Archiwum dnia: Sierpień 20, 2017

W Polsce żyją tacy, którym nazizm się podoba!

Na moim blogu właśnie piszę 2 tysięczny wpis! Taki drobny jubileusz. 🙂

Codziennie coś się dzieje, że warto to opisać, aby nie umknęło zdradliwej pamięci

Dziś odłączyłam się od mediów i polityki i dobrze mi to zrobiło.

Lubię oglądać w tv filmy dokumentalne i dziś trafiłam na dokument pt. „W pogoni za Hitlerem”.

Wyszkoleni oficerowie z armii amerykańskiej podążali śladem nazistów, którzy po wojnie ukrywali się w Argentynie i Chile zmieniając swoją tożsamość. 

Badacze odkryli coś bardzo strasznego, że do dzisiaj w Chile działa nazistowska sekta, która jest pierwszorzędnie zorganizowana.

Obiekt ukryty tak, że mało kto wie, że istnieje. Otoczony wojskowym płotem podłączonym pod prąd z własną elektrownią i telekomunikacją. Jest to państwo w państwie samowystarczalne w zupełności.

Pod obiektem są tunele i schrony gdzie być może ukrywali się zbrodniarze, a może nawet sam Hitler.

Dokonywały się tam straszne rzeczy i to wszystko możemy obejrzeć na filmie pt. „Colonia”. Film jest świeżutki, bo z 2015 roku.

Nie można sobie tego wytłumaczyć, że Niemcy zajmowali się w tym ośrodku takimi rzeczami jak pedofilia, tortury, narkomania i badania medyczne na człowieku, korupcją i handlem bronią pod okiem chilijskiej władzy!

Naziści jeszcze nie powiedzieli swojego, ostatniego słowa.

Być może wciąż chcą odnowić III Rzeszę i powstać z kolan jako IV Rzesza.

To wszystko jest wielką tajemnicą.

 

 

http://www.newsweek.pl/swiat/niemiecki-wrzod,18475,1,1.html

Nazistowski psychopata zmienił osadę niemieckich imigrantów w Chile w groźną sektę. Przez 40 lat lokalne władze tolerowały porywanie dzieci, pedofilię, tortury i handel bronią.

Najpierw dawali mi tabletki, potem podawali narkotyki dożylnie. Tygodniami leżałem nieprzytomny w szpitalu – mówi José Efrain Morales. Obecnie mieszka w Niemczech i chce zapomnieć o swoim życiu w chilijskiej osadzie Colonia Dignidad nazywanej Bawarską Wioską (Villa Baviera). To skupisko powojennych imigrantów z Niemiec jest od ok. 50 lat państwem w państwie. – To naziści. Niemiecki wrzód! – mówi Francesca Contreras z Santiago. Takie słowa padają z ust tych, którzy mieli kontakt z osiedlem otoczonym murami i drutami kolczastymi.

Nienawiść nie jest bezpodstawna. Trzystu „chilijskich” Niemców dzieli od świata nie tylko nowoczesny system alarmowy, kamery zainstalowane w lasach, sieć podziemnych tuneli i bunkrów, w których podobno ukrywali się tacy ulubieńcy Hitlera, jak Mengele i członek dowództwa SS Walter Rauff. Przez ponad 30 lat Colonią rządził Paul Schäfer, były pielęgniarz Luftwaffe, zwany przez swych wiernych adeptów „wiecznym wujkiem”. To on gwałcił nieprzytomnego od narkotyków José Efraina. Lider Colonii oskarżony został też o molestowanie 27 innych nieletnich chłopców. Właśnie za te przestępstwa Schäfer wraz z grupą swoich najbliższych współpracowników został w połowie listopada skazany przez chilijski sąd na wieloletnie więzienie. Wyrok wydano zaocznie, bowiem guru kolonistów już od 1997 roku ukrywa się przed władzami. Inna sprawa, że poszukiwania Schäfera są wyjątkowo niemrawe.

