Archiwa miesięczne: Lipiec 2017

Kochajmy wakacje, bo tak szybko odejdą!

Dzisiaj, chyba od miesiąca – pierwszy raz zrobiło się naprawdę ciepło.

U nas termometr wskazywał w cieniu 28 stopni, a w słońcu 33.

Upał i ludzie w całej Polsce wylegli na plażę – spragnieni ciepła i słońca.

Tak i u nas więc było i na szczęście nasi mieszkańcy mają plażę w środku miasta nad, naszym przepięknym jeziorem „Klukom”.

Moje Wnuki przyjechały na wakacje do Dziadków, gdyż ich Rodzice mają urlop dopiero w sierpniu i  wtedy zabiorą Dzieciaki nad morze.

Na szczęście  – moje Wnuki mają wciąż dwóch Dziadków i dwie Babcie, a więc opieką dzielimy się tak, by Dzieciaki się nie nudziły i zapamiętały te pobyty u nas.

Słońce to najlepszy przyjaciel dla Dzieci, a więc pluski w jeziorze i spacery motorówką, to dla nich frajda.

Kochajmy lato, bo tak szybko odejdzie!

Ps. Jedna paniusia 70 – letnia w pewnym miejscu nazwała mojego bloga – badziewiem!

Ja się więc pytam – po co tu wchodzi regularnie i czyta! 😀

Mam program, że widzę! 😀

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Mamo – kocham Ciebie!

 

Mama dowiedziała się, że choruje na raka w listopadzie 2016 roku.

 Co się zadziało ze mną, to wolę nie opisywać!

Miałam różne wizje, że Mama umrze szybko, bo to rak nieoperacyjny i samodzielnie zrezygnowała z chemii.

Uważam, że decyzja Mamy była słuszna, gdyż chemia by Mamę zabiła ze względu choćby na Jej wiek.

Mamy miesiąc lipiec 2017 roku i Mama wciąż z nami jest.

Dbamy o Nią – wszyscy! Cała rodzina!

Podzieliliśmy się obowiązkami i każde z nas ma swoją porę, by doglądać Mamę i się Nią opiekować.

Mama czuje, że nie jest sama w swojej chorobie i może to trzyma Ją przy życiu.

Ja budzę się z myślą, co ugotować Mamie, aby zjadła treściwy obiad.

Idę każdego dnia o godzinie 12, by Jej ten obiad zagrzać i przypilnować, by ten obiad zjadła.

Kiedy Mama je obiad, to ja z kawą z mlekiem czekam i cieszę się, kiedy Mama zje więcej niż poprzedniego dnia.

Siostra idzie wieczorem i robi Mamie śniadanie na drugi dzień i Mamę kąpie, a także zmienia bieliznę.

Obie jesteśmy zaangażowane i obie bardzo przeżywamy być może ostatnie Jej dni.

Schudła bardzo i choroba wyciąga z niej z dnia na dzień apetyt na życie i to mnie dołuje najbardziej.

Mama zaczyna zapominać i plącze się w rozmowach, bo morfina robi swoje, ale może będzie tak, że dane Jej będzie przeżyć jeszcze kilka miesięcy, ale to jest wielka niewiadoma.

Bardzo ciężki to dla mnie czas, kiedy towarzyszy się w odchodzeniu.

To wyniszcza i spala mnie od środka. Jest mi ciężko!

Czasem robię Jej zdjęcie – tak na pamiątkę – na kiedyś – na wspomnienia!

Nie podam ręki żadnemu fanatykowi PiS! Na szczęście niektórzy się nawracają!

Nie, nie jestem histeryczką, szczycę się tym, że racjonalnie oceniam zagrożenia [LIST]
Anna Izabela Nowak
28 lipca 2015 | 17:47

Jarosław Kaczyński na Jasnej Górze (&Fot. Sebastian Adamus / Agencja Gazeta)

Moi znajomi i przyjaciele dziwią się, że regularnie czytam portal niezalezna.pl, ba! – czytam nabrzmiałe od nienawiści i agresji komentarze na tym portalu, że wchodzę na walle pisowskie, na walle ich aktywistów tworzących nieformalne (jeszcze) grupy szturmowe, które zaraz po dojściu do władzy PiS pokażą nam: ubekom, resortowym dzieciom, lemingom, nie-Polakom, ludziom niemyślącym samodzielnie, więc pokażą nam, gdzie nasze miejsce.

Żarty się skończyły, idzie jesień, a później… Co będzie?… Umiem sobie wyobrazić, a jednocześnie wiem, że przerażająca rzeczywistość może przerosnąć moją wyobraźnię.

Czego się boję?

Boję się zwycięstwa PiS-u i boję się elektoratu PiS-u, i zaraz wyjaśnię, dlaczego mój strach jest uzasadniony.

Pytam sama siebie, skąd się to bierze, jakim sposobem w ludziach cywilizowanych, wydawałoby się, wybucha taka obłąkańcza agresja i nienawiść?

I odpowiadam. Prezes Kaczyński i jego akolici, jedni cyniczni i wyrachowani, a inni naprawdę mu wierzący, zdając sobie z tego sprawę lub nie, od ośmiu lat pracują nad realizacją jedynego planu, jaki ma Prezes – zemsty za urojoną krzywdę. Bo niech nas nie zwiodą, i nie zwodzą, obsesyjno-kompulsywne bredzenia o kraju z dykty, ojczyźnie w ruinie, o śmierci przemysłu i rolnictwa, o umierających z głodu milionach polskich dzieci, o zdesperowanych młodych ludziach bestialsko przymuszanych do wyjazdu za chlebem

O żaden przemysł, o żadną służbę zdrowia, o żadne uzdrowienie gospodarki tu nie chodzi, o nie, tu chodzi o zemstę. Zemstę za Smoleńsk, za śmierć jedynego człowieka, którego ten wyizolowany z normalnego życia człowiek, w co nie wątpię – kochał, i za którego śmierć czuje się w głębi serca odpowiedzialny.

