzeba trzyma膰 si臋 razem.
Moja mama zmar艂a w 2007 r. By艂a moj膮 wielk膮 przyjaci贸艂k膮. Te偶 taka chcia艂am by膰 dla c贸rek. Dla mojej Ani i mojej Agnieszki. Bo Agnieszka nigdy nie pozostawa艂a w cieniu Ani. Zawsze obie by艂y dla mnie tak samo wa偶ne. Jak znajomi dzwonili i pytali: „Jak tam twoja Marylka?” – bo ka偶dy tak nazywa艂 Ani臋, jak gra艂a w „Z艂otopolskich” – odpowiada艂am zawsze: „Pami臋tajcie, 偶e mam dwie c贸rki”. Agnieszka pracuje w s艂u偶bie zdrowia. Jest ciep艂膮, wspania艂膮 osob膮. Jako rodze艅stwo mia艂y ze sob膮 艣wietny kontakt, by艂y z Ani膮 bardzo z偶yte. Z obu by艂am jednakowo dumna. Superdziewczyny.Dzisiaj, kiedy Ani ju偶 nie ma, oczywi艣cie jest inaczej.
Jak by艂a ju偶 chora, snu艂a plany w gda艅skim szpitalu. „Mamu艣, jest tyle pi臋knych miejsc w Polsce, a my ich nie znamy” – m贸wi艂a. „Zakopane, Krak贸w. Jak tylko wyzdrowiej臋, na pewno z dzie膰mi tam pojedziemy”. Mia艂a przy sobie taki z艂oty kalendarzyk, w kt贸rym zapisywa艂a, kt贸re miejsca koniecznie musimy odwiedzi膰. Nawet niedawno uda艂o mi si臋 go znale藕膰 w domowych szparga艂ach. Nie by艂o jej dane, wi臋c teraz ja staram si臋, jak tylko mog臋, zabiera膰 wnuki we wszystkie te miejsca, gdzie mieli艣my jecha膰 razem. Pakujemy si臋 do samochodu i jedziemy – dop贸ki jeszcze mog臋. Krak贸w, Gi偶ycko, Toru艅 i Jurata ju偶 za nami. Zwiedzamy Polsk臋, gdy tylko mamy okazj臋.Ostatnio, pod koniec maja, byli艣my w Liniewie. To taka malownicza wioska na Kaszubach, wynajmujemy tam domek z kominkiem. Na obiady chodzili艣my do gospody, 偶eby czasu przy garach nie traci膰. By艂a pe艂na chata, bo tr贸jka od Ani i jeszcze Mi艂osz, syn Agnieszki. No i sama Agnieszka, bo bez niej nie da艂abym rady. Dobrze si臋 bawili艣my. Najwa偶niejsze, 偶eby dzieci odci膮gn膮膰 od komputer贸w, kom贸rek, telewizora, zabra膰 na 艣wie偶e powietrze
Jak tylko mog臋, staram si臋 uczestniczy膰 w wychowaniu wnuk贸w. Oczywi艣cie na tyle, na ile wolno babci. Mam wra偶enie, 偶e 艣wietnie czuj膮 si臋 w naszym – mojego drugiego m臋偶a i moim – domu w Gdyni. Na co dzie艅 mieszkaj膮 na zamkni臋tym osiedlu, gdzie wszystko jest ogrodzone i nie ma miejsca na dzieci臋ce igraszki. A u nas jest prawdziwe podw贸rko, wielu r贸wie艣nik贸w, wsp贸lne zabawy, tajne dzieci臋ce „bazy”. Zawsze jest g艂o艣no i weso艂o.
Wszystko, 偶eby odci膮gn膮膰 ich od smutnych my艣li?
My艣l臋, 偶e ka偶de z nich prze偶ywa odej艣cie mamy inaczej. Szymon ma dziesi臋膰 lat, by艂 strasznie zwi膮zany z Ani膮. Jemu jest chyba najtrudniej, a przynajmniej najbardziej po nim to wida膰. Jasiu, wiadomo, pami臋ta niewiele. Mam臋 zna g艂贸wnie ze zdj臋膰. Pr贸buje to sobie jako艣 w tej pi臋cioletniej g艂贸wce u艂o偶y膰. Niedawno w moim telefonie zobaczy艂 zdj臋cie Ani: „O, masz moj膮 mam臋. A wiesz co, ona jest w niebie, ale mnie nie widzi”. Albo nagle pyta: „Oj, to moja mama przyjdzie w ko艅cu od tej Bozi czy nie?”.
