Archiwum dnia: 4 sierpnia, 2017

Rozsypa艂am si臋 na milion kawa艂k贸w!

聽Rozmowa z matk膮

Nie odchod藕 jeszcze wiem 偶e
jeste艣 ju偶 gotowa
codzienn膮 modlitw膮 obmyta聽
ze wszystkiego
co wstydliwe czekaj膮ca聽
na swego m臋偶a
b艂膮kaj膮cego si臋 w ob艂okach
ufna 偶e mo偶e tam聽
b臋dziesz z nim szcz臋艣liwa
k艂adziesz si臋 co wiecz贸r mi臋dzy
zm臋czenie b贸l a niepok贸j聽
co b臋dzie ze mn膮聽
potem
z mi艂o艣ci膮 bezsiln膮 by pokona膰
czas i przeznaczenie
z trwog膮
i nie艣mia艂o艣ci膮 jak si臋 zachowasz
gdy zobaczysz t臋 twarz najja艣niejsz膮
i us艂yszysz z nieogarni臋tej dali
chod藕 tu c贸rko droga
czas odpocz膮膰 pomy艣le膰 wreszcie
o sobie zatrze膰聽
wszystkie ziemskie wspomnienia

Kiedy m贸wi臋 do ciebie
s艂abn膮cej w oczach聽
anio艂 zst臋puje z g贸r i gra hejna艂聽
wieczorny na tr膮bce
czy s艂yszysz matko t臋 pie艣艅
moje nie-
pogodzone s艂owa

03. 09. 2009

z tomiku: Ryszard Mierzejewski „Zraniony r贸偶膮”, 2013

 

Trzyma艂a mam臋 za r臋k臋, gdy ta umiera艂a. „By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem…”

https://kobieta.wp.pl/trzymala-mame-za-reke-gdy-ta-umierala-byla-dla-mnie-wszystkim-moim-sercem-przyjacielem-6115418655225473a

– Zastanawiam si臋, w jaki spos贸b pisa膰. Co mog臋, co mi wypada? Czy dozwolone jest u偶ywanie s艂贸w mi臋so, ka艂, od贸r? Czy wolno mi pisa膰 o b贸lu, czopkach doodbytniczych i hektolitrach kropl贸wek? – pisze Ma艂gorzata Friedel. Dwa lata temu jej mama zmar艂a na raka. To by艂a okrutna walka.

To by艂 taki miko艂ajkowy prezent. 6 grudnia 2010 roku rodzina Ma艂gorzaty dowiedzia艂a si臋, 偶e jej mama Gra偶yna (M.) jest chora na raka. Zacz臋艂o si臋 od piersi, kt贸rej nie mo偶na by艂o usun膮膰. Guz r贸s艂 na 偶ebrach. Byli przekonani, 偶e walka z nowotworem potrwa miesi膮c. B臋dzie radioterapia, chemioterapia, potem rehabilitacja i po sprawie. Tyle 偶e rak by艂 z艂o艣liwy.

Szybko pojawi艂y si臋 kolejne przerzuty. Na ko艣ciach, na w膮trobie.

Zacz臋艂o si臋 od b贸lu

Zdrowa do niedawna kobieta z ka偶dym tygodniem traci艂a kontrol臋 nad swoim cia艂em.

– Stan 偶eber uniemo偶liwia艂 normalne funkcjonowanie. M. nie mog艂a si臋 odwr贸ci膰 na bok, a nawet przeci膮gn膮膰 albo unie艣膰 r膮k do g贸ry. Siedzia艂a w fotelu taka ma艂a i bezbronna, kiedy kt贸re艣 z nas zak艂ada艂o jej ubrania – pisze Ma艂gorzata w pami臋tniku „Moja mama jest anio艂em”. – Potem przysz艂a kolej na mycie i inne czynno艣ci higieniczne. W bardzo szybkim tempie T. sta艂 si臋 prawdziwym znawc膮 tematu. Silny, zdecydowany, a jednocze艣nie bardzo delikatny. M. poddawa艂a si臋 jego ruchom. Woda, g膮bka, woda, wycieranie r臋cznikiem. Z ka偶dym dniem wzrasta艂 we mnie podziw do T. Facet, kt贸ry dot膮d wydawa艂 mi si臋 raczej s艂oniem w sk艂adzie porcelany, sta艂 si臋 doskona艂ym opiekunem. (…) Nigdy nie zapomn臋 dnia, kiedy T. wykona艂 M. manicure – opisuje.