Więc zemsta, żeby odsunąć poczucie winy, więc budowa mitu wielkości Lecha, więc najgorsze oskarżenia o zbrodnię, o zamach, o zdradę. Więc walka o pomniki „naturalnej wielkości na postumencie”. Więc codziennie uporczywie powtarzane kłamstwa, więc zohydzanie wszystkiego, co osiągnęła Polska, więc kolejni rzecznicy z uśmieszkiem i zajadłością w głosie, lekceważeniem i nieuzasadnionym poczuciem wyższości.

Więc ten codzienny teatr nienawiści, agresji i pogardy. Otoczenie Prezesa, aby pozostać tym „otoczeniem”, musi tak mówić, to rozumiem. Redaktorzy portali, gazet, dziennikarze „niezależni” też muszą, bo nie umiem uwierzyć, że naprawdę w to wierzą

Boję się coraz bardziej

Lata uporczywej pracy zaowocowały. Wystarczy, nie odwracając się ze wstrętem, tylko zajrzeć choćby na tę „niezależną”, tak jak ja zaglądam. Albo na jakiś PiS-owski wall na FB.

Jest tam rzesza ludzi, którzy uwierzyli w PiS-owski przekaz uparcie powtarzany od lat, jest tam zajadłość i pogarda zaszczepiona ludziom, którzy nie umieją być sami ze sobą szczerzy, którzy potrafią tylko za swoje nieszczęścia obwiniać innych. PiS pokazał im winnych i wskazuje, co z nimi zrobić. Wyszkolone oddziały szturmowe PiS podążają krok w krok za premier Kopacz, rzucając hasła:

„- Kłamczucha!

– Co pani zrobi, żebym nie wyjechał z kraju?

– Dlaczego mam być dumny z tego kraju, jak moje dzieci na zmywaku w Anglii pracują?

– Pani kłamie tak, jak przez osiem lat kłamaliście. Widać w Pani oczach, że Pani kłamie.

– Proszę Pani, a ten metr przekopanej ziemi w Smoleńsku?

– Ty wstrętna kłamczucho!”.

A na portalach i FB:

– Co za mendy chcą jeszcze głosować na bandytów peowskich???

– Ostrzymy noże.

– Wyp…j z Polski!

– Osiem lat bezużytecznych rządów, osiem lat grabieżczej polityki i rujnowania polskiej gospodarki.

– Ci ludzie, co głosują za PO, to albo są w PO, albo rodziny, bo im tak dobrze, dobrze, jak w Polsce jest źle, ale czy to Polacy?! Śmiem wątpić, za Hitlera byliby za Hitlerem, za Stalina byliby za Stalinem.

– WON z tym kłamliwym ohydnym maszkaronem! Do szaletu z nią! A i to jeszcze ludzie uciekaliby, zamiast się załatwić.

– Smoleńska oszustka – ikona lemingów – nawet w chodzeniu naśladuje Tuska – pierwszego z palmą kłamstwa i pierwszego Polaczka uważającego się za Słowianina z Kaszub, czyli czystej krwi fryca, lojalnego poddanego potomka Rzeszy Niemiec.

– Popatrzcie, ilu jest jeszcze w Polsce bandytów! Ci, którzy wspierają złodziei i szubrawców, też współdziałają razem. Nie wierzę, by ktoś jeszcze w Polsce, widząc te machloje i afery, był na tyle głupi, by nieświadomie głosować i wspierać Partie Oprawców!!!” [pisownia oryginalna] I to nie są wpisy najcięższego kalibru.

Udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu doprowadzić do cichej wojny domowej. Jesteśmy, my niegłosujący na PiS, mendami i oprawcami, bylibyśmy „za Hitlera” kolaborantami, a „za Stalina” ubekami. Mamy wyp…ć z Polski, bo noże już są ostrzone. Są pomysły sądów ludowych, publicznych chłost, obozów dla zdrajców ojczyzny, a i kulka w łeb pojawia się nierzadko.

Co zrobi PiS?

Mam wierzyć, że nawet gdy PiS dojdzie do władzy, to nic się specjalnie nie zmieni? Zmieni się wszystko. Samodzielne rządy PiS to niewyobrażalny dramat dla kraju. Mając większość, mogą przegłosować takie rzeczy, których skutki trudno przewidzieć, i które mogą być trudne do odkręcenia przez wiele lat. I już nawet nie chodzi o in vitro, bo wobec cudacznych posunięć gospodarczych to może być nie aż tak ważne. A przecież cała dyskusja o in vitro jest w gruncie rzeczy dyskusją o kształcie kraju, o tym, komu wolno w nim żyć i w jaki sposób trzeba w nim żyć.

„Senator” (cudzysłów zamierzony) Stanisław Kogut: „Jak wygramy wybory, to jest cały zespół, który w uzgodnieniu z Episkopatem wprowadzi takie zmiany, żeby ludzie mogli mieć dzieci”.

Zapamiętam je na długo. „Zmienimy prawo”, „w uzgodnieniu z Episkopatem”. Senator RP.

„Nie ma Polski bez Kościoła, bo nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół. I nawet gdyby ktoś miał wątpliwości, nawet gdyby ktoś nie wierzył, ale był polskim patriotą, to musi to przyjąć” – a to Jarosław Kaczyński.

