Archiwa miesi臋czne: Maj 2017

Jeszcze Polska nie zgin臋艂a

Codziennie co艣 z艂ego si臋 dzieje! Codziennie s膮 takie emocje dla 艣ledz膮cych polityk臋, 偶e wielu ma nerwy w strz臋pach.

Prawda jest taka, 偶e je艣li rz膮dz膮cy i sam Prezydent 艂ami膮 Konstytucj臋 i nie przestrzegaj膮 podstawowych praw, to w ludziach „lepszego sortu” budz膮 si臋 sk艂onno艣ci do zabijania. Maj膮 na to zgod臋 od polityk贸w z „wy偶szej p贸艂ki”.

Dzi艣 S膮d Najwy偶szy si臋 zebra艂 i og艂osi艂, 偶e Prezydent Polski z艂ama艂 prawo, u艂askawiaj膮c swojego cz艂owieka, a na imi臋 mu Kami艅ski –聽Minister 鈥 cz艂onek Rady Ministr贸w, Koordynator s艂u偶b specjalnych.

W艂膮czy艂am rano tv i zobaczy艂am scen臋 w S膮dzie Najwy偶szym mro偶膮c膮 krew w 偶y艂ach.

Zebra艂o si臋 sporo os贸b, kt贸re krzycza艂y, 偶e precz z komunistycznymi S臋dziami – rodem z PRL.

Zosta艂a wezwana Policja w celu usuni臋cia tych ludzi i nagle jeden z nich str膮ci艂 Policjantowi s艂u偶bow膮 czapk臋, a potem chcia艂 pozbawi膰 聽broni Policjanta. Gdyby Policjant nie zachowa艂 si臋 z refleksem z ameryka艅skiego kina, to mog艂o by doj艣膰 do tragedii.

Nie ma si臋 czemu dziwi膰, bo lud „lepszego sportu” dosta艂 przepustk臋 do 艂amania prawa i takich ekstremalnych zachowa艅.

Skoro Prezydent 艂amie prawo i politycy z „wy偶szej p贸艂ki”, to lud g艂upieje i my艣li, 偶e te偶 tak mo偶e!

Mimo tego incydentu, to ja mam 艣wietny humor, bo wyrok S膮du Najwy偶szego wr贸ci艂 mi wiar臋 w to, 偶e nie wszystko stracone, ale boj臋 si臋, 偶e Ziobro wezwany wiadomo do kogo, zmiecie S膮d Najwy偶szy i wywali w kosmos daj膮c uprawnienia Trybuna艂owi Konstytucyjnemu, kt贸ry jest ju偶 ich. To b臋dzie koniec demokracji, a zacz膮tek rz膮d贸w jak Czeczeni.

S膮d Najwy偶szy przykry艂 Smole艅sk i tylko Ewy Kopacz mi 偶al!

 

ry

 

Brzydka pogoda i 艂adna pogoda nie trwaj膮 wiecznie!

Posz艂am dzisiaj w miasto – troch臋 przymusowo

i tak id膮c wolnym krokiem – obserwowa艂am.

Rozczuli艂a mnie pani sprzedaj膮ce polskie truskawki.

Jakie by艂y pyszne, bo pe艂ne s艂o艅ca.

I pani starsza w parku na 艂awce te偶 mnie rozczuli艂a.

Mija艂am wielu staruszk贸w chodz膮cych o kulach

i to mnie nie rozczuli艂o.

Sznur samochod贸w p臋dz膮cych gdzie艣 tam

w taki prawie letni dzie艅.

Zdj臋膰 kilka zrobi艂am na pami膮tk臋

z prawie ostatniego dnia maja.

W telewizji powiedzieli, 偶e id膮 pot臋偶ne burze – na zachodzie.

Pomy艣la艂am sobie, 偶e tak tylko strasz膮,

bo moj膮 mie艣cin臋 偶ywio艂y omijaj膮.

A偶 tu biegiem z M臋偶em na balkon

ratowa膰 skrzynki z kwiatami,

bo si臋 zako艂owa艂o, zapada艂o, rozszala艂o.

Ju偶 jest cisza! I wiecz贸r!

Zofia Borkowska-Uzdowska

Idzie burza

Idzie burza…
Zaci膮gni臋ta kurtyna p臋ka.
Posypa艂a paciorkami deszczu
zapachem lata.

z tomu „Spe艂nia si臋 mi艂o艣膰”

https://www.youtube.com/watch?v=eILgsNMn40Y&feature=youtu.be

Oby艣 cudze dzieci uczy艂!

Chyba jeszcze nigdy nie pisa艂am o tym, 偶e wychowywanie cudzych dzieci, to jest kator偶nicza praca.

Nigdy nie mia艂am w sobie takich zap臋d贸w, 偶eby wychowywa膰 i uczy膰 dzieci.

Kiedy jestem na imprezach w przedszkolach moich Wnucz膮t z okazji Dnia Babci i Dziadka, to podziwiam wielk膮 cierpliwo艣膰 Pa艅, kt贸re przygotowuj膮 Dzieci do wyst臋p贸w.

Dzieci s膮 r贸偶ne, bo odwa偶ne i bardziej wstydliwe i cz臋sto z trem膮 przed wyst臋pem, a jednak te Panie musz膮 delikatno艣ci膮 wykrzesa膰 z Dzieci odwag臋.

Moja mowa wi臋c b臋dzie kr贸tka i tu bij臋 pok艂ony dla cierpliwo艣ci i profesjonalizmu Pa艅, kt贸re wykonuj膮 naprawd臋 ci臋偶k膮 robot臋.