Rak w偶yna艂 si臋 w ko艣ci. Du偶o pisze si臋 o r贸偶nych historiach ludzi choruj膮cych na nowotwory. Rak piersi, rak w膮troby, prostaty鈥 Nic jednak nie jest w stanie przygotowa膰 cz艂owieka na starcie z rakiem w rzeczywisto艣ci. Ma艂gorzata nie mia艂a poj臋cia, 偶e w艂a艣nie tak b臋dzie wygl膮da膰 偶ycie jej mamy.

Z nowotworem walczy艂a prawie pi臋膰 lat.

聽Gdy s艂ysza艂am has艂o nowotw贸r, w艂a艣ciwie wyobra偶a艂am sobie tylko jedno – zasadnicz膮 chorob臋, kt贸ra wyniszcza i powoduje b贸l. Nikt mi nie powiedzia艂, 偶e nowotw贸r jest jak trucizna i 偶e nawet je艣li dzia艂a powoli, to bardzo sprawnie i systematycznie. 呕e krok po kroku, kom贸rka po kom贸rce zajmuje ca艂y organizm, 偶e niszczy… Niszczy tak, 偶e cz艂owiek zostaje ju偶 tylko samym cierpieniem – wspomina.

Osoby, kt贸re do艣wiadczy艂y choroby bliskich, a mo偶e i swojej, doskonale wiedz膮, co ma na my艣li. – Rak to taki ogromny worek bez dna, do kt贸rego stopniowo wk艂ada si臋 偶yciowe niedogodno艣ci i dolegliwo艣ci wsp贸艂wyst臋puj膮ce. To miejsce na ca艂y syf i g贸wna tego 艣wiata. Przekl臋te ciemno艣ci, do kt贸rych nikt nie powinien zagl膮da膰. Jaskinia, z kt贸rej nie ma ju偶 powrotu – pisze Ma艂gorzata.

M贸wi si臋 wi臋c o wymiotach. – G贸wno prawda. Nie by艂o ich. M. dostawa艂a skuteczne leki przeciwwymiotne, dzia艂a艂y. A przecie偶 bohaterowie w filmach puszczaj膮 pawia po chemii. Ot, taka niespodzianka – wymienia Gosia.

I dalej: a czy w mediach powiedz膮 ci co艣 o wypr贸偶nianiu si臋? Pacjent nie sra艂 od siedmiu dni? Oddawanie ka艂u nie ma ko艅ca? Powiedz膮 ci to? A przecie偶 to ca艂kowicie normalne. Nadmiar lek贸w i coraz trudniejsze przyswajanie pokarm贸w – to wszystko ma swoje konsekwencje.

艁ysienie – to normalne, 偶e po chemii wypadaj膮 w艂osy. Ale nikt nie u艣wiadomi艂 jej, 偶e mamie wypadn膮 te偶 inne w艂oski. – Pewnego dnia M. zacz臋艂y wypada膰 rz臋sy i brwi, potem nie zosta艂o z nich zupe艂nie nic. I co? To niewa偶ne, racja. Nie ma brwi, nie ma rz臋s i tyle. Nie zdawali艣my sobie sprawy z tego, jak powa偶ne b臋dzie to mia艂o konsekwencje. Ka偶dy py艂ek, kurz, okruszek stanowi艂y dla niej zagro偶enie. Nie osadza艂y si臋 na rz臋sach, od razu w臋drowa艂y do ga艂ki ocznej, powoduj膮c silne infekcje – wspomina.

Pami臋tnik Ma艂gorzaty to wyj膮tkowo poruszaj膮ce wspomnienie tego, jak 偶yje si臋 z chorob膮. Niczego nie ukrywa. Otwarcie opisuje wszystko, co dzia艂o si臋 w trakcie leczenia. S膮 przecie偶 dni dobre, ale s膮 takie, gdzie nic nie pomaga, a b贸l wype艂nia ca艂y dom. Przyznaje te偶, 偶e w takich chwilach cz艂owiek jest zdolny do wszystkiego, nawet do zmiany swoich osobistych przekona艅. Gdy tradycyjne rozwi膮zania zawodz膮, jeste艣 w stanie uwierzy膰 we wszystko.