Musi to przyjąć każdy, nawet niewierzący, patriota. Więc i ja, która w naukę moralną Kościoła coraz mocniej powątpiewam, słuchając wypowiedzi polskich hierarchów katolickich, które z nauką chrześcijańską mają coraz mniej wspólnego. Jeśli nie przyjmę – jestem niemoralną niepolską niepatriotką. Intruzem. Wrogiem.

„To właśnie nasza wiara katolicka jest fundamentem, który ukształtował nas jako społeczeństwo i naród” – prezydent elekt Andrzej Duda.

„Decyzja prezydenta o podpisaniu ustawy o in vitro to symboliczne podsumowanie jego drogi politycznej. Katolik otwarty doszedł do miejsca, w którym świadomie odrzucił Kościół i wybrał cywilizację śmierci” – Tomasz Terlikowski, nadpapież.

Jestem wściekła na PO!

A czy ma jeszcze jakieś znaczenie, co mówi Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej?

1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.

2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

3. Stosunki między państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Ja, Polka, ochrzczona, ale agnostyczna, patriotka, ale nigdy nieoddająca głosu na PIS – mam się nie bać?…

Boję się. Boję się PiS-u, boję się tego, co może w Polsce zrobić, gdyby wygrał wybory, boję się prezesa Kaczyńskiego opętanego żądzą zemsty, boję się wyrachowanych cyników z jego otoczenia zdolnych do najpodlejszych słów i uczynków, boję się ludu pisowskiego dyszącego żądzą odwetu za wyimaginowane krzywdy, boję się głupich ludzi, których głos w wyborach jest tyle samo wart, co ludzi mądrych.

Boję się i jestem wściekła. Nie jestem ani socjologiem, ani psychologiem, mogę sobie tylko dociekać, czemu kłamliwe, oszczercze, oszukańcze, zwyczajnie wredne i żerujące na najniższych instynktach ludzkich hasła PiS zdobywają takie poparcie w społeczeństwie. Ale nie wiem. Budzą we mnie zażenowanie i wściekłość bojówki PiS-u napadające na premier Kopacz, budzą we mnie złość i dziki sprzeciw kłamstwa powtarzane uparcie przez partyjnych aktywistów.

I budzi we mnie bezsilną złość nieumiejętność Platformy stawienia im czoła.

Codzienne kłamstwa nie spotykają się z właściwą odpowiedzią.

Nikt z Platformy nie ma odwagi nazwać rzeczy po imieniu. Nikt nie ma odwagi stawić czoła wrzaskom, kłamstwom, zajadłości, obłudzie, mąceniu ludziom w głowach. A teraz po latach pracy PiS zbiera żniwo, po latach pozwalania, by bezkarnie kłamali we wszystkich telewizyjnych programach – w Platformie strach. Ale że w PO strach przed porażką w wyborach to dobrze, mądrzeją i zaczynają się zmieniać, co jest dostrzegalne, ale czy nie jest za późno?…

Budzi się we mnie instynkt – tylko złych emocji!

 

Żona pewnego posła z PiS pyta męża podczas wreszcie wolnego weekendu!

– Kochany mój, a dlaczego ty tak kłamiesz na tej antenie telewizyjnej?

– Czy mnie też tak okłamujesz, a przecież przysięgałeś mi wierność i uczciwość – kochany!

Poseł odpowiada swojemu skarbowi!

– Muszę tak kłamać, bo zaraz będziemy opływali we wszystko i na wszystko będzie nas stać!

– Kiedy Polska będzie całkowicie już nasza, to zabiorę cię kochanie w ciepłe kraje.

– Zrobimy sobie dzidziusia i wpadnie nam dodatkowe 500+

– Będziemy opalali się pod palmami – bądź cierpliwa.

– A tak sumując – szepnę do uszka,  to wszyscy chcemy obalić Jarka i stanąć na czele tej partii! 😀

 

 

Polityka, polityką i na szczęście Wnuki stawiają skuteczną barierę, na co się zgadzam!

Moje serce też odpocznie!

 

 

 

Dziś o godzinie 21.oo odbędzie się koncert w Warszawie – 73 rocznica Powstania Warszawskiego!

Dzisiaj – 28 lipca o godz. 21.00 w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego, odbędzie się koncert Moniki Borzym. Artystka wykona premierowo materiał z płyty „jestem przestrzeń”, na której znajdzie się 11 kompozycji do tekstów poetki Anny Świrszczyńskiej. Album ukaże się tego samego dnia, w ramach obchodów upamiętniających 73. rocznicę Powstania Warszawskiego. Organizatorem wydarzenia i wydawcą płyty jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Współwydawcą i Dystrybutorem jest Wydawnictwo Agora.

https://www.youtube.com/watch?v=d67jBKa836E

 


Muzeum Powstania Warszawskiego podejmuje temat wydarzeń sierpnia i września 1944 roku poprzez wartościowe i ambitne działania artystyczne. W tym roku w ramach cyklu „Pamiętamy’44” 28 lipca o godz. 21.00 w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego odbędzie się koncert Moniki Borzym, która wraz z towarzyszącym jej zespołem wykona materiał z płyty „jestem przestrzeń”.

Na płycie, która ukaże się także 28 lipca, znajdzie się 11 kompozycji do poruszających wierszy Anny Świrszczyńskiej. Wyboru tekstów na płytę dokonała uznana reżyserka Agnieszka Glińska, natomiast muzykę skomponował pianista i aranżer Mariusz Obijalski.