Dla mnie i mojego M臋偶a wyst臋py Dzieci w przedszkolach naszych Wnucz膮t, dostarczaj膮 mn贸stwo wra偶e艅 emocjonalnych i za to dzi臋kujemy.

Robicie naprawd臋 co艣 wielkiego!

Na poni偶szym filmiku jest dzie艂o Pa艅 z Dzie膰mi – z okazji Dnia Mamy i Taty w 2017 roku! 馃檪

 

Oni bij膮 swoje 偶ony w Imi臋 Bo偶e!

Pan S艂awomir Dajcz, jak przysta艂o na PiS-owca i Radnego piotrkowskiej Rady Miasta
– jest bardzo wra偶liwy i bogobojny, 偶eby nie powiedzie膰 艣wi膮tojebliwy.
Ze 艂zami w oczach wspomina swoje pielgrzymki na Jasn膮 G贸r臋, do najja艣niejszej Panienki, kt贸rych nie opuszcza bro艅 Bo偶e i na kt贸rych co roku w臋druje, 艣piewa i jest szcz臋艣liwy!

Pan 偶arliwy dzia艂acz na rzecz swej partii PiS, jako cz艂ek wierz膮cy i praktykuj膮cy przyk艂adnie zn臋ca si臋 psychicznie i fizycznie nad swoja 艣lubn膮 ma艂偶onk膮, a偶 do jej z艂amania nerwowego i pr贸by samob贸jczej. Postanowi艂 wi臋c mi艂o艣ciwie ul偶y膰 cierpieniom swej ma艂偶onki z kt贸r膮 przyk艂adnie 偶yje 42 lat i umie艣ci膰 j膮 w Wariatkowie na Oddziale Zamkni臋tym!W S膮dzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim w III Wydziale Rodzinnym i Nieletnich z艂o偶y艂 wi臋c wniosek: 鈥濸rosz臋 o ubezw艂asnowolnienie i skierowanie mojej 偶ony Anny Dajcz (鈥) na przymusowe leczenie psychiatryczne, gdy偶 stanowi ona zagro偶enie dla os贸b najbli偶szych i os贸b z najbli偶szego otoczenia, tj. dla mnie, dzieci i wnuk贸w s膮siad贸w, znajomych oraz os贸b obcych.鈥

W upublicznionym nagraniu d藕wi臋kowym z 10 pa藕dziernika 2016 r. 鈥 Pan Pis-owiec zwraca si臋 do swej 艣lubnej:
鈥濨ezwstydna szujo鈥 ty 艣winio do roboty spierdalaj鈥o roboty masz zapierdala膰 , ty 艂achudro ..ty鈥 dawaj piniondze dziwko, ..”

Anna Dajcz 19 marca 2017 roku z艂o偶y艂a w Komendzie Miejskiej Policji w Piotrkowie Trybunalskim, na r臋ce dzielnicowego Marka Kubiaka, zawiadomienie o mo偶liwo艣ci pope艂nienia przest臋pstwa przez S艂awomira Dajcza, polegaj膮ce na zn臋caniu si臋 psychicznym i zniewa偶aniu. Znajduje si臋 tam taki fragment:
M膮偶 z racji tego, 偶e jest radnym Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego uwa偶a, 偶e wszystko mu wolno, czuje si臋 bezkarny. Nie jest w艂a艣cicielem mojego 偶ycia i zdrowia, a ja nie jestem niewolnic膮, nad kt贸r膮 mo偶na si臋 zn臋ca膰.
Pomimo up艂ywu dw贸ch miesi臋cy funkcjonariusz Kubiak 鈥 ola艂 spraw臋, bo co w tym w ko艅cu dziwnego 偶e Pan Radny Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego zn臋ca si臋 nad 偶on膮..
Nie on w PiS-ie pierwszy i nie on ostatni!
殴R脫D艁O
Nast臋pny gorliwy PiSkatolik i pielgrzym do Najja艣niejszej Panienki.

Co to za zaraza, 偶e PiSowcy ostrze swojej nienawi艣ci do ludzi, swojego ob艂臋du i obsesji kieruj膮 cz臋sto w stron臋 w艂asnych rodzin .

Autor:”D”聽

Inny radny PiS – niejaki Rafa艂 Piasecki z Bydgoszczy, zosta艂 nagrany przez 偶on臋, kt贸r膮 bi艂 w Imi臋 Bo偶e. Inwektywy nie mieszcz膮 si臋 w mojej g艂owie!

Nagranie od 3 minuty jest wstrz膮saj膮ce!

https://www.youtube.com/watch?v=mVegeZVPf-4

„- Jeste艣 dla mnie zerem nic niewartym. Nienawidz臋 ci臋, rozumiesz? Od ciebie nauczy艂em si臋 tego s艂owa. Szmato je… Za to b臋d臋 ci臋 teraz bi艂. (鈥) W 2017 roku nikt mnie nie b臋dzie szmaci艂 kur… ma膰. Spier… st膮d. Teraz to ja b臋d臋 ci臋 kur… gnoi艂. Ju偶 nigdy wi臋cej nie b臋d臋 ci臋 o nic pyta艂 kur… Po pierwsze. Po drugie, kur…, zawsze b臋dziesz mia艂a ochot臋, jak b臋d臋 chcia艂. Po trzecie, ju偶 kur… nie b臋dziesz musia艂a nic robi膰, bo b臋d臋 sobie z inn膮 je藕dzi艂, kt贸ra b臋dzie mia艂a ochot臋 zawsze i na wszystko i ma艂o tego, sama b臋dzie mia艂a inicjatywy. Jeste艣 tak pustym dzwonem, t臋pym i m臋cz膮cym, i chu.. i frajerem, i wszystko kur… naraz, i s艂贸w mi braknie, jak bardzo ci臋, kur…, nienawidz臋” 鈥 to tylko fragment z ponad godzinnego nagrania.