Pedofilia to tylko jeden z grzechów samozwańczego proroka. Niemiecki „wujek” stworzył z osady warte ponad 100 milionów dolarów imperium, w którym chlebem powszednim były gwałty, przemoc i usankcjonowany jako społeczna norma homoseksualizm. Za przestępstwami stały wielkie interesy. Przybyli do Ameryki Południowej Niemcy do dziś mają znaczne udziały w handlu nieruchomościami, górnictwie i rolnictwie w Chile, Brazylii, Paragwaju i Argentynie, gdzie od ponad stu lat istnieją liczne osady niemieckie (np. Colonia Liebig, Nova Germania).

W Colonii Schäfer był bogiem. Cała wspólnota spełniała seksualne zachcianki swojego lidera. – Ludzie myśleli, że pedofilia to nic złego – mówi jeden z byłych kolonistów. Procedura była prosta – bliski współpracownik Schäfera, Gerhard Möcke, porywał chilijskie dzieci z okolicznych wsi i przed wejściem do pokoju „wujka” dawał chłopcom odpowiednie instrukcje. Regularnym gwałtom poddawanych było 20 chłopców z tzw. świty wujka. – Byliśmy przekonani, że to posłaniec z niebios – dodaje José Efrain Morales.

Strach przed Schäferem sięgał poza granice tajemniczego osiedla. – Siła i wpływy tych, którzy rządzą tą sektą, są tak wielkie, że ludzie z zewnątrz, zwykli Chilijczycy, boją się pomagać uciekinierom z Colonii – mówi Macarena Diuana, psycholog z sąsiedniego miasta Parral. Nic dziwnego.

Telefony z pogróżkami, napastliwe wizyty członków Kółka Przyjaciół Colonii Dignidad, porywanie dzieci, narkotyzowanie pod przymusem – to kary, jakie spotykały ludzi za sprzeciwianie się woli „wiecznego wujka”. – Ja sam dwa razy próbowałem popełnić samobójstwo – mówi José Efrain.

Nieposłuszeństwo w Colonii Dignidad (jak na ironię nazwa ta oznacza po hiszpańsku godność) było surowo karane od samego początku. Spirala przestępstw zaczęła się już w Niemczech, gdzie Schäfer założył w 1959 roku w Siegburgu Prywatną Misję Społeczną, kółko religijne dla chłopców.

 

– Schäfer zawsze znajdował się w ich towarzystwie. Także później w Chile był przy nim stale osiemnastoletni chłopak i drugi, dużo młodszy – mówi Willy Georg, jeden z założycieli Colonii. Wkrótce zwykły pielęgniarz stał się duchowym guru, a do wspólnoty religijnej dołączyli też i dorośli. Wszyscy mieli obowiązek spowiadania się przed Schäferem i wykonywania jego poleceń.

To właśnie dorośli koloniści porywali dzieci z biednych rodzin, których w powojennych Niemczech nie brakowało. W zamian za wyżywienie i nocleg chłopcy mieli zakaz kontaktowania się z rodziną przez 6 miesięcy. – Od początku historia tej sekty była pisana cierpieniem i śmiercią – dodaje Georg, który ryzykując życie, uciekł z sekty w 1975 roku. Nic dziwnego, że działalność Shäfera stała się dla władz RFN podejrzana. Wtedy postanowił wyjechać ze świtą wiernych do Chile, gdzie od XIX wieku zamieszkiwała mniejszość niemiecka. Tu pod płaszczykiem działalności charytatywnej (osadnicy założyli bezpłatny szpital i szkołę dla miejscowej ludności) odbywał się prawdziwy spektakl bezprawia.

Schäfer ma na sumieniu nie tylko molestowanie nieletnich. Według Amnesty International udzielał pomocy wojskowym, przygotowującym zamach na rząd Allende w 1973 r. Po puczu przez 17 lat dyktatury na terenie Colonii więziono i torturowano przeciwników reżimu Pinocheta. Obok kafejki, gdzie sprzedawano turystom sławne na całe Chile „kuchen” z jabłkami, stanął otoczony złą sławą budynek aresztu śledczego. – Bez wątpienia Colonia Dignidad miała bliskie i przyjazne stosunki z chilijskimi wojskowymi i miejscowym wywiadem – mówi Nicolas Connolly, historyk z Worth School w Anglii. Właśnie w tym okresie Colonia – dzięki koneksjom z rządem – pomnożyła swój majątek.