Gdy zaczynała się wojna, Świrszczyńska była prawie w moim wieku. Jej życie, Jej marzenia, aspiracje zostały Jej odebrane. Musiała zaprogramować się na przeżycie. Myślę, że odblokowanie tych wszystkich demonów i wyrzucenie ich na papier, ubranie w słowa, to wielka odwaga, wielka siła. I nawet te wiersze, które pisała 20, 30 lat po Powstaniu wciąż mają to Powstanie zaraz pod powierzchnią, pod pierwszym naskórkiem, nawet jak nie pada w nich nic o bombach, uciekaniu, żołnierzach, krwi… To Powstanie stworzyło Świrszczyńską. Stworzyło, bo nie dała się zniszczyć. – mówi Monika Borzym.

Płytę promuje singiel „Muszę to zrobić” pokazujący jak wrażliwą oraz świadomą swojego losu i czasu osobą była Anna Świrszczyńska.

LINK DO SINGLA: https://www.youtube.com/watch?v=d67jBKa836E

Na płycie znajdą się niespodzianki – w jej nagraniu wzięli udział goście specjalni: John Scofield, jeden z najwybitniejszych gitarzystów w historii jazzu, Wojciech Waglewski, lider zespołu Voo Voo i Mitchell Long – „czarodziej gitary” – amerykański muzyk, specjalista od jazzu, bluesa i world music. W nagraniu płyty udział wzięli także: Mariusz Obijalski (fortepian), Hubert Zemler (perkusja) i Robert Kubiszyn (kontrabas i gitara basowa).

http://wjakwarszawa.pl/wiadomosci/pokaz/90,jestem-przestrzen-koncert-moniki-borzym-w-73-rocznice-powstania-warszawskiego

„Przeminęło z wiatrem” – powrót do filmu po latach!

Film pt. „Przeminęło z wiatrem” oglądałam chyba jakieś 30 lat temu.

Nie pamiętam dokładnie, ale oglądaliśmy go całą rodziną chyba z kasety VHS.

Fabuła filmu też się zatarła, a więc postanowiłam na starość wrócić do tego arcydzieła, bo ten film nakręcony w 1939 roku jest arcydziełem własnie.

Pisze się, że Vivien Leigh urodziła się po to, aby zagrać swoją życiową rolę Scarlett O’ Hara i chyba to jest niezaprzeczalna prawda.

Podzieliłam oglądanie filmu na dwa dni, gdyż cały film to bite 3 godziny i 46 minut.

Nie wiem czy żyją na świecie ludzie, którzy nie oglądali tego filmu chociaż raz, ale jeśli tacy są, to powinni nadrobić zaległości, bo strasznie warto podziwiać talent Vivien jako najpiękniejszą w tamtych czasach aktorkę o fenomenalnym talencie.

Mnie po obejrzeniu tego dzieła zainteresowała ogromnie biografia Vivien i jakie szczęście, że mamy Internet.

Okazuje się, że filmowa Scarlett nie była w osobistym życiu szczęśliwa i czytamy:

 

Zmanierowana i rozkapryszona gwiazda – tak przez lata opisywano w Hollywood Vivien Leigh (†53 l.). Zapominanie tekstu, fochy na planie (niejednokrotnie krzyczała bez powodu lub uderzyła kogoś w twarz), nadużywanie alkoholu – wszystko to sprawiło, że nie chciano z nią pracować. Przez lata jedyną osobą, która wiedziała, że legendarna odtwórczyni roli Scarlett O’Hary jest chora psychicznie, był jej mąż, również aktor Laurence Olivier. Ale nawet on, mimo wielkiej miłości, którą ją darzył, nie potrafił jej pomóc. Długo przebaczał zdrady, gdy w okresach maniakalnych szukała przypadkowego seksu, a także ataki histerii, gdy wpadała w fazę depresji. Dziś psychoza depresyjno-maniakalna, zwana chorobą afektywną dwubiegunową, jest już dobrze rozpoznana przez lekarzy, lecz 70 lat temu Vivien musiała radzić sobie z nią sama.

Wkrótce on dostał szansę zagrania Heathcliffa w kręconych w Hollywood „Wichrowych wzgórzach”. 28-letnia Vivien wyruszyła za nim, bo usłyszała, że w Ameryce trwają poszukiwania głównej aktorki do adaptacji książki Margaret Mitchell „Przeminęło z wiatrem”. Uparła się, że zagra Scarlett O’Harę. I dopięła swego.

Zdjęcia do filmu rozpoczęła w euforii, ale wkrótce przeszła załamanie, gdyż okazało się, że Laurence musi wracać do Londynu. Rozstanie wpłynęło na nią bardzo źle, popadła w depresję, ale wówczas sądzono, że to skutek przemęczenia na planie filmowym.

Premiera „Przeminęło z wiatrem” miała miejsce w grudniu 1939 roku, a wiosną 1940 roku Vivien otrzymała za rolę w tym filmie swojego pierwszego Oscara. Dopiero wówczas Laurence rozwiódł się z żoną i jeszcze w tym samym roku podczas cichej ceremonii, poślubił Vivien.

Gdy w 1943 roku aktorka zaczęła występować dla brytyjskich żołnierzy w Afryce Północnej, zaczęła mieć problemy z kaszlem i częstymi gorączkami. Rok później lekarze zdiagnozowali gruźlicę, która zniszczyła już dużą część lewego płuca. Po kilku tygodniach w szpitalu poczuła się lepiej i przyjęła rolę w filmie „Cezar i Kleopatra”. Tuż po rozpoczęciu zdjęć okazało się, że spodziewa się dziecka. Pewnego dnia na planie poślizgnęła się i upadła. Poroniła.