Bi艂, bo wo艂a艂 o mi艂o艣膰 w imi臋 sakramentu ma艂偶e艅skiego, a wszystko to zgodnie z dekalogiem pono膰!

Mam nadziej臋, 偶e obie kobiety wyzwol膮 si臋 od swoich oprawc贸w!

Wszystkich nas nie zamkn膮!

Dzi艣 KOD wybiera艂 nowe w艂adze – nowego przewodnika i dobrze, bo skompromitowany Kijowski poczu艂 w ko艅cu, 偶e jest w Ruchu Persona non Grata i zrezygnowa艂.

Nowym wodzem KOD-u zosta艂 Krzysztof 聽艁ozi艅ski. Cz艂owiek, kt贸ry siedzia艂 w wi臋zieniu za polityczn膮 dzia艂alno艣膰. Cz艂owiek, kt贸ry wie, 偶e walka o powr贸t demokracji b臋dzie ci臋偶ka! Mimo wieku podj膮艂 si臋 i mo偶e w ko艅cu co艣 si臋 ruszy w kraju.

Je艣li nie, to b臋dzie tak jak napisa艂 m贸j znajomy na Facebooku. Pozwoli艂 tekst udost臋pnia膰, a wi臋c porwa艂am go i na mojego bloga:

Cytuj臋: 馃榾 馃榾 馃榾
Andrzej Rodan
Tak pisa艂em r贸wno rok temu w maju.
CIEMNO艢CI KRYJ膭 ZIEMI臉
ANDRZEJ RODAN cz艂ek gorszego sortu tako rzecze: jeszcze raz przypominam ci m贸j malutki kochaniutki konusie szwole偶erze mazowiecki na bia艂ym kucyku (albo kocie), ty Gomu艂ko naszych czas贸w 鈥 zanim 500 + si臋 opami臋ta, – zanim rozlicz膮 was z obietnic wyborczych, – zanim urz膮dzicie nast臋pne seanse nienawi艣ci, – zanim wyskrobiecie kolejn膮 z艂膮 ustaw臋, – zanim tw贸j Gang Krasnala doprowadzi Polsk臋 do ruiny, – zanim doprowadzisz swoich gamoni-dupow艂az贸w do upodlenia, zeszmacenia si臋 i zrobisz z nich donosicieli, g艂osicieli 偶a艂osnej propagandy, a do ko艅ca, drogi Krasnalu, zha艅bisz marionetkow膮 Broszk臋 i tragikomicznego Maliniaka, kt贸ry sam o sobie m贸wi: niez艂omny (ha, ha, ha), – zanim wyprowadzisz Polsk臋 z Unii Europejskiej w ramach Dobrej Zmiany, – zanim wygonisz wszystkich o odmiennym kolorze sk贸ry, – zanim zmienisz ordynacj臋 wyborcz膮 na tak膮, kt贸ra zapewni gangowi rz膮dy do ko艅ca 艣wiata i jeden dzie艅 d艂u偶ej, zanim zamienisz Polsk臋 w pa艅stwo wyznaniowe, zanim w porozumieniu z Ko艣ciolem urz膮dzisz Piek艂o Kobiet, – zanim zaczniesz dodruk pieni臋dzy i zaci膮gniesz kolejne miliardowe po偶yczki, – zanim zaczniesz aresztowania inaczej my艣l膮cych od ciebie, – zanim zniszczysz praworz膮dno艣膰, s膮downictwo, demokracj臋, konstytucj臋 i zaw艂aszczysz pa艅stwo, SPIESZ SI臉! Powiadam ci: Balbina, spiesz si臋!
Bo ciemny lud gorszego sortu wyjdzie na ulic臋 i poszuka groteskowego 鈥淣aczelnika Pa艅stwa鈥. Ty si臋 Balbina, kurwa, nie opierdalaj tylko wprowad藕 STAN WOJENNY i b臋dzie w kraju spok贸j! Czo艂gi na ulice! Watahy 鈥渘arodowc贸w鈥 (naziole-艂ysole) do boju! Obrono Terytorialna lance do boju, szable w d艂o艅, Polak贸w gorszego sortu go艅, go艅, go艅…
Na zdj臋ciu Papie偶 i ja 偶yczymy wam zdrowia, bo niebawem du偶o zdrowia b臋dzie wam potrzebne, wy moje 偶a艂osne, tandetne, prze艣mieszne, k艂amliwe, kieszonkowe bohatery z Domu Wariat贸w im. Krasnala Balbiny!
UDOST臉PNIJCIE zanim b臋dzie za p贸藕no, bo ciemno艣ci kryj膮 ziemi臋!
Zdj臋cie u偶ytkownika Andrzej Rodan.

Zosta艂am dzi艣 porwana!

聽Moje Dziecko porwa艂o mnie dzi艣 – wywioz艂o.

Rano wiadomo艣膰 – mamo b膮d藕 gotowa dzi艣 do drogi.

Jecha艂y艣my w艣r贸d cudownej przyrody, kt贸ra buchn臋艂a majem.

Rzepaki takie pi臋kne, jak rzepakowy mi贸d.聽

Drzewa zielone i fantazyjne chmury na niebie.

Kawiarenki 艣piewa艂a Jarocka z ciekawym menu.