Badający dziś sprawę sekciarskich przestępstw chilijscy stróże prawa sami też mają chyba coś na sumieniu. – Szef policji w Parral zawsze informował osadników, kiedy przyjedzie inspekcja lub detektyw – powiedział jeden z uciekinierów z Colonii, Tobias Muller. Ludzie Pinocheta zadbali o specjalną linię telefoniczną między osadnikami a okoliczną policją. I to tłumaczy, dlaczego przez ponad 12 lat, mimo ok. 20 interwencji policji, nie znaleziono na terenie Villa Baviera żadnych dowodów przestępstw. Jednak w tym roku już ponad 30 osadników uciekło z „niemieckiego więzienia”. I dopiero ich zeznania przerwały zmowę milczenia wokół Colonii.

Władzom ukrywanie prawdy przychodziło coraz trudniej od połowy lat 80., kiedy w osadzie zaginął amerykański turysta Boris Weisfeiler. Podobno Schäfer uznał go za żydowskiego szpiega i kazał współpracującym z Colonią wojskowym dokonać egzekucji strzałem w tył głowy. Rząd USA naciskany wciąż przez siostrę zaginionego domaga się wyjaśnień od władz lokalnych, ale śledztwo ślimaczy się „z przyczyn obiektywnych”.

Prawdy chcą też setki innych rodzin, których krewni byli więzieni w Colonii w czasie dyktatury Pinocheta. Po tysiącu więźniów nie ma żadnego śladu. Jak zginęli? Gdzie zostali pochowani? Nie wiadomo. – Za dyktatury Dignidad była szkołą tortur chilijskiego wywiadu – pisze w raporcie o Colonii Ulla Jelpke, posłanka z ramienia niemieckiej PDS. Jednym z głównych specjalistów od przesłuchań i tortur był tu Hans Ulrich Rudel, aktywny neonazista, jeden z ulubieńców Hitlera i bliski znajomy Schäfera.

To właśnie sieć powiązań z reżimem zapewniała Schäferowi bezkarność i cichą zgodę władz na jego stojący ponad prawem kult jednostki. Kolektywne spowiedzi i seksualne wykorzystywanie dzieci stały się praktyką dnia powszedniego. Kobiety były oddzielane od mężczyzn, na ślub zaś trzeba było prosić o zgodę „wujka”. – Tu heteroseksualizm stał się wręcz niepożądany – mówi Tobias Muller. – W czasie całego swojego pobytu nie widziałem ani jednej kobiety w ciąży. W ciągu 40 lat istnienia osady zarejestrowano jedynie 65 urodzeń. Colonia nie wymarła tylko dzięki porywanym i adoptowanym dzieciom chilijskim. I to niewiele pomogło – w ciągu ostatnich 10 lat jej liczebność zmalała z 312 do 250 mieszkańców.

Nazistowski psychopata zmienił osadę niemieckich imigrantów w Chile w groźną sektę. Przez 40 lat lokalne władze tolerowały porywanie dzieci, pedofilię, tortury i handel bronią.

Najpierw dawali mi tabletki, potem podawali narkotyki dożylnie. Tygodniami leżałem nieprzytomny w szpitalu – mówi José Efrain Morales. Obecnie mieszka w Niemczech i chce zapomnieć o swoim życiu w chilijskiej osadzie Colonia Dignidad nazywanej Bawarską Wioską (Villa Baviera). To skupisko powojennych imigrantów z Niemiec jest od ok. 50 lat państwem w państwie. – To naziści. Niemiecki wrzód! – mówi Francesca Contreras z Santiago. Takie słowa padają z ust tych, którzy mieli kontakt z osiedlem otoczonym murami i drutami kolczastymi.

