Archiwum dnia: Wrzesień 8, 2017

Moja dzielna Mama w chorobie!

Wieczór jest dla mnie, kiedy mogę coś skrobnąć na blogu, bo mam chwilę dla siebie i dla swoich myśli.

Piszę na blogu, że codziennie poświęcam trochę czasu dla mojej,  chorej na raka Mamie.

Mój codzienny dzień się przewartościował i od rana myślę, co by tu Mamie ugotować i zanieść ciepłe i świeże.

To jest burza mózgu, bo zależy mi na tym, że kiedy po szpitalu odzyskała apetyt, to powinna jeść zdrowo.

Był czas, że jej organizm niczego nie przyswajał, a więc to była droga przez mękę.

Kiedy się tak patrzyło, że się okropnie męczy, to był ogromny stres dla rodziny.

Po szpitalu powoli stan się poprawia i dziś Mama mnie zaskoczyła.

Nie wiem skąd Ona czerpie siłę, że mimo boleści i strasznie mocnych leków, potrafi się sama z siebie śmiać.

Śmieje się z tego, że zrobiła się laska, bo waży tyle, ile ważyła jako panienka.

Śmieje się z tego, że przerzedziły się jej włosy, ale nie ma ani jednego siwulca, mimo 86 lat – to ewenement.

Śmieje się z tego, że dupka zrobiła się taka malutka i nie ma po czym poklepać.

Słuchając Jej w obliczu choroby jestem zaskoczona ogromną  siłą, aby przeżyć dzień i kolejne dni.

Wciąż sobie zadaję pytanie – skąd bierze taką radość życia w sobie?

Ale, ale –  dziś to mnie zaskoczyła ogromnie.

Nigdy nie śpiewała, nam Dzieciom piosenki, którą pamięta ze swoich młodych lat, a kiedy zaśpiewała, to stwierdziłam, że to perełka w Jej głowie, którą się z nami nigdy nie podzieliła.

Zapamiętałam słowo – rogaliki i zaczęłam szperać w sieci. Znalazłam cudną piosenkę z lat młodości mojej Mamy.

Posłuchajcie i wiem, że tego utworu nie znacie.

Ja znam siebie, że kiedy zapadnie u mnie diagnoza – rak, to się totalnie rozsypię i nie będę tak mocna jak moja Mama.

 

https://www.youtube.com/watch?v=2syFg77jd3c

Nie wiem, nie wiem
Jak to wytłumaczyć mam
Przecież, przecież
Ledwie parę godzin cię znam
Pewnie, pewnie
Moje słowa zdziwią cię
Może śmieszne
Trochę są zmartwienia me, bo chcę…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
Pantofle ranne dawać ci przed snem
I wychodzić na dwór z naszym psem
Razem głośno śmiać się w kinie – ja i ty
Razem łykać aspirynę w mokre dni
Mieć z tobą wspólny sufit, wspólny piec
Czego więcej można chcieć?

I, doprawdy, aż się boję
To taki dziwny fakt
Starczyło tylko raz popatrzeć w oczy twoje
A już marzę tak…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
W radościach i kłopotach razem być
I już więcej nie chcę nic
I już więcej nie chcę nic

I, doprawdy, aż się boję
To taki dziwny fakt
Starczyło tylko raz popatrzeć w oczy twoje
A już marzę tak…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
W radościach i kłopotach razem być
I już więcej nie chcę nic
I już więcej nie chcę nic

Reklamy

Tchórze odbierają ludziom godność! Głosowałaś/eś na nich?

Skazano mnie zaocznie, bez wskazania winy, bez możliwości obrony, a wyrok ten oznacza, że kiedy zapłacę za leki – leczę nowotwór – a także za mieszkanie, media, to na jedzenie i inne „drobiazgi” niezbędne człowiekowi do życia od 1 października 2017 roku nie będę miała ani złotówki. Niech mnie zamkną w więzieniu, gdzie przynajmniej dają jeść, albo niech postawią pod ścianą i rozstrzelają, bo na śmierć głodową skazywano ostatnio w hitlerowskich obozach. Pod decyzją, którą mi przysłano, nikt nie miał odwagi się podpisać.
 