Wiosna – ach to Ty i Ty moje drogie Dziecko.

Gadu, gadu i tak zlecia艂y dwie godziny.

Kawa aromatyczna na koniec i czas p臋dz膮cy,

聽a w 聽nim My – nienagadane.

Jeszcze nie wszystko stracone, bo mo偶e jeszcze po偶yj臋

i doczekam kolejnego Dnia Mamy.

Dzi臋kuj臋 Ci moja pierworodna i Tobie druga C贸rko,

kt贸rej z powodu kilometr贸w nie mog艂am przytuli膰.

LOVE!

Dzie艅 Matki jutro – dla mnie smutny dzie艅!

Moje serce krzyczy,聽

wykre艣lcie Dzie艅 Matki z kalendarza,

bo ja nie mam na nie si艂y tego roku.

Ja chc臋, aby p艂yn臋艂y dni bez tego 艣wi臋ta,

bo na s艂owo 艣wi臋to – 艂zy zalewaj膮 mi twarz.

Tak trudno znie艣膰 Twoje cierpienie Mamo,

kiedy tak skrusza艂a艣,

kiedy tak si臋 zminimalizowa艂a艣,

kiedy tak podobna jeste艣 do bezbronnego kotka,

kt贸rego trzeba g艂aska膰 i karmi膰, by poczu艂 si艂臋.

Mamo!

Jeste艣 w cierpieniu taka dzielna,

偶e swoim uporem mog艂aby艣 obdzieli膰

wszystkich chorych 艣wiata.

Sk膮d czerpiesz tak膮 si艂臋 i do diaska jak to robisz,

偶e nie masz ani jednego siwego w艂osa,

cho膰 偶ycie 艂atwym nie by艂o?

Mamo!

Nawet nie wiesz jaka jestem bezradna,

偶e nie znajduj臋 s艂贸w, aby to wyrazi膰.

Mamo!

Za艂o偶y艂am na twarz niewidzialn膮 mask臋,

aby nie da膰 po sobie pozna膰,

偶e mi przykro. U艣miecham si臋 do Ciebie.

Mamo!

Moje serce wali jak m艂ot, kiedy

nie odbierasz telefonu!

Tak si臋 zdarzy艂o dwa razy, kiedy

lotem b艂yskawicy p臋dzi艂am,

na z艂amanie karku, by si臋 dowiedzie膰,

偶e 偶yjesz!

Siada艂am wtedy w fotelu

i 艂apa艂am powietrze jak ryba – szcz臋艣liwa.

Wykre艣lcie to 艣wi臋to z kalendarza,

bo ja nie wiem i nikt nie wie

ile jeszcze….

P艂acz臋 i Ci dzi臋kuj臋. Mamo!

Nie, nie 偶a艂uj臋

呕e nie da艂a艣 mi mamo zielonookich sn贸w.
Nie, nie 偶a艂uj臋.
呕e nie zna艂am klejnot贸w ni koronkowych s艂贸w.
Nie 偶a艂uj臋.
呕e nie m贸wi艂a艣 mi, jak szcz臋艣cie kra艣膰 spod lady
i nie uczy艂a艣 mnie 偶yciowej maskarady.
Pieszczoty szarej tych um臋czonych dni, nie 偶al mi,
nie 偶al mi.

Nie, nie 偶a艂uj臋.
Przeciwnie, bardzo ci dzi臋kuj臋, kochana,
偶e艣 mi odej艣膰 pozwoli艂a, po to, bym 偶y艂a tak jak 偶y艂am.
呕e nie da艂e艣 mi szcz臋艣cia, pier艣cionka ani psa.
Nie 偶a艂uj臋.
呕e nie dzwonisz po nocach: kochanie, tak to ja.
Nie 偶a艂uj臋.
呕e nie za艂atwisz mi posady sekretarki,
i 偶e nie nosz臋 twojej szarej marynarki.
呕e patrzysz na mnie jak teatralny widz,
to nic, to nic.

Nie, nie 偶a艂uj臋.
Przeciwnie, bardzo ci dzi臋kuj臋, kochanie,
za to, 偶e jeste艣 kr贸lem karo,
偶e jeste艣 zbrodni膮 m膮 i kar膮.

呕e w tym kraju prze偶y艂am tych par臋 trudnych lat.
Nie 偶a艂uj臋.
呕e na koniec si臋 dowiem: ot, tak si臋 toczy 艣wiat.
Nie 偶a艂uj臋.
呕e nie za艂atwi膮 mi urlopu od pogardy,
i 偶e nie zwr贸c膮 mi u艣miechu jak kokardy.
Pieszczoty szarej tych udr臋czonych dni,
nie 偶al mi, nie 偶al mi.

Nie, nie 偶a艂uj臋.
Przeciwnie, bardzo ci dzi臋kuj臋, m贸j kraju,
za jaki艣 czwartek, jaki艣 pi膮tek, jaki艣 wtorek,
i za nadziei ca艂y worek.
Nie, nie 偶a艂uj臋.
Przeciwnie, bardzo ci dzi臋kuj臋,
za to, 偶e jeste艣 moim krajem,
偶e jeste艣 piek艂em mym i rajem.

Tekst: Agnieszka Osiecka.

https://www.youtube.com/watch?v=jrE_tQzzY1g

https://www.youtube.com/watch?v=wJ-WM94YP1s

https://www.youtube.com/watch?v=DevJ_DlYHOE

https://www.youtube.com/watch?v=O95dhrYbOgk

https://www.youtube.com/watch?v=Svdt9RVCuOM

https://www.youtube.com/watch?v=uVlvFNaPWmI

My dzieci – z kluczem na szyi!

