„Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach”

Przed każdymi świętami, kiedy wyjeżdżaliśmy do Rodziny, wiedzieliśmy, że musimy ze sobą zabrać naszą, kochaną Jadzię.

Tak było też w Wigilię 2016 roku, kiedy Mąż podjechał pod Jej dom i pomagał Jej wsiąść do samochodu, bo Jadzie miała chore nogi i walczyła o każdy swój krok.

Kiedy wsiadła, to się przywitałyśmy i ucieszyłam się, że przyszło nam kolejną Wigilię spędzić razem. Odpowiedziała, że to prawda i mi przytaknęła.

Jadzia nie była z mojej Rodziny, ale z Rodziny Teścia mojej Córki.

Kiedy Ją poznałam, to oszalałam na Jej punkcie. Od razu Ją polubiłam i byłam pod Jej urokiem.

Niezwykle ciepły człowiek, o cudownym uśmiechu i radości życia.

Jej życie nie było usłane różami, gdyż po śmierci Męża została zupełnie sama. No może nie zupełnie, bo w Jej życiu był jeszcze piesek, którego kochała bezgranicznie. Piesek już wiekowy i Jadzia martwiła się o to, że kiedy odejdzie, to Ona zostanie zupełnie sama.

Dzieci Jadzi rozjechały się po świecie w poszukiwaniu pracy i miłości. Założyły swoje Rodziny z dala od Matki i tam się zakorzeniły.

Jadzia pogodziła się z losem i mimo chorych nóg uwielbiała uprawiać swoją działeczkę i to ta działka była Jej drugą miłością.

Kiedy spędzaliśmy Wigilię i Święta Bożego Narodzenia przy lampce wina – żartowaliśmy, śmialiśmy się i to był taki rodzinny, przyjemny czas.

Jadzię namawiałam na zakup laptopa, aby mogła kontaktować się z Dziećmi przez Skype. Oferowałam pomoc w nauce poruszania się po Internecie. Mówiła, że się zastanowi i da mi znać, bo wiedziałam jak bardzo brakuje Jej kontaktu z bliskimi.

Naprawdę jestem taka, że rzadko bywało tak, abym polubiła daną osobę od pierwszego wejrzenia, a Jadzię polubiłam od razu.

Wiedziałam, że jest kobietą dyskretną, taktowną, życzliwą, wesołą, mądrą po prostu.

Choroba na Nią spadła jak piorun, błyskawica z nieba. Poszło szybko, za szybko, bo przecież od świąt Bożego Narodzenia minęło zaledwie pięć miesięcy.

Moja nowo poznana Jadzia odeszła wczoraj i na zawsze zapisała się w mojej pamięci.

Będzie mi Jej brakowało, cholernie brakowało! [*]

Niech spoczywa w pokoju – tam na zielonych łąkach, wśród kwiatów, które lubiła.

A piesek przeżył swoją Panią!

3 myśli na temat “„Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach”

  1. Jak miło się czyta, gdy ktoś pozostawia po sobie dobre wspomnienia. Niestety, czasem ostateczne rozstanie przyjmowane jest tylko z uczuciem ulgi.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s