Archiwum dnia: 19 wrze艣nia, 2016

Zofia Posmysz, numer 7566 – nie wolno zapomnie膰!

聽Donata Subbotko 17.09.2016 01:03

http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,20703776,zofia-posmysz-numer-7566.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Duzy_Format

Auschwitz mo偶e si臋 powt贸rzy膰. Toczy si臋 walka dobra ze z艂em i teraz 艣wiat znowu idzie w z艂ym kierunku. Tego si臋 obawiam. Z Zofi膮 Posmysz rozmawia Donata Subbotko.

Teatr Wielki – Opera Narodowa otwiera jutro sezon 2016/2017 oper膮 „Pasa偶erka” powsta艂膮 na podstawie powie艣ci Zofii Posmysz (1923) – wi臋藕niarki oboz贸w Auschwitz i Ravensbr眉ck, pisarki, wsp贸艂autorki m.in. scenariusza do filmu Andrzeja Munka pod tym samym tytu艂em.

„Pasa偶erka” to jedyne dzie艂o operowe o zag艂adzie w Auschwitz. Skomponowa艂 je w 1968 r. Mieczys艂aw Wajnberg, polski kompozytor 偶ydowskiego pochodzenia mieszkaj膮cy w ZSRR. Libretto napisa艂 Aleksander Miedwiediew. Opera przez lata nie by艂a wystawiana ze wzgl臋d贸w politycznych. Jej 艣wiatowa premiera – w inscenizacji brytyjskiego re偶ysera Davida Pountneya – mia艂a miejsce w 2010 r. w Bregencji w Austrii, zaraz potem odby艂a si臋 premiera polska. Od tamtej pory dzie艂o prezentowano m.in. na scenach Londynu, Houston, Nowego Jorku, Chicago, w grudniu opera b臋dzie pokazywana w Chinach. W niedziel臋 18 wrze艣nia i we wtorek 20 wrze艣nia b臋dzie j膮 mo偶na ponownie zobaczy膰 w Polsce, w Teatrze Wielkim w Warszawie.

Z Zofi膮 Posmysz rozmawia Donata Subbotko

DONATA SUBBOTKO: Co ludzie m贸wi膮, gdy widz膮 na pani r臋ce wytatuowany numer?

ZOFIA POSMYSZ:

Kiedy艣 od razu pytali, co to jest. Ob贸z? A kt贸ry? Teraz ju偶 wiedz膮, 偶e to nie jest numer telefonu.

Telefonu?

– Jechali艣my kiedy艣 z m臋偶em poci膮giem do Pary偶a, w Kolonii wsiad艂a para Niemc贸w. Mia艂am kr贸tki r臋kawek, m臋偶czyzna spojrza艂 i pyta, czy 7566 to numer telefonu. My艣la艂am, 偶e 偶artuje, wi臋c m贸wi臋, 偶e tak. Zdziwi艂 si臋, 偶e wol臋 mie膰 numer na r臋ce, nie w notesie. No to mu powiedzia艂am, 偶e to nie ja wybi艂am sobie ten numer, tylko mnie wybito, w takim miejscu, kt贸re si臋 nazywa Auschwitz. Przeprosi艂.

Ma pani za sob膮 trzy lata w Auschwitz, marsz 艣mierci, pobyt w Ravensbr眉ck i Neustadt-Glewe, 93 lata – i tak 艂adnie pani wygl膮da.

– 呕artuje pani, jestem na ostatnich nogach. Wr贸ci艂am wczoraj z O艣wi臋cimia, by艂am na spotkaniu z grup膮 z Niemiec.

Ci膮gnie tam pani膮?

– To m贸j obowi膮zek. Skoro prze偶y艂am, to chyba po to, 偶eby m贸wi膰 o tym, co by艂o.

Raz znalaz艂am si臋 w grupie by艂ych wi臋藕ni贸w, kt贸rych zaproszono do Drezna na spotkanie z m艂odzie偶膮. By艂o mi wstyd, kiedy s艂ysza艂am panie, kt贸re potrafi艂y tylko p艂aka膰: „Och, ja by艂am taka nieszcz臋艣liwa, tak mi si臋 chcia艂o do mamusi”. M艂odzie偶 tylko patrzy艂a, niczego si臋 nie dowiedzia艂a. Przecie偶 nie chodzi o to, 偶eby rozczula膰 si臋 nad swoim cierpieniem. Nie o to.

A co z nim zrobi膰?

– Milcze膰, o tym nie m贸wi膰. Dlatego tak nie znosz臋 pyta艅 w stylu: „A co pani czu艂a, kiedy pani膮 bili?”. A co mo偶na czu膰, jak ci臋 wal膮 w mord臋?

Pewnie s膮 te偶 r贸偶ne inne rzeczy, o kt贸rych nigdy pani nie powie?