W jakim艣, swoim wpisie na blogu pyta艂am o to, gdzie podzia艂y si臋 dzieci?

Umartwia艂am si臋, 偶e nie wida膰 ich na podw贸rkach, mimo, 偶e mamy wiosn臋 i trawa si臋 zazieleni艂a.

I oto wczoraj moje serce si臋 uradowa艂o, bo zobaczy艂am z balkonu fajnie bawi膮ce si臋 dzieciaki w wieku tak do 8 lat.

Gra艂y w pi艂k臋 tam, gdzie jakie艣 50 lat temu i ja z gromad膮 gra艂am.

Natychmiast w g艂owie pojawi艂y si臋 wspomnienia z moich dzieci臋cych lat i zabawach odbywaj膮cych si臋 na tym samym podw贸rku.

Tworzy艂am zgran膮 paczk臋 z Jol膮, Markiem, Bogdanem i z wielu innymi dzie膰mi, kt贸re zosta艂y tylko ju偶 w mojej pami臋ci, bo si臋 rozjechali艣my po sko艅czeniu szko艂y podstawowej.

https://www.youtube.com/watch?v=yHtw46oKNFA&feature=youtu.be

Dzieci, kt贸re uwieczni艂am na kr贸tkim filmiku nie maj膮 mo偶e jeszcze tablet贸w i kom贸rek i dlatego bawi膮 si臋 na podw贸rku i niech zostanie im w pami臋ci takie dzieci艅stwo, bo:

 

DAJCIE DZIECIOM S艁O艃CE

Kiedy dziecko 艣piewa 鈥
艣piewa ca艂y 艣wiat.
Ca艂y 艣wiat piosenk膮 jest,
艣piewa kot i 艣piewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
艣wierszcz na 艂膮ce鈥
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk 艣piewa te偶,
偶e po deszczu, 偶e po deszczu
b臋dzie s艂o艅ce.

Kiedy dziecko ta艅czy 鈥 ta艅czy ca艂y 艣wiat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemi膮 p艂ot,
ptak z ob艂okiem, wiatr z motylem,
艣wierszcz na 艂膮ce鈥
Ca艂y 艣wiat ma tyle lat,
ile dzieci maj膮 lat,
te dzieciaki, co do ta艅ca聽
wzi臋艂y s艂o艅ce.

Kiedy dziecko p艂acze 鈥
p艂acze ca艂y 艣wiat.聽
Kot ma oczy pe艂ne 艂ez,
na podw贸rku p艂acze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miot艂膮,
艣wierszcz na 艂膮ce.
O, jak s艂ono od tych 艂ez,
nawet cukier s艂ony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno 鈥
gdzie jest s艂o艅ce?

Dajcie dzieciom s艂o艅ce, 偶eby 艂ez nie by艂o,
Dajcie dzieciom s艂o艅ce, dajcie dzieciom mi艂o艣膰.
Dajcie dzieciom s艂o艅ce, ca艂e s艂o艅ce z nieba,
呕eby mog艂y ta艅czy膰, mog艂y 艣piewa膰.

Wanda Chotomska

My, urodzeni w聽latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byli艣my wychowywani przez rodzic贸w patologicznych.

Na szcz臋艣cie nasi starzy nie wiedzieli, 偶e s膮 patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieli艣my, 偶e jeste艣my patologicznymi dzie膰mi. W聽tej s艂odkiej niewiedzy przysz艂o nam sp臋dzi膰 nasz wiek dzieci臋cy. Wspominamy z聽nostalgi膮 lata 60-70- 80. Wszyscy nale偶eli艣my do bandy osiedlowej i聽mogli艣my bawi膰 si臋 na licznych budowach. Gdy w聽stop臋 wbi艂 si臋 gw贸藕d藕, matka go wyci膮gn臋艂a i聽odka偶a艂a ran臋 fioletem. Nast臋pnego dnia znowu szli艣my si臋 bawi膰 na budow臋. Matka nie dr偶a艂a ze strachu, 偶e si臋 pozabijamy. Wiedzia艂a, 偶e pasek uczy zasad BHZ (Bezpiecze艅stwo i聽Higiena Zabawy). Nie chodzili艣my do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili si臋, 偶e b臋dziemy op贸藕nieni w聽rozwoju. Uznawali, 偶e wystarczy, je艣li zaczniemy si臋 uczy膰 od zer贸wki.

Nikt nie lata艂 za nami z聽czapk膮, szalikiem i聽nie sprawdza艂 czy si臋 spocili艣my. Z聽chorobami sezonowymi walczy艂a babcia. Do walki z聽gryp膮 s艂u偶y艂 czosnek, mi贸d, spirytus i聽pierzyna. Dzi臋ki temu nie stwierdzano u聽nas zapalenia p艂uc czy anginy. Zreszt膮 lekarz u聽nas nie bywa艂, zatem nie mia艂 szans nic stwierdzi膰. Stwierdza艂a zawsze babcia. Dodam, 偶e nikt nie wsadzi艂 babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szli艣my, gdy mieli艣my na to ochot臋. Jedli艣my jagody, na kt贸re wcze艣niej nasika艂y lisy i聽sarny. Mama nie ba艂a si臋 ze zje nas wilk, zarazimy si臋 w艣cieklizn膮 albo zginiemy. Skoro za艣 tam doszli艣my, to i聽wr贸cimy. Oczywi艣cie na czas. Powr贸t po bajce skutkowa艂 bezwzgl臋dnie karami.