Czy t臋skni膮? Tego nawet nie mo偶na sobie wyobrazi膰. Oliwka, jak razem le偶ymy wieczorem w 艂贸偶ku, potrafi si臋 przytuli膰 i powiedzie膰: „Babciu, ja ciebie tak kocham, tak pachniesz moj膮 mam膮”. To ja jej m贸wi臋: „Wiem, dziecko. Ty pachniesz moj膮 c贸rk膮”. I tak sobie le偶ymy. I ja naprawd臋 czuj臋, jakbym Ani臋 obejmowa艂a.To cudowne, 偶e s膮 dzieci, 偶e co艣 po nas zostaje na tym 艣wiecie.
Widzi w nich pani Ani臋?
To niesamowite, jak bardzo s膮 podobne. Zw艂aszcza ch艂opcy – wypisz wymaluj Ania. A kiedy 艣pi膮, to Ani臋 przypomina wszystko. Nawet to, jak s膮 u艂o偶eni – tak na boku, jak maj膮 zagi臋te paluszki. Uwielbiam, kiedy mog臋 ich zabra膰 do siebie na noc. Potrafi臋 wtedy godzinami tak siedzie膰 i patrze膰, jak le偶膮 pogr膮偶eni we 艣nie. Po prostu przytulam wtedy moj膮 Ani臋.Albo ostatnio, kiedy byli艣my w Gi偶ycku, Jasiu rozsiad艂 si臋 na le偶aku jak panisko. „Babcia, po偶ycz okulary” – m贸wi. Siedzi zadowolony, a ja po prostu widz臋 Ani臋.Oliwka natomiast to na pierwszy rzut oka c贸reczka tatusia – oczy szare jak u Jarka. Ale jak si臋 o偶ywi, szczebiocze, to ju偶 zupe艂nie mama.
Odziedziczy艂y po mamie talent aktorski?
Ch艂opcy raczej „p贸jd膮 w pi艂k臋”. Szymon ju偶 trenuje w klubie, wyje偶d偶a na obozy. W ko艅cu ich tata by艂 pi艂karzem, to i dobrze ich poprowadzi. Oczywi艣cie nic na si艂臋. Najwa偶niejsze, 偶eby to lubili. Chocia偶 kto to mo偶e wiedzie膰, na co si臋 kiedy艣 zdecyduj膮? A talent chyba faktycznie maj膮. Poza tym Szymon wyst臋puje w k贸艂ku teatralnym, a do tego mia艂 ju偶 sw贸j debiut filmowy. Oliwka marzy o karierze modelki. Jak ka偶da przeci臋tna nastolatka zaczyna si臋 interesowa膰 mod膮 i fotografi膮. Ania przecie偶 te偶 zaczyna艂a od modelingu.A Jasiu. Tego to wsz臋dzie pe艂no. Taki ma艂y prowodyr, uwielbia si臋 bawi膰, by膰 w centrum uwagi. Nie da si臋 go nie lubi膰. Czysta Ania.
Jaka by艂a jako dziecko?
Kochana, u艣miechni臋ta, zawsze szybka, zdecydowana i wprost rozbrajaj膮ca. W przedszkolu i szkole zawsze bra艂a udzia艂 w przedstawieniach, teatrzykach, chcia艂a zab艂ysn膮膰. Nie wiedzia艂a jeszcze, czy chce 艣piewa膰, by膰 aktork膮 czy modelk膮, ale co艣 ju偶 jej tam w g艂owie siedzia艂o. Agnieszka by艂a bardziej uczuciowa, skupiona, ciep艂a i pe艂na spokoju. Ania te偶, ale jej musia艂o by膰 zawsze na wierzchu.Pami臋tam jeden prezent na Dzie艅 Dziecka, kt贸ry Ania dos艂ownie na nas wymusi艂a. Niesamowicie chcia艂a dosta膰 buty – ci偶emki z kr贸tkimi noskami, wtedy bardzo modne. Szala艂a na ich punkcie i nie dawa艂a nam 偶y膰. No to w ko艅cu pojecha艂y艣my do sklepu, ale akurat nie by艂o jej rozmiaru. M贸wi臋, 偶e nic z tego, 偶e ci偶emki dostanie Agnieszka, bo na ni膮 pasuj膮 idealnie. A ona na to: „A co to za problem, 偶e s膮 za du偶e? Wypcham je wat膮”. Kupili艣my jej te buty, a ona jak powiedzia艂a, tak zrobi艂a. Chodzi艂a w nich wsz臋dzie.