– Nie wszystko jest do powiedzenia, ale staram si臋 odpowiada膰 na konkretne pytania. Je偶eli np. dziewczyna mnie pyta, ile otrzymywa艂y艣my podpasek higienicznych, m贸wi臋, 偶e 偶adnych. Tylko tyle. Kiedy pada bardziej og贸lne pytanie, co mnie przeprowadzi艂o przez ob贸z, te偶 mam trudno艣ci. Unika艂am sytuacji bardzo niebezpiecznych, ale dlaczego prze偶y艂am 艣miertelne choroby obozowe, tyfus i czerwonk臋? Zwykle m贸wi臋, 偶e widocznie B贸g tak chcia艂, ale nie wiem, czy s艂uchaj膮 mnie wierz膮cy, czy niewierz膮cy, a nie chc臋 nikogo nawraca膰.

Nie ka偶demu, kto prze偶y艂 takie rzeczy, zosta艂a wiara.

– Tak, jedni m贸wi膮, 偶e Boga nie ma, inni, 偶e by艂 na urlopie, jeszcze inni, 偶e by艂 tam z nami, cierpia艂. Moja najbli偶sza przyjaci贸艂ka Marta straci艂a wiar臋 w obozie. Przywie藕li z Radomia ca艂膮 jej rodzin臋: mama umar艂a, ojca, m臋偶a i braci rozstrzelali. Pozna艂am j膮 w Birkenau, pracowa艂a przy s膮siednim kotle. Spad艂 jej na nog臋 gor膮cy kocio艂 z tzw. herbat膮 i chodzi艂a z paskudn膮 ran膮. Zaprzyja藕ni艂y艣my si臋. Okaza艂o si臋, 偶e ma w obozie dwie siostry, kt贸rym uda艂o si臋 dosta膰 do szwalni, ale g艂oduj膮. Wiedzia艂am, 偶e dzieli swoj膮 porcj臋 i im zanosi, to si臋 do tego do艂膮czy艂am.

Czyli mo偶liwa by艂a przyja藕艅 w obozie?

– Tamte przyja藕nie by艂y dozgonne. Ju偶 wcze艣niej, w pierwszych miesi膮cach pobytu w Auschwitz, tych najtrudniejszych, mia艂am dowody troski ze strony osoby, kt贸ra by艂a s艂absza ode mnie.

Tej, kt贸r膮 nazwa艂a pani Ptaszk膮?
– Tak, dziewczyna z „Wakacji nad Adriatykiem” – z tej powie艣ci jestem zadowolona jako najbardziej werystycznej z moich ksi膮偶ek. Ptaszka w rzeczywisto艣ci mia艂a na imi臋 Zosia. Skrzypaczka, ale w obozie nie chcia艂a gra膰. Mog艂a si臋 uratowa膰, gdyby posz艂a do orkiestry, ale nie chcia艂a. „Dla nich gra膰 nie b臋d臋” – powtarza艂a. Zreszt膮 nie wierzy艂a, 偶e prze偶yje. M贸wi艂a: „Ja st膮d nie wyjd臋”. I nie wysz艂a.

Mnie przez ob贸z przeprowadzi艂a wiara. Pod koniec szko艂y powszechnej w Krakowie katecheta zaproponowa艂, 偶eby艣my przez dziewi臋膰 miesi臋cy ka偶dego pierwszego pi膮tku miesi膮ca przyst臋powa艂y do komunii. Kto odb臋dzie tak膮 nowenn臋, nie umrze bez sakramentu. Gdy w O艣wi臋cimiu zobaczy艂am wi臋藕niark臋 wisz膮c膮 na drutach, zrozumia艂am: ja tego nie zrobi臋, nie umr臋 tutaj, bo jak bez tego obiecanego sakramentu?

W tyfusie dziesi臋膰 dni le偶a艂am w gor膮czce, 40 stopni. Bez lek贸w. P艂yn贸w tyle, ile pani Maria, wi臋藕niarka pe艂ni膮ca funkcj臋 piel臋gniarki, dla mnie zaoszcz臋dzi艂a, ssa艂am te偶 szron z okna nad moj膮 prycz膮. Kt贸rej艣 nocy straci艂am przytomno艣膰. Zobaczy艂am kielich z p艂atkiem Eucharystii i pomy艣la艂am, 偶e jednak umieram. Co to by艂o? Wizja, sen? Rano obudzi艂a mnie pani Maria, wk艂ada艂a mi pod pach臋 termometr – w obozie nie by艂o lekarstw, ale termometry by艂y – i powiedzia艂a, 偶e gor膮czka spad艂a. Jaki艣 czas p贸藕niej Mari臋, kt贸rej nazwiska nie pozna艂am, wezwano do obozowego gestapo i zabito zastrzykiem z fenolu.