Nienawiść nie jest bezpodstawna. Trzystu „chilijskich” Niemców dzieli od świata nie tylko nowoczesny system alarmowy, kamery zainstalowane w lasach, sieć podziemnych tuneli i bunkrów, w których podobno ukrywali się tacy ulubieńcy Hitlera, jak Mengele i członek dowództwa SS Walter Rauff. Przez ponad 30 lat Colonią rządził Paul Schäfer, były pielęgniarz Luftwaffe, zwany przez swych wiernych adeptów „wiecznym wujkiem”. To on gwałcił nieprzytomnego od narkotyków José Efraina. Lider Colonii oskarżony został też o molestowanie 27 innych nieletnich chłopców. Właśnie za te przestępstwa Schäfer wraz z grupą swoich najbliższych współpracowników został w połowie listopada skazany przez chilijski sąd na wieloletnie więzienie. Wyrok wydano zaocznie, bowiem guru kolonistów już od 1997 roku ukrywa się przed władzami. Inna sprawa, że poszukiwania Schäfera są wyjątkowo niemrawe.

Pedofilia to tylko jeden z grzechów samozwańczego proroka. Niemiecki „wujek” stworzył z osady warte ponad 100 milionów dolarów imperium, w którym chlebem powszednim były gwałty, przemoc i usankcjonowany jako społeczna norma homoseksualizm. Za przestępstwami stały wielkie interesy. Przybyli do Ameryki Południowej Niemcy do dziś mają znaczne udziały w handlu nieruchomościami, górnictwie i rolnictwie w Chile, Brazylii, Paragwaju i Argentynie, gdzie od ponad stu lat istnieją liczne osady niemieckie (np. Colonia Liebig, Nova Germania).

 

W Colonii Schäfer był bogiem. Cała wspólnota spełniała seksualne zachcianki swojego lidera. – Ludzie myśleli, że pedofilia to nic złego – mówi jeden z byłych kolonistów. Procedura była prosta – bliski współpracownik Schäfera, Gerhard Möcke, porywał chilijskie dzieci z okolicznych wsi i przed wejściem do pokoju „wujka” dawał chłopcom odpowiednie instrukcje. Regularnym gwałtom poddawanych było 20 chłopców z tzw. świty wujka. – Byliśmy przekonani, że to posłaniec z niebios – dodaje José Efrain Morales.

Strach przed Schäferem sięgał poza granice tajemniczego osiedla. – Siła i wpływy tych, którzy rządzą tą sektą, są tak wielkie, że ludzie z zewnątrz, zwykli Chilijczycy, boją się pomagać uciekinierom z Colonii – mówi Macarena Diuana, psycholog z sąsiedniego miasta Parral. Nic dziwnego.

Telefony z pogróżkami, napastliwe wizyty członków Kółka Przyjaciół Colonii Dignidad, porywanie dzieci, narkotyzowanie pod przymusem – to kary, jakie spotykały ludzi za sprzeciwianie się woli „wiecznego wujka”. – Ja sam dwa razy próbowałem popełnić samobójstwo – mówi José Efrain.

Nieposłuszeństwo w Colonii Dignidad (jak na ironię nazwa ta oznacza po hiszpańsku godność) było surowo karane od samego początku. Spirala przestępstw zaczęła się już w Niemczech, gdzie Schäfer założył w 1959 roku w Siegburgu Prywatną Misję Społeczną, kółko religijne dla chłopców.

 

– Schäfer zawsze znajdował się w ich towarzystwie. Także później w Chile był przy nim stale osiemnastoletni chłopak i drugi, dużo młodszy – mówi Willy Georg, jeden z założycieli Colonii. Wkrótce zwykły pielęgniarz stał się duchowym guru, a do wspólnoty religijnej dołączyli też i dorośli. Wszyscy mieli obowiązek spowiadania się przed Schäferem i wykonywania jego poleceń.

