Archiwum dnia: 25 sierpnia, 2017

Starzej膮cy si臋 rodzice to balast. Dla dzieci, lekarzy, piel臋gniarek

Tak mi si臋 ostatnio sk艂ada, 偶e par臋 dni temu by艂am codziennie u Mamy w szpitalu.

Le偶a艂a na oddziale wewn臋trznym w bardzo ci臋偶kim stanie. My艣la艂am, 偶e nie wyjdzie z choroby i przyjdzie Jej kres.

A jednak sta艂 si臋 cud z mocy s艂u偶by zdrowia i rodziny, kt贸ra zaopiekowa艂a si臋 na r贸wni z piel臋gniarkami i lekarzem prowadz膮cym.

Jak偶e by艂am mile zaskoczona, 偶e moj膮 Mam膮 tak dobrze zaopiekowa艂 si臋 szpital.

Kropl贸wki – du偶o kropl贸wek i zastrzyki – du偶o zastrzyk贸w i w ko艅cu stan Mamy bardzo si臋 poprawi艂.

W chorobie na raka chodzi o to, by pacjent nie cierpia艂 i tak te偶 si臋 sta艂o.

Dobranie odpowiednich lek贸w sprawi艂o, 偶e Mama w stanie stabilnym jest od tygodnia w domu.

Dzi臋kuj臋 s艂u偶bie zdrowia w mojej miejscowo艣ci za du偶o empatii i trosk臋.

Ale nie zawsze tak bywa i tu polecam poni偶szy wywiad:

Smutna prawda o nas: Starzej膮cy si臋 rodzice to balast. Dla dzieci, lekarzy, piel臋gniarek.

Karetka zabiera dziadka czy babci臋, a m艂odzi jad膮 na wakacje. Bez balastu, kt贸rym na co dzie艅 s膮 ich starzy rodzice. Wiem, 偶e wszyscy chcemy by膰 m艂odzi, pi臋kni, wysportowani i oczywi艣cie zdrowi, i 偶e najlepiej by by艂o gdyby staro艣膰 nie istnia艂a. Chowamy j膮 w domach starc贸w, w szpitalach. I nie szanujemy. I jak si臋 przekona艂am, nie szanuj膮 jej te偶 lekarze i piel臋gniarki – m贸wi Magda Rigamonti, dziennikarka, kt贸rej wpis na Facebooku dotycz膮cy 22-godzinnego pobytu z ojcem na szpitalnym oddziale ratunkowym w maju poruszy艂 wiele os贸b. Teraz dziennikarka wraca do tych chwil przygl膮daj膮c si臋 funkcjonowaniu SOR-贸w i traktowaniu senior贸w w Polsce.

Jakimi trzema s艂owami opisa艂aby pani pobyt z ojcem na SOR-ze?

Bezradno艣膰 i oczekiwanie. No i jeszcze mo偶e zw膮tpienie.

Zw膮tpienie?

Zw膮tpienie w to, 偶e jest si臋 podmiotem.

Pani by艂a tam „jedynie” osob膮 towarzysz膮c膮.

Ale obserwowa艂am pacjent贸w i personel SOR-u. I jasne jest, 偶e pacjenci boj膮 si臋 jeszcze bardziej i s膮 jeszcze bardziej bezradni. Szczeg贸lnie ci starsi, 80-, 90-letni, na skraju 偶ycia. Pami臋tam ich wzrok pytaj膮cy, b艂agalny. Siedzieli, le偶eli, czekali a偶 kto艣 si臋 nimi zajmie, powie, co dalej, co z nimi. Pami臋tam staruszka, kt贸rego posadzono na w贸zku. Czeka艂 i tylko wodzi艂 wzrokiem za przechodz膮cymi obok ludzi w bia艂ych kitlach. Dok艂adnie tak samo patrz膮 dzieci w domu dziecka, podczas wizyt potencjalnych rodzin adopcyjnych. Patrz膮, wodz膮 wzrokiem i maj膮 nadziej臋, 偶e w艂a艣nie do nich podejdzie pani, przytuli, zajmie si臋, przygarnie.

Nie przesadza pani?