Zaraz po tyfusie mia艂am biegunk臋 g艂odow膮, nie mog艂am si臋 ju偶 podnie艣膰 na 艂贸偶ku. W tym czasie kierownictwo lagru po raz pierwszy zdecydowa艂o si臋 zorganizowa膰 w obozie komando lekarzy-wi臋藕ni贸w. Pojawi艂 si臋 dr M膮kowski. Zobaczy艂, jak wygl膮dam, i m贸wi: „Wytrzymaj jeszcze t臋 noc”. Nie spa艂am, rano przyni贸s艂 buteleczk臋 z lekarstwem przemyconym z lazaretu SS. Potem zdecydowa艂 o odes艂aniu mnie z rewiru, ratuj膮c przed odwszeniem, kt贸re nieraz wi膮za艂o si臋 z wielogodzinnym staniem na mrozie, czego w tym stanie bym nie przesz艂a. Uratowa艂 mi 偶ycie.

Jak znalaz艂a si臋 pani w obozie?
– Gdy wybuch艂a wojna, mia艂am 16 lat. Chodzi艂am na tajne nauczanie, gdzie – jak przed wojn膮 – uczy艂am si臋 m.in. niemieckiego, co mnie potem ocali艂o. Kto艣 na nas doni贸s艂. Wpad艂o gestapo. By艂am tylko ja i trzech ch艂opc贸w. Kolega mia艂 ulotki. By艂 lojalny, podczas przes艂ucha艅 w wi臋zieniu na Montelupich m贸wi艂, 偶e nie mam z tym nic wsp贸lnego. Po p贸艂tora miesi膮ca mnie wywie藕li. 30 maja 1942 r.

Wiedzia艂a pani, dok膮d pani jedzie?

– Stra偶niczka powiedzia艂a. Wesz艂a rano i kaza艂a kobietom szykowa膰 si臋 na transport do O艣wi臋cimia. M贸wi艂a po polsku, by艂a ze 艢l膮ska. Cz艂owiek na gestapo, kt贸ry mnie bi艂, te偶 m贸wi艂 po polsku. O O艣wi臋cimiu co艣 ju偶 s艂ysza艂am. Tata by艂 kolejarzem, odbywa艂 trasy w kierunku Katowic, tam miejscowi opowiadali, 偶e powsta艂 jaki艣 straszny ob贸z, gdzie ludzie gin膮 z g艂odu i ch艂odu albo ich morduj膮.

I jak pani zareagowa艂a?

– A wie pani, 偶e si臋 ucieszy艂am?

Jak to?

– Wydawa艂o mi si臋, 偶e nie mo偶e by膰 nic gorszego ni偶 wi臋zienie, ci膮g艂e przes艂uchania i bicie, strach, 偶e w ko艅cu mnie zmusz膮 do powiedzenia czego艣, czego bym nie chcia艂a.

Jecha艂y艣my poci膮giem osobowym, w cywilizowanych warunkach. W O艣wi臋cimiu na dworcu przej臋li nas stra偶nicy obozowi, sz艂y艣my pieszo do g艂贸wnego obozu. Zobaczy艂am napis „Arbeit macht frei” i pomy艣la艂am: nic z艂ego, nie boj臋 si臋 roboty, je艣li b臋d臋 dobrze pracowa膰, to mnie zwolni膮, zw艂aszcza 偶e nie mam 偶adnej powa偶nej sprawy. Nie mia艂am 艣wiadomo艣ci, czym jest ob贸z.

Przyjecha艂o nas ponad 50 kobiet, kazano nam si臋 rozebra膰 i wyk膮pa膰, ale nie by艂o normalnej 艂a藕ni, tylko kadzie z wod膮 do p艂ukania kartofli. Dosta艂y艣my po kawa艂ku br膮zowego myd艂a i musia艂y艣my si臋 w tej kadzi wyk膮pa膰. Nie chcia艂am wej艣膰, wtedy po raz pierwszy zosta艂am uderzona – dosta艂am w twarz od wi臋藕niarki funkcyjnej, poj臋cia kapo jeszcze nie zna艂am. A potem by艂a noc, absolutnie bezsenna. Miliony pche艂.