R贸wnie pami臋tnym prezentem by艂 rower. D艂ugo o nim marzy艂a. Mia艂a ju偶 16 lat – to by艂y inne czasy, nie to, co dzisiaj. No i kupili艣my jej ten rower.Jak go zobaczy艂a, dar艂a si臋 tak, 偶e chyba ca艂a dzielnica s艂ysza艂a. S艂u偶y艂 jej bardzo d艂ugo. Szczeg贸lnie upodoba艂a sobie jedn膮 tras臋: z Or艂owa w Gdyni a偶 do Brze藕na w Gda艅sku. Wraca艂a zm臋czona, spocona, wida膰 by艂o jej to potrzebne. Po kt贸rej艣 z tych wycieczek powiedzia艂a mi, 偶e wyje藕dzi艂a sobie pojednanie z Bogiem.

Ania trafi艂a do aktorstwa bardzo szybko.

Ba艂am si臋, 偶e za szybko, mia艂a przecie偶 dopiero 16 lat. Najpierw by艂a agencja modelek Gosi Rudowskiej, z kt贸r膮 potem zosta艂y przyjaci贸艂kami na 艣mier膰 i 偶ycie. Dzi艣 Gosia to taka moja trzecia c贸rka. Ju偶 wtedy Ania m贸wi艂a, 偶e chce zosta膰 aktork膮. Ale wiecie, jak to jest. Ka偶dy ma marzenia, ale do ich realizacji zwykle d艂uga droga.Nawet jak ju偶 pojecha艂y z Gosi膮 na pierwszy casting, do filmu „Ciemna strona Wenus”, my艣la艂am, 偶e pewnie nic z tego nie b臋dzie. Ania przecie偶 opowiada艂a, 偶e tam do roli by艂o ponad 300 kandydatek. Jak dosta艂a telegram, 偶e dosta艂a t臋 rol臋, akurat le偶a艂am w szpitalu, oczekuj膮c na operacj臋. Mama z siostr膮 u mnie by艂y. Wchodzi Ania z tymi jej wielkimi oczami, podaje telegram: „Mamu艣, zobacz!”. A mnie strach oblecia艂 – przecie偶 to jeszcze dziecko.By艂am ju偶 wdow膮, sama musia艂am dba膰 o rodzin臋, wszystkiego si臋 ba艂am. M贸wi臋: „No, nie wiem. Przecie偶 ja nawet pieni臋dzy nie mam, 偶eby ci na poci膮g da膰”. Wtedy moja siostra powiedzia艂a: „Pozwolisz, b臋dziesz 偶a艂owa膰. Nie pozwolisz, te偶 b臋dziesz 偶a艂owa膰. Ja jej dam na ten bilet. Pu艣膰 j膮, niech spr贸buje”.No i tak Ania zacz臋艂a karier臋, troch臋 dzi臋ki swojej cioci. Oczywi艣cie te偶 dzi臋ki Gosi, no i re偶yserowi – Rados艂awowi Piwowarskiemu. On solennie obieca艂, 偶e jej w Warszawie w艂os z g艂owy nie spadnie, b臋dzie przywo偶ona i odwo偶ona do poci膮gu, wszyscy tam o ni膮 zadbaj膮. I musz臋 powiedzie膰, 偶e z danej obietnicy wywi膮za艂 si臋 na medal, za co bardzo jestem mu wdzi臋czna. Potem list od niego dosta艂am, taki na kartce wyrwanej z zeszytu, a tam ca艂y elaborat o Ani. 呕e j膮 wszyscy na planie lubi膮, 偶e na pewno zrobi karier臋, 偶e j膮 kiedy艣 pewnie w jakim艣 hollywoodzkim filmie zobacz臋. Ten „bilet do aktorstwa” te偶 jeszcze istnieje. Moja siostra dosta艂a na nim pierwszy autograf od Ani.No i Ania spe艂ni艂a swoje marzenie – zosta艂a aktork膮. 呕a艂owa艂a tylko, 偶e szko艂y nie sko艅czy艂a. Chodzi艂o to za ni膮. Ale sama przyznawa艂a, 偶e brak jej na to czasu. Pracowa艂a bardzo du偶o, pojawi艂y si臋 dzieci. 艁膮czenie tego wszystkiego wymaga艂o dokonywania wielu trudnych wybor贸w. W tym wszystkim przynajmniej babcia by艂a ci膮gle potrzebna. Ania z Jarkiem przeprowadzali si臋 w r贸偶ne miejsca, a ja je藕dzi艂am za nimi. Los rzuca艂 ich do Poznania, Turcji, na Cypr i do 艁odzi, zanim ostatecznie wr贸cili do rodzinnej Gdyni. Kiedy mieszkali w Turcji, a Ania akurat w sprawach zawodowych musia艂a jecha膰 na tydzie艅 czy dwa do Polski, to ja jecha艂am tam i zajmowa艂am si臋 dzie膰mi. Wszystko by艂oby tam dobrze, gdyby nie bariery j臋zykowe – r臋ce mnie okropnie bola艂y, kiedy pr贸bowa艂am si臋 porozumiewa膰 z Turkami.Babcie s膮 dzisiaj naprawd臋 w cenie. Ania i Agnieszka tylko si臋 zdzwania艂y i ustala艂y, kiedy kt贸ra i na jak d艂ugo mo偶e sobie „zaklepa膰” mam臋. Co prawda po kilku operacjach nie jestem w pe艂ni sprawn膮 babci膮, ale staram si臋, na ile starcza mi si艂. Jestem osob膮 kontaktow膮, pogodn膮, to te偶 mi pomaga. Chorzy, sfrustrowani potrafi膮 do艂owa膰, a ja nie chcia艂abym, 偶eby dzieci zapami臋ta艂y mnie jako tak膮 smutn膮 babci臋. Ale to u nas rodzinne. Ma艂a Ania kiedy艣 zapyta艂a moj膮 mam臋: „Babciu, a dlaczego ty nie jeste艣 taka stara i zgarbiona jak inne babcie?”. Moja mama by艂a przepi臋kn膮 kobiet膮 i to po niej Ania odziedziczy艂a urod臋.

