Archiwum dnia: 28 października, 2016

Przyjadą albo nie przyjadą Przyniosą kwiaty albo nie przyniosą – A. Dąbrówka

list otwarty jak najświeższy grób 

Kochana Mamo!

Odeszłaś w porze telewizyjnej dobranocki
ufna jak dziecko

b e z r a d n i e

nie zdążyłem dokończyć ci
mojej bajki.

Pewnie to dobrze.

Przecież tak nagle
przemieniła się
w swoje przeciwieństwo –

zupełnie tak, jak ty
w tej ostatniej chwili.

post scriptum: Dopóki do mnie
stamtąd nie napiszesz
nie wrócę takim
jakim mnie pamiętasz.

Napisz koniecznie!

Znowu chcę wierzyć.

Choćby i w to, że kobiety
nie po to rodzą dzieci,
by na żywo musiały oglądać

takie dobranocki.

Jerzy Nita

Zbliżają się te dni! Dni zadumy i refleksji nad naszym życiem, bo jeszcze wciąż żyjemy.
Jednak w naszych sercach Oni są i to o Nich myślimy bardziej.
Odeszli różnie i różnymi byli ludźmi i do prawdziwego człowieczeństwa należy o Nich pamiętać.
Bywa to bolesne, a  zwłaszcza w te jesienne, melancholijne dni, kiedy spotykamy się na cmentarzach.
Wspominamy nad grobami nasze z Nimi chwile i łzy do oczu napływają nad palącym się zniczem.
Zastanawiamy się jednocześnie ile Nam tych chwil zostało na tym ziemskim padole, bo wiemy, że nie będziemy tu na zawsze.
Mój znajomy z Facebooka – Andrzej Rodan – Pisarz, pozwolił mi na bloga wkleić jego wspomnienie o ukochanej Mamie – dziękuję!
Wspominajmy tych, którzy nas kochali i dali życie. Wspomnijmy wszystkich, których My kochaliśmy, a także pokłońmy się tym, którzy za życia nas skrzywdzili. Wybaczmy Im!

ŚWIĘTO TYCH, KTÓRZY JUŻ NIE WRÓCĄ! DRODZY NIEOBECNI!
Zamiast motta: Największe odkrycie wszechczasów to stwierdzenie, że człowiek nie jest nieśmiertelny i z tym smutnym faktem musi się pogodzić. Spodziewałem się, że Rodzice odejdą, ale nie przypuszczałem, że zabraknie czasu na pożegnanie (taka sobie nostalgiczna myśl przed wyjazdem na cmentarz w odwiedziny do Rodziców).
Jest piękna, słoneczna pogoda. Jadę do nich dzisiaj. Nie chcę za kilka dni być samotnym w tłumie zadeptującym cmentarze.
Miałem sen. Śniła mi się moja Mama. Ten sen dział się w ogrodzie. Jak zawsze siedziałem pod żółtym parasolem. Czytałem książkę, a Matka przycinała sekatorem gałęzie. W którymś momencie powiedziała do mnie:
– Jędrusiu,nic na świecie nie jest ważne: terminy, rachunki, praca, polityka. 
– A co jest ważne? – zapytałem
– Nie marnujcie czasu, bądźcie ze sobą, cieszcie się sobą, swoją obecnością, kochajcie się. Bo później przychodzi żal bezdenny, bezkresny. I w takiej chwili, jak ta obecna, człowiek żałuje, że bliskim poświęcał za mało czasu i uwagi, że za mało kochał, co kochania godne, że był letni w uczuciach, a nie gorący. Kiedy ktoś odchodzi na zawsze, to w jego dziecku też jakaś część umiera. 
Moja Mama, Zofia Małgorzata, poznała męża, kiedy była młodziutką gimnastyczką klubu „Sokół”, a on, Stefan, piłkarzem pierwszoligowego Łódzkiego Klubu Sportowego. Ojciec musiał być niekiepski w futbolu, bo na boisku miał ksywkę: „Tancerka”. 
Moja Mama pracowała w Domu Mody „Telimena” i „Poloprenie”. Ojciec, po uzyskaniu tytułu inżyniera, był dyrektorem wielu zakładów włókienniczych w Łodzi, Pabianicach, jak również delegatem Ministerstwa Przemysłu Lekkiego kombinatów w Białymstoku i Andrychowie. 
Mama była niezwykłą kobietą, dobrą, przyzwoitą, wrażliwą, uczciwą osobą, która nie pozwalała nikogo skrzywdzić, dla wszystkich miała uśmiech i radę. Była obdarzona wielkim sercem i chęcią niesienia pomocy innym. Zawsze można było na nią liczyć, na jej pomocną dłoń. 
Mo Rodzice byli dobrzy jak chleb powszedni, codzienny, i przy nich ludzie stawali się dobrzy, oni byli tak szlachetni, jak szlachetny kamień w oceanie pospolitości. Wiele im zawdzięczam!
Mama kochała mnie (ojciec również), ale to za mało powiedziane. Byłem jej dumą, oczkiem w głowie, część swojego życia poświęciła, abym mógł realizować postawione sobie cele. W ostatnim okresie była to już, niestety, miłość zaborcza, zazdrosna, ale przecież pamięta się te piękne chwile, a odrzuca mniej ważne.
Kiedy mój były brat ze swoim synem sprzedali mieszkanie Matki – chciała pójść do domu starców. Nie zgodziłem się. Wziąłem ją do siebie, a z byłym bratem zerwałem wszelkie kontakty.
Mama, podobnie jak wcześniej Ojciec, nie życzyła sobie pogrzebu kościelnego. Powiększyła grono Drogich Nieobecnych w lipcu 2009 roku. Pogrzeb świecki miał uroczystą, wzruszającą oprawę. 
Do tej pory, kiedy schodzę na dół obok jej pokoju, często wydaje mi się, że mama tam jest, siedzi, czyta książkę, gazety, rozwiązuje krzyżówki lub ogląda telewizję. 
Mama odeszła na zawsze i jakaś część we mnie też umarła.
Przypominam jeszcze teraz 
Bladej twarzy alabastry, 
Krucze włosy – a we włosach 
Srebrne astry… 
Widzę jeszcze ciemne oczy… 
I pieszczotę w ich spojrzeniu 
Widzę wszystko w księżycowym 
Oświetleniu… 
(Adam Asnyk) 
Każdy z nas ma Tych Którzy Już Nie Wrócą, a których kochał! 
Przepraszam za ten nostalgiczny post, ale to nadchodzące Święto zmusza do refleksji i zadumy nad przemijaniem. Kiedyś w wywiadzie prasowym do tygodnika „Angora” zapytano mnie, co bym podarował Rodzicom, gdybym mógł. Odpowiedziałem: – JESZCZE JEDNO ŻYCIE!