Gdybym popełniła zbrodnię, nawet najcięższą, za którą by mi wymierzono karę dożywocia, to stanęłabym przed sądem, który by mi postawił konkretne zarzuty, podając odpowiednie paragrafy z przepisów prawnych, które naruszyłam, a które przewidują taką a nie inną karę; miałabym możliwość wypowiedzenia swojej opinii w tej sprawie i patrzenia w oczy oskarżycielowi i sędziemu; miałabym prawo do skorzystania z pomocy prawnej przed rozprawą sądową i w jej trakcie.A kiedy już wyrok by się uprawomocnił i trafiłabym do więzienia, to miałabym tam dach nad głową, codzienne utrzymanie i ubranie, dostęp do książek, radia i telewizji, bez konieczności martwienia się, skąd wezmę co miesiąc pieniądze na zapłacenie za to wszystko.

Zabrano mi rentę

Decyzja o zabraniu mi ponad połowy dotychczas otrzymywanej renty rodzinnej, która zapadła gdzieś poza mną, bez uprzedzenia i możliwości zgłoszenia najmniejszych zastrzeżeń, to wyrok znacznie bardziej godzący we mnie niż opisana wyżej sytuacja zbrodniarza.

Mnie bowiem skazano zaocznie, bez wskazania winy, bez możliwości obrony, a wyrok ten oznacza, że kiedy zapłacę za leki niezbędne w mojej sytuacji, gdy walczę z chorobą nowotworową, a także za mieszkanie, energię, gaz, telefon, telewizję (a są to opłaty stałe, według ustalonej taryfy), to na jedzenie, ubranie, środki czystości itp. „drobiazgi” niezbędne człowiekowi do życia od 1 października 2017 roku nie będę miała ani złotówki.

Oto jak wygląda prawo i sprawiedliwość w rzeczywistości tysięcy ludzi, którzy znaleźli się podobnej do mnie sytuacji.

Proszę, piszcie o tym, nagłaśniajcie te haniebne przejawy bezprawia i pogardy dla tych, którzy jeszcze żyją, choć urodzili się w minionej epoce i zdaniem obecnie nam „panujących” nie mają prawa do dalszego życia. Niech nas wszystkich zamkną w więzieniu, gdzie przynajmniej dają jeść, albo niech postawią pod ścianą i rozstrzelają, bo na śmierć głodową skazywano ostatnio w czasach hitlerowskiego apogeum.

Nawet nie mają odwagi się pod tym podpisać

A teraz kilka słów o mnie. Jestem starą, samotną kobietą. Mam 76 lat i od ponad roku walczę z chorobą nowotworową. Po zdiagnozowaniu raka piersi przeszłam już operację, chemioterapię i radioterapię, a obecnie mam przed sobą jeszcze długie miesiące przyjmowania dalszej kuracji w postaci zastrzyków (herceptyna).

Utrzymywałam się dotychczas z renty rodzinnej, którą mi przyznano po śmierci męża, a która wynosiła 3200 zł. Musiałam z niej skorzystać, bo moja emerytura po 44 latach pracy wynosiła 1438 zł, co nie pozwoliłoby mi na opłacenie mieszkania i innych rachunków, a także w miarę godny poziom życia (jeszcze przed chorobą). Mój mąż (który nie żyje już ponad trzy lata) przez ostatnie 30 lat swojego życia nie pracował w żadnym z organów wymienionych w ustawie dezubekizacyjnej, zaś za okres pracy w PRL został zlustrowany i nie postawiono mu żadnych zarzutów ani nie obniżono przysługującej mu emerytury.

Teraz cała „wina” spadła na mnie, choć ja nie miałam nigdy żadnego związku z tymi instytucjami ani nawet nie należałam do żadnej partii politycznej.

System demokratycznego państwa prawa, o czym tak często słyszymy obecnie z ust najwyższych czynników rządzących, nie zna sytuacji, aby za winy (rzekome czy nawet udowodnione), karać żonę.

Jak zatem nazwać działania naszych władz? Decyzje o drastycznym obniżeniu rent i emerytur, które docierają do tysięcy ludzi, łamiąc ich życie, a ich samych wyrzucając na daleki margines z piętnem „komunistów i złodziei”, nie są podpisane przez nikogo z władz państwowych.

Nawet dyrektorzy odpowiednich departamentów nie ujawniają tu swego nazwiska. Jest tylko pieczątka starszego aprobanta Wydziału Ustalania Świadczeń MSWiA. I tyle. I… aż tyle!

Proszę redakcję o nieujawnianie moich danych.

Warszawa 5.09.2017 r.