Wr贸膰my do pocz膮tk贸w kariery. Aktorstwo to te偶 tzw. odwa偶ne sceny. Jak podchodzi艂a do tego mama?

No c贸偶, mnie jako matce ogl膮da si臋 to troch臋 g艂upio. Ostatnio w telewizji emitowano powt贸rk臋 „S臋pa”. Wcze艣niej jako艣 nie widzia艂am tego filmu, a teraz mia艂am troch臋 czasu. Przyznam, 偶e momentami mnie zatyka艂o. Ale p贸藕niej sobie pomy艣la艂am, 偶e tak w艂a艣nie wygl膮da艂 jej zaw贸d. Matka musi przede wszystkim dziecko zrozumie膰. 呕e ta praca to jej pasja. A w filmie wszystko musi wygl膮da膰 tak prawdziwie, dos艂ownie. Nie ma rady.

Ostatnio Oliwka m贸wi do mnie: „Babciu, a wiesz, w jednym filmie to si臋 mama ca艂owa艂a”. T艂umaczy艂am jej, 偶e to przecie偶 tylko film, 偶e to nie by艂o naprawd臋.

Musz臋 powiedzie膰, 偶e jak mi tak bardzo brakuje Ani, to lubi臋 w艂膮czy膰 sobie film, w kt贸rym wyst臋puje. Zdj臋cia jak zdj臋cia, a z filmem jest tak, jakbym j膮 mia艂a na 偶ywo. Ze wszystkich jej produkcji najbardziej uwielbiam „Z艂otopolskich”. Ania gra艂a policjantk臋 Marylk臋. Pocz膮tkowo jej rola to mia艂 by膰 tylko epizod. Jej posta膰 bardzo si臋 spodoba艂a i tak zosta艂a ju偶 na sta艂e. Strasznie by艂a zwi膮zana z ca艂膮 ekip膮. Zawsze mi powtarza艂a: „Ja mia艂am szko艂臋 teatraln膮 na planie 禄 Z艂otopolskich 芦”. Oni j膮 uczyli tam aktorstwa.

A o niej opinie zawsze s艂ysza艂am, 偶e da艂a si臋 lubi膰, by艂a bardzo otwarta. Ca艂a ona. Pogodna, weso艂a. Nawet jak czasem sobie pop艂aka艂a, to zaraz wybucha艂a 艣miechem. Wszystkie tak mamy w rodzinie. Ma艂o kto nas widzia艂 ze 艂zami w oczach. Do ludzi nie warto ze 艂zami, z b贸lem, bo nikt tego nie zrozumie i rozumie膰 nie chce. Co innego matka. Ania zawsze mog艂a do mnie przyj艣膰 z najwi臋kszym problemem i jak przyjaci贸艂ce opowiedzie膰. A ja, jak nie mog艂am pom贸c, stara艂am si臋 przynajmniej – tak jak to robi艂a moja mama – przytuli膰, pog艂aska膰 i powiedzie膰, 偶e jutro b臋dzie lepszy dzie艅. Ania uwielbia艂a tak le偶e膰 ko艂o mnie. M贸wi艂a: „We藕 mnie poczesz”. Brakuje mi tego.

C贸rka radzi艂a si臋 pani w sprawie kariery?

Raczej nie. W swoich decyzjach by艂a samodzielna. Rodzinie bardziej opowiada艂a, co teraz planuje, gdzie wyje偶d偶a. I stara艂y艣my si臋 zrobi膰 tak, 偶ebym mog艂a pom贸c w opiece nad dzie膰mi, jak ona b臋dzie pracowa艂a.