Nie. Na SOR-ze te偶 tak czekaj膮 ci, kt贸rym co艣 dolega. Wiedz膮, 偶e s膮 zale偶ni od salowych, piel臋gniarek, lekarzy, od wszystkich os贸b w bia艂ych kiltach. I to jest okrutna zale偶no艣膰.

My艣li pani, 偶e pacjenci znaj膮 swoje prawa? Potrafi膮 o siebie zawalczy膰 w takiej sytuacji?

Powiedzia艂am o okrutnej zale偶no艣ci. Pacjenci wiedz膮 przecie偶, 偶e od lekarza i piel臋gniarki zale偶y ich zdrowie, a cz臋sto i 偶ycie. Wiedz膮 to te偶 lekarze i ca艂y personel SOR-u. Wiedz膮 i ten fakt wykorzystuj膮. Wiedz膮, 偶e s膮 prawa pacjenta, ale i tak czuj膮 si臋 panami sytuacji. Prosz臋 pami臋ta膰, 偶e szczeg贸lnie ludzie starszej daty maj膮 do lekarza ogromne zaufanie, darz膮 szacunkiem, wierz膮, 偶e lekarz to zaw贸d szczeg贸lny, zaw贸d zaufania publicznego.

Pani nie wierzy?

Wierz臋, przecie偶 ci ludzie kszta艂cili si臋 przez wiele lat po to, by ratowa膰 ludzi, by pomaga膰 w potrzebie. Musieli si臋 kierowa膰, je艣li nie powo艂aniem, to przynajmniej misj膮. Lekarz to zaw贸d zaufania publicznego. To kto艣, od kogo jeste艣my uzale偶nieni w sytuacjach ekstremalnych (nawet takich jak z艂amanie r臋ki, bo to ekstremalna sytuacja dla zdrowego cz艂owieka), bo sami sobie nie poradzimy. Skoro lekarz wybra艂 taki zaw贸d, zdecydowa艂 si臋 pracowa膰 w szpitalu, przychodni czy prywatnej klinice, to ma obowi膮zek zachowywa膰 si臋 uczciwie i z szacunkiem. Kilka lat temu sp臋dzi艂am wiele godzin w Szpitalu Biela艅skim, widzia艂am, jak pracuje dr Marzena D臋bska i prof. D臋bski i wiem, 偶e po wielu latach w tym zawodzie mo偶na by膰 lekarzem cierpliwym, 偶yczliwym, kt贸ry zrobi wszystko by ratowa膰 偶ycie i zdrowie matek i ich dzieci.

Praca na SOR-ze jest specyficzna. Wi膮偶e z du偶ym stresem. Mo偶e w tym wszystkim brak ju偶 miejsca na empati臋?

Kiedy po 22 godzinach zabiera艂am ojca z SOR-u, podj臋艂am decyzj臋, 偶e przestaj臋 by膰 tylko bezradn膮 c贸rk膮, kt贸ra prosi piel臋gniarki i lekarza o informacje. Zrozumia艂am, 偶e mam obowi膮zek wyci膮gn膮膰 legitymacj臋 prasow膮 i powiedzie膰, 偶e jestem dziennikark膮. Nie, nie po to, 偶eby pom贸c swojemu ojcu, tylko tym wszystkim, kt贸rzy tkwili na tych krzese艂kach i le偶ankach od wielu godzin. I rozpocz膮艂 si臋 teatr. Nagle piel臋gniarki ruszy艂y do pacjent贸w. 鈥揓ak d艂ugo trwaj膮 te dolegliwo艣ci? Czy si臋 powtarzaj膮? O, nie mo偶e pan z艂apa膰 tchu. Od jak dawna to trwa? Jakie leki pani przyjmuje? I tak dalej… Doskonale wiedzia艂y, 偶e w艂a艣nie zadaj膮 pytania, kt贸re mia艂y obowi膮zek zada膰 wiele godzin wcze艣niej.

Za granic膮 na studiach medycznych s膮 przedmioty dotycz膮ce komunikacji z pacjentem.

