Archiwum dnia: 18 listopada, 2016

Splun臋艂a Seniorowi w twarz!

Po II Wojnie 艢wiatowej w zrujnowanej Polsce, ludzie musieli si臋 wzi膮膰 do pracy by J膮 odbudowa膰!

Warszawa by艂a zrujnowana doszcz臋tnie, ale teraz po tylu latach mi艂o si臋 j膮 ogl膮da z ekranu telewizora, bo powsta艂a z popio艂贸w.

Ludzie wiedzieli, 偶e aby lepiej si臋 im 偶y艂o, to musz膮 dla tej Polski pracowa膰 – dla przysz艂ych pokole艅 i swoich dzieci i wnuk贸w.

G贸rnicy wydobywali w臋giel. Hutnicy wytapiali stal. Murarze budowali nowe domy. Nauczyciele kszta艂cili polskie dzieci i tak wiele pokole艅 uczciwych ludzi robi艂o wszystko, by Polsk臋 uczyni膰 m膮dr膮, 艂adn膮 i zasobn膮.

Ludzie pracowali po 40 i wi臋cej lat i kiedy przeszli na zas艂u偶one emerytury, to z chwil膮 doj艣cia do w艂adzy PiS, zostali bezwzgl臋dnie sprowadzeni na dno. Pos艂anka, na kt贸r膮 wielu g艂osowa艂o nazwa艂a tych ludzi pracy o tak:

Jak si臋 czujesz Seniorze teraz, kiedy za Twoj膮 prac臋 kto艣 taki plun膮艂 Ci w twarz!?

Takiego debila jak ta baba to聽chyba jeszcze nie by艂o

Wielu聽cham贸w w聽偶yciu widzia艂em, ale聽Krystyna Paw艂owicz jest najja艣niejsz膮 gwiazd膮 na聽firmamencie g艂upoty,聽chamstwa i聽bezmy艣lno艣ci. Moment鈥 by艂a kiedy艣 taka kura u聽moich dziadk贸w鈥 nazywali艣my j膮 Gamo艅. G艂upie to聽stworzenie by艂o! Ale聽nie, ta kura te偶 odpada przy Paw艂owicz. Gamo艅 jednak聽by艂a mi艂a聽i聽mia艂a g艂臋bi臋 w聽oczach.

Tia鈥 Kry艣ka Paw艂owicz mi艂a nie jest. Jest durna i聽niemi艂a, a聽to po艂膮czenie koszmarne.

Z聽偶on膮 艣miejemy si臋聽ostatnio z聽Donalda Trumpa, z聽g艂upot, kt贸re ten cz艂owiek聽wygaduje. Ale聽przy pos艂ance Paw艂owicz Trump to聽elegant z聽du偶ym dystansem do聽samego siebie. Paw艂owicz jest samodzielnym liderem w聽peletonie g艂upoty, a聽ostatnio stan臋艂a na聽peda艂ach i聽rozpocz臋艂a ucieczk臋 z聽peletonu. Zdaje si臋, 偶e聽ju偶 nikt jej nie dogoni. Nas nie dogoniat, Krycha! Ichaa!

W聽sumie troch臋 mi zawsze by艂o g艂upio, gdy聽w聽mojej聽s膮siedzkiej knajpie przy kuflu wszyscy w聽najgorszy spos贸b darli 艂acha z聽Kry艣ki po聽jakim艣 jej kolejnym epokowym wystrzale 鈥 kobiety i聽faceci po聽r贸wno 鈥 nawet mia艂em odruch, 偶eby聽j膮 ratowa膰鈥 wiadomo: kobieta, starszawa ju偶 raczej, a聽i聽chyba nieszcz臋艣liwa, bo komu艣 takiemu w聽偶yciu nie mo偶e by膰 艂atwo 鈥 cz艂owiek wi臋c chce niejako stan膮膰 w聽obronie takiej le偶膮cej, ale聽po tym, jak Kry艣ka obsztorcowa艂a na聽fejsbuku bogu ducha winn膮聽emerytk臋 za聽to, 偶e聽jest biedna, brzydka i聽stara, 偶e聽Kry艣ce zazdro艣ci, 偶e聽za ma艂o si臋 stara艂a i聽uczy艂a, to聽moja miarka si臋 przebra艂a.

Kry艣ka, przepraszam, ale聽ju偶 nie b臋d臋 ci臋 pr贸bowa艂 ratowa膰 w聽knajpie przy kuflu. W艂膮cz臋 si臋 w聽dialog i聽b臋d臋 si臋 z聽ciebie nabija艂 jak inni ze聽swobod膮 jak膮 sama mi swoj膮聽kompletn膮 nieczu艂o艣ci膮 w艂a艣nie zafundowa艂a艣. Tw贸j聽nieskr臋powany brak lito艣ci wobec starej kobiety uwolni艂 mnie z聽wi臋z贸w konwenansu, wiesz?

Mo偶e kto艣 ci to, Krycha, powinien wreszcie powiedzie膰 zwyczajnie i聽po ludzku: walnij si臋 w聽艂eb, kochana! powa偶nie! mo偶e ci si臋 co艣 poprzestawia? mo偶e co艣 wskoczy na聽miejsce? bo na聽razie jeste艣, Krycha, durna jak kibice Spartaka, g艂upsza ni偶 ustawa przewiduje i聽偶al mi ciebie, Kry艣ka. 呕al mi na聽ciebie patrze膰, Krycha, 偶al mi ciebie s艂ucha膰, smutno mi si臋 robi, gdy聽widz臋, jak si臋 kompromitujesz鈥

Ale聽przede wszystkim wiesz co, Gamoniu, przykro mi na聽my艣l, o聽tych wszystkich ludziach, kt贸rzy聽mog膮 ci臋 potraktowa膰 powa偶nie, kt贸rzy聽mog膮 si臋 poczu膰 skrzywdzeni tym, co chlapiesz ozorem jak 艣winia nad聽korytem, tyle my艣l膮c co i聽ta 艣winia.

Dzwoni臋 do聽mojego kumpla, emeryta, He艅ka, kt贸ry聽ma 1150 z艂otych na聽r臋k臋 i聽84 lata, i聽m贸wi臋 mu, 偶e聽teraz ju偶 rozumiem dlaczego tyle ma, 偶e聽by艂 nieukiem i聽leniem zwyczajnie. A聽Heniek, kt贸ry聽by艂 nauczycielem akademickim, dzia艂aczem harcerskim i聽艣wiat z聽m艂odzie偶膮 na聽kajakach op艂yn膮艂, p艂acze mi w聽s艂uchawk臋. P艂acze鈥 M贸wi臋 mu, Heniek, daj spok贸j, przecie偶 wiesz, 偶e聽tak nie my艣l臋鈥 A聽on na聽to, 偶e聽wie, 偶e聽s艂ysza艂 o聽Gamoniu i聽o聽tym co ona tam gdacze, i聽偶e to聽nawet 艣mieszne, ale聽on i聽tak nie potrafi opanowa膰 艂ez鈥 bo w聽sumie to聽co ma powiedzie膰. Mo偶e rzeczywi艣cie by艂 leniem鈥

Cholera, my艣l臋 sobie鈥 mo偶e niepotrzebnie dzwoni艂em鈥