Ania by艂a rodzinna, kocha艂a sw贸j dom, lubi艂a do niego zawsze wraca膰. A przy tym by艂a w niej jaka艣 niezwyk艂a si艂a, determinacja. Pami臋tam, z jakim niedowierzaniem ogl膮da艂am jej konferencje prasowe. Jaki ona mia艂a zas贸b s艂贸w. By艂a oczytana, po艂yka艂a ksi膮偶ki, czasopisma, o wszystkim potrafi艂a porozmawia膰.
Zaczyna艂a karier臋 jako 16-latka, wi臋c troch臋 dorasta艂a na oczach widz贸w, dojrzewa艂a. Sama sobie na wszystko zapracowa艂a.
T臋skni艂a pani za c贸rk膮 w czasie jej licznych wyjazd贸w?
Gdyby kto艣 pokusi艂 si臋 o sprawdzenie naszych billing贸w telefonicznych w tamtym czasie, to stwierdzi艂by, 偶e rozm贸w mia艂y艣my tak du偶o, 偶e obie czu艂y艣my si臋 tak, jakby Ania nigdzie nie jecha艂a. Potrafi艂y艣my rozmawia膰 godzinami. Bo Ania zawsze t臋skni艂a. Potrafi艂a zadzwoni膰 z Turcji i powiedzie膰: „Mamu艣, wiesz co, jakby艣 mog艂a teraz przyjecha膰, toby艣 zobaczy艂a, jak te ptaki pi臋knie 艣piewaj膮”. Albo zaczyna膰 takie rozmowy: „Mamu艣, a gdyby babcia jeszcze 偶y艂a…”. Ania zawsze by艂a blisko rodziny, blisko domu.Po powrocie z tych swoich wyjazd贸w od razu mi podpada艂a. Pierwsze, co robi艂a po wej艣ciu do domu, to chwyta艂a 艂y偶k臋 i rzuca艂a si臋 do wyjadania z garnk贸w. Oj, jak ja tego nie lubi艂am! „C贸rcia, prosz臋 ci臋, we藕 najpierw talerz”. „Ale mamu艣, to tak fajnie pachnie”. No i jak mo偶na by艂o jej tego zabroni膰.
Ania m贸wi艂a „mamu艣”. A pani do niej?
Ania. No, chyba 偶e podpad艂a – wtedy by艂o „Anka”. Ona ju偶 dobrze wiedzia艂a, 偶e jak s艂yszy „Anka”, to znaczy, 偶e co艣 zrobi艂a nie tak. Cho膰 musz臋 przyzna膰, 偶e i jej, i Agnieszce szybko min膮艂 okres m艂odzie艅czego buntu, w kt贸rym sprawdza艂y, na co mog膮 sobie pozwoli膰. A nie by艂am ust臋pliw膮 matk膮. Wszystko, co robi艂am, wynika艂o z tego, 偶e po prostu si臋 o nie ba艂am, by艂am jak taka przestraszona kura. Nakr臋ca艂am si臋 nawet wtedy, kiedy czyta艂am periodyki kryminalne. Pami臋tam, 偶e c贸rki zawsze wtedy na mnie krzycza艂y: „Mamu艣, a po co ty to czytasz, po co si臋 nakr臋casz? Dlaczego akurat nam mia艂oby si臋 co艣 takiego sta膰?”.
Ci臋偶ko by艂o mie膰 w domu gwiazd臋?

Nie wiem. Ania nie by艂a gwiazd膮. Przynajmniej dla nas. To by艂a po prostu Ania – nasza c贸rka, siostra, mama, przyjaci贸艂ka.Oczywi艣cie 艣wiat, do kt贸rego trafi艂a, nie zawsze by艂 przyjemny. Ani臋 bardzo bola艂o, gdy media co艣 przekr臋ca艂y i na si艂臋 szuka艂y sensacji. Ona si臋 nie pcha艂a na 艣wiecznik, nie chodzi艂a na „ustawki”.Nigdy nie powiedzia艂a „robi臋 karier臋”. Raczej – „spe艂niam marzenia”.Poza tym ka偶da praca wi膮za艂a si臋 ze stosem wyrzecze艅. Jak mia艂a nagrania w Warszawie, to zamiast zatrzymywa膰 si臋 w hotelu, wola艂a u cioci Haliny, bo to zawsze by艂a okazja, 偶eby si臋 zobaczy膰 i sp臋dzi膰 troch臋 czasu razem. Poranek wygl膮da艂 wtedy zawsze tak samo: godzina 4, Ania wstawa艂a na paluszkach, przygotowa艂a kubek z herbat膮 dla wujka, kubek dla cioci, wyszykowa艂a si臋 i po cichutku wymyka艂a z domu, bo o 6 musia艂a ju偶 by膰 na planie.A dzieci? Z powodu r贸偶nych zaj臋膰 i wyjazd贸w na plan Ania nie widzia艂a niekt贸rych pierwszych krok贸w, nie s艂ysza艂a pierwszych s艂贸w. Bardzo j膮 to bola艂o. To by艂a cena tego, czym si臋 zajmowa艂a. Niezale偶nie od tego, jak dok艂adnie stara艂a si臋 zaplanowa膰 ka偶dy wyjazd, aby jak najd艂u偶ej by膰 w domu i jak najszybciej wr贸ci膰, to nie zawsze to wychodzi艂o. Zdarza艂o si臋, 偶e rano wsiada艂a do samolotu, wieczorem wraca艂a, 偶eby cho膰 chwil臋 przytuli膰 dzieci, i nast臋pnego dnia lecia艂a znowu.Ani臋 uwielbiali wszyscy, kt贸rzy j膮 spotykali. Taks贸wkarze, ekspedientki, listonosze, po prostu wszyscy.Posz艂y艣my kiedy艣 do sklepu spo偶ywczego, przy stoisku z w臋dlinami zamawiam: „20 dkg salcesonu, 20 dkg pasztetowej…”. A tu podje偶d偶a Ania, wisz膮c na sklepowym w贸zku niczym ma艂a dziewczynka, i wo艂a na ca艂y sklep: „A co ty, mamu艣, tak skromnie?! Wstydzisz si臋, 偶e tak du偶o dzieci w domu trzymasz? Wi臋cej salcesonu, wi臋cej pasztetowej poprosz臋”.