Pewnie na medycynie jest psychologia, ale czy komunikacja, to nie wiem. Je艣li jest, to personel SOR-贸w szybko zapomina o tym, czego si臋 nauczy艂. Wie pani, 偶a艂uj臋, 偶e wtedy na SOR-ze przy Wo艂oskiej nie zrobi艂am tym starszym pacjentom zdj臋膰, nie poprosi艂am o ich zgod臋 na to. Do dzi艣 mam przed oczami obrazy m.in. pana, kt贸ry siedzia艂 11 godzin na w贸zku inwalidzkim i nikt z personelu nie zapyta艂, czy chce siku, pi膰, je艣膰, czy nie potrzebuje pomocy, czy mo偶e by si臋 troch臋 przeszed艂. To ja zapyta艂am, czy przynie艣膰 mu kanapk臋 i wod臋. By艂a tam te偶 m艂oda omdlewaj膮ca dziewczyna. Siedzia艂a kilka godzin na twardym krze艣le. Widzia艂am, jak wyci膮gn臋艂a r臋k臋 do przechodz膮cej obok osoby w bia艂ym kitlu, prosz膮c, czy ta mo偶e podprowadzi膰 j膮 do toalety. Us艂ysza艂a tylko: „nie jestem od tego”. Wsta艂am i posz艂am z ni膮 do ubikacji. Na takim oddziale powinien by膰 kto艣, kto pomaga czekaj膮cym ludziom, kto poda pi膰, przyniesie kanapk臋. Prosz臋 pami臋ta膰, 偶e tam dla ludzi czekaj膮cych wiele godzin nie s膮 przewidziane 偶adne posi艂ki. Prosz臋 sobie wyobrazi膰, kto czeka 20 godzin, jest cukrzykiem i musi cz臋sto je艣膰 drobne porcje… No, ale czego ja chc臋, skoro pewnie nikt takiej osoby nie zapyta, na co choruje. Mojego ojca nikt podczas tej prawie doby na SOR-ze nie zapyta艂, jakie leki przyjmuje, na co choruje. Nikt nie powiedzia艂 panu z le偶anki obok, 偶e ma nie je艣膰 i nie pi膰, bo za chwil臋 b臋dzie mia艂 badanie, kt贸re powinno si臋 robi膰 na czczo. Nikt nie zaproponowa艂 starszym ludziom, kt贸rzy byli tam sami, bez 偶adnej rodziny, czego艣 do picia czy jedzenia. Pyta艂am wi臋c panie piel臋gniarki, czy trzyma艂yby w takich warunkach, bez jedzenia swojego 80-letniego dziadka czy ojca. Spuszcza艂y tylko g艂owy. Ok, mo偶e to by艂a ju偶 dziesi膮ta godzina ich dy偶uru, mo偶e czeka艂y, ju偶 tylko na to a偶 sko艅cz膮 prac臋 i b臋d膮 mog艂y p贸j艣膰 do domu.

T艂umaczy je pani?

Nie, pr贸buj臋 zrozumie膰. Kiedy艣 sp臋dzi艂am kilka nocy na SOR-ze w szpitalu przy ul. Szaser贸w w Warszawie. Przygotowywa艂am materia艂 o dr Magdalenie Kozak lekarzu ratowniku i 偶o艂nierce. I tam te偶 by艂 t艂um pacjent贸w. I byli lekarze i piel臋gniarki, ale nikt nikogo nie ignorowa艂. Widzia艂am, jak mo偶na pracowa膰 z po艣wi臋ceniem, chocia偶 czasami ma si臋 bardzo, ale to bardzo dosy膰, szczeg贸lnie w dwudziestej godzinie dy偶uru. A do tego trzeba wype艂nia膰 dokumentacj臋 medyczn膮. Wie pani, wydaje mi si臋, 偶e wszystko sprowadza si臋 do tego, by pozosta膰 cz艂owiekiem.

I widzie膰 w pacjencie cz艂owieka.