Gdy s膮siad z艂apa艂 nas na kradzie偶y jab艂ek, sam wymierza艂 nam kar臋. S膮siad nie obra偶a艂 si臋 o聽skradzione jab艂ka, a聽ojciec o聽zast膮pienie go w聽obowi膮zkach wychowawczych. Ojciec z聽s膮siadem wypijali wieczorem piwo 鈥 jak zwykle. Nikt nie pomaga艂 nam odrabia膰 lekcji, gdy ju偶 znale藕li艣my si臋 w聽podstaw贸wce. Rodzice stwierdzali, 偶e skoro sko艅czyli ju偶 szko艂臋, to nie musz膮 ju偶 do niej wraca膰. Latem je藕dzili艣my rowerami nad rzek臋, nie pilnowali nas doro艣li. Nikt nie uton膮艂. Ka偶dy potrafi艂 p艂ywa膰 i聽nikt nie potrzebowa艂 specjalnych lekcji aby si臋 tej sztuki nauczy膰.

Zim膮 kt贸ry艣 ojciec urz膮dza艂 nam kulig starym fiatem, zawsze przyspiesza艂 na zakr臋tach. Czasami sanki zahaczy艂y o聽drzewo lub p艂ot. Wtedy spadali艣my. Nikt nie p艂aka艂, chocia偶 wszyscy troch臋 si臋 bali艣my. Doro艣li nie wiedzieli, do czego s艂u偶膮 kaski i聽ochraniacze. Siniaki i聽zadrapania by艂y normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysy艂a艂 nas z聽tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformowa艂 jak wybra膰 numer na policj臋 (wtedy MO), 偶eby zakablowa膰 rodzic贸w. Oczywi艣cie, ch臋tnie skorzystaliby艣my z聽tej wiedzy. Niestety, pasek by艂 wtedy pomoc膮 dydaktyczn膮, a聽Milicja zajmowa艂a si臋 sprawami doros艂ych.

Swoje sprawy za艂atwiali艣my regularn膮 bijatyk膮 w聽lasku. Rodzice trzymali si臋 od tego z聽daleka. Nikt z聽tego powodu, nie trafia艂 do poprawczaka. W聽sobot臋 wieczorem zostawali艣my sami w聽domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po ca艂ym dniu sp臋dzonym na dworze i聽tak szli艣my grzecznie spa膰. Pies 艂azi艂 z聽nami 鈥 bez smyczy i聽kaga艅ca. Sra艂 gdzie chcia艂, nikt nie zwraca艂 nam uwagi. Raz uwi膮zali艣my psa na sznurku i聽poszli艣my z聽nim na spacer, udaj膮c szanowne pa艅stwo z聽pudelkiem. Ojciec powi膮za艂 nas p贸藕niej na sznurkach i聽te偶 wyprowadzi艂 na spacer. Zwr贸cili艣my wolno艣膰 psu, na zawsze. Mogli艣my dotyka膰 inne zwierz臋ta. Nikt nie wiedzia艂, co to s膮 choroby odzwierz臋ce.

Sikali艣my na dworze. Zim膮 trzeba by艂o sika膰 ty艂em do wiatru, 偶eby si臋 nie obsika膰 lub 鈥瀟am” nie zazi臋bi膰. Ka偶dy dzieciak to wiedzia艂. Oczywi艣cie nikt nie my艂 po tej czynno艣ci r膮k. Stara s膮siadka, kt贸r膮 nazywali艣my wied藕m膮, goni艂a nas z聽lask膮. Ci膮gle chodzi艂a na nas skar偶y膰. Rodzice nadal kazali si臋 jej k艂ania膰, m贸wi膰 Dzie艅 Dobry i聽nosi膰 za ni膮 zakupy. Wszystkim starym wied藕mom musieli艣my m贸wi膰 Dzie艅 Dobry. A聽ka偶dy doros艂y mia艂 prawo na nas to Dzie艅 Dobry wymusi膰. Dziadek pozwala艂 nam zaci膮gn膮膰 si臋 swoj膮 fajk膮. Potem si臋 g艂o艣no 艣mia艂, gdy powykrzywia艂y si臋 nam g臋by. Trzymali艣my si臋 z聽daleka od fajki dziadka. Za to potem robi艂 nam ba艅ki mydlane z聽dymem fajki w聽艣rodku. Fajnie si臋 dym p贸藕niej rozchodzi艂 po pod艂odze jak ba艅ka p臋k艂a.

Skakali艣my z聽balkonu na odleg艂o艣膰. 艁omot spu艣ci艂 nam s膮siad. Ojciec postawi艂 mu piwo. Do szko艂y chodzili艣my p贸艂tora kilometra piechot膮. Ojciec twierdzi艂, 偶e mieszkamy zbyt blisko szko艂y, on chodzi艂 pi臋膰 kilometr贸w. Musieli艣my zna膰 tabliczk臋 mno偶enia, pisa膰 bezb艂臋dnie (za 3 b艂臋dy nie zdawa艂o si臋 matury z聽polaka). Nikt nie zna艂 poj臋cia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i聽kto wie jakiej tam jeszcze dys鈥 Nikt nas nie odprowadza艂. Ka偶dy wiedzia艂, 偶e nale偶y i艣膰 lew膮 stron膮 ulicy i聽nie wpa艣膰 pod samoch贸d, bo b臋dzie 艂omot. Wsp贸艂czuli艣my koledze z聽naprzeciwka, on codziennie musia艂 chodzi膰 na lekcje pianina. Mia艂 pi臋膰 lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w聽tym wieku. My r贸wnie偶.