Po tym wydarzeniu coraz częściej pogrążała się w depresji. Milczała lub płakała całymi dniami, krzyczała bez powodu, wymykała się z domu do kochanków. Podczas pobytu w Nowym Jorku Laurence zabrał ją do psychiatry, ale tam czekali już na nią fotoreporterzy…

W 1952 roku Vivien zdobyła drugiego Oscara za rolę w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Zagrała główną bohaterkę, niezrównoważoną psychicznie Blanche DuBois. Później twierdziła, że ta postać ją samą wpędziła w szaleństwo. Przestała odróżniać fikcję od rzeczywistości.

Kolejnej produkcji „Elephant walk” nie dokończyła z powodu coraz częstszych ataków choroby. Zdjęcia kręcone były w Australii, gdzie Vivien natychmiast wdała się w romans ze swoim filmowym partnerem, Peterem Finchem. Do wszystkich mówiła per Larry (tak zdrobniale nazywała męża), nawet do Fincha.

Nie pamiętała tekstu, za to recytowała fragmenty roli Blanche DuBois, miała niepohamowane ataki płaczu i agresji. Produkcja stanęła. Wezwano na pomoc Laurence’a. Przyleciał natychmiast i od razu spostrzegł, że żona go zdradza.

Pod koniec lat 50. państwo Olivier przybyli do Warszawy w ramach swojego tournée z szekspirowskimi przedstawieniami. Podobno w drodze do Warszawy, w czasie upalnej podróży pociągiem, aktorka miała jeden z najniebezpieczniejszych ataków swojej choroby, gdy rzuciła się z pięściami na męża, po czym biegała z wrzaskiem między przedziałami, aż, zapłakana, opadła z sił pod wpływem silnych środków uspokajających.

Niedługo potem Laurence odszedł od Vivien. W 1960 roku uzyskał rozwód i wziął ślub ze swoją kochanką, Joan Plowright.

Życie bez Laurence’a okazało się dla Vivien nie do zniesienia. Zmarła na zapalenie płuc 8 lipca 1967 roku, mając zaledwie 53 lata.

Czytaj więcej na http://www.pomponik.pl/plotki/news-vivien-leigh-choroba-psychiczna-zniszczyla-jej-zycie-i-karie,nId,2189029,nPack,5#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Trochę oddechu od polityki!

Prezes dzwoni do pani Basi i pyta.
– Adrian jest w korytarzu?
– Nie ma go panie prezesie.
– To niech pani go wezwie i nie wpuszcza! 

 

Czy ten poniższy pean dla Andrzeja Dudy jest nadal aktualny po dwóch wetach, kiedy Jaki z Adrianem się tak nie umawiał? 😀

Prezes też dostał wścieklizny! 😀

 https://www.youtube.com/watch?v=aAm3VUp-m1g

 *****************************************************************************

Ale odejdźmy od polityki na chwilę.

Miałam atak Wnucząt, które się przywitały, ale od progu zawołały!

– Babciu daj nam kredki i blok – będziemy rysować!

– My narysujemy, a babcia zrobi zdjęcia i wstawi na Facebooka! 😀

– Tak jak kiedyś!

Babcia miała więc pełne ręce roboty, gdyż musiała zrobić zdjęcia, obrobić je i wgrać do komputera!

Nie ma lekko! 🙂

 

 

 

 

Jak weto zrodziło się w głowie Adriana?

 

Zeszły weekend był jednym z piękniejszych tego lata!

Temperatura w granicach 22 stopni nad morzem i lekka przyjemna bryza.

Słońce nie zasłaniane przez chmury, co zapowiadało przyjemne i spokojne dwa dni z dala od zgiełku w mieście.

Tam gdzieś w Polce wyszło tysiące ludzi na ulicę i krzyczeli coś o wolnych sądach, demokracji!

Nieśli transparenty, flagi, jakieś znicze i białe róże – normalnie horror.

Adrian miał dość tego hałasu pod Pałacem Prezydenckim i wykonał telefon do Agaty!

– Kochanie! Zwiewamy z tego miejsca! – Szykuj się kochanie, bo lecimy helikopterem do spokojnej Juraty! – Ja muszę odpocząć!

Wylądowali w Juracie i Adrian liczył na spokojny, przemiły, małżeński czas.

Agata zachwycona miejscem  – z kawą usiadła na tarasie. Miała ciekawą lekturę i się w niej zatopiła.

Czuła się bezpieczna, a kiedy Adrian zaproponował jej rejs skuterem po falach Bałtyku – zaproszenie przyjęła.

Nadszedł wieczór i oboje po atrakcjach, udali się po pysznej kolacji z ośmiorniczkami w roli głównej  – do sypialni.

Sypialnia przepięknie urządzona z dużym łożem i haftowaną pościelą! Bajka!

Agata wzięła relaksujący prysznic, a potem nasmarowała ciało balsamem i twarz najlepszym kremem.

Nałożyła na siebie zwiewną koszulę i wyglądała bardzo ponętnie!

Adrian i nie tylko –  oszalał na widok żony.

Też wziął tusz i spryskał ciało dobrą wodą kolońską.  Był gotowy do skoku jak rasowy lew!

Kiedy wślizgnął się pod kołdrę – Agata czytała Pudelka na tablecie.

Adrian swoją delikatną dłonią pogłaskał udo Agaty, ale ta go ofuknęła.

– Ależ Agatko! – Mam chęć na miłość z tobą, bo przecież nie mamy nigdy na to czasu.

Agata była zła i jej twarz się brzydko zmarszczyła!

– Adrian! – Nie będzie żadnej miłości, bo ty nie masz jaj!

– Jeśli dalej będziesz się uginał przed prezesem, to ja biorę z tobą rozwód, bo mam dość takiego tchórza za męża! Już nie potrafię robić dobrej miny do złej gry – Mam dość – krzyknęła!