Oczywi艣cie. To nie nos, palec czy udar trafi艂 na SOR. To nie noga przyjecha艂a z wypadku, to nie zawa艂 przywie藕li, bo to przyjecha艂a pani Stasia z Jerozolimskich, lat 94, kt贸ra jest sama, m膮偶 od dawna nie 偶yje, c贸rka mieszka w Kanadzie. Po raz kolejny m贸wi臋 o tych starszych ludziach, bo chyba jednak stanowi膮 wi臋kszo艣膰 na SOR-ach. Wtedy, na Wo艂oskiej by艂o sze艣ciu albo siedmiu takich niezaopiekowanych staruszk贸w. Chyba wszystkich przywioz艂o pogotowie. Pewnie kto艣 zas艂ab艂, kto艣 si臋 藕le poczu艂, kto艣 mia艂 bardzo wysokie ci艣nienie, kogo艣 zastali s膮siedzi le偶膮cego na schodach klatki schodowej. Przecie偶 wystarczy艂oby, gdyby piel臋gniarka b膮d藕 lekarz powiedzieli: „pani Kowalska, ma pani swoje lata i ju偶 ca艂kowicie zdrowa nie b臋dzie, bo takie jest 偶ycie, ale zrobimy pani badania, podamy kropl贸wk臋 z lekarstwem i mamy nadziej臋, 偶e si臋 pani poprawi. A mo偶e warto by by艂o, aby zosta艂a pani na obserwacj臋. No, ale trzeba poczeka膰 na wyniki bada艅”. Pyta艂a mnie pani o prawa, o to, czy pacjenci je znaj膮. My艣l臋, 偶e ci starsi ludzie boj膮 si臋 odezwa膰, o co艣 poprosi膰. Nie awanturuj膮 si臋. Cho膰, mam wra偶enie, 偶e jak „klient jest awanturuj膮cy si臋”, to zostanie szybciej za艂atwiony. Nie m贸wi臋 o chamskich reakcjach i ubli偶aniu, tylko zwr贸ceniu na siebie uwagi i pokazaniu, 偶e jestem tu cz艂owiekiem, a nie nosem czy wyrostkiem.

Pani by艂a t膮 „awanturuj膮c膮 si臋”?

Dopiero na koniec, w 22 godzinie pobytu mojego ojca na SOR-ze. By艂am awanturuj膮c膮 si臋 dziennikark膮. Okaza艂o si臋 nawet, 偶e wezwano policj臋. Powiedzia艂am im, 偶e tak, jak i oni jestem w pracy. Byli troch臋 zmieszani, my艣l臋, 偶e doskonale rozumieli moje zachowanie. Spisali moje dane z legitymacji dziennikarskiej i na tym si臋 sko艅czy艂o. Mam nadziej臋, 偶e ca艂e to zdarzenie sprawi艂o, 偶e personelowi, chocia偶 na te 2-3 godziny otworzy艂y si臋 oczy, 偶e zacz臋li inaczej traktowa膰 pacjent贸w. Zreszt膮, kiedy opisa艂am t臋 sytuacj臋, odezwali si臋 r贸偶ni ludzie, kt贸rzy byli pacjentami i rodzinami pacjent贸w. Opisywali swoje historie z SOR-贸w, cz臋sto makabryczne, cz臋sto zako艅czone 艣mierci膮. Odezwa艂a si臋 kobieta, kt贸rej ojciec trafi艂 na SOR na Wo艂osk膮 i tam mu nie udzielono pomocy, tylko z niewiadomych przyczyn przewieziono do innego szpitala, w kt贸rym ten cz艂owiek zmar艂. Skontaktowali si臋 ze mn膮 tak偶e lekarze i piel臋gniarki.

Z pretensjami?

Te偶.

Czy by艂o pani przykro, kiedy czyta艂a pani pod swoim wpisem negatywne komentarze od 艣rodowiska medycznego?

Negatywne r贸wnowa偶y艂y si臋 z pozytywnymi. Pisali, 偶e si臋 nie znam, 偶e nie rozumiem tej pracy. A ja uwa偶am te偶, 偶e skoro jestem dziennikark膮, to mam obowi膮zek r贸wnie偶 lekarzom patrze膰 na r臋ce. Kilka lat temu zajmowa艂am si臋 spraw膮 prof. Chazana i nadu偶ywania przez niego kompetencji dyrektorskich w szpitalu przy Madali艅skiego w Warszawie. Teraz jeden z doktor贸w powiedzia艂 mi, 偶e w ko艅cu kto艣 napisa艂 prawd臋 i pokaza艂, jak jest na SOR-ach. Sam pracuje na jednym z warszawskich SOR-贸w. Opowiada艂 o pacjentce, kt贸ra le偶a艂a na SOR-ze przez osiem dni.

Bo?