To prawda, 偶e by艂a strasznie pedantyczna?

Je艣li chodzi o porz膮dki, to Ania prze艣cign臋艂a i mnie, i moj膮 mam臋, i siostr臋. Agnieszka te偶 lubi porz膮dek, ale trzyma si臋 bardziej powiedzenia: dom dla mnie, a nie ja dla domu. Natomiast Ania potrafi艂a zacz膮膰 generalne porz膮dki, zaraz jak od nich z domu wychodzi艂a profesjonalistka w tym fachu. Wola艂a to zrobi膰 po swojemu. A ju偶 jej ulubionym miejscem by艂a kuchnia i zw艂aszcza takie metalowe uchwyty, od kt贸rych nie potrafi艂a si臋 oderwa膰. Niby ju偶 porz膮dek, niby wszystko posprz膮tane, ale ona jeszcze stoi przy tych uchwytach, ci膮gnie ko艅c贸wk臋 bluzki lub swetra i wyciera, jakby chcia艂a dziur臋 zrobi膰. Nam te偶 to do dzi艣 zosta艂o. Jak jeste艣my z Agnieszk膮 u Ani w domu, akurat w kuchni, to albo jedna, albo druga te偶 bluzk膮 te metale poleruje.

Albo taka historia z okresu, kiedy Ania by艂a ju偶 chora, le偶a艂a w szpitalu. Przysz艂a do niej pani, 偶eby 艂azienk臋 posprz膮ta膰. Kobieta krz膮ta si臋 tam, jak potrafi, czy艣ci, szoruje, a Ania patrzy. W ko艅cu nie wytrzyma艂a: „Przepraszam, czy mog臋 szmatk臋?”. Wzi臋艂a od niej szmat臋, 艣rodki czysto艣ci i sama wysprz膮ta艂a ca艂膮 艂azienk臋. Wcze艣niej jednak drzwi zamkn臋艂a, 偶eby tej pani nie robi膰 przykro艣ci, 偶e j膮 pacjentka uczy sprz膮tania.

Ubrania z kolei to u nas w domu niszczy艂y si臋 tylko od prania. Bo ca艂y czas by艂y w艂a艣ciwie w pralce. Cho膰 akurat do ubioru to Ania nigdy wi臋kszej wagi nie przywi膮zywa艂a. Niewa偶ne jakie, jaka metka, grunt, by by艂y czyste. A jej ulubiony str贸j to po prostu zwyk艂e dresy.