– Namyśl się, co masz zamiar zrobić z ustawami o sądownictwie i masz czas do końca weekendu!

– Nawet nie wiesz jak nasza Kinga cierpi przez takiego ojca bez kręgosłupa, co to się nie umie postawić zwykłemu posłowi.

– Masz czas do poniedziałku i jeśli nie zawetujesz tych ustaw to ja odchodzę!

– Odejdę i cały świat będzie się z ciebie śmiał!

Agata obróciła się na drugi bok  z impetem i zasnęła.

Adrian nie spał dwie noce! 😀

Powtarza się 2005/07 – idą po przegraną!

Kiedy o poranku „Prezydent” o godzinie 10 wydał z siebie, że „zawetujem tom ustawem”, co przypomniało mi Lecha Wałesę – „nie chcem, ale muszem”, to moje pierwsze, co napisałam na FB – „gdzie jest haczyk”?

Ludzie mi odpisali – no właśnie, gdzie jest haczyk, bo niewątpliwie jest! Nastąpiła konsternacja!

Nic z tego – „Prezydencie” – nie uśpisz czujności Polaków, bo Oni dalej będą wychodzili na ulicę!

Manipulacja została od razu dostrzeżona!

Podpisanie ustawy o Sądach Powszechnych sprawi, że trafi ona na szaraków, którzy nie są majętni i nie mają znajomości w PiS!

Będą oni karani przez wynajętych sędziów Ziobry, a procesy będą wyglądały jak w Turcji!

Polacy obejrzyjcie sobie film pt. „274 dni” i tam zobaczycie mechanizm sądów w Turcji!

Nie można do tego dopuścić!

Nie śpijmy i nie dajmy się omamić!

Pocieszenie!

Oni idą po przegraną jak w 2005/07. 

 

Wolność, to diament do oszlifowania, a barbarzyńcy roztrzaskali go młotem!

„Modlitwa o wschodzie słońca”:

„Każdy Twój wyrok przyjmę twardy/
Przed mocą Twoją się ukorzę/
Ale chroń mnie Panie od pogardy/
Przed nienawiścią strzeż mnie, Boże/
Wszak Tyś jest niezmierzone dobro/
Którego nie wyrażą słowa/
Więc mnie od nienawiści obroń/
I od pogardy mnie zachowaj/
Co postanowisz niech się ziści/
Niechaj się wola Twoja stanie/
Ale zbaw mnie od nienawiści/
I ocal mnie od pogardy Panie

(autor: Natan Tennenbaum)

 

Miejcie Drodzy Polacy świadomość, że żyją obok Was  jakby Polacy z innej planety – obłąkani, albo jakby im ktoś płacił za hejtowanie wszystkich protestów w kraju.

Protestów w obronie demokracji i niezawiłych sądów w Polsce.

Wiecie, co oni piszą na portalach społecznościowych, bo się nauczyli Facebooka i Twittera?

Przytoczę przykład dlatego, abyście zdali sobie sprawę, że nawet przemiły sąsiad może okazać się barbarzyńcą!

A więc:

Nie idźcie pod dom Kaczyńskiego. Jeden kamień rzucony przez prowokatora i się zacznie. Zostawmy w spokoju ich i ich domy. Mamy ulice.

 

  1. W odpowiedzi do @lis_tomasz

    To ja już rozumiem dlaczego Pan Błaszczak się tak z wami cacka. Jeszcze. Wy chorzy kretyni.

Ta wymiana zdań na Twitterze jasno obrazuje do czego dążą fanatycy tej zbrodniczej partii.

Oni chcą rozlewu krwi i czekają na to, aby ONR razem z kibolami zwalczali legalne protesty przeciwko łamaniu prawa w Polsce! Chcą, aby rozwalali nam czaszki.

Następuje czas strachu, że nie wiadomo z kim rozmawiać i trzeba bardzo uważać o czym się rozmawia.

Nie wiem jak można zagrzewać patologię do ruszenia z bejsbolem na Polaka, który inaczej myśli.

W Polsce nie gaśnie łańcuch świateł i w całej Polsce wychodzą na ulicę. Wychodzą też w stolicach innych państw!

Nie mam pojęcia, czy „Prezydent” podpisze ustawę o sądownictwie, która przerodzi się w przyszłości przeciw nim.  Kiedy przegrają wybory, to będzie instrument do tego, by robić im szybkie wyroki i stawianie przed Trybunałem Stanu i to jest dobra zmiana – tak na przyszłość, bo kręcą bat na siebie!

Bójcie się Polacy, gdyż dziś przeczytałam na Facebooku rozmowę dyżurnego Policji z funkcjonariuszem patrolującym miasto:

Dyżurny – ilu ich tam jest pod tym sądem?

– Prewencja – jakiś tam xxxx osób.

– Dyżurny – jakieś gadżety, transparenty?

– Prewencja – tyle i tyle!

– Dyżurny – a tak z ciekawości, to kto przemawia?

Prewencyjny – na razie nie znam gościa!

Czujesz się bezpieczny Polaku?

Jednak jest w tym wszystkim doba wiadomość.

Pamiętacie jakie utwory artystyczne powstały w czasach komunizmu, kiedy walczyliśmy o wolność?

Starsi pamiętają, bo Mury, mury śpiewaliśmy wszyscy.

Tak sobie myślę, że teraz kiedy Polska znów jest uciśniona, to w podziemiu już powstają songi, wiersze i kabarety, a pisarze mają pełne ręce roboty.

Wracamy do korzeni, kiedy piosenki Grechuty wciąż wzruszają.

Będą takie podobne dla naszych Dzieci i Wnuków.

