Ludzie latają w kosmos, a tu na Ziemi medycyna jest bezradna!

Opowiem Wam pewną historię, ale to nie będzie miła historia.

Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, to usłyszałam z opowieści rodzinnych, że moja Babcia – Matka mojego Ojca wmówiła sobie, że choruje na raka i ze strachu skoczyła do studni i się utopiła, bo tak bardzo bała się choroby.

Moja Mama mi powiedziała, że Babcia wcale nie miała raka, a tylko sobie go wmówiła i tak z taką opowieścią żyłam lata.

Pocieszałam się, że w rodzinie nie było przypadków tej strasznej choroby i wierzyłam, że genetycznie nikt na nią nie zachoruje.

To była komfortowa sytuacja, bo miałam nadzieję, że każdy z rodziny może umrzeć na każdą inną chorobę, ale nie na tego gada, którzy robi spustoszenie w organizmie. To taka marna pociecha, a jednak!

Moja Mama 14 stycznia skończyła 85 lat i nagle przed świętami dostała bardzo mocnych boleści. W prawym boku bardzo ją bolało – nie do zniesienia.

Szpital więc i badania. Okazało się, że ma w sobie, na wątrobie wielkiego guza. Guz jest większy niż mandarynka i do tego nie operacyjny.

Po rodzinie poszła wielka troska o Mamę. Wszyscy pomagamy i wspieramy jak tylko możemy. Odciążamy, pocieszamy, troszczymy się.

Nasze zachowanie jest przyzwoite, bo nikt z nas nie mówi Mamie banałów, że będzie dobrze, skoro wiemy, że dobrze nie będzie.

To jest tylko kwestia czasu, że zdrowie Mamy posypie się w strasznym tempie.

Uważam, że zachowujemy się wszyscy godnie i w rozmowach odciągamy Mamę od złych myśli, zagadując Ją na różne tematy, by tylko nie rozmawiać o chorobie.

To jest trudne bardzo, ale trzeba przyznać, że Mama jest cholernie dzielna, ale do dzisiaj.

Dzisiaj pojechała do szpitala i będę jej robić biopsję w celu ustalenia dalszego, zachowawczego leczenia. Biopsja może spowodować krwotok i dlatego dziś pożegnałam się z Mamą jakbym już nigdy nie mogła tego zrobić, bo i ja się boję, że to będzie ostatnie przytulenie.

Jest już wieczór i Mama jest po zabiegu. Na szczęście nie było krwawienia. Uf…

Jest mi ciężko i jest mi źle i może dlatego o tym piszę, aby się wzmocnić przed nieuchronnym.

Może być tak, że Mama będzie miała jeszcze szansę na wiele dni i o to w myślach proszę.

Morał jest z tego taki, że moja Rodzina nie jest wolna od raka i każdy z nas może zachorować, a ja tak strasznie boję się poddać badaniom. Służba zdrowia jest przeze mnie znienawidzona, co mnie gubi. Nie lubię robić badań i nie lubię lekarzy i tej całej biurokracji i niech mnie śmierć zabierze we śnie!

Przeczytajcie!

W „Newsweeku”: Ma 33 lata, umiera na nowotwór. Opowiada, czego sobie nie życzy umierający.

Czasami tak mnie pochłania myślenie o umieraniu, że zapominam o życiu. Zaraz, zaraz, przecież ja jeszcze żyję – chora na nowotwór 33-letnia Aneta Żukowska, filozofka i antropolożka kultury, mówi, czego sobie nie życzy umierający.

Newsweek: Czy myśl o śmierci można czymkolwiek zagłuszyć? Czy jest pierwszą, jaka przychodzi po przebudzeniu, i ostatnią przed zaśnięciem?