Gotowali艣my sobie obiady z聽deszcz贸wki, piasku, trawy i聽sarnich bobk贸w. Czasami pr贸bowali艣my to je艣膰. Jedli艣my te偶 koks, szare myd艂o, Akron z聽apteki, gumy Donaldy, chleb z聽mas艂em i聽sol膮, chleb ze 艣mietan膮 i聽cukrem, oran偶ad臋 do rozpuszczania oczywi艣cie bez rozpuszczania, kred臋, traw臋, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, sma偶one kanie z聽lasu i聽pieczarki z聽艂膮ki, podp艂omyki, kartofle z聽parnika, surowe jajka, plastry s艂oniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizali艣my kwiatki od 艣rodka. Jak kogo艣 u偶ar艂a przy tym pszczo艂a to pi艂 2 szklanki mleka i聽przyk艂ada艂 sobie zimn膮 patelni臋.

Ojciec za pomoc膮 gwo藕dzia pokaza艂, co to jest pr膮d w聽gniazdku. To nam wystarczy艂o na ca艂e 偶ycie. Czasami mogli艣my je藕dzi膰 w聽baga偶niku starego fiata, zw艂aszcza gdy byli艣my zbyt umorusani, by siedzie膰 wewn膮trz. Jak si臋 kto艣 skaleczy艂, to ran臋 poliza艂 i聽przyk艂ada艂 li艣膰 babki. Jedli艣my niemyte owoce prosto z聽drzewa i聽pili艣my wod臋 ze strugi, ciep艂e mleko prosto od krowy, kran贸wk臋, czasami syropy na alkoholu za 艣mietnikiem 偶eby mama nie widzia艂a, lizali艣my zaparowane szyby w聽autobusie i聽por臋cze w聽bloku. Nikt si臋 nie brzydzi艂, nikt si臋 nie rozchorowa艂, nikt nie umar艂. 呕arli艣my placek dro偶d偶owy babci do nieprzytomno艣ci. Nikt nam nie liczy艂 kalorii.

Nikt nam nie m贸wi艂, 偶e jeste艣my 艣licznymi anio艂kami. Doro艣li wiedzieli, 偶e dla nas, to wstyd. Nikt si臋 nie bawi艂 z聽babci膮, opiekunk膮 lub mam膮. Od zabawy mieli艣my siebie nawzajem. Bawili艣my si臋 w聽klasy, podchody, chowanego, w聽dwa ognie, grali艣my w聽wojn臋, w聽no偶a (oj krew si臋 la艂a), skakali艣my z聽balkonu na kup臋 piachu, grali艣my w聽nog臋, dziewczyny skaka艂y w聽gum臋, ch艂opaki te偶 jak nikt nie widzia艂. Oparzenia po opalaniu smarowali艣my kefirem. Jak si臋 g艂臋boko skaleczy艂o to mama odka偶a艂a jodyn膮 albo wod膮 utlenion膮, szorowa艂a ran臋 szczoteczk膮 do z臋b贸w i聽przykleja艂a plaster. I聽tyle. Nikt nie umar艂.

W wannie k膮pa艂o si臋 ca艂e rodze艅stwo na raz, p贸藕niej tata w聽tej samej wodzie. Te偶 nikt nie umar艂. Podr臋czniki szanowali艣my i聽wpisywali艣my na ostatniej stronie imi臋, nazwisko i聽rocznik. Im starsza ksi膮偶ka tym lepiej. Jak si臋 poskar偶y艂e艣 mamie na nauczyciela to jeszcze w聽艂eb dosta艂e艣. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieli艣my tylko kilka zasad do zapami臋tania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolno艣膰 by艂a nasz膮 w艂asno艣ci膮. Wychowywali nas s膮siedzi, stare wied藕my, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na 艣wietlicy albo wo藕na jak ju偶 艣wietlica by艂a zamkni臋ta. Nasze mamy rodzi艂y nasze rodze艅stwo normalnie, a聽po powrocie ze szpitala nie prze偶ywa艂y szoku poporodowego 鈥 codzienne obowi膮zki im na to nie pozwala艂y. Wszyscy prze偶yli艣my, nikt nie trafi艂 do wi臋zienia. Nie wszyscy sko艅czyli studia, ale ka偶dy z聽nas zdoby艂 zaw贸d. Niekt贸rzy pozak艂adali rodziny i聽wychowuj膮 swoje dzieci wed艂ug zalece艅 psycholog贸w. Nie odwa偶yli si臋 zosta膰 patologicznymi rodzicami.

Dzi艣 jeste艣my o聽wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z聽naszego podw贸rka, kochamy rodzic贸w za to, 偶e wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas nale偶y 鈥瀌obrze” wychowa膰. To dzi臋ki nim sp臋dzili艣my dzieci艅stwo bez ADHD, bakterii, psycholog贸w, znudzonych opiekunek, 偶艂obk贸w, zamkni臋tych plac贸w zabaw i聽lekcji baletu.

A nam si臋 wydawa艂o, 偶e wszystkiego nam zabraniaj膮!

Jaszczurka

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9813

Pierwsza ilustracja pochodzi z聽serialu dla m艂odych聽Urwisy z聽Doliny M艂yn贸w

艢wiat nie wierzy 艂zom, szkoda naszych 艂ez!

Wsta艂am rano i w艂膮czywszy telewizor, na 偶贸艂tym pasku przeczyta艂am, 偶e ponownie dosz艂o do zamachu terrorystycznego.