Tyle dobrego kochani!

https://www.youtube.com/watch?v=jhaIV1yjVe0

 

https://www.youtube.com/watch?v=7TVubx3fcZA

 

https://www.youtube.com/watch?v=fcz7klh-qdI

 

https://www.youtube.com/watch?v=eXzn0vjRJM4

Polska muzyka w walce z komunizmem.

Bajm

Słynny przebój tej grupy pt. „Józek, nie daruję ci tej nocy” był protest songiem. Wbrew powszechnym, kosmatym skojarzeniom, noc, o której śpiewała Beata Kozidrak, nie była upojną nocą siedmiokrotnego grzechu przeciw szóstemu przykazaniu. Jeśli już – chodziło raczej o przykazanie poprzednie. Artystka, najwyraźniej rozgoryczona tak płytkim odbiorem swojego utworu, w programie „Szymon Majewski Show” z czerwca 2007 roku przedstawiła widzom polityczne kulisy swoich poetyckich inspiracji: „Kiedy pisałam ten tekst, Polska była innym krajem. Trzeba było przemycać to, co się naprawdę chciało napisać (…) Chodziło o noc 13 grudnia.”

Walka z systemem totalitarnym toczyła się więc na poziomie niezwykle subtelnych, choć morderczych w swej celności aluzji, rzadko jasnych dla mało rozgarniętych cenzorów. Równie niedoceniony jak Bajm jest w tej materii zespół…

Kombi

Podczas koncertu, który odbył się 30. sierpnia w Nowym Dworze Gdańskim Sławomir Łosowski, dawny lider tego zespołu, dziś występujący solo, wyjawił swoim fanom, że hit „Słodkiego miłego życia” był tak naprawdę utworem antykomunistycznym. Nikogo nie mogło to właściwie zdziwić, a już na pewno nie tych, którzy pamiętają inną zaangażowaną piosenkę Kombi – „Nietykalni”. Ten brawurowy literacko utwór powstał w 1988 roku, a rok później w TV pojawił się nakręcony do niego odważny, rozrachunkowy teledysk. Ktoś małoduszny mógłby co prawda powiedzieć, że w 1989 roku na krytykę wypaczeń systemu było już trochę za późno, ale z dzisiejszej perspektywy wiemy już, że wszystko mogło się wtedy wydarzyć, zwłaszcza, że w Polsce wciąż stacjonowali Rosjanie, a rodzimi komuniści trzymali się nad wyraz nieźle.

We wczesnych latach osiemdziesiątych trzymali się jednak zdecydowanie lepiej, więc – mimo wszystko i z całym szacunkiem dla opozycyjnego dorobku Łosowskiego i spółki – na większe uznanie zasługuje zespół…

Turbo

I to nie tylko dzięki piosence. Gorzki tekst „Dorosłych dzieci” musiał z pewnością mocno zatrząść posadami ustroju, ale zdecydowanie lepszy numer nieulękli muzycy wykręcili komunistom za pomocą okładki swojego debiutanckiego albumu. Otóż perkusista miał na niej pałeczki ułożone w charakterystyczny znak „V”, a jeden z gitarzystów w podobny sposób rozwarł górne kończyny, trzymając w nich – wypasioną swoją drogą – gitarę. Turbo przebiło więc i Bajm, i Kombi, zamiast aluzji literackich, stosując graficzne symbole sprzeciwu. Niestety – reżim w ogóle się w tym nie zorientował. O przysługujący grupie splendor musiał się więc upomnieć Wojciech Hoffman. Muzyk Turbo w koncercie „Przeboje z przebojami”, który przed trzema laty odbył się w ramach Festiwalu Jedynki w Sopocie, szczegółowo opisał całe wydarzenie. Owacja publiczności, która po tym nastąpiła, była zapewne dla niego miłą – choć ewidentnie spóźnioną – nagrodą.

Warta większego podziwu jest jednak postawa innego popularnego w tamtym czasie zespołu. To oczywiście…

Maanam

Utwór „Nocny patrol” – co rozumie dziś każdy, ale, o dziwo, cenzura jakoś się wtedy nie połapała – opisywał stan wojenny widziany oczami dziecka. Kontestacyjna aura piosenki Maanamu niknie jednak w obliczu odważnego gestu, na jaki zdobyła się ta kapela, kiedy w 1984 roku poproszoną ją o występ na zjeździe przywódców partii komunistycznych państw bloku wschodniego. Zespół dzielnie odmówił. I dostał zakaz funkcjonowania. Policzek PZPR wymierzył również Marek Niedźwiecki, który w miejsce zabronionego na liście Trójki utworu „Simple Story”, puszczał werbel z piosenki „To tylko tango”. W rytm tego werbla drżała potęga partii. Komuniści, zatrwożeni tak jednoznacznie wrogą reakcją, w końcu ulegli silnemu głosowi rozdrażnionego społeczeństwa. Decyzja została cofnięta. Maanam wrócił na estradę, do radia i TV. Wg niektórych źródeł gehenna zespołu trwała kilka miesięcy. Są jednak i takie, które wspominają o jedynie 6 tygodniach. Tzn. aż 6 tygodniach.