– Na oddziale onkologicznym trwaj膮 w艣r贸d pacjentek nieustanne debaty na temat wszelakich mo偶liwo艣ci leczenia. Chemia i radioterapia, to mamy. Ale co jeszcze mo偶emy zrobi膰? Ile pacjentek, tyle opinii i pomys艂贸w. Usi膮d藕 w艣r贸d nich, a zrozumiesz, jak ogromna jest wola 偶ycia, jak wa偶na jest walka – przekonuje Gosia.

Razem z tat膮 i siostr膮 szuka艂y dla mamy jakiego艣 alternatywnego leczenia. Z lekarzy nie zrezygnowa艂y, ale pr贸bowa艂y jako艣 pom贸c. Nap贸j z ostrych papryczek, proszek z pestek moreli, jagody goi – nie zaszkodzi艂y, ale i nie pomog艂y. Pom贸g艂 za to znachor – u艣mierza艂 b贸l, a po takich „seansach” jej mama by艂a odpr臋偶ona, mia艂a apetyt. Znachor nigdy nie obiecywa艂, 偶e wyleczy raka. Nie bra艂 te偶 od rodziny pieni臋dzy. Dawa艂 za to nadziej臋.

Pod koniec 2013 roku pojawi艂 si臋 guz na piersi. Na pocz膮tku lekarze m贸wili, 偶e to tylko naro艣l. A pier艣 z ka偶dym dniem wygl膮da艂a coraz gorzej. Zrobi艂a si臋 ogromna, czerwona, gor膮ca i bolesna.

– Nigdy nie zapomn臋 wzroku m艂odego lekarza, kt贸ry bada艂 mam臋 w szpitalu. By艂 przera偶ony, poprosi艂 o zgod臋 na wykonanie zdj臋cia telefonem kom贸rkowym i przes艂anie go do艣wiadczonemu koledze. Znali艣my go, by艂 jednym z lepszych specjalist贸w i od tamtej pory nasze drogi si臋 po艂膮czy艂y – wspomina Ma艂gorzata.

Potw贸r

Diagnoza? Mi臋sak. Atakowa艂 ze zdwojon膮 si艂膮. Konieczne by艂o usuni臋cie piersi. Po miesi膮cu guz zacz膮艂 odrasta膰. Jak opisuje to Ma艂gorzata, stawa艂 si臋 przera偶aj膮cym potworem.

– M. nazywa艂a mi臋saka wielkim skurw…nem (cenzura pochodzi od redakcji). Wydawa艂o si臋, 偶e ro艣nie ka偶dego dnia. Zgodnie z przypuszczeniami lekarzy sk贸ra na klatce piersiowej zacz臋艂a p臋ka膰. Najpierw powoli, ale zauwa偶alnie, a potem po prostu pojawi艂a si臋 otwarta rana. Z ka偶d膮 偶y艂k膮 i mi臋sem na wierzchu. By艂am przera偶ona, nie wiedzia艂am, co teraz zrobimy. Przecie偶 wszystko wychodzi艂o na zewn膮trz, widzia艂am bia艂e niteczki, ca艂膮 偶yw膮 tkank臋. Nadal mam w g艂owie ten widok, nie potrafi臋 si臋 go pozby膰 – pisze w pami臋tniku.

Sta艂o si臋 dla niej jasne, 偶e mama ju偶 z tego nie wyjdzie. Guz w najgorszym momencie przypomina艂 rozmiarem kalafiora.

– Moim celem 偶yciowym sta艂o si臋 bycie przy niej. Inaczej nie potrafi艂am. Powroty do domu na weekendy, kiedy T. nie pracowa艂, powodowa艂y u mnie wyrzuty sumienia, kompletnie nie potrafi艂am znale藕膰 sobie miejsca, nie b臋d膮c z ni膮. Efekt by艂 taki, 偶e wisia艂am na telefonie, zapominaj膮c o tym, 偶e sama ju偶 przecie偶 za艂o偶y艂am rodzin臋 – wspomina.

Ma艂gorzata, kiedy jej mama zachorowa艂a, dopiero co sko艅czy艂a licencjat na filologii polskiej, zaczyna艂a studia magisterskie. Wysz艂a za m膮偶, znalaz艂a prac臋. Ale choroba zatrzyma艂a jej 偶ycie prywatne. Po艣wi臋ci艂a si臋 opiece nad mam膮.