To właśnie dorośli koloniści porywali dzieci z biednych rodzin, których w powojennych Niemczech nie brakowało. W zamian za wyżywienie i nocleg chłopcy mieli zakaz kontaktowania się z rodziną przez 6 miesięcy. – Od początku historia tej sekty była pisana cierpieniem i śmiercią – dodaje Georg, który ryzykując życie, uciekł z sekty w 1975 roku. Nic dziwnego, że działalność Shäfera stała się dla władz RFN podejrzana. Wtedy postanowił wyjechać ze świtą wiernych do Chile, gdzie od XIX wieku zamieszkiwała mniejszość niemiecka. Tu pod płaszczykiem działalności charytatywnej (osadnicy założyli bezpłatny szpital i szkołę dla miejscowej ludności) odbywał się prawdziwy spektakl bezprawia.

Schäfer ma na sumieniu nie tylko molestowanie nieletnich. Według Amnesty International udzielał pomocy wojskowym, przygotowującym zamach na rząd Allende w 1973 r. Po puczu przez 17 lat dyktatury na terenie Colonii więziono i torturowano przeciwników reżimu Pinocheta. Obok kafejki, gdzie sprzedawano turystom sławne na całe Chile „kuchen” z jabłkami, stanął otoczony złą sławą budynek aresztu śledczego. – Bez wątpienia Colonia Dignidad miała bliskie i przyjazne stosunki z chilijskimi wojskowymi i miejscowym wywiadem – mówi Nicolas Connolly, historyk z Worth School w Anglii. Właśnie w tym okresie Colonia – dzięki koneksjom z rządem – pomnożyła swój majątek.

Badający dziś sprawę sekciarskich przestępstw chilijscy stróże prawa sami też mają chyba coś na sumieniu. – Szef policji w Parral zawsze informował osadników, kiedy przyjedzie inspekcja lub detektyw – powiedział jeden z uciekinierów z Colonii, Tobias Muller. Ludzie Pinocheta zadbali o specjalną linię telefoniczną między osadnikami a okoliczną policją. I to tłumaczy, dlaczego przez ponad 12 lat, mimo ok. 20 interwencji policji, nie znaleziono na terenie Villa Baviera żadnych dowodów przestępstw. Jednak w tym roku już ponad 30 osadników uciekło z „niemieckiego więzienia”. I dopiero ich zeznania przerwały zmowę milczenia wokół Colonii.

Władzom ukrywanie prawdy przychodziło coraz trudniej od połowy lat 80., kiedy w osadzie zaginął amerykański turysta Boris Weisfeiler. Podobno Schäfer uznał go za żydowskiego szpiega i kazał współpracującym z Colonią wojskowym dokonać egzekucji strzałem w tył głowy. Rząd USA naciskany wciąż przez siostrę zaginionego domaga się wyjaśnień od władz lokalnych, ale śledztwo ślimaczy się „z przyczyn obiektywnych”.

Prawdy chcą też setki innych rodzin, których krewni byli więzieni w Colonii w czasie dyktatury Pinocheta. Po tysiącu więźniów nie ma żadnego śladu. Jak zginęli? Gdzie zostali pochowani? Nie wiadomo. – Za dyktatury Dignidad była szkołą tortur chilijskiego wywiadu – pisze w raporcie o Colonii Ulla Jelpke, posłanka z ramienia niemieckiej PDS. Jednym z głównych specjalistów od przesłuchań i tortur był tu Hans Ulrich Rudel, aktywny neonazista, jeden z ulubieńców Hitlera i bliski znajomy Schäfera.

To właśnie sieć powiązań z reżimem zapewniała Schäferowi bezkarność i cichą zgodę władz na jego stojący ponad prawem kult jednostki. Kolektywne spowiedzi i seksualne wykorzystywanie dzieci stały się praktyką dnia powszedniego. Kobiety były oddzielane od mężczyzn, na ślub zaś trzeba było prosić o zgodę „wujka”. – Tu heteroseksualizm stał się wręcz niepożądany – mówi Tobias Muller. – W czasie całego swojego pobytu nie widziałem ani jednej kobiety w ciąży. W ciągu 40 lat istnienia osady zarejestrowano jedynie 65 urodzeń. Colonia nie wymarła tylko dzięki porywanym i adoptowanym dzieciom chilijskim. I to niewiele pomogło – w ciągu ostatnich 10 lat jej liczebność zmalała z 312 do 250 mieszkańców.