Bo czeka艂a na przyj臋cie na konkretny oddzia艂. Na oddziale jednak nie by艂o miejsca, z SOR-u obawiano si臋 j膮 wypu艣ci膰. P贸藕niej si臋 okaza艂o, 偶e w tym czasie na oddzia艂 przyj臋to 14 os贸b, z pomini臋ciem SOR-u. Ten doktor rozmawia艂 ze mn膮 bardzo szczerze, m贸wi艂, 偶e modli si臋 o to, by nie trafi膰 nigdy do szpitala, nie przechodzi膰 przez SOR, modli si臋 o to, by umrze膰 ze staro艣ci, a nie chorowa膰. Doda艂, 偶e wielu pacjent贸w umiera na SOR-ach, w szpitalach, bo s膮 nienale偶ycie zaopiekowani i 偶e oczywi艣cie trudno to udowodni膰, bo na wszystko z regu艂y s膮 papiery, procedury s膮 wykonane i udokumentowane. On i inni powtarzali, 偶e je艣li nie ma si臋 znajomego lekarza w szpitalu albo chocia偶 piel臋gniarki, to w szpitalu nie b臋dzie si臋 traktowanym, jak nale偶y. I to jest najwi臋ksze z艂o, bo okazuje si臋, 偶e je艣li jest si臋 zwyk艂ym pacjentem, to jest si臋 nikim.

Historie, o kt贸rych pani m贸wi, pokazuj膮 s艂abo艣膰 systemu.

Tak, ale za systemem stoj膮 ludzie. To, 偶e system jest z艂y, wszyscy wiemy. Dyrektor SOR-u z innego szpitala powiedzia艂 mi, 偶e za tym has艂em: system jest z艂y 鈥 pracownicy SOR-贸w bardzo ch臋tnie si臋 skrywaj膮. Tym z艂ym systemem t艂umacz膮 sytuacje, do kt贸rych nigdy nie powinno doj艣膰. Z drugiej strony od tego samego doktora s艂ysz臋, 偶e na jednym dy偶urze jest zaledwie dw贸ch lekarzy, kt贸rzy musz膮 ratowa膰 zdrowie, a cz臋sto 偶ycie a偶 130 pacjent贸w, wi臋c nie ma si艂y, by byli oni empatyczni i pochylali si臋 nad ka偶dym tak, jak powinni. No, ale z drugiej strony czasami wystarczy podnie艣膰 k膮ciki ust… I oni po studiach, kiedy trafiaj膮 na taki oddzia艂, maj膮 w sobie pok艂ady empatii, s膮 dobrze nastawieni do pacjent贸w.

I co, p贸藕niej o tym zapominaj膮?

Nie wiem. Mo偶e patrz膮 na to, jak si臋 zachowuj膮 ich starsi koledzy po fachu. Oczywi艣cie nie wszyscy. Jest przecie偶 wielu wspania艂ych lekarzy. Niedawno trafi艂am z c贸rk膮 na SOR w Gi偶ycku. Byli艣my na wakacjach. P贸藕nym wieczorem c贸rka si臋 przewr贸ci艂a, narzeka艂a na b贸l stopy. Nic nie puch艂o, wi臋c s膮dzi艂am, 偶e to tylko st艂uczenie. Rano jednak n贸偶ka spuch艂a. Pojecha艂y艣my do szpitala. Tam na SOR-ze powiedziano, 偶e skoro do zdarzenia dosz艂o dzie艅 wcze艣niej, nie przyjm膮 dziecka i mamy si臋 uda膰 do przychodni. Na szcz臋艣cie by艂o blisko. Przyj膮艂 nas dr Pu艂janowski. Obejrza艂 stop臋, powiedzia艂, 偶e na jego oko to skr臋cenie i p臋kni臋cie jednej z kostek stopy.

聽Po czym wyj膮艂 plansze, pokaza艂 uk艂ad kostny stopy, wyja艣ni艂, co si臋 mog艂o sta膰 i zanim wys艂a艂 na RTG, to jeszcze uspokoi艂, 偶e je艣li potwierdzi si臋 jego przypuszczenie, to w艂o偶y st贸pk臋 w lekk膮 skorup臋 偶ywiczn膮. Kiedy czeka艂y艣my w kr贸tkiej kolejce do gabinetu RTG, rozmawia艂am z dwiema pacjentkami doktora – jedna po wszczepieniu endoprotezy, druga bodaj偶e po operacji kolana. M贸wi艂y, 偶e ten doktor zawsze wszystko wyja艣nia, 偶e wychodzi z za艂o偶enia, 偶e pacjent musi by膰 szczeg贸艂owo poinformowany, no i 偶e przyje偶d偶aj膮 do niego pacjenci z ca艂ej Polski… No i jeszcze, lekko podnosi k膮ciki ust. No, ale to wszystko nie dzia艂o si臋 na SOR-ze, tylko w przychodni.