I nie cierpia艂a zakup贸w. Jak ju偶 mia艂a jakie艣 nowe ubrania, to zazwyczaj z jakiej艣 sesji. Jak jej si臋 spodoba艂o, to po prostu bra艂a. Nieraz przyjaci贸艂ki m贸wi艂y do niej: „Anka, jeste艣 aktork膮, wypada, 偶eby艣 mia艂a dobry zegarek, fajn膮 torebk臋”. A ona zawsze odpowiada艂a kr贸tko: „Ale po co?”. Uwa偶a艂a to za zb臋dne, pr贸偶ne.
Jak si臋 pani dowiedzia艂a o chorobie Ani?
Cz臋sto narzeka艂a, 偶e boli j膮 kr臋gos艂up. A 偶e sama mam k艂opoty z kr臋gos艂upem, to powtarza艂am jej: „Ania, trzeba si臋 zbada膰, nie mo偶na tego lekcewa偶y膰, bo p贸藕niej b臋dziesz mia艂a takie problemy jak ja”.Pami臋tam, 偶e pojecha艂am z siostr膮 do Krakowa, do naszej cioci, kt贸ra mia艂a wtedy ju偶 blisko 90 lat. By艂a sobota. Zadzwoni艂a do mnie Agnieszka: „Mamo, s艂uchaj, musz臋 ci co艣 powiedzie膰, tylko usi膮d藕, prosz臋. Ania by艂a u lekarza.”. Przeczuwa艂am, 偶e nie powie mi nic dobrego.Zacz臋艂a si臋 walka, 偶y艂y艣my nadziej膮, 偶e guz nie b臋dzie z艂o艣liwy, 偶e jest do usuni臋cia, 偶e b臋dzie dobrze. Z czasem umyka艂y kolejne szanse, do艣wiadczenie podsuwa艂o czarne scenariusze, ale wszystkie i tak kurczowo trzyma艂y艣my si臋 nadziei. Ania walczy艂a m臋偶nie. A my we trzy przed sob膮 gra艂y艣my. Wyobra藕cie sobie, 偶e przez ca艂y ten czas w og贸le nie rozmawia艂y艣my o 艣mierci. Raz tylko mnie zapyta艂a, jak le偶a艂y艣my na 艂贸偶ku: „Mamu艣, a co b臋dzie z dzie膰mi?”. Odpowiedzia艂am: „S艂uchaj, dziecko. Na razie to ty musisz Ja艣ka wys艂a膰 do przedszkola, zorganizowa膰 mu tort, bo zaraz ma urodzinki, niebawem Szymon idzie do komunii, trzeba go przygotowa膰. My艣l o tym, dziecko, na razie nic z艂ego si臋 nie dzieje”. Odpowiedzia艂a tylko: „Masz racj臋”.
By艂a w dobrych r臋kach, je藕dzi艂a do USA, Szwajcarii, mia艂a 艣wietn膮 opiek臋 w Polsce. Wielkie oparcie dali jej najbli偶si, przede wszystkim Agnieszka. Czasem miewa艂am wra偶enie, 偶e Ania przez sk贸r臋 przeczuwa艂a nadchodz膮cy koniec, cho膰 jednocze艣nie otwiera艂a ten sw贸j z艂oty kalendarzyk i planowa艂a: „Zobacz, mamu艣, tu wpisa艂am nasz wjazd do Zakopanego. Ale poci膮giem czy samolotem, jak my艣lisz?”.Sam膮 chorob臋 naprawd臋 znosi艂a dzielnie – i chemi臋, i na艣wietlania, wszystko. Brakowa艂o jej w tym wszystkim spokoju, bo media dos艂ownie szala艂y. Prawda przeplata艂a si臋 z histerycznie wymy艣lanymi bzdurami. Nigdy si臋 chyba nie dowiem, sk膮d oni brali te wszystkie informacje. A ju偶 najgorsze przysz艂o w sierpniu – w mediach gruchn臋艂a wie艣膰, 偶e Ania zmar艂a. To by艂a bomba sezonu.
Jak to odebra艂a Ania?
Tego dnia przyjecha艂am do niej rano, a Ania wita mnie od wej艣cia: „Mamu艣, wiesz, 偶e ja ju偶 nie 偶yj臋?”. Troch臋 zblad艂am. „Jak to nie 偶yjesz?” Zacz臋艂a si臋 g艂o艣no 艣mia膰. Chwil臋 potem zadzwoni艂 telefon. Dzwoni艂 dziennikarz jednej z gazet, pewnie 偶eby potwierdzi膰 wiadomo艣膰 o 艣mierci. Ania sama odebra艂a i m贸wi: „Ania, s艂ucham”. A tam cisza. Po chwili moja c贸rka wypali艂a: „Tak, to ja, pozdrawiam z za艣wiat贸w”.Zdawa艂o si臋, 偶e potraktowa艂a t臋 wiadomo艣膰 z w艂a艣ciwym sobie humorem i du偶ym dystansem, ale tak naprawd臋 mocno to prze偶y艂a.Medialne 偶erowanie na chorobie Ani by艂o strasznie przykre. Wszyscy ci paparazzi czatuj膮cy pod oknami, te wyssane z palca wiadomo艣ci w gazetach, na portalach. Do dzi艣 nie mog臋 poj膮膰, jak nieludzki potrafi by膰 cz艂owiek, by sprzeda膰 kilka egzemplarzy brukowca wi臋cej. Bardzo si臋 wtedy zrazi艂am i d艂ugo nie chcia艂am z nikim rozmawia膰. Zgodzi艂am si臋 na ten wywiad, 偶eby ju偶 dziennikarze nie wymy艣lali tych bzdur. Nie chc臋, 偶eby moje wnuki czyta艂y te wszystkie tanie sensacje, kt贸re niewiele wsp贸lnego maj膮 z prawd膮. A wybra艂am ten tytu艂, bo Ania zawsze lubi艂a czyta膰 „Wysokie Obcasy”.