Po urodzeniu noworodki były przenoszone do specjalnego budynku, gdzie opiekował się nimi „wieczny wujek”. Rodzice musieli prosić o pozwolenie na kontakt z dziećmi. O telewizji, radiu czy zakupach można było tylko pomarzyć. Tych, którzy sprzeciwiali się zakazom, czekał cały zestaw kar – elektrowstrząsy, szpikowanie otępiającymi farmaceutykami, ciężka praca, głodówka.

Gdzie jest dziś 81-letni „wujek”? – Być może nigdy się tego nie dowiemy – mówi José Rodriguez Elizondo, profesor prawa na Uniwersytecie Chilijskim. Jego zdaniem cała ta sprawa to splot powieści detektywistycznej i wielkiej afery korupcyjnej. Z zeznań świadków wynika, że Schäfer nadal ukrywa się w jednym z bunkrów Villa Baviera. Obecni mieszkańcy Colonii zgodnie twierdzą, że jakiś czas temu stracili z nim kontakt.

Wyrok sądu zapadł, ale Chilijczycy zadają sobie pytanie, dlaczego trzeba było na to czekać aż tak długo? Jak to możliwe, że nazistowski psychopata działał bezkarnie nawet po upadku chroniącego go reżimu? Elizondo uważa, że koloniści sprytnie wykorzystywali niemoc władz i posługiwali się korupcją. Ale takie wyjaśnienie nie zadowala opinii publicznej. – Nie jestem w stanie pojąć – mówi Macarena Diuana – dlaczego demokratyczne rządy nie mogły dokładnie wyjaśnić wszystkich okoliczności. Dlaczego nie próbuje się odsłonić całej prawdy o Colonii Dignidad?

To prawda, że w ostatnich latach lewicowe rządy chilijskie okazywały Niemcom z Dignidad swoją niechęć, ale nie podejmowano wobec nich zdecydowanych działań. Colonii

odebrano statut organizacji charytatywnej i dotacje z budżetu, ale trzeba było szokującej fali oskarżeń zgwałconych przez Schäfera dzieci, by władze podjęły interwencję, a przestępstwami zajął się sąd. – Myślę, że wokół Dignidad istnieje wciąż sieć cichej, ale skutecznej protekcji – mówi Elizondo.

Ostateczny kres tym kompromitującym powiązaniom ma położyć dopiero rozwiązanie sekty i wyrok sądu. Oprócz kar więzienia oskarżonym o pedofilię Niemcom nakazano wypłatę około miliona dolarów odszkodowania ofiarom gwałtów. Pozostali koloniści, którzy mają niemieckie obywatelstwo, będą mogli wyjechać do Niemiec. Chce im to ułatwić rząd kanclerza Schrödera, który jako pierwszy od 56 lat zainteresował się losem swoich obywateli z Colonii Dignidad. W Niemczech starsi mieszkańcy Villa Baviera mieliby zapewnione mieszkanie i dożywotnią rentę, młodzi zaś pracę i bezpłatną edukację.

Problem w tym, że większość kolonistów wcale nie chce opuszczać „swojego domu”. Podobno od czasu ucieczki Schäfera w 1997 r. jest to najnormalniejsze osiedle. – Możemy oglądać telewizję, rozmawiać przez telefon i chodzić na zakupy – przyznaje Cristina Alvear, jedna z obecnych mieszkanek Colonii. Dziwne jednak, że dwadzieścia bram prowadzących do dawnego królestwa „wiecznego wujka” nadal zamykanych jest co noc na kłódki. Może mieszkańcy mają jeszcze coś do ukrycia? Tym razem chyba już nie na długo.

 

 

Reklamy