Szybko trzeba si臋 by艂o wdro偶y膰 w dyscyplin臋, unika膰 kija. O p贸艂 do czwartej apel, o sz贸stej wymarsz i praca w polu, rozbija艂y艣my skamienia艂e skiby ziemi. Mdla艂y艣my. Nios艂o si臋 z pola te nieprzytomne do obozu. Czasem funkcyjne je dobija艂y. Jak to si臋 wytrzymywa艂o, nie wiem, by艂y艣my skrajnie wyczerpane, a jeszcze kogo艣 nie艣膰?
Te偶 by艂am tak niesiona. Na bramie przy liczeniu komanda us艂ysza艂am g艂os: „Mein Gott, so jung”, jaka m艂oda. Ockn臋艂am si臋, a nade mn膮 pochyla si臋 twarz esesmanki. Z autentyczn膮 trosk膮 to powiedzia艂a. Pomy艣la艂am, 偶e mo偶e nie b臋dzie tak 藕le, skoro oni s膮 jeszcze zdolni do wsp贸艂czucia.

Potem trafi艂am do Wasserkomando, oczyszcza艂y艣my stawy z szuwar贸w. To by艂 maj, ale je艣li si臋 stoi w wodzie przez ca艂y dzie艅, to ta woda jest zimna. Zazi臋bia艂y艣my si臋, kobiece sprawy, wie pani.W czerwcu nasza 200-osobowa grupa zosta艂a skierowana do karnej kompanii za to, 偶e jedna z dziewczyn uciek艂a. Po dw贸ch miesi膮cach by艂o nas 147.Co to by艂a za kompania?– W podobozie w Budach, 4 km od O艣wi臋cimia. Tu by艂o gorzej ni偶 w g艂贸wnym obozie. Spa艂y艣my w dawnej wiejskiej szkole na siennikach. Jedna umywalka, zajmowa艂y j膮 wi臋藕niarki funkcyjne, kapo – cztery Niemki, kryminalistki i prostytutki. Na zewn膮trz studnia, nalewano nam wod臋 chochl膮 do kubk贸w, p贸艂 litra dziennie. Niekt贸re z nas by艂y tak heroiczne, 偶e nie pi艂y tej wody, tylko si臋 my艂y. Inne szydzi艂y. Czyta艂a pani „Zengerin”? Tam o tym pisa艂am.

Tytu艂owa Zengerin to pani?

– Tak. Jakie to ma znaczenie?

Pisa艂a pani jak o kim艣 obcym.

– Zawsze 艂atwiej.
jest przeznaczona do ubicia, tyle 偶e 艂adnie 艣piewa.
– Mia艂am dobry g艂os, kazano mi 艣piewa膰 dla szefa komanda. Je艣li pobi艂 kt贸r膮艣 z nas – a bardzo to lubi艂 – i pada艂y艣my nieprzytomne, to cz臋sto funkcyjne ko艅czy艂y za niego dzie艂o. Lora, Truda, Toni i czwarta, nazywana przez nas Krow膮, tak na nas rycza艂a. No, to by艂y sadystki. Mo偶e Toni bardziej ludzka.

Panowa艂 potworny g艂贸d. Nie by艂o dodatku dla ci臋偶ko pracuj膮cych: jedna trzecia chleba kilogramowego, do tego margaryna czy kwark, rodzaj sera. W g艂贸wnym obozie mo偶na si臋 by艂o przed g艂odem ratowa膰, tutaj nie. Na szcz臋艣cie w sierpniu sko艅czy艂a si臋 nasza kara i przeniesiono nas do obozu Birkenau.

Birkenau jako ob贸z zag艂ady kojarzy si臋 gorzej ni偶 g艂贸wny ob贸z, koncentracyjny.

– Dla Polek by艂o odwrotnie. Ludzie s膮dz膮, 偶e O艣wi臋cim by艂 wci膮偶 i dla wszystkich taki sam. To nieporozumienie. Ka偶dy wi臋zie艅 ma sw贸j Auschwitz, jak powiedzia艂 pi臋knie W艂adys艂aw Bartoszewski. Jedna relacja nie mo偶e da膰 obrazu ca艂o艣ci. Wszystko zale偶y od tego, gdzie si臋 by艂o, kto kim by艂.

W Birkenau Polki mog艂y pracowa膰 pod dachem, co nie by艂o dla nas dost臋pne wcze艣niej, w g艂贸wnym obozie. Praca pod dachem dawa艂a nadziej臋. 呕ydzi tego nie mieli. Ci, kt贸rzy byli przywo偶eni na ramp臋, nie trafiali do obozu, tylko do komory gazowej. Spalone mi臋so – to by艂 zapach dominuj膮cy.

Pierwsze tygodnie pracowa艂am jeszcze w polu, ale raz na blok wpad艂 esesman. Nie wiem, dlaczego ustawi艂am si臋 w pierwszym szeregu – nigdy tego nie robi艂am, by艂am ju偶 na tyle cwana, 偶e chowa艂am si臋 w 艣rodku. To by艂 szef kuchni, wybra艂 mnie i kilka os贸b do obieralni kartofli. Ogromny awans.