By艂a dla mnie wszystkim. Moim sercem, przyjacielem, centrum wszech艣wiata. Kim艣, bez kogo 偶ycie po prostu nie by艂o dla mnie mo偶liwe. Zazwyczaj stara艂am si臋 by膰 silna, robi艂am dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Nie pokazywa艂am M. jak bardzo jestem nieszcz臋艣liwa, jak bardzo si臋 boj臋 – pisze.

– Role w moim 偶yciu zmieni艂y si臋 zupe艂nie. Nagle by艂am odpowiedzialna za M., kt贸ra w moich oczach poniek膮d sta艂a si臋 dzieckiem. Bo przecie偶, drogie matki Polki, czy swojego dziecka si臋 nie ubiera, nie myje, nie g艂aska, nie pociesza, nie zmienia mu pieluch? I kocha艂am M. tak, jak mog艂abym kocha膰 swoje dziecko, gdybym tylko je mia艂a. Nie potrafi艂am przynale偶e膰 ju偶 do kogo艣 innego, a tym bardziej do samej siebie. Nie mog艂am by膰 ju偶 偶on膮, przyjaci贸艂k膮, siostr膮. Sta艂am si臋 chyba tylko c贸rk膮 – dodaje.

Umiera si臋 tydzie艅

27 czerwca 2014 roku jej mama po raz ostatni wysz艂a z domu „dla przyjemno艣ci”. By艂y to siedemnaste urodziny starszego syna jej c贸rki. W po艂owie sierpnia 2014 roku mi臋sak odkry艂 swoje najgorsze oblicze. Przerzuty by艂y ju偶 tak rozleg艂e, 偶e nie mo偶na by艂o nic zrobi膰.

– Odpadaj膮ce kawa艂ki cia艂a powodowa艂y, 偶e ka偶da zmiana opatrunku by艂a niezwykle stresuj膮ca. M. nie widzia艂a go ju偶 od dawna. Nie chcia艂a patrze膰 w lustro, czeka艂a tylko, a偶 jak najszybciej go zakryjemy. (鈥) Na zu偶ytych gazach wida膰 by艂o coraz wi臋cej krwi, czego艣 w rodzaju bia艂ka i kawa艂ki mi臋sa. Smr贸d by艂 okropny. Robili艣my wszystko, co zaleca艂 lekarz z hospicjum domowego. Srebro w teorii mia艂o 艂agodzi膰 nieprzyjemny zapach, nie by艂o jednak sposobu, aby go zniwelowa膰. Niewa偶ne, 偶e w艂a艣nie umy艂am M., za艂o偶y艂am czysty opatrunek i ubranie. Skur…yn (cenzura redakcji) rozk艂ada艂 si臋 i sprawia艂, 偶e M. po prostu 艣mierdzia艂a – opisuje Ma艂gorzata.

Nied艂ugo p贸藕niej stan jej mamy by艂 krytyczny. Z domu, kt贸ry od jakiego艣 czasu przypomina艂 hospicjum, trzeba by艂o zabra膰 j膮 na pogotowie.

– Nawet kiedy mia艂a na sobie podkoszulek, mo偶na by艂o zauwa偶y膰, 偶e jej klatka piersiowa nieco si臋 zmniejszy艂a, a jednocze艣nie jakby rozesz艂a. Guz nie by艂 ju偶 tak wysoki, ale za to szeroki. Po zdj臋ciu opatrunku okaza艂o si臋, 偶e sku…el po prostu si臋 rozla艂. Nagle zmiany obj臋艂y ca艂膮 klatk臋 piersiow膮 i przestrze艅 pod pach膮. 艢rodek by艂 ca艂kowicie zapadni臋ty. Wola艂abym nie pami臋ta膰 tego, co w贸wczas zobaczy艂am. Wola艂abym zamyka膰 oczy i widzie膰 dzisiaj co艣 innego. Widz臋 jednak 偶ebra, tak, ko艣ci. Widz臋 sku…syna, kt贸ry zjad艂 moj膮 M. 偶ywcem, bez znieczulenia, bez zawahania. Widz臋 potworn膮, 艣mierdz膮c膮 g贸r臋 mi臋sa, a mi臋dzy ni膮 ko艣ci – wspomina.