Cz臋艣膰 pacjent贸w przychodzi na SOR, 偶eby omin膮膰 kolejki w przychodniach.

I oni oczywi艣cie robi膮 te偶 t艂um na SOR-ach. Ale ja ich rozumiem.

Bo to spos贸b na szybsz膮 diagnostyk臋…

Dziwi si臋 pani tym ludziom. Skoro w przychodni rejonowej s艂ysz膮, 偶e tomografi臋 mog膮 zrobi膰 dopiero za p贸艂 roku, a kardiolog przyjmie ich za 11 miesi臋cy. My艣l臋, 偶e gdybym by艂a w ich sytuacji, dzia艂a艂abym podobnie.

Znowu wracamy do systemu.

Tak, tylko 偶e w tym systemie najbardziej cierpi膮 pacjenci. Pami臋tam staruszk臋, kt贸ra trafi艂a na SOR na Szaser贸w. Upad艂a i bola艂o j膮 biodro. Dr Magda Kozak zapyta艂a, w kt贸rym miejscu boli i kiedy si臋 przewr贸ci艂a. Okaza艂o si臋, 偶e dwa tygodnie wcze艣niej. Nie zg艂osi艂a si臋 do lekarza rodzinnego, bo wiedzia艂a, 偶e ten b臋dzie j膮 odsy艂a艂 do innych i przepisze co najwy偶ej tabletk臋 przeciwb贸low膮. Mia艂a 艣wiadomo艣膰, 偶e na SOR-ze, cho膰 trzeba poczeka膰, to i prze艣wietlenie i diagnoz臋 mo偶na za艂atwi膰 za jednym zamachem. Mo偶e te偶 liczy艂a na to, 偶e b臋dzie mog艂a kilka dni poby膰 w szpitalu. No, bo jak w艂o偶膮 j膮 w gips, to w domu sama sobie nie poradzi… W szpitalu lepiej i wygodniej. Dr Kozak m贸wi艂a mi o staruszkach podrzucanych na SOR przez swoje doros艂e dzieci. Zamawiaj膮 pogotowie, t艂umacz膮, 偶e mama b膮d藕 tata gorzej si臋 czuj膮, 偶e oni nie wiedz膮, co robi膰. Karetka zabiera dziadka czy babci臋, a m艂odzi jad膮 na wakacje, sp臋dzaj膮 艣wi臋ta bez tego balastu, kt贸rym na co dzie艅 s膮 ich starzy rodzice. Wiem, 偶e wszyscy chcemy by膰 m艂odzi, pi臋kni, wysportowani i oczywi艣cie zdrowi i 偶e najlepiej by by艂o, gdyby staro艣膰 nie istnia艂a, gdyby nam nie przeszkadza艂a w naszym wspania艂ym 偶yciu. Chowamy j膮 w domach starc贸w, w szpitalach. I nie szanujemy. I jak si臋 przekona艂am, nie szanuj膮 te偶 lekarze i piel臋gniarki. Niedawno rozmawia艂am z Janem Rulewskim, opozycjonist膮, kt贸ry w PRL-u przesiedzia艂 za swoj膮 dzia艂alno艣膰 siedem lat. W stosunku do tego, czego do艣wiadczy艂, u偶y艂 sformu艂owania „przekroczenie granicy godno艣ci”. Od razu pomy艣la艂am, 偶e 鈥瀙rzekroczenie granicy godno艣ci鈥 to w艂a艣nie to, czego do艣wiadcza bardzo wielu pacjent贸w w szpitalach. Tam cz臋sto zapomina si臋 o cz艂owiecze艅stwie i zapomina o tym ca艂y personel medyczny. Niestety, r贸wnie偶 o swoim cz艂owiecze艅stwie.

Wywiad pochodzi z portalu:聽www.medexpress.pl