Archiwum dnia: 5 grudnia, 2016

Tajemnica Matki!

Zbliżały się kolejne święta Bożego Narodzenia i kolejne bez dzieci.

Dzieci Pani Bożeny pojechały daleko w świat, aby po studiach zarabiać lepsze pieniądze, a więc Jan pojechał do Libii, gdzie jako inżynier budowy mostów zarabiał kokosy. Tam założył rodzinę. Urodziło mu się dwoje dzieci, kiedy ożenił się z piękną Libanką. Wybudował  dom i wcale nie myślał o powrocie do kraju – do matki.

Córka Pani Bożeny – Ewa, też po studiach wyjechała, ale do Kanady i w tym pięknym kraju się zakochała. Nie wyszła nigdy za mąż, ale oddała się całkowicie pracy naukowej. Mieszkała w domku na wzgórzu, wśród kanadyjskich lasów i pisała. Była tam szczęśliwa i czuła się wolna.

Pani Bożena wyjęła z szuflady pokaźny brulion i trochę z nudów zaczęła pisać swoją historię.

Tęskniła za dziećmi i może dlatego zapragnęła pisać, by oddalić od siebie samotność.

Po domu szurała już kapciami, bo nogi odmawiały jej posłuszeństwa, gdyż niestety już stała się starowinką.

Wszystko robiła już na zwolnionych obrotach, a więc ile zrobiła, to zrobiła, a przecież i tak jej dzieci jej nie odwiedzą w te kolejne święta, więc coraz mniej się starała.  Mają za daleko, tak sobie to tłumaczyła.

Usiadła wygodnie przy stole, przeznaczonym na świąteczne obiady. Stole zasłanym pięknie wyhaftowanym obrusem. Wzięła długopis i zaczęła pisać drżącą ręką i dość już niewyraźnym pismem. Wszak miała już 90 lat i w związku z tym wzrok już też był zbyt słaby.

Zaczęła pisać pamiętnik, ale jej to nie wyszło i w krótko napisała kilka zdań, a brzmiały one tak:

„Moje kochane dzieci! Jestem już starą kobietą, ale wciąż Waszą matką.

Jak wiecie, że Wasz ojciec został zastrzelony w Katyniu przez rosyjskich bandziorów, a ja długo nie mogłam się z tego podnieść, Załamał się mój cały świat, a przecież miałam Was na wychowaniu i musiałam dbać o to, byście wyrośli na dobrych i wykształconych ludzi. Państwo o nas nie dbało, a o Katyniu się nie mówiło, bo w kraju panował chaos i nikt nic dokładnie nie wiedział.

Musiałam sobie jakoś radzić, by zdobyć pieniądze na to, by Was nakarmić i odziać, oraz wykształcić.

To było bardzo trudne zadanie, a z pensji ze sprzątania nie byłam w stanie niczego Wam zagwarantować, a tak bardzo Was kochałam.

Byłam ładna i zgrabna i podobałam się mężczyznom i tak zaczęłam pracę w domu zwanym  -burdelem. 

Zaspokajałam aparatczyków z PRL i z tej profesji czerpałam pieniądze dla Was moje kochane dzieci.

Nie było mi łatwo, ale musiałam, byście skończyli studia i nie musieli się tak upodlić jak ja. Robiłam to wszystko tylko dla Was!

Kiedy wyjechaliście, to zapomnieliście o mnie. Kartki z zagranicy stawały się coraz bardziej rzadkie, a smsy słane w treści – jak się mamo czujesz nie dawały mi radości. 

Żegnam was moje kochane dzieci.

Nie zniosę kolejnych, samotnych świąt”.

Kiedy dzieci Bożeny przyleciały na pogrzeb matki, to przeczytały jej wyznanie, tak skrzętnie ukrywane.

Z listu matki dowiedzieli się, że kiedyś dobry Niemiec dał jej kapsułkę z arszenikiem i tak zabiła się Bożena.

W wieku 90 lat odeszła samotna i zapomniana, ale skromny swój dobytek zapisała na pół dla między swoje dzieci.

Zrozumieli wszystko i Ewa zabrała ciało matki na kanadyjski cmentarz, aby miała najbliżej, by składać kwiaty na grobie Matki!

Mikołaj nie żyje!

Mikołaj nie żyje!  
Tak przynajmniej uczy 6-letnie dzieci – katechetka, na lekcji religii w jaworznickiej podstawówce.  
Uczy też, aby nie wierzyły rodzicom, bo oni je ..okłamują i jest inaczej.
Coś takiego przekazuje pierwszakom pani od religii!  
Na dodatek rzuca kluczami, nazywa dzieci „szatanami” i odprawia jakieś egzorcyzmy z świecą i kamieniem, gdzie jednej z dziewczynek zapaliły się włosy, ale szkoła to zataiła! 
Kiedy rodzice zgłaszali zastrzeżenia dotyczące pani Taborskiej – katechetki, szkoła łącznie z samą panią katechetką, twierdziły, że: dzieci są niewychowane i rodzice powinni je zdyscyplinować,  (ciekawe czym??)
Tłumaczenie szkoły? – „Dzieciom od małego trzeba hartować ducha”  
ŹRÓDŁO

Niestety zwykle bardziej niż na własnych dzieciach zależy rodzicom na opinii proboszcza i innych „bo co ludzie powiedzą?”/ „co z komunią? / co z bierzmowaniem? itp.”
Zacofanie i pseudo-wiara na pokaz są porażające.  
Jeśli ktoś naprawdę jest wierzący i naprawdę zależy mu na przekazaniu tych wartości dziecku – będzie to potrafił zrobić sam z dobrym przykładem własnym.

 A u mnie już z akcentem świątecznym i niech szlag trafi oszołomów pod rządami tego nierządu!