Gra偶yna nie wysz艂a ju偶 ze szpitala. Umar艂a tydzie艅 p贸藕niej. Z ka偶dym dniem mi臋sak wygl膮da艂 coraz gorzej. Wreszcie Ma艂gorzata razem z piel臋gniarkami zdecydowa艂a, 偶e nie pozwoli tacie patrze膰 ju偶 na cia艂o mamy. Nie chcia艂a, by tak膮 j膮 zapami臋ta艂.

Jej wspomnienie pokazuje, jak bardzo rak wyniszcza cz艂owieka. Bo jak przyznaje, nagle twoje cia艂o staje si臋 po偶ywk膮 dla choroby.

Tak wygl膮da艂a ostatnia noc jej mamy: Spostrzeg艂am, 偶e co艣 p艂ywa w moczu, jakby br膮zowe kawa艂ki. Pomy艣la艂am, 偶e pewnie dosz艂o do jakiego艣 zaka偶enia, bo przecie偶 w karcie wyra藕nie napisali, 偶e nerki s膮 niewydolne. Posz艂am wi臋c do piel臋gniarki. (鈥) Podesz艂a ze mn膮 do 艂贸偶ka, spojrza艂a na worek i po艂o偶y艂a swoj膮 r臋k臋 na moim ramieniu. Zacz臋艂a m贸wi膰 nie do ko艅ca zrozumia艂e dla mnie rzeczy, 偶e to prawdopodobnie kawa艂ki rozk艂adaj膮cej si臋 w膮troby lub innych narz膮d贸w. Je鈥 skur鈥. Zabierasz j膮, gdy jeszcze 偶yje, gdy jeszcze oddycha.

Wojownicy nie poddaj膮 si臋 szybko

Tej nocy Gosia trzyma艂a mam臋 ca艂y czas za r臋k臋. Co chwila zachodzi艂y zmiany w wygl膮dzie mamy. Najpierw zacz臋艂a si臋 poci膰, potem wsz臋dzie czu膰 by艂o zapach amoniaku. Chwil臋 p贸藕niej twarz mamy wygl膮da艂a, jakby kto艣 na艂o偶y艂 na ni膮 ton臋 kremu. Mia艂a ataki kaszlu. Po kt贸rym艣 Gosia zobaczy艂a w maseczce do oddychania „kawa艂ki przypominaj膮ce w膮tr贸bk臋 drobiow膮”, by艂y „br膮zowe i 艣mierdz膮ce”.

– Kiedy艣 przeczyta艂am, 偶e po 艣mierci cia艂a m贸zg 偶yje nawet do siedmiu minut. 呕e warto by膰 jeszcze wtedy z bliskimi, 偶e warto do nich m贸wi膰. Nie wiedzia艂am, czy to prawda, nie obchodzi艂o mnie to. Potok s艂贸w p艂yn膮艂 z moich ust. Obieca艂am M., 偶e b臋d臋 偶y艂a tak, 偶eby by艂a ze mnie dumna, 偶e spe艂ni臋 swoje marzenia, 偶e zaopiekuj臋 si臋 tat膮. Po oko艂o 10 minutach posz艂am do piel臋gniarki. Powiedzia艂am tylko: Moja mama umar艂a – wspomina Ma艂gorzata.

Pisanie mia艂o by膰 dla mnie form膮 terapii. Przelaniem na papier tego, co wydawa艂o jej si臋 niemo偶liwe do wypowiedzenia. Pr贸b膮 zrozumienia, a przede wszystkim pogodzenia si臋 z losem.

– Z perspektywy czasu uwa偶am, 偶e M. by艂a prawdziw膮 wojowniczk膮 i bohaterk膮.

Kilkadziesi膮t sesji chemioterapii, kilkana艣cie na艣wietla艅, skomplikowane operacje, strach o w艂asne 偶ycie, b贸l, cierpienie i smr贸d. Podziwiam ka偶dego, kto zmierzy艂 si臋 z t膮 okropn膮 chorob膮, bez wzgl臋du na to, czy j膮 wygra艂, czy nie. To prawdziwi bohaterowie swojego 偶ycia, rycerze w zbroi z w艂asnego cia艂a, id膮cy na krucjat臋 z nieznanym wrogiem – pisze.