O ile jednak Maanam raz na jakiś czas musi przypomnieć fanom o chlubnych kartach w swojej bio- i dyskografii, takich problemów nie ma na szczęście zespół…

Lombard

Grupa Grzegorza Stróżniaka (Małgorzata Ostrowska od dawna już z Lombardem nie występuje) jest ikoną solidarnościowej opozycji. W 2006 roku wielokrotnie gościła na fetach z okazji 25-lecia powstania związku. „»Śmierć dyskotece«!, »Taniec pingwina na szkle«, »Kto mi zapłaci za łzy« – to wszystko są politykujące teksty” – mówił Grzegorz Stróżniak w jednym z wywiadów. – „Nawet »Szklana pogoda« w jakiś sposób oddaje atmosferę tamtych dni. »Przeżyj to sam« nawet nie potrzebowało przenośni…”

Klarowny obraz Lombardu jako czołowego bandu otwarcie antysystemowej, cichej, lecz jakże w gruncie rzeczy perfidnie podstępnej rewolty, mącą jednak pewne wątpliwości, które, miejmy nadzieję, z czasem zostaną ostatecznie rozwiane. Słowa znanego krytyka Grzegorza Brzozowicza, pomieszczone niegdyś w „Tygodniku Powszechnym”, wynikają zapewne wyłącznie z zawiści: „Lombard w niezłej piosence »Przeżyj to sam« wykrzykiwał »milczenia dość!«, by jako pierwszy dawać koncerty w jednostkach wojskowych po wprowadzeniu stanu wojennego.”

Z kalumniami takiego kalibru trzeba się będzie jakoś uporać. Podobne oskarżenia padły pod adresem innej, na pewno nie mniej – a z kolejności wynika, że wręcz bardziej zasłużonej formacji. Mowa oczywiście o…

Lady Pank

Jeden z największych zespołów w historii polskiego rocka i jeden z najzagorzalszych przeciwników ustroju socjalistycznego został niecałe dwa lata temu brutalnie zaatakowany przez Tomasza Budzyńskiego, lidera Armii. Poszło o śmiały tekst do hitu „Strach się bać”. Budzyński na łamach „Dziennika” sączył jad następująco: „Z utworu przeziera tęsknota za czasami PRL, w których byli megagwiazdami. Ale jak sobie przypominam, to w tamtych czasach zespołowi Lady Pank do głowy nie przyszło buntować się przeciwko komunistycznej, totalitarnej władzy. Za to było ich pełno w reżimowych mediach i na różnych Opolach.” Atak godnie odparli sami muzycy: „Tomasz Budzyński nie był na listach przebojów, bo po prostu nagrywał niezbyt interesujące piosenki” – mówił na gorąco Janusz Panasewicz w wywiadzie dla tej samej gazety. W rozmowie z dziennikarzem miesięcznika „Teraz Rock” odniósł się jednak do zarzutów w bardziej merytoryczny sposób: „Przypomnij sobie, jak zabili Grzegorza Przemyka, a my wystartowaliśmy z takim numerem jak »Mniej niż zero«. Przecież to był ewidentny komentarz do tego, co się działo. Tak jak »Du Du«, »Fabryka małp« czy »Zamki na piasku«. To tak naprawdę były teksty polityczne.”

Aż tak niesprawiedliwego ataku na swój dysydencki dorobek nie doświadczył na szczęście absolutny lider w naszej klasyfikacji. Kto taki? Rzecz jasna…

Perfect

O antyreżimowych działaniach zespołu Zbigniewa Hołdysa można by napisać książkę. Na użytek tego tekstu przypomnijmy tylko największe dokonania tej kapeli: „Autobiografia” (wiadomo – „wujek Józek zmarł” wypadło, ale „wiatr odnowy” też nie w kij dmuchał), „Chcemy być sobą” (jasna sprawa – bić, nie „być”, nie „sobą”, ale ZOMO, publiczność tego typu sugestie chwytała w lot), „Nie bój się tego wszystkiego” (czyli, oczywiście, „Nie bój się tego Jaruzelskiego” – uświadomionym politycznie fanom Perfectu niczego nie trzeba było tłumaczyć). Do tego jeszcze „Objazdowe nieme kino” – czytelna, choć wyjątkowo dobrze zakamuflowana aluzja do wydarzeń w kopalni „Wujek”, numer w stylu Turbo, czyli słynna sprawa tytułu płyty „UNU” (Hołdys wmówił naiwnemu cenzorowi, że chodzi o staroegipskiego ptaka, boga wolności, gdy tymczasem były to literki z wojskowych tablic rejestracyjnych) oraz ulotki z tekstem „Hołdysowi zabroniono mówić”, rozrzucane wśród publiczności, gdy lider Perfectu dostał zakaz odzywania się ze sceny. „Nasze występy w tamtym czasie to właściwie nie były koncerty tylko manifestacje, spektakle wolności” – mówił Grzegorz Markowski we wrześniowym wywiadzie dla dziennika „Polska”.

Nie ma najmniejszego powodu, żeby nie wierzyć w to, że Markowski rzeczywiście tak myśli.

Chór zawistników wciąż jednak jątrzy, nie zważając na kontestatorski dorobek tak nieprzejednanych tekściarzy jak Kozidrak, Tkaczyk, Sobczak, Olewicz, Hołdys, Mogielnicki czy Dutkiewicz. W wiarygodność artystów wątpi bowiem nie tylko Budzyński. Wątpią w nią także rzesze rodaków, którzy – nie wiedzieć czemu i wbrew temu, co cierpliwie eksplikują sami muzycy – mają z tamtego okresu zupełnie inne wspomnienia. Są nawet tacy, którzy z życiorysów naszych walecznych herosów gitary i mikrofonu otwarcie się wyśmiewają. To bardzo nieładnie. Miejmy więc nadzieję, że w ostatecznej wersji dziejów polskiej piosenki zaangażowanej, do której nieśmiałym przyczynkiem jest także ten – siłą rzeczy – skrótowy tekst, prawdziwi bohaterowie zmagań z reżimem znajdą zasłużenie poczesne miejsce.

Autor:

Przemek Jurek