Pop艂aka艂am si臋, a jeszcze bardziej, kiedy us艂ysza艂am, 偶e zamachowiec tym razem uderzy艂 w dzieci i m艂odzie偶 b臋d膮ce na koncercie.

Zgin臋艂o 20 os贸b od bomby i by艂o wielu rannych. Zamachowiec samob贸jca sam wymierzy艂 sobie kar臋 i si臋 wysadzi艂.

Tak trudno jest oddzieli膰 ziarno od plew , bo b臋d膮 zamachy i b臋d膮 ofiary, gdy偶 Europa jest praktycznie bezradna.

Nie mo偶emy si臋 ju偶 czu膰 w Europie bezpieczni, bo nie wiadomo gdzie i kto zaatakuje i tak znowu demoniczna 鈥瀝eligia pokoju鈥 przes艂a艂a tym razem Anglii pozdrowienia!

I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wyp臋dzajcie ich, sk膮d oni was wyp臋dzili 鈥 Prze艣ladowanie jest gorsze ni偶 zabicie. 鈥 I nie zwalczajcie ich przy 艣wi臋tym Meczecie, dop贸ki oni nie b臋d膮 was tam zwalcza膰. Gdziekolwiek oni b臋d膮 walczy膰 przeciw wam, zabijajcie ich! 鈥 Taka jest odp艂ata niewiernym!聽
鈥 Koran 2:191

Twierdz臋, 聽偶e ISLAM powinien by膰 zdelegalizowany i zakazany w cywilizowanych krajach, a niech si臋 oni mi臋dzy sob膮 morduj膮! 馃槮

I b臋d膮 zabija膰 si臋 tam u siebie, bo wielkie mocarstwa pompuj膮 na tamte tereny swoje uzbrojenie i to mocarstwa s膮 odpowiedzialne za wojny tam toczone. Europa jest jak pochy艂e drzewo, na kt贸re ka偶da koza teraz skoczy.

Ich religia jest z艂a, bo nawo艂uje do zabijania i zabijaj膮 w Europie niewinnych ludzi, kt贸rzy boj膮 si臋 ju偶 w艂asnego cienia.

W tym temacie jestem rozdarta, bo Polska uparcie nie przyjmuje uchod藕c贸w, a ja sobie tak my艣l臋, 偶e trzeba pomaga膰, bo matka z dzieckiem z Syrii maczet膮 nie b臋dzie nam obcina艂a g艂贸w!

Jeste艣my chrze艣cija艅skim narodem wszak i nasza religia nakazuje pomoc biednym i zal臋knionym, uciekaj膮cym od wojny, a Polska zamkn臋艂a si臋 na wszelk膮 pomoc.

Moje serce nie jest w stanie dokona膰 w艂a艣ciwej oceny, a oni p艂yn膮, ton膮 w morzu i p艂yn膮膰 b臋d膮, cho膰 Europa nie jest z gumy, a do tego w Polsce mamy swoich terroryst贸w, kt贸rzy w kiblu wroc艂awskiej policji zakatowali cz艂owieka.

Moje skromne hobby!

Trzy lata temu wpad艂am na pomys艂, aby za艂o偶y膰 swojego fan-page o moim mie艣cie.

M膮偶 kupi艂 mi do艣膰 dobry aparat fotograficzny i od tego czasu wstawi艂am na swoj膮 stron臋 pt. „Choszczno i okolice w obiektywie” oko艂o 5 tysi臋cy swoich zdj臋膰.

Zawsze bior臋 sw贸j aparat je艣li tylko szykuje si臋 jakie艣 wyj艣cie z domu, czy wyjazd.

W ten spos贸b mam sfotografowane chyba ca艂e miasto i jego ciekawe miejsca, a tak偶e okolice.

Lubi臋 te偶 obserwowa膰 zjawiska pogodowe w moim mie艣cie, co uwieczniam na filmikach kr臋conych osobi艣cie.

Cz臋sto patrz臋 w niebo i obserwuj臋 niebo. Uwielbiam zmieniaj膮ce si臋 niebo.

Coraz cz臋艣ciej na moim fan-page pojawiaj膮 si臋 ludzie, kt贸rzy dziel膮 si臋 ze mn膮 swoimi zdj臋ciami, co mnie strasznie cieszy i tak pozna艂am zdj臋cia Pani Ani i Pana Wojciecha.

M贸j fan-page jest kompletnie apolityczny, a tylko estetyczny. Nie chc臋 na stronie 偶adnych politycznych wywod贸w i spor贸w i tak jest dobrze.

Dlaczego to robi臋? Dlatego, 偶e lubi臋 robi膰 zdj臋cia i uwiecznia膰 w obiektywie ciekawe kadry przez cztery pory roku.

Bywa te偶 tak, 偶e kto艣 prosi o zgod臋 na wykorzystanie moich zdj臋膰 do projektu zawodowego, czy prezentacji. Oczywi艣cie, 偶e wyra偶am zgod臋!

Sama na swojej stronie umieszczam ch臋tnie pro艣by o pomoc dla chorych, a tak偶e ciekawe wydarzenia w mie艣cie i tak to mi si臋 kr臋ci, co stwierdzam z nieukrywan膮 satysfakcj膮, 偶e moja strona jest do czego艣 przydatna.

https://www.youtube.com/watch?v=9nU6DXOjl4Y&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=s8D5oTwiSWs&t=0s

聽„Moje niebo”

Zdj臋cie Agnieszki.

聽Zdj臋cie Pana Wojciecha.

聽Zdj臋cia Pani Ani.

聽Zdj臋cia Pani Ani.