Walka z mediami kosztowa艂a j膮 du偶o si艂, zw艂aszcza w trakcie choroby. Cho膰 ca艂y czas by艂a dzielna.
A pani?
Nowotwory zabra艂y mi ju偶 tyle os贸b. Ojciec, m膮偶, mama i dalsza rodzina. 呕ycie pokaza艂o mi, jak zachowuj膮 si臋 chorzy na nowotwory. Ania pok艂ada艂a si臋, mia艂a b贸le brzucha, ci膮gle narzeka艂a na kr臋gos艂up. A ja j膮 wtedy ruga艂am: „To we藕 jeszcze dwie walizki”, „To we藕 jeszcze jedno dziecko na plecy”. A to by艂y po prostu objawy tej choroby – boli kr臋gos艂up, bol膮 ko艣ci, kolana.W czasie choroby Ania – jak wszyscy chorzy – miewa艂a zachcianki, cz臋sto w 艣rodku nocy. Na budy艅, na ry偶. „Zr贸b mi, mamu艣, taki z jab艂kami, taki jak mi zawsze robi艂a艣”. I tak sobie czasami gotowa艂y艣my do 4 nad ranem
By艂a pani przygotowana na po偶egnanie?
A mo偶na si臋 do tego przygotowa膰? Matka mo偶e si臋 przygotowa膰 na 艣mier膰 c贸rki?Wci膮偶 nie jestem na to gotowa. 呕aden rodzic nie powinien chowa膰 swojego dziecka.Nawet dzi艣, kiedy jestem w domu Ani, zawsze siadam ty艂em do miejsca, w kt贸rym sta艂o jej 艂贸偶ko wypo偶yczone z hospicjum. Kiedy艣 si臋 z tym uporam, ale jeszcze nie teraz. Kiedy nadesz艂y ostatnie dni, czu艂am, 偶e to ju偶. Tak zwyczajnie, jak matka.W czwartek Agnieszka zabra艂a Ani臋 na w贸zku i gdzie艣 pojecha艂y. Nie by艂o ich cztery godziny, a ja si臋 denerwowa艂am. Kom贸rek oczywi艣cie nie odbiera艂y. Okaza艂o si臋, 偶e pojecha艂y tylko na lody, a potem Ani臋 – jak nie j膮 – wzi臋艂o na zakupy. Po powrocie nakrzycza艂am na nie, jak za ich lat m艂odzie艅czych.
W sobot臋 by艂a przepi臋kna pogoda. Patrzyli艣my na morze. Odbywa艂y si臋 jakie艣 zawody 偶eglarskie. Nakryli艣my Ani臋 ko艂dr膮, kocem, na艂o偶yli艣my jej czapk臋. Ania kaza艂a nam patrze膰 na s艂o艅ce, wod臋, na te 偶agl贸wki.Wieczorem przysz艂a piel臋gniarka z hospicjum. Zacz臋艂a mnie namawia膰: „Krysiu, id藕 do domu, odpocznij troch臋”. Ale nie chcia艂am. Ania te偶 m贸wi艂a: „Mamu艣, prosz臋 ci臋, nie id藕”. Chyba te偶 ju偶 to czu艂a. Posz艂am nawet na chwil臋 do g贸ry, chcia艂am chwil臋 pole偶e膰, ale zaraz zesz艂am z powrotem. Musia艂am przy niej by膰.W niedziel臋 nad ranem piel臋gniarka wychodzi艂a na nast臋pny dy偶ur, zrobi艂am jej kaw臋 i kanapk臋, wr贸ci艂am do Ani i zobaczy艂am, 偶e odchodzi. Jak kto艣 to wcze艣niej ju偶 widzia艂, to wie. Nosek si臋 jej wyci膮gn膮艂, r臋ce si臋 zrobi艂y takie… inne. Oddech mia艂a cichutki, 艂apa艂a powietrze jak taki malutki ptaszek albo ryba, kt贸ra szuka wody. Wygl膮da艂a jak ma艂a, 艣pi膮ca laleczka – ju偶 taka malutka, drobniutka. Siedzieli艣my przy niej z Jarkiem i Agnieszk膮. Jeszcze wsta艂am, wzi臋艂am j膮 za r臋k臋 i szepn臋艂am: „Dziecko, nic si臋 nie martw, wszystko b臋dzie dobrze”. Ju偶 nie odpowiedzia艂a, tylko spod powiek pop艂yn臋艂y jej dwie 艂zy. Mo偶e mnie jeszcze us艂ysza艂a? Umar艂a o 15.18.