Po dw贸ch miesi膮cach znowu by艂a wybi贸rka, kilka kucharek zapad艂o na tyfus i przyszli do obieralni po nowe kobiety. Mia艂am misk臋 kartofli, wsta艂am, 偶eby zanie艣膰 je do basenu – a oni mnie wzi臋li jako pierwsz膮. Praca w kuchni oznacza艂a szans臋 na prze偶ycie.
To nie trwa艂o d艂ugo, w listopadzie 1942 r. zachorowa艂am na tyfus – ju偶 opowiada艂am. Gdy mnie uratowano, by艂am pos艂ugaczk膮 przy chorych. Na tym by si臋 sko艅czy艂o, ale zn贸w – wie pani, to by艂y cuda – zjawi艂 si臋 esesman z kuchni. Od razu si臋 zg艂osi艂am, powiedzia艂am, oczywi艣cie po niemiecku, 偶e ju偶 tam pracowa艂am i 偶e jestem zdrowa. Uda艂o si臋. Obs艂ugiwa艂am kot艂y do czerwca 1943 r., kiedy wymieniano m臋sk膮 za艂og臋 esesma艅sk膮 na damsk膮 i do obozu trafi艂y nadzorczynie z Ravensbr眉ck. W艣r贸d nich Aufseherin Franz, kt贸ra zosta艂a szefow膮 kuchni. Potrzebowa艂a Polki znaj膮cej niemiecki. Zada艂a mi kilka pyta艅 i poleci艂a prowadzenie ksi臋gowo艣ci. I tak ju偶 by艂o do ko艅ca. Nasta艂 lepszy czas.

Pewnie inaczej odczuwa si臋 mijanie czasu przy takiej intensywno艣ci prze偶ywania?

– Wszystko zale偶a艂o od etapu. Na pocz膮tku my艣la艂am, 偶e je艣li prze偶y艂am trzy kwadranse, to prze偶yj臋 trzy nast臋pne. Potem, gdy by艂a wi臋ksza szansa na przetrwanie, my艣la艂o si臋 tylko o tym, jak jej nie straci膰, nie zachorowa膰. Najgorsze by艂y te miesi膮ce, kiedy szala艂 tyfus. Wszy by艂y wsz臋dzie. I w og贸le przera偶aj膮ce insekty. Pluskwy, pch艂y. I szczury. Gdy le偶a艂am chora na czerwonk臋, jeden gryz艂 mi palec u nogi. Widzia艂o si臋, jak szczury obgryza艂y cia艂a tych ju偶 nie偶yj膮cych. I jak hasa艂y po stosach zw艂ok pod blokami. Rzeczywisto艣膰 niewyobra偶alna. A ludzie sami szli na druty. W nocy budzi艂 mnie ten straszny g艂os, nie wiedzia艂am, 偶e tak krzyczy cz艂owiek ra偶ony pr膮dem.

Dzisiaj wracaj膮 tamte wspomnienia, kiedy co艣 si臋 dzieje na ulicy, bij膮 kogo艣, kto艣 krzyknie. Czasem wystarczy, 偶e w艂膮cz臋 radio i leci walc Straussa albo operetkowe arie Lehara czy Kalmana. Natychmiast jestem w obozie. Orkiestra to gra艂a.
Ludzie si臋 poddawali, 艂atwiej by艂o umrze膰, ni偶 prze偶y膰?– Ja tutaj nie umr臋 – to sobie powtarza艂am. Mnie si臋 nic nie mo偶e sta膰.P艂aka艂a pani?

– W obozie nigdy.

Po obozie?

– Zdolno艣膰 do p艂aczu odzyska艂am kilka lat po wojnie.

Ob贸z to sprawi艂 czy wychowanie?

– By艂am normalnym dzieckiem, sk艂onnym do wzrusze艅. Kiedy s艂ysza艂am „Legiony to 偶o艂nierska nuta…” czy inne patriotyczne pie艣ni, to, ojej, oczy mia艂am pe艂ne 艂ez.

A dzisiaj?

– „My, Pierwsza Brygada” zawsze mnie rozczula.

Co si臋 porobi艂o z tym patriotyzmem teraz?

– Ostentacyjnego patriotyzmu, egzaltacji nie lubi臋. Gesty na pokaz, fanatyczne postawy nie s膮 potrzebne. Dlatego gdy kto艣 zaczyna ze mn膮 gadk臋 od tego, 偶e trzeba by膰 patriot膮, m贸wi臋 za S艂owackim: Polska, Polska – dobrze, ale jaka?

W 1945 r. wraca艂y艣my z moj膮 Mart膮 pieszo z obozu Neustadt-Glewe. W Poznaniu na dworcu odm贸wiono nam bezp艂atnego biletu na poci膮g do Krakowa. Nasza gromadka m贸wi: „Przecie偶 wysz艂y艣my z obozu”. Urz臋dniczka: „Numer to ka偶dy mo偶e sobie napisa膰”. Jaki艣 czas p贸藕niej Marta powiedzia艂a: „Nie takiej Polski chcia艂am”. I wyjecha艂a.

