Katastrofa komputerowa!

Wstałam sobie dzisiaj parę minut po 7 i takim stałym rytmem udałam się do kuchni, by zrobić jak zwykle poranną kawę.

Bez kawy nie żyję. Mąż jeszcze chrapał, a ja po cichutku poruszałam się po mieszkaniu.

Woda w czajniku już się gotowała, a więc zalałam sobie filiżankę aromatycznej kawy i zawsze po turecku.

Kawa przeniesiona do pokoju i odpaliłam oczywiście mojego ukochanego laptopa.

Dbam o niego jak dbają dzieci o swoje zabawki. Chucham na niego i dmucham. Czyszczę klawiaturę i ekran, by tylko tych złowrogich bakterii było jak najmniej, a i myszkę też myję. Straszą, że choroby biorą się z brudnych klawiatur, a więc dbam, by nie dopadła mnie jakaś tam bakteria coli, czy jak to się tam nazywa i inne dziadostwa.

Po kilu łykach kawy jestem spragniona wieści, o tym co dzieje się w kraju i na świecie, a najszybciej można się tego dowiedzieć z FB,

Klikam na przeglądarkę Chrome, moją ulubioną, a ona mi dęba staje i nijak nie otwiera programu.

Co robię? Skanuję komputer, ale to nic nie daje i na ekranie pojawia się komunikat o jakiejś aplikacji, wtyczce i czort wie, co jeszcze.

Nie raz sobie sama radziłam i udało mi się usunąć awarię, a tym razem byłam bezradna, a walczyłam z laptopem dwie godziny.

Patrzę na Męża, czy jeszcze chrapie. Łypię, czy już się obudził i zadzwonił do naszego, zaprzyjaźnionego naprawiacza komputerów.

Mąż nie miał wyjścia, bo już tupałam nerwowa nogami, czy naprawiacz zgodzi się przyjąć na warsztat mojego laptopa.

Zgodził się i kazał go przywieźć na godzinę 16.

Po wstępnym oglądzie sprzętu stwierdził, że mój laptop to „trup”.

I co dalej spytałam Męża?

Musi wszystko usunąć z laptopa, łącznie ze zdjęciami i czy ja się na to zgadzam?

Oczywiście, że się zgodziłam, bo zdjęcia mam zapisane na FB, a więc strata będzie niewielka.

Pan naprawiacz musiał wgrać mi nowy program i odzyskałam o godzinie 20 swojego przyjaciela i tak piszę bloga na nowym laptopie, który myślę, że mi posłuży jeszcze trochę.

I tylko tak się zastanawiam gdzie tego wirusa złapałam, bo przecież nie otwieram spamu na poczcie i nie bawię się w otwieranie podejrzanych plików na FB, bo takie bywają, ale widocznie moja pamięć jest zawodna i gdzieś kliknęłam i wirus się rozpanoszył.

Dziękuję Mężu, że mi pomagasz w każdej kwestii, kiedy ja jestem bezradna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s