ANETA ŻUKOWSKA: Wszystko, co robię, jest już w kontekście śmierci. Wszelkie decyzje, jakie podejmuję i jakich nie podejmuję. Wolałabym robić już tylko to, na co mam ochotę, jednak nie chcę, żeby moje życie stało się całkiem odmienione, bo to dobre życie. Uwielbiam je. Tyle że sytuacja jest wyjątkowa. Czasami więc przychodzi taka myśl: „Daj sobie spokój z pracą, przecież umierasz! Nie zajmuj się banalnymi rzeczami, nie marnuj czasu, wyjedź!”. Chciałabym poznawać więcej ludzi, przeczytać i napisać więcej książek. I bawić się! Mieć tak zwane życiowe flow, nie czuć lęku, nie mieć poczucia utraty czasu i tego, że coś mnie zatrzymuje.

Aneta, rocznik ’83, chora na nowotwór, czwarty stopień zaawansowania – taki był podpis pod twoim portretem, który został nagrodzony w tegorocznym Grand Press Photo. Ty tam półnaga, bez włosów, z papierosem. Jakie były reakcje?

– Nikt nie skrytykował. Inna sprawa, że jestem teraz pod kloszem, mnie się nie mówi nic przykrego. Jeśli chodzi o palenie (Aneta wyciąga paczkę tytoniu, skręca papierosa i wychodzimy na zewnątrz, żeby mogła się kilka razy zaciągnąć), lekarz powiedział, że w moim stanie nie muszę już z niczego rezygnować. A sesja zdjęciowa to był pomysł na oswojenie się z tym, jak wyglądam. Stanęłam ze sobą twarzą w twarz. Taka wtedy byłam, po chemii, nastawiona ku śmierci. Teraz, w przerwie między chemiami, włosy mi odrosły i nie widać po mnie, że jestem śmiertelnie chora. Ale już tego nie ukrywam.

Na początku ukrywałaś?

– I strasznie mnie to ukrywanie irytowało. Założyć chustkę? Czy czapkę? To niewygodne, a to wkurzające. Ale dopóki sama sobie nie poradziłam z informacją o chorobie, nie chciałam nikomu pokazywać łysej głowy ani z nikim o tym rozmawiać. Udawałam, że to z powodu zmiany stylu nie mam już długich włosów, sukienek i delikatnego makijażu. Kupiłam czerwoną szminkę i kurtkę ze skóry. To był taki rodzaj samoobrony, żeby nikt nie mówił, jaka ze mnie biedna chora kicia. Żeby nikt się nade mną nie litował. Nie zniosłabym tego.

Ale w końcu trzeba było powiedzieć rodzinie, przyjaciołom?

– Wykorzystałam listę mailingową, wszystkim równocześnie przesłałam tę samą treść. Może to wydaje się zimne, ale tak było łatwiej. Nie chciałam rozmawiać, bo najpierw musiałam to sobie gruntownie przemyśleć. Pisząc do wszystkich o tym, co mi jest, w żartobliwym tonie poinformowałam, czego sobie teraz nie życzę.

A czego sobie nie życzysz?

– Pocieszeń w rodzaju: „Będzie dobrze”. Za to byłabym w stanie zagryźć. Jeśli ktoś nie wie, co powiedzieć, niech już lepiej nic nie mówi. Choć może to tylko mnie takie puste pocieszenia działają na nerwy? Może inni chorzy tego potrzebują? W szpitalu słyszałam, jak jedna pani w peruce mówiła drugiej pani w peruce: „Będzie dobrze”. Albo: „Trzeba to jakoś przeżyć”. Pomyślałam: „Jak TO przeżyć? Co przeżyć? Własną śmierć?”. Wolę takich rzeczy nie słuchać. W ogóle nie zaczynam rozmów z innymi chorymi. Boję się.

http://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/umierajac-na-nowotwor-czego-sobie-nie-zyczy-umierajacy-co-opowiada-aneta-zukowska,artykuly,402304,1.html

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Ludzie latają w kosmos, a tu na Ziemi medycyna jest bezradna!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s