W jakim stanie pani wraca艂a?

– Je偶eli przesz艂am pieszo spod Hamburga do Poznania, to znaczy, 偶e mia艂am kondycj臋.

W domu zasta艂am mam臋 piek膮c膮 placki kartoflane wprost na blasze, biedactwo nie mia艂a nawet t艂uszczu. Ona i m贸j m艂odszy brat nie mieli z czego 偶y膰, tat臋 Niemcy zastrzelili w 1943 r. Musia艂am im pom贸c. To by艂 m贸j cel. Pewnie dlatego nie przechodzi艂am traumy obozowej. Wyjecha艂am do Warszawy, do siostry, kt贸ra podczas wojny wysz艂a za m膮偶 za warszawiaka, uczy艂am si臋 i pracowa艂am. M臋czy艂y mnie sny, 偶e Franz opu艣ci艂a ob贸z i zosta艂am wyrzucona z pracy. Widocznie to by艂 najwi臋kszy m贸j l臋k w tym ostatnim okresie.

Pami臋tam, jak jecha艂am z Warszawy do Krakowa, wioz艂am swoj膮 pierwsz膮 pensj臋 i pierwsz膮 paczk臋 z UNRRA, 5 kg jedzenia. W paczce konserwy, olej i inne wiktua艂y. Mama si臋 zdumia艂a i powiedzia艂a: „Teraz ty jeste艣 naszym ojcem”. To by艂a najszcz臋艣liwsza chwila w moim 偶yciu. Po to przetrwa艂am.

Kiedy pojecha艂a pani do O艣wi臋cimia pierwszy raz po wojnie?
– W czerwcu 1945 r., z mam膮. Chcia艂a zobaczy膰, jak tam „mieszka艂am”. Gdy jej pokaza艂am, nie chcia艂a widzie膰 nic wi臋cej, kaza艂a zapomnie膰 i nigdy tam nie przyje偶d偶a膰.Co jej pani pokaza艂a?– Blok 27 w Birkenau, ten tyfusowy, jest tu偶 za bram膮. Wszystko by艂o otwarte, jeszcze nie by艂o 偶adnych w艂adz, po obozie grasowali miejscowi czy mo偶e przyjezdni poszukiwacze skarb贸w po 呕ydach.Pokaza艂am mamie swoj膮 prycz臋 – najwy偶sz膮, najlepsz膮 – chocia偶 gdybym z niej spad艂a, a w gor膮czce mog艂am spa艣膰, by艂oby po mnie. Mama popatrzy艂a i spyta艂a: „W tych szufladach spa艂y艣cie?”. Bo spa艂y艣my po sze艣膰, siedem na jednej koi. M贸wi臋, 偶e tak. Mama nic nie powiedzia艂a, tylko 偶e ju偶 idziemy. Przyjecha艂y艣my do domu, nie odpowiada艂a na 偶adne pytania.

Jakie cechy trzeba by艂o mie膰, 偶eby przetrwa膰 ob贸z?

– Niezale偶nie od przekonania, 偶e si臋 prze偶yje, trzeba by艂o umie膰 si臋 zachowa膰. A偶 艣mieszne, jak k艂ama艂am esesmanom w 偶ywe oczy. By艂 taki Taube, morderca urodzony, chodzi艂 ze swoim komando Niemek na blok 25, gdzie le偶a艂y chore, 偶eby je dobija膰. Potrafi艂am go kiedy艣 ok艂ama膰, a gdybym si臋 zawaha艂a, sko艅czy艂abym tak samo. To by艂o w 1944 r. Do naszego baraku trafi艂o komando wi臋藕ni贸w stolarzy, mieli co艣 dobudowa膰. Chcieli, 偶ebym im przechowa艂a gitar臋, kt贸r膮 zorganizowali na rampie po selekcji. Zdziwi艂am si臋: po co im gitara? W moim k膮ciku pracy by艂a kozetka dla Aufseherin Franz. Wi臋zie艅 w艂o偶y艂 gitar臋 pod wa艂ek i poduszk臋, mia艂 j膮 zabra膰 po robocie. Jakby na z艂o艣膰, tego samego dnia wpad艂 tam esesman, spojrza艂 na kozetk臋 i do mnie: „Kann man gut ficken” [„Mo偶na si臋 fajnie p…li膰”].

M艂oda, 艂adna dziewczyna…

– Uda艂am, 偶e nie rozumiem. Ale generalnie esesman贸w to nie porusza艂o, mo偶e o tyle, 偶e kiedy艣my si臋 k膮pa艂y, przychodzili do sauny. Stali i si臋 gapili, lubili patrze膰. Uwa偶ali, 偶e my z kuchni jeste艣my dobrze od偶ywione, ubrane. No, rzeczywi艣cie mia艂y艣my ludzki wygl膮d.

Wyci膮gn膮艂 si臋 wi臋c na tej kozetce, po艂o偶y艂 g艂ow臋 – a tam gitara. Nazajutrz wezwano mnie do Taubego i g艂贸wnej nadzorczyni SS w kobiecym obozie. Bez mrugni臋cia okiem wyt艂umaczy艂am, 偶e przecie偶 w m臋skiej orkiestrze obozowej brakuje gitary i dlatego wi臋藕niowie j膮 zorganizowali. Uznali, 偶e to mo偶liwe.

Bez moralizowania opisuje pani w „Wakacjach nad Adriatykiem” m.in. relacje homoseksualne w obozie.

– Mo偶e mocniej zosta艂y mi w pami臋ci inne obrazy. Para wi臋藕ni贸w, kobieta i m臋偶czyzna, kochaj膮cych si臋 na stoj膮co w komorze, do kt贸rej nosi艂o si臋 trupy z rewiru. Albo widok wielu par le偶膮cych za barakiem. W 1944 r. zacz臋艂y si臋 naloty na O艣wi臋cim i obozy by艂y zagro偶one, esesmani po alarmie musieli opuszcza膰 ob贸z, my oczywi艣cie zostawali艣my. To by艂 czas, kiedy do kobiecego obozu przychodzi艂y komanda je艅c贸w sowieckich do budowy drogi. Kt贸rego艣 dnia wychodz臋 po alarmie z bloku i widz臋, 偶e ko艂o rowu le偶膮 ci rosyjscy wi臋藕niowie z kobietami. Wycofa艂am si臋. Du偶o ludzi przypadkowo dobranych.

Moja kapo w kuchni by艂a w relacji z inn膮 wi臋藕niark膮 funkcyjn膮, tak偶e Niemk膮. Mimo 偶e homoseksualizm by艂 karany, to by艂 jak gdyby oficjalny zwi膮zek. W艂adze to wiedzia艂y i czasem tolerowa艂y.

Dzi艣 znowu mamy „podludzi” – homoseksualist贸w, niekatolik贸w, uchod藕c贸w, ludzi gorszego sortu…

– Prosz臋 pani, ja prze偶y艂am O艣wi臋cim, to jak mi pani mo偶e m贸wi膰, 偶e kto艣 jest „gorszy”? To ja te偶 jestem gorsza.

Dlaczego pani jest gorsza?

– Bo nie godz臋 si臋 z takim patrzeniem na cz艂owieka. Ocenianiem go wed艂ug tego, czy on wyznaje to lub tamto, jak i z kim 偶yje i jakie ma pogl膮dy. Chyba 偶e s膮 to pogl膮dy zbrodnicze. Na to zgody by膰 nie mo偶e. W ka偶dym cz艂owieku szukam cz艂owiecze艅stwa.

Czy Auschwitz czego艣 nas nauczy艂?

– Jednych tak, innych nie. Zawsze wierzy艂am, 偶e cz艂owiek jest dobry, ale i dobry cz艂owiek mo偶e by膰 wci膮gni臋ty w zbrodnicz膮 ideologi臋. Przecie偶 to ludzie ludziom zgotowali ten los, 偶e odwo艂am si臋 do Na艂kowskiej.

Auschwitz mo偶e si臋 powt贸rzy膰. Toczy si臋 walka dobra ze z艂em i teraz 艣wiat znowu idzie w z艂ym kierunku. Tego si臋 obawiam.

Cz艂owiek taki jak ja, kt贸ry by艂 tam i widzia艂, jaki jest skutek faszyzmu, nacjonalizmu, ksenofobii, jakie to owoce ju偶 kiedy艣 przynios艂o, zawsze b臋dzie przeciwko temu.

Czym wyt艂umaczy膰 przyzwolenie na agresywny nacjonalizm?– Prosz臋 ode mnie nie oczekiwa膰 oceny politycznej. Powt贸rz臋 tylko za Bartoszewskim, 偶e warto by膰 przyzwoitym, tyle bym rekomendowa艂a ka偶demu pojedynczemu cz艂owiekowi. I tyle.Co pani zabra艂 ob贸z?– Nie wszystko jest do publikacji, ale – m贸wi膮c og贸lnie – zdrowie.

I g艂os. Po tyfusie trzy miesi膮ce nic nie m贸wi艂am. Jako艣 to przesz艂o, ale o 艣piewaniu nie by艂o ju偶 mowy.

My艣l臋, 偶e straci艂am te偶 zdolno艣膰 do pewnych uczu膰. Po obozie inaczej widzia艂am sprawy mi艂o艣ci. Seks nie by艂 najwa偶niejszy.

Mia艂a pani m臋偶a.

– Ale to by艂 dobry i m膮dry cz艂owiek, znowu mia艂am szcz臋艣cie. By艂a mi臋dzy nami wi臋藕 duchowa. Mo偶e to moje podej艣cie do mi艂o艣ci wzi臋艂o si臋 od poznania w obozie Tadeusza.

Tadeusz Paolone, pseudonim „Lisowski”, sta艂 si臋 bohaterem pani opowiadania „Chrystus o艣wi臋cimski”, ale wyst臋puje tak偶e w pani najs艂ynniejszej ksi膮偶ce „Pasa偶erka”. By艂 w pani zakochany?

– Nie wiem, w swoich grypsach tego nie wyra偶a艂, ale pi臋knie pisa艂.

Kapitan Wojska Polskiego, dziesi臋膰 lat starszy ode mnie. W 1940 r. chcia艂 dotrze膰 do armii polskiej na Zachodzie, przedar艂 si臋 przez granic臋, ale dopadli go S艂owacy i oddali w r臋ce gestapo. By艂 w pierwszym m臋skim transporcie do Auschwitz. Numer 329. Pozna艂am go w czerwcu 1943 r., 11 pa藕dziernika rozstrzelano go z grup膮 kilkudziesi臋ciu oficer贸w. By艂 jednym z przyw贸dc贸w obozowego ruchu oporu. Kaza艂 sobie strzela膰 w twarz, jak 偶o艂nierzowi.

A o nadzorczyni SS Annelise Franz, o kt贸rej napisa艂a pani „Pasa偶erk臋”, ci膮gle nic nie wiadomo?

– O Bo偶e, to jest nowa historia! W 2010 r., przy okazji 艣wiatowej premiery opery „Pasa偶erka” w Bregencji, zg艂osi艂 si臋 do mnie dziennikarz z pytaniami, co o niej wiem. Nic nie wiedzia艂am. Rok temu dosta艂am od niego list, 偶e odnalaz艂 jej 艣lad. Ona sobie po wojnie 偶y艂a w Niemczech, mia艂a dwoje dzieci, wcze艣nie umar艂a, w 1956 r. Czyli kiedy w ko艅cu lat 60. wydano za ni膮 nakaz aresztowania, by艂o ju偶 po wszystkim.

Pani i tak j膮 rozgrzeszy艂a?

– Gdybym zosta艂a wezwana na 艣wiadka, powiedzia艂abym tak, jak by艂o – 偶e wobec mnie by艂a w porz膮dku. A wie pani, 偶e ona podobno pochodzi艂a z G枚rlitz, czyli ze Zgorzelca? Z domu nazywa艂a si臋 Jankowicz, jej mama by艂a katoliczk膮, czyli albo by艂a Polk膮, albo pochodzenia polskiego.

Jutro opera „Pasa偶erka” wraca na scen臋 Teatru Wielkiego.

– Ogl膮daj膮c j膮 wiele razy, w r贸偶nych miejscach 艣wiata, wci膮偶 odkrywam dla siebie muzyk臋 Wajnberga, pewne fragmenty kojarz膮 mi si臋 z obozem. Sk膮d on m贸g艂 wiedzie膰 to wszystko? Libretto odbiega od ksi膮偶ki, autor wprowadzi艂 elementy zbyt patetyczne, has艂a w stylu „Nigdy nie zapomnimy”.

Zapominamy?

– Co z tego zostanie, czy ci, kt贸rzy teraz mnie s艂uchaj膮, potrafi膮 to przekaza膰 swoim dzieciom? Nie 艂udz臋 si臋. Ale chyba po to jeszcze 偶yj臋, 偶eby przywo艂ywa膰 pami臋膰 o tamtych ludziach. „Ocala艂e艣 nie po to aby 偶y膰/ masz ma艂o czasu trzeba da膰 艣wiadectwo” – pisa艂 Herbert. Inaczej przecie偶 ju偶 dawno nie powinnam 偶y膰. Nie 偶yje m贸j brat, nie 偶yj膮 moje siostry, nie 偶yje m贸j m膮偶.

Powiedzia艂aby pani co艣 dobrego o swoim 偶yciu w obozie?

– Prze偶y艂am tam co艣 najwa偶niejszego, poznanie Tadeusza.

A co pani my艣li, gdy patrzy na swoje obozowe fotografie, na t臋 dziewczyn臋 w pasiaku?

– Miewa艂am lepsze zdj臋cia.

Wywiad-rzek臋 Micha艂a W贸jcika z Zofi膮 Posmysz